czwartek, 31 marca 2016

Kosmetyki,które królowały w marcu.

Pogoda dopisuje, odzyskałam aparat i wracam pełną parą z nowymi pomysłami.
W marcu przyzwyczaiłam się do pewnych kosmetyków, których używałam na okrągło.
Też tak macie? Możecie mieć milion malowideł, ale ciągle używacie tych samych?
1.Cienie #Selfie od MUR
Firmę Makeup Revolution polubiłam już dawno temu i bardzo często używam produktów tej firmy.
Tutaj mamy paletę podstawowych kolorów. Wykorzystuję je do namalowania kredki. Świetnie zastępują eyeliner.

2.Żel do mycia twarzy Bebeauty
Produkt kupiłam w Biedronce za około 4złote. Drobinki peelingujące są na tyle delikatne, że można używać go codzienne.
Nie będę się rozpisywać, bo chcę zrobić osobną recenzję.

3.Pędzel do różu
Pędzelek dostałam ze sklepu Dresslink. Znalazł zastosowanie podczas nakładania różu. Miękkie, lecz sztywne włosie nabiera odpowiednią ilość kosmetyku.
Można nim z łatwością rozetrzeć każdą plamę.

4.Maska dziegciowa
Kupiłam ją chyba w listopadzie i do tej pory pozostało mi pół saszetki. Jest dosłownie moim wybawieniem. Genialnie radzi sobie z oczyszczeniem twarzy. Skóra pozostaje gładka, czysta i miękka. Niestety jej minusem jest dostępność, bo można dostać ją w sklepach internetowych.

5.Mgiełki Avon
Jak już wspominałam, wiosną zawsze używam mgiełek. Najlepiej sprawdzają mi się te owocowe. Teraz w Avonie trwa promocja, w której możemy wybrać trzy zapachy za 20zł. Chyba skuszę się na kilka zapachów.

6.Rimmel Apocalips
Chłodny róż jest jednym z ulubionych odcieni na ustach. W połączeniu z konturówką Essence tworzy zgrany duet. Lakier do ust jest moim odkryciem, lecz zauważyłam, że nie każdy się z nim polubił.

7.Chusteczki do demakijażu
Już wspominałam o nich kilka razy, ale zdecydowanie pomagają mi w demakijażu. Wybieram je zawsze, gdy jestem zmęczona i nie mam siły na szukanie płynu i wacików. Mała paczka leży na szafce i czeka.
Niestety powoli się kończy i muszę wybrać się do Kauflandu po następne opakowania.

8.Płyn Awesome MUR
Długo leżał zapomniany na dnie kosmetyczki. Wyjęłam go przypadkiem i odkryłam, że świetnie sprawdza się przy mieszaniu z innymi cieniami. Taki zamiennik Duraline.
Niestety nie sprawdził mi się foliowy cień, ale o tym powstanie post.

9.Podkład Revlon Photoready
Wiosną moja cera traci blask. Wspomagam ją rozświetlającym podkładem, który niestety powoli się kończy. Trwały kosmetyk i przyjemnym kryciem, to jest to, co lubię. Uważam, że jest o niebo lepszy niż sławny brat Colorstay.

Jak przedstawiają się wasi ulubieńcy?

Kosmetyki,które nie znalazły u mnie zastosowania.

Tag dokładniej nazywa się "Kosmetyki których NIE lubię, NIE rozumiem i NIE używam" i został zapoczątkowany na YT przez Karolinę Zientek oraz Karolinę Stylizacje.
Często wspominałam Wam o moich anty ulubieńcach,więc przyszedł czas, aby zebrać ich w jednym poście.
Oczywiście jest to moje upodobanie,ponieważ propozycje dla niektórych mogą być niezrozumiałe.

1.Eyeliner w pisaku
Gdy zaczynałam swoją przygodę z makijażem, właśnie taki eyeliner wybierałam. To samo robiły moje kuzynki,lecz z czasem zdałam sobie sprawę,że nie do końca są świetne.
Taki produkt nie należał do wydajnych oraz różnie bywało z trwałością.
Końcówka z czasem się niszczyła i cienka jaskółka była wyczynem.

2.Sypkie cienie
Karolina Stylizacje również ich nie polubiła. Dwa lata temu próbowałam się do nich przekonać.
Niestety moje wrażliwe oczy nie polubiły się z nimi. Pomimo świetnej pigmentacji nie miały więcej plusów. Sypały się niemiłosiernie jak każdy sypki produkt,a drobinki wchodziły mi pod powieki. 
Z czasem traciły kolor na powiece, więc rozcieranie nie miało większego sensu.

3.Podkład w musie
Do tego kosmetyku nigdy się nie przekonałam. Nie podoba mi się konsystencja. Mam wrażenie,że nie pokrywa moich niedoskonałości,a zarazem tworzy efekt maski.

4.Matowe szminki
Jest to produkt,który uwielbiam na ustach innych dziewczyn. U siebie niestety go nie akceptuję,ponieważ mam ciągłą tendencję do suchych skórek. Moje wargi po pomalowaniu wyglądają jak u osoby,która nie piła wody od wielu dni.

5.Tusz z grzebykiem
Jakiś czas temu kupiłam właśnie taki tusz. Zamiast szczoteczki posiadał grzebyk,podobny do tego który pomaga rozczesać nasze rzęsy. Niestety po stoczonej bitwie miałam sklejone rzęsy. Dałam mu kilka szans i podczas każdej próby nic się nie zmieniło.
Niestety żaden tusz z grzebykiem mi się nie sprawdził. 

6.Lepkie błyszczyki
Byłam ich wielbicielką gdy miałam krótkie włosy. Jednak jeśli jesteś posiadaczką długich włosów, wiesz coś o pasmach przyklejonych do klejących warg.
Takie malowidło w ekspresowym tempie znika,dlatego mówię mu stanowcze NIE!

7.Płynny tint to ust i policzków
Na wypróbowanie jakiś czas temu kupiłam płynny tint. Posiada przyjemny,różany zapach.
Jednak nic nie robi! Musiałabym wylać pół buteleczki,aby osiągnąć jakikolwiek efekt na policzkach. Na ustach produkt wcale się nie trzyma. Szkoda,bo liczyłam na lekko zabarwione wargi.

8.Kulki brązujące
Pomimo chęci nie mogę się do nich przekonać. Gdy malowałam kuzynkę,widziałam różnicę pomiędzy jednym, a drugim policzkiem. Niestety kolor nie wyjdzie taki sam.

9.Cienie z brokatem
Kojarzą mi sie z dyskoteką,która była 10lat temu. Jeśli brokat to tylko na szaloną imprezę.

10.Rozświetlacz z widocznymi drobinkami
Zgodzę się z Karoliną Stylizacje. Niestety rozświetlacz z widocznym brokatem nie wygląda ładnie na co dzień.
Posiadam taki jeden w pięknym złotym odcieniu i używam go jako cienia do powiek. Nietrafiony zakup nie zagości na moich policzkach.

Tak przedstawia się moja lista anty ulubieńców i niezrozumiałych produktów.
Jakich kosmetyków nie polubiłyście?

środa, 30 marca 2016

Najbardziej wkurzające właściwości lakierów do paznokci.

Blisko 1,5 roku temu na urodziny zażyczyłam sobie zestaw lakierów hybrydowych. Dopiero domowy manicure hybrydowy stawał się modny, więc nie miałam pojęcia co i jak.
Zawsze używałam zwykłych malowideł, jednak powoli z nich rezygnuję. Pewnie niedługo uzbieram spory karton i sprzedam większość.
Post przyszedł mi na myśl, gdy próbowałam pomalować paznokcie u stóp.

Co najbardziej denerwuje mnie w zwykłych lakierach?
1.Czas schnięcia
O to chyba wkurza każdą z nas. Nie ma nic gorszego niż siedzenie niczym egipska mumia i czekanie, czekanie,czekanie.
Nie jestem w stanie zmyć naczyń, ubrać się czy posprzątać przez blisko godzinę.
Najczęściej wybieram piaski lub brokat, ponieważ są mało wymagające i zastygają w ciągu 10minut.

2.Odciski
Myślisz, że zaschły? Nic bardziej mylnego! Te małe, perfekcyjnie pomalowane skurczybyki czekają aż położysz się spać. Rano wstajesz z masą rysek i odciśniętą strukturą poduszki.

3.Krycie
Kupiłaś lakier o pięknym kolorze? No problem! Pełne krycie osiągniesz przy czwartej warstwie.

4.Bąbelki
Oj najbardziej wkurzają mnie te bąbelki, które wychodzą, gdy nałożysz top na jeszcze wilgotną warstwę. Potrafią zepsuć najlepszy manicure.

5.Trwałość
Niestety i tutaj nie poszalejemy. Jestem tą "szczęściarą" u której każdy lakier wygląda ładnie nawet tydzień. Jednak wiem, że u innych odpada już po kilku godzinach.
Jaka jest zasada? Odpadnie w najmniej oczekiwanym momencie.

6.Cena
Firmy chyba powariowały. Za zwykły lakier 30-40zł? Za tyle kasy mogę kupić 3 lub 4 hybrydy Silcare Colour it!
Wytrzymają 3tygodnie,a nie 3dni.

7.Konsystencja i zalane skórki
Nauczyłam się już jak poprawnie malować paznokcie, a czasem zalane skórki są na porządku dziennym. Zależy to dużo od lejącej, spływającej konsystencji.

8.Pędzelek
15ml butla i pędzel jak dla mrówki? 5ml buteleczka i pędzel jak dla słonia? Zawsze miałam problem z trafieniem w odpowiedni rozmiar.
Na domiar złego pędzel sięga do połowy opakowania i jak mamy wydobyć resztę produktu?

9.Przebarwienia
Niekiedy baza nie radzi sobie z zabezpieczeniem, a potem chodzimy z żółtymi pazurami jak palacz.

10.Zmywanie
Znacie historię z życia o zmywaniu lakierów piaskowych i brokatowych? Niekiedy nie mam czasu na "foliową" metodę i zmywam je 10minut.
Do tego dodajmy zafarbowane skórki.

Pomimo masy kolorów coraz bardziej przekonuję się do hybryd. Teraz noszę je praktycznie od grudnia i nie wyobrażam sobie z nich zrezygnować.
Manicure wygląda pięknie przez długi czas. Jest to genialne wyjście dla zabieganych kobiet.

Które produkty wybieracie? Zwykłe czy hybrydowe?
Może są sytuacje, które Was wkurzają?
Chcecie może więcej sytuacji z innymi kosmetykami? :)

Plusy i minusy długich włosów.

Jeszcze 3,5 miałam włosy po kark, a teraz dzielnie je zapuszczam. Pomysł na post już chwilę siedział w mojej głowie, ale dopiero teraz postanowiłam spisać plusy i minusy długich włosów.
Można na samym początku zacznę od pozytywów. 


1. Zachwyt 
Wiele osób zazdrości i podziwia długie włosy. Piękne i zdrowe włosy powinny być powodem do dumy. 

2.Fryzury 
Na długich włosach idealnie wyglądają wszelkie warkocze, kłosy,fale i loki. 

3.Faceci 
Mężczyźni wręcz uwielbiają długie pasma u kobiet! Działają na nich jak wabik. 

4.Satysfakcja 
Która z nas nie czuję zadowolenia, że dałyśmy radę zapuścić nasze kłaczki?

5.Pomoc
Gdy mamy już dość naszej długości, możemy ścięte pasma podarować fundacji, która produkuje peruki. 

Teraz przyszedł czas na minusy: 
1. Pielęgnacja 
Jak już wiadomo włosy potrzebują o wiele więcej uwagi niż krótkie. Musimy dobierać kosmetyki, które pomogą nam w pielęgnacji. 

2.Lato 
Oj, która z nas nie miała ochoty je ściąć, gdy na zewnątrz jest +30 stopni? 
Mokry kark jest zmorą każdej włosomaniaczki. 

3.Czas schnięcia 
Twoje krótkie włosy schną 30minut? No problem! Moje schną nawet 5godzin... Gdybym chciała kłaść się spać z suchymi, musiałabym myć je o 17 lub spać o 2-3 w nocy. 

4.Czesanie 
Moje utrapienie i przekleństwo. Zawsze znajdzie się nierozczesane pasmo, które będzie poplątane. 
Długie czesanie równa się z bólem ręki. 

5.Końcówki 
Niestety końce niszczą się o wiele szybciej, więc musimy o nie szczególnie zadbać. 

6.Fryzury 
Niestety nie wyczarujemy z nich pięknych koków, bo będą wyglądały jak gigantyczne gniazdo dla ptaków. Ja swoje włosy po studniówce myłam i rozczesywałam prawie godzinę. Myślałam,że będę musiała je zgolić. 

7.Objętość 
Ciężkie pasma potrzebują uniesienia. Jednak stronię od wszelkich pianek i lakierów. 

8. Ubieranie kurtki 
Za każdym razem, gdy zasuwam zamek.muszę uważać, aby ich nie przyciąć. Nie zawsze się udaje :D 

9. Ilość kosmetyków
Litrowa maska Kallosa przy regularnej pielęgnacji wystarczy mi na 2-3miesiące,a małe 200ml odżywki na 3-4 użycia. Najczęściej kupuję mazidła o większej pojemności. 

10. Wiatr 
Wiatr+pomalowane usta+rozpuszczone włosy = porażka 

11.Mycie 
Oj ile się namęczę, aby je umyć. Czasem mam ochotę zapisać się na akrobatykę, abym była sprawniejsza. 

Jak widać minusów jest o wiele więcej, ale czy ścięłabym je? 
W życiu! Uwielbiam o nie dbać i taktuję je jak moje dzieciaczki. 
Często testuję nowe produkty, które pomagają mi w walce o piękne pasma. 
Gdy miałam je krótsze, ciągle je podcinałam, aby było ich coraz mniej. Od 3 lat nie pomysłem o tym, by obciąć je, chociaż po łopatki. 
Oczywiście muszę mieć cały arsenał gumek, szamponów,odżywek, masek,lecz to wszystko jest dla mnie czystą przyjemnością. 

Jakie jest Wasze zdanie? 
Wolicie długie czy krótkie włosy? :)

wtorek, 29 marca 2016

Moja mama zostanie woskomaniaczką?

Już nawet mamę przekonałam do nowych zapachów. W kuchni stoi jej kominek,a wokół niego pełno nowości.
Wśród nich zapodziała się słodka tarta,którą paliłam podczas świąt. Idealnie pasuje do kuchennego klimatu.
Swojego przyjemniaka wybrałam w sklepie Goodies.gdzie wiernie kupuję moje YC.
Wosk z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: głęboki, bogaty aromat ziaren palonej kawy z nutą aksamitnej czekolady.

Kocham aromat kawy w kosmetykach,woskach i odświeżaczach. Sama jednak nie piję jej często,bo potem czuję drganie powieki. 
W tym produkcie nie znajdziemy jednak typowego aromatu kawy,a cudownej czekolady.
Z czasem otula nas zapach czekoladowego budyniu,który jest mega realistyczny. Mam wrażenie,że w kuchni gotuje się ten przysmak.
Czy jestem rozczarowana,że brakło świeżej nuty kawy? Ani trochę! Ciepły,nie mdlący aromat można palić przez wiele godzin,a i tak się nie znudzi.
Znalazłam idealny produkt na chłodny,wieczór. 

Uwaga! Nie odpalać go na głodnego! Zapach jest na tyle kuszący,że można zjeść całą tartę :D

Najlepsza paczka od Born Pretty Store.

Wow,od ponad roku współpracuję z firmą Born Pretty Store. Bardzo lubię ich asortyment oraz to,że każdy podziwia moje zdobycze.
Najbardziej lubię kolczyki i naszyjniki. Tym razem BPT postanowiło zrobić mi niespodziankę i dostałam paczuszkę.
Szkła blisko miesiąc,a zawartość mnie zachwyciła.
Wszystkie produkty możecie zobaczyć w sklepie BORN PRETTY STORE.

Na początku pokażę Wam kolczyki,które noszę bez przerwy. Piękne,srebrne kokardki z diamencikiem.
Wyglądają identycznie jak te od jubilera. Wszystko jest dopracowane,a kamyczki mienią się w słońcu.
Pomimo częstego używania,nie ściemniały oraz nie uczuliły mnie.
KLIK
Kolejny faworyt. Srebrny pierścionek imitujący gałązkę z liśćmi. Malutkie diamenciki dopełniają całości. Posiada regulację,więc dopasuje się do każdego palca.
Pomimo częstego noszenia i mycia rąk,nie ciemnieje.
KLIK
Z paczki wyciągnęłam również zestaw czterech pierścionków,każdy powinno się zakładać na inny palec. Wyglądają naprawdę fajnie.

Zauroczyła mnie srebrna bransoleta z motylkami. Już dawno marzyła mi się już dawno taka nie połączona biżuteria. Ta wygląda efektownie i pasuje do większości stylizacji.
Delikatny naszyjnik,który wygląda subtelnie i elegancko. Cienki łańcuszek świetnie współgra z przesuwającą się przypinką.
Ostatnią rzeczą jest naszyjnik,który już posiadam. Więc mam pytanie,czy chciałybyście go wygrać w rozdaniu? :)



poniedziałek, 28 marca 2016

Serengeti Sunset,uwodzicielski aromat.

Nie mam pojęcia,dlaczego tak późno po niego sięgnęłam. Pewnie dlatego,że jestem wzrokowcem i na początku nie podobała mi się etykietka.
Ostatnio jednak miałam okazję go powąchać i pomyślałam "Ty durna! Nie oceniaj po okładce".
Szybko więc dodałam ją do koszyka w sklepie Goodies,gdzie kosztowała 8zł.

Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Uwodzicielski aromat słodkich owoców, cytrusów, kwiatów lotosu i bursztynu przenoszący nas na afrykańskie Serengeti o zachodzie słońca.
Pomarańczowa tarta bez dwóch zdań podbiła moje serce. Jestem wielbicielką owocowych aromatów,najczęściej właśnie takie produkty wybieram.
Na starcie nie wiedziałam czego się spodziewać,owoce i ciężka nuta bursztynu?
Po rozpaleniu jednak wszystko staje się zrównoważone,a zapach sam w sobie jest lekki.
Intensywna tarta przepięknie pachnie,a do tego aromat unosi się przez długi czas.
Po wejściu do pomieszczenia,mamy wrażenie że znajdujemy się na wakacjach. Ciepły,słodki zapach owoców nie jest wcale mdlący. Jest zarówno piękny na sucho jak i po rozpaleniu.
Przypomina mi drogie,eleganckie perfumy.

Znacie go? 
Lubicie? :)

Faworyt marca. Najlepsza ziołowa odżywka do włosów?

Chyba najbardziej lubię testować produkty do włosów. Te naturalne sprawdzają się zdecydowanie najlepiej.
Tym razem od początku marca próbowałam odżywkę ziołową firmy Fitomed.

Odżywka przyspiesza porost włosów, pogrubia i zmniejsza łamliwość włosów po zabiegach fryzjerskich, ułatwia rozczesywanie, nadaje włosom witalność i połysk.
Polecana przez dermatologów do włosów suchych osobom o wrażliwej skórze, w celu regeneracji oraz stymulacji wzrostu włosów.
Producent sugeruje, ze może być używana zarówno jako do i bez spłukiwania.

Składniki bioaktywne:
wyciąg z ziół skrzypu, pokrzywy, lipy, szałwii, dioscorei villosa (dziki ignam, aluka) - bogaty we flawonoidy, sole mineralne (krzemu, potasu, wapnia), witaminy i in; kompleks witaminowy: prowitamina B5, witaminy E i grupy B.

Odżywka znajduje się w 200ml przeźroczystej butelce z małym otworkiem. Wydobywa się z niej odpowiednia ilość produktu.
Szata graficzna prosta i schludna. Z etykiet można odczytać wszystkie potrzebne informacje.

Blado różowa,średnio gęsta konsystencja idealnie nakłada się na włosy i nie spływa z nich.
Posiada typowo ziołowy aromat,który nie przeszkadza i nie drażni.
Stwierdzam,że produkt jest niezwykle wydajny,bo przy moich długich włosach wystarczył mi niemal na miesiąc. 
Nie używałam jej jednak na skalp,ponieważ jest skory do łupieżu,więc nie mogę stwierdzić obiecywanego przyrostu.

Na włosach jednak spisuje się genialnie. Pasma są gładkie,nawilżone i błyszczące.
Błyszczą się jak milion diamencików,a do tego są dociążone i puszyste.
Zauważyłam,że przy regularnym stosowaniu poprawił się ich stan. Układają się o wiele lepiej oraz nie są suche jak siano.
Odżywkę można dostać w aptece lub sklepie internetowym. Koszt takiego cuda nie przekracza 10zł,a efekty są widoczne gołym okiem.

Mam nadzieję,że zachęciłam Was do wypróbowania :)

piątek, 25 marca 2016

Niekosmetyczni ulubieńcy marca

Do końca marca pozostało jeszcze kilka dni,lecz przez święta pewnie nie będę miała czasu na bloga. Już dziś zaczynam kuchenny maraton,którego wręcz nie cierpię. W lodówce już leży sernik na zimno(mojej roboty) oraz kilka ciast mamy,a przed nami jeszcze masa pracy
Aby odpocząć od pracy postanowiłam opowiedzieć Wam o moich niekosmetycznych faworytach.

1.Zwierzogród.
Na bajkę Disneya wybrałam się z młodą. Animowany film o dziwo przypadł mi do gustu. Dawno nie widziałam tak śmiesznej bajki opowiadającej o króliczej policjantce,która chce strzec Zwierzogród.
Bajka spodoba się zarówno dorosłym jak i tym młodszym. 

2.Room
Drugi film,który zobaczyłam w kinie. Irlandzko-kanadyjski dramat opowiadający o porwanej dziewczynie,która została zamknięta w starej szopie na wiele lat. Właśnie tam rodzi swojego syna Jacka i wmawia mu,że to miejsce jest całym światem. Mały chłopiec nie zdaje sobie sprawy,że istnieje życie poza małym pokoikiem.
Muszę pochwalić Jacoba,który grał młodego. Świetnie spisał się w tej roli,a warto podkreślić że ma tylko 9lat.
Wzruszający dramat,który na długo pozostanie w pamięci.

3.Harlan Coben
Po przeczytaniu pierwszej książki tego autora,nie mogłam przyzwyczaić się do jego stylu.
Z czasem jednak pochłonęły mnie tak bardzo,że przeczytałam niemal całą serię z Myronem Bolitarem.
Jest on agentem sportowym,który wiele lat temu doznał poważnej kontuzji i w skutek czego jego kariera legła w gruzach.
Dzięki jego sprytowi i inteligencji zawsze rozwiązuje tragiczną zagadkę.
4.Dom nad jeziorem
Film,który męczyłam już masę razy i za każdym razem uwielbiam go oglądać.
Kate (Sandra Bullock) oraz Alex (Keanu Reeves) mieszkali w tym samym domu,lecz na przestrzeni kilku lat. Poznali się dzięki starej,magicznej skrzynce na listy. 
Korespondują ze sobą przez dłuższy czas,lecz nie mogą się spotkać. Troszkę fantastyczna historia romantyczna,którą trzeba zobaczyć minimu, dwa razy,aby zrozumieć o co chodzi. 

5.Laik makijażowy
Na YT znalazłam ją dzięki innej blogerce. Iwona nagrywa filmiki niemal od roku i wyróżnia się poczuciem humoru,czego brakowało mi u niektórych nagrywających.
Jeśli lubicie słuchać o kosmetykach,to koniecznie musicie ją odwiedzić.

Jestem ciekawa Waszych ulubieńców :)

czwartek, 24 marca 2016

Nowa lepsza sól do kąpieli? Nieprzyjemna reakcja alergiczna.

Jakoś na początku roku w Biedronce pojawiły się nowe wersje soli do kąpieli. 
Uwielbiam ich używać,ponieważ są świetnymi umilaczami. Zimą i wiosną zawsze wybieram wannę,kocham długie kąpiele i czytanie książek.
Najczęściej wybieram musujące kule,ale tym razem skusiłam się na coś innego. Jak na tym wyszłam?

Sól znajduje się w przeźroczystym,plastikowym słoju z małym otworem. Opakowanie wygląda estetycznie i zachęca do zakupu. Bardzo fajnie zdobi półki w łazience.
Moim zdaniem,przy takim składzie powinni napisać informację,że nie nadaje się dla wrażliwej skóry. Dlaczego?

W środku znajdziemy jasno i ciemno pomarańczowe drobinki,które niestety nie powalają zapachem.
Nie do końca czuć obiecaną brzoskwinię,aromat jest słaby i praktycznie nie wyczuwalny po wrzuceniu do wody. Woda nie została również zabarwiona jak w poprzedniej wersji.

Niestety sól nie posiada super składu i może być za mocna dla wrażliwców. Nie zawiera właściwości pielęgnujących,służy jedynie jako dodatek do kąpieli.
Do wanny zawsze wsypuję pół miark (nakrętki) i nigdy nie dostałam alergii. Myślałam,że będzie tak dalej,lecz po wyjściu doznałam szoku.
Skóra faktycznie była miękka,gładka i na pierwszy rzut oka nawilżona. Pojawiły się jednak drobne czerwone plamki,które wyglądały jak zapalenie mieszków włosowych.
Wystraszyłam się nie na żarty i szybko umyłam się pod ciepłą wodą już bez dodatków. 
Na szczęście wszystko zeszło i obyło się bez wapna.
Byłam zdziwiona,bo nigdy nic takiego mi się nie przytrafiło. Jestem straszną panikarą i nieźle się wystraszyłam.

Sporej wielkości opakowanie można dostać jedynie w Biedronce za około 3,50zł.
Cena przyjemna,miły zapach,lecz nie do końca super właściwości.
Niestety już po nią nie sięgnę i pewnie pozostanie nie tknięta.

Mam nadzieję,że unikniecie nieprzyjemności.
Może jednak u Was się sprawdzi?

środa, 23 marca 2016

Maliny w waniliowym kremie.

Dopiero teraz zawitałam na bloga,ponieważ od rana byłam w trasie. Podróż (200km w jedną stronę) wykończyła mnie na maksa.
Po powrocie do domu spałam jak zabita 3godziny,a poźniej urządziłam sobie mini spa.
Zapaliłam kominek i wrzuciłam owocowy wosk.
Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o orzeźwiającym zapachu owoców jagodowych zatopionych w delikatnym kremie waniliowym.

Maliny uwielbiam od małego dziecka. Zawsze zrywałam je u babci w ogródku. Nie mogłam doczekać się sezonu,aby wcinać te pyszne owoce. Najlepiej smakują te zerwane prosto z krzaka.
Na samym początku pomyślałam,że tarta może być mdła przez dodatek słodkiej wanilii. 
Pomyliłam się bardzo i od razu pokochałam ten aromat.
Czerwona tarta pachnie intensywnie zarówno na sucho jak i po rozpaleniu.
Piękny malinowy zapach rozprzestrzenia się po pomieszczeniu w szybkim tempie. Słodycz nie powoduje mdłości czy bólu głowy. Na szczęście wanilia nie gra głównej roli.
Produkt o ile się nie mylę dołączył do zimowej kolekcji,uważam jednak że wspaniale sprawdzi się zarówno zimą jak wiosną czy latem.
Swojego przyjemniaczka kupiłam za 8zł w sklepie Goodies.

Lubicie malinowy smak i zapach?

wtorek, 22 marca 2016

Nowa seria Yankee Candle- Verbena

Gdy YC wypuściło nową serię,postanowiłam zakupić trzy nowe woski. Nie byłabym soba,gdybym nie odpaliła pierwszego z nich.
Werbena zawsze kojarzyła mi się z tabletkami na gardło,więc byłam ciekawa czy zapach przypadnie mi do gustu.

Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o odświeżającym zapachu kwiatów werbeny połączonej z cytrusami i kremową wanilią.

Wosk posiada przyjemny,świeży,lekko cytrusowy aromat. Nie wyczuwam jednak waniliowej nuty,może to i dobrze.
Tarta na sucho nie pachnie intensywnie,ale wszystko zmienia się po dodaniu do kominka.
Zapach staje się mocny,lecz nie powoduje bólu głowy. Można palić go wiele godzin i zapewniem,że Nam się nie znudzi.
Yankee Candle zadbało o to,aby produkt działał kojąco i odprężająco. Bardzo fajnie spisze się na leniwy,deszczowy dzień.
Aromat w pokoju pozostaje nawet do 4godzin po zgaszeniu! Jestem pod wrażeniem,bo nie miałam jeszcze takiej tarty.
Czy zapach werbeny przypadł mi do gustu? Bardzo,zaś mojej siostrze nie spodobał się wcale.
Moim zdaniem warto go kupić i przetestować.

Znacie go może? :)
Tartę można kupić w sklepie Goodies za 8zł.

poniedziałek, 21 marca 2016

Ulubione blogi kosmetyczne i lifestylowe.

Zauważyłam, że posty z faworytami cieszą się ogromnym powodzeniem. 
Dzięki takim wpisom,możemy poznać wiele nowych osób.
Mimo tego, że swój blog posiadam od września 2014roku,to Wasze oglądam o wiele dłużej.
Niektóre poznałam jeszcze w gimnazjum i do tej pory chętnie do Was zaglądam.
Oczywiście nie będzie to tylko jeden post a kilka, w których przedstawię ulubieńców lifestylowo kosmetycznych.

1.Joanna lifestyle
Asię poznałam jeszcze, gdy prowadziła pierwszego bloga. Polubiłam jej styl pisania i od samego początku wydawała mi się niesamowicie miłą i sympatyczną osobą.
Posiada przejrzysty, estetyczny blog, który czyta się z przyjemnością. Pisze zarówno posty lifestylowe, jak i kosmetyczne.

2.Jagodowa
Tę miłośniczkę lakierów poznałam jeszcze na photoblogu. Tworzy niesamowicie piękne wzory na paznokciach i nie ukrywam, że często inspirowałam się jej manicurem.
Jeśli szukacie ciekawych pomysłów, zaglądnijcie na jej blog.

3. Mój zakupoholizm
Na blog trafiłam przypadkiem w 2012roku. Do tej pory chętnie czytam jej rzetelne posty i oglądam ładne zdjęcia.
Blanka testuje wiele produktów, o których sama nigdy nie słyszałam.

4. Ash Plum plum
Asię poznałam dzięki YT. Na jej blogu znajdziecie wiele inspirujących postów dotyczących mody, kosmetyków czy gotowania.
Posiada ciekawy styl i nie boi się odważnych stylizacji.

5. Mavia nails- lakierowe wywiadówki.
Posiada jeden z lepszych lakierowych blogów. Znajdziecie u niej masę recenzji dotyczących malowideł do paznokci.
Estetyczne zdjęcia dopełniają całości.

6.Włosy muszą być długie
Jeśli szukacie postów o modzie, kosmetykach i urodzie koniecznie musicie sprawdzić jej blog.
Miłe dla oczu zdjęcia oraz interesujące recenzje zachęcą Was do zaglądania na jej blog.

Zaglądacie może do moich ulubienic?

Najlepszy ziołowy szampon?

Nie wiem jak Wy,ale ja bardzo lubię naturalne kosmetyki do włosów. Sprawdzają się genialnie,więc tym razem postawiłam na szampon firmy Fitomed dla włosów normalnych i suchych.


Składniki aktywne: wyciąg z korzenia mydlnicy lekarskiej, ziela skrzypu polnego, szyszek chmielu, kwiatostanu lipy, liścia pokrzywy.

Działanie:
- zapobiega nadmiernemu łuszczeniu się skóry,
- zmniejsza lub likwiduje swędzenie skóry,
- zmniejsza łamliwość i wypadanie włosów po zabiegach fryzjerskich,
- przywraca włosom miękkość.

Polecany przez dermatologów:
- przy alergicznym świądzie skóry,
- w przypadku nadmiernego wypadania włosów na skutek stosowania diet odchudzających, długotrwałego przyjmowania leków oraz częstych zabiegów fryzjerskich.

Przeznaczenie: do włosów suchych i normalnych.
Właściwości: wytwarza swoistą dla mydlnicy lekarskiej pianę i delikatnie myje włosy.

Fitomed poleca: wskazane jest stosowanie odżywki Fitomed „Zioła i witaminy” każdorazowo po umyciu włosów.

Ingredients: Aqua, Saponaria Officinalis Root Extract,Equisetum Arvense Extract, ,Humulus Lupulus Cone Extract,Tilia Cordata Extract Urtica Dioica Extract, Coco Glucoside, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Propylene Glycol,Propylene Glycol,Peg-7-Glyceryl Cocoate, Cytric Acid, Parfum, Dmdm Hydantoin, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone.


Szampon znajduje się w przeźroczystej butelce o pojemności 200ml. Dzięki temu,że opakowanie wykonane jest z przeźroczystego plastiku,możemy kontrolować ilość pozostałego płynu.
Dość gęsta konsystencja z łatwością pieni się na włosach. Przez tą właściwość,produkt jest bardzo wydajny. 
Stosując go od początku marca,pozostało mi go jeszcze 3/4.
Kosmetyk posiada przyjemny,delikatny ziołowy aromat. Niestety nie pozostaje po wysuszeniu.
Produkt świetnie sprawdza się w moim przypadku. Jestem posiadaczką normalnych włosów,które nie są szczególnie wymagające.
Szampon bardzo dobrze myje,nie wysusza,nie podrażnia. Nie nabawiłam się łupieżu,co jest u mnie cudem.
Zdecydowanie wpływa na czas przetłuszczania włosów. Jednak w pozytywnym sensie.
Pasma wyglądają idealnie nawet po 3 dniach.
Gdzie można go kupić? Widziałam,że produkty Fitomed można dostać nawet w małej aptece. Kosztuje nie więcej niż 10zł.
Jestem zadowolona z jego działania i zauważyłam,że włosy są o wiele bardziej błyszczące i miękkie.
Są dociążone i sypkie. 

Znacie firmę Fitomed?

sobota, 19 marca 2016

Chusteczki do demakijażu również dla wrażliwców?

Recenzję chusteczek dla cery normalnej i mieszanej możecie odnaleźć na moim blogu. Tym razem przychodzę z opinią o tych,które nadają się dla cery wrażliwej.
Sama posiadam taką na policzkach i jest to bardzo uciążliwe szczególnie zimą i wiosną.
Zapraszam na recenzję.
Chusteczki umieszczone są w plastikowym opakowaniu zamykanym na przeźroczysty pasek,który idealnie przylega nawet po wielokrotnym otwieraniu.
Produkt nie traci wilgoci i do ostatniej sztuki jest idealny. Można śmiało wsadzić je do torebki i nie przejmować się,że wszystko zamoczą.
Nie są zbyt mokre,ani za suche. Idealnie zmywają nawet wodoodporny makijaż. 
Radzą sobie również z podkładem Revlon Colorstay,co uważam za sukces.
W porównaniu do niebieskiej wersji, te są delikatniejsze i małym minusikiem jest to,że rozciągają się pod koniec demakijażu.
Mają również inny,lekko pudrowy zapach. Miły aromat nie drażni oczu.
Przez swoją strukturę nie podrażniają wrażliwej skóry. Są mięciutkie jak chmurka.
Skóra po oczyszczeniu nie jest wcale zaczerwieniona. Nie pozostaje również lepka jak przy użyciu innych firm.
Opakowanie z chustkami można kupić za około 2zł w Kauflandzie. 

Polubiłam się z nimi i na bank kupię następne opakowanie.
Znacie je?

piątek, 18 marca 2016

Matujący krem za grosze.

Raz na jakiś czas lubię odwiedzić drogerię w poszukiwaniu nowości. Tym razem buszowałam w półce z kremami,ponieważ moje zostały zdenkowane.
Akurat trafiłam na promocję i kupiłam krem za około 4zł! 
Polubiłam balsam z firmy Kolastyna,więc postanowiłam zaryzykować.
O produkcie:
Formuła dla cery tłustej i mieszanej stanowiąca znakomitą mieszankę synergicznie działających składników aktywnych, aby zapewnić skórze optymalne rezultaty: już po jednym zastosowaniu skóra pozostaje nawilżona aż do 24 godzin; błyszczenie i przetłuszczanie skóry zostają zredukowane; cera odzyskuje gładkość oraz matowy i świeży wygląd. H2O Intense zapewnia skórze właściwe nawilżenie, działając na dwóch poziomach: tworzenie ochronnego filmu na powierzchni skóry oraz rezerw wilgoci w naskórku. Collasten Complex, unikalna kompozycja kolagenu, elastyny i glikognu, zapewnia skórze nawilżenie, energię i ochronę oraz podtrzymanie jej elastyczności. SEPIMAT SB wychwytuje nadmiar sebum oraz wspomaga kontrolowanie błyszczenia, umożliwiając osiągnięcie efektu matowej skóry. Ekstrakt z grejpfruta działa nawilżająco i ściągająco. Produkt nie zawiera parabenów.

Plastikowa,ciemno miętowa tubka umieszczona jest w estetycznym,prostym pudełku.
Kupiłam go ponieważ lubię mazidła z małą pojemnością. Tutaj znajdziemy 40ml białego kremu o konsystencji żelu. 
Idealnie rozprowadza się po twarzy. Lekka konsystencja szybko się wchłania i pozostawia zmatowioną cerę. U mnie ten efekt utrzymuje się przez długą chwilę.
Skóra jest przyjemnie gładka,a krem nie pozostawia lepkiej warstwy.
Muszę przyznać,że zapach jest obłędny.
Cudowne,lekko owocowe mazidło pachnie nawet po wklepaniu w skórę.
Zapach jest długotrwały i czuć go przez wiele godzin.
Krem nie urządził rewolucji,nie wysuszył,nie uczulił. Nie spowodował zaskórników i bolących pryszczy. 
Idealnie nadaję się jako baza pod podkład. Dzięki szybkiemu wchłanianiu warstwa malowidła rozprowadza się z łatwością.
Produkt oczywiście można kupić w każdej drogerii za około 8zł.

Znacie tego przyjemniaczka?
Co o nim sądzicie?

Czy zielony Garnier okaże się hitem?

Nie wyobrażam sobie nie używać płynu micelarnego. Przyzwyczaiłam się do nich i sprawdzają się naprawdę nieźle.
Podczas zakupów w Biedronce zauważyłam zielonego Garniera,który dostosowany jest dla cery normalnej i mieszanej.
Nie zastanawiałam się długo i włożyłam do koszyka. Cena niezmiernie kusiła,bo wydałam na niego tylko 9zł.
Regularna cena w Rossmannie zaś wynosi 18zł.

O produkcie:
Pierwszy od Garniera płyn micelarny 3 w 1 dla cery normalnej i mieszanej. To prosty sposób, aby usunąć makijaż i oczyścić całą twarz (w tym oczy i usta) w jednym geście i bez pocierania.Cera jest odświeżona, a równowaga skóry przywrócona. Odświeżająca i bezzapachowa formuła.

Tak jak w wersji różowej,płyn umieszczony jest w przeźroczystej,zgrabnej buteleczce z zielonymi akcentami. Możemy śledzić ile produktu nam pozostało.
Otwór jest bardzo mały i wydostaje się z niego odpowiednia ilość produktu.
Szczelne zamknięcie nie otworzy się nam podczas podróży,więc można bezpiecznie zabierać go z sobą w podróż.

Płyn posiada śliczny,delikatny zapach,który nie drażni oczu. Wodnista konsystencja świetnie zmywa najcięższy make up. Daje sobie radę również Wystarczy przyłożyć nasączony płatek do makijażu oka,a całość zniknie w ekspresowym tempie. Dwa pociągnięcia i cera pozostaje oczyszczona i przyjemna w dotyku.
Skóra nie pozostaje ściągnięta,produkt również nie wysusza i nie podrażnia.
Równie ważną właściwością jest to,że nie szczypie w oczy. Nie znoszę tego uczucia.
Niestety niektórym skład może nie przypaść do gustu,ponieważ zawiera alkohol denat,który potrafi wysuszyć.
Czy wystarczy na 200 zastosowań? Nie mam pojęcia,ponieważ nie liczę tego.
Jednak 400ml butla wystarczy spokojnie na 4-5miesięcy.

Mi na szczęście nie wyrządził krzywdy i spisał się świetnie. Warto szukać go w promocji i przetestować.

Znacie go? :)

czwartek, 17 marca 2016

Czym zmyć makijaż? Najlepsze płatki kosmetyczne

Moją zmorą jest zmywanie makijażu. Kocham się malować,ale z demakijażem gorzej.
Zawsze kojarzyło mi się to z toną małych wacików,aż do pory gdy poznałam fajne duże płatki firmy Isana.
Duże owalne płatki jak każde inne umieszczone są w foliowym opakowaniu. 
W środku znajdziemy 40sztuk,które wystarczają mi na miesiąc. Przeważnie używam jednego podczas zmywania i w zupełności mi wystarczy do oczyszczenia całej twarzy.
Cena dużych wacików wynosi w promocji 2,59zł,zaś normalnie kosztują 3,29zł.
Jest to świetna cena,ponieważ produkt wykonany jest w 100% z przyjemnej bawełny.
Płatki są niezwykle miękkie i nie pozostawiają na twarzy małych włókien.
Dzięki temu,że są połączone, nie rozrywają się podczas demakijażu,a same w sobie są dość grube.
Produkt można kupić jedynie w drogerii Rossmann.
Bez dwóch zdań są moimi ulubieńcami i używam ich od ponad roku. 
Wolicie duże czy małe płatki?

środa, 16 marca 2016

Kilka zapachów z którymi się nie polubiłam.

Po wypaleniu masy zapachów, wiem z którymi się nie polubiłam. Na moim blogu pojawił się już post o faworytach,a teraz przyszedł czas na antyulubieńców.
Jestem troszkę rozczarowana,bo z opisu wynika,że są jednymi z lepszych.
Jak jest naprawdę?
1.Angel's wings
Na pierwszy rzut zapach wydaje się przyjemny. Słodki zapach waty cukrowej lub karmelizowanego cukru wypełnia pomieszczenie. Wosk pachnie przyjemnie przez kilka minut.
Z czasem zapach znika i pojawia się słaby aromat,który potrafi doprowadzić nas do mdłości. 

2.Lovely Kiku
Myślałam,że zostanie ulubieńcem, lecz z czasem stał się niesamowicie męczący. Po kilku minutach w pomieszczeniu roznosi się zapach przypominający perfumy 5th Avenue,a następnie nuty zapachowe stają się mocniejsze i męczące.
Z czasem zaczęła boleć mnie głowa.

3.Moonlight
Nie jestem fanką "męskich",ciężkich wosków. Tarta posiada intensywny aromat,który na bank nie zagości w moim kominku.

4.Pineapple Cilantro
Do tej pory narzekałam na intensywność,tutaj jednak jej brak. Praktycznie wcale nie czuję zielonej tarty a szkoda,bo uwielbiam smak i zapach ananasa.
Jestem mega rozczarowana,bo wątły zapach przypomina przesłodzone żelki.

5.Pink Dragon Fruit
Tarta na sucho pachnie o wiele lepiej niż po rozpaleniu. Różowy wosk również nie należy do mocnych. Jest jeszcze słabiej wyczuwalny niż poprzedni Pineapple.

Z którymi woskami nie polubiłyście się?


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka