czwartek, 30 czerwca 2016

Tusz do rzęs, który się kocha albo nienawidzi. Recenzja 2000 Calorie Dramatic Volume.

Nigdy wcześniej nie miałam kosmetyków od Max Factor, ponieważ uważałam, że są drogie. Nie lubię przepłacać, poza tym zajmuję się sprawdzaniem tanich malowideł.
Na promocji w Rossmannie zauważyłam go za około 20zł i postanowiłam przetestować. Produkt ma swoich zwolenników, ale też wrogów.
Nie byłabym sobą, gdybym go nie użyła i opowiedziała o nim kilka słów.
Od producenta:
Max Factor 2000 Calorie jest tuszem super pogrubiającym, dzięki niemu możesz osiągnąć efekt fantastycznie pogrubionych rzęs.
Max Factor zapewnia pogrubienie aż do 300%! Mascara zawiera specjalnie dobrane polimery, dzięki którym odżywia i wzmacnia rzęsy. Max Factor 2000 Calorie jest bezzapachowy i hipoalergiczna co oznacza, że jego skład jest dobrany pod kątem zminimalizowania ryzyka reakcji alergicznych. Bardzo ważnym atutem tego tuszu jest dopuszczenie go do stosowania przez osoby noszące szkła kontaktowe.
Bardzo łatwo się go nakłada a w rezultacie otrzymujemy ślicznie wydłużone rzęsy (aż do 30%). Jego kolejnymi zaletami jest fakt, iż nie kruszy się i nie skleja rzęs. Przez wiele kobiet Max Factor 2000 Calorie uznawany jeden z najlepszych tuszy dostępnych na naszym rynku.
Cena: ok.30zł/9ml

Opakowanie nie wyróżnia się niczym szczególnym i pewnie nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie promocja. Smukłe, czarne, poręczne, wykonane z dobrej jakości plastiku.
Mazidło posiada klasyczną szczoteczkę. Zwęża się ku końcowi, dzięki temu możemy dotrzeć do najmniejszej rzęski.
Nabiera się na nią odpowiednia ilość mascary i z łatwością manewruje. Rzęsiska są idealnie pokryte, rozdzielone i podkręcone. Pomalowane włoski nie tracą elastyczności i nie wyglądają jak pajęcze nóżki.
Tusz posiada przyjemną kremową konsystencję, która nie należy ani do mokrych, ani do suchych i gęstych.
Można go dostać w dwóch odcieniach, granatowym lub czarnym. Każdy z nich posiada genialną pigmentację i przyciemnia włoski.
Produkt urzekł mnie tym, że rzęsiska wyglądają naturalnie i są pięknie wywinięte. Już pierwsza warstwa daje ładny efekt.
Warto także wspomnieć o trwałości. Kosmetyk przez cały dzień wygląda "wyjściowo", nie kruszy się i nie podrażnia oczu.

Osobiście uważam, że jest to mascara godna polecenia. Spisała się na medal i wiem, że kupię go ponownie. Można go spotkać w niemal każdej drogerii oraz sklepie internetowym.
Ps na zdjęciu widnieje jedna warstwa.

Jestem ciekawa Waszej opinii.

środa, 29 czerwca 2016

Czy moje usta polubiły się z matowymi pomadkami? Recenzja Million Dollars Lips od Wibo.

Jak wspominałam, od piątku wybyłam się na małe wakacje na drugi koniec Polski. Uczestniczyłam w pięknym ślubie i genialnym weselu. Jak każda kobieta chciałam poczuć się kobieco i czarować makijażem. Aby mieć pewność, że makijaż nie spłynie, wybrałam matową pomadkę numer 1 Million Dollars Lips.
Słyszałam o nich wiele opinii i chciałam przetestować ją na własnych ustach.
Niestety mój Rossmann miał spore zaległości i dopiero po miesiącu ukazały mi się uzupełnione półki w szafie z malowidłami.
O produkcie:
Matowa pomadka do ust z długotrwałą formułą. Doskonała, aksamitna konsystencja gwarantuje precyzyjne pokrycie. Matowe wykończenie sprawia, że usta wydają się pełne, wyraziste i kuszą swoim urokiem. Bądź gotowa na spektakularny efekt matowych ust! Dostępna w 4 kolorach.

Pomadka posiada bardzo przyjemny wygląd, który nie wygląda tandetnie. Czarno złote opakowanie jest wykonane z porządnego plastiku i nie groźne mu długie podróże.
Aplikator posiada idealną wielkość i z łatwością możemy wyrysować kształt ust. Nie potrzebujemy dodatkowej konturówki, aby nasze wargi prezentowały się jak milion dolarów.
Malowidło numer 1 nadaje się zarówno do codziennych, jak i wieczorowych makijaży. Bardzo brudny róż wpada w fiolet i o dziwo nie wyglądam w nim trupio. Po zaschnięciu odcień staje się odrobinę ciemniejszy, ale tak dzieje się z każdą matową szminką.

Do gustu przypadła mi kremowa i lekka konsystencja, która z łatwością rozprowadza się na ustach. Już po kilku sekundach zasycha i możemy cieszyć się uroczym odcieniem. Mogę śmiało stwierdzić, że produkt nie odbija się na szklankach oraz innych przedmiotach i tym samym nie musimy martwić się o ubrudzone okolice warg. 
Przez kilka minut mamy wrażenie, że nałożony produkt lekko się lepi, lecz później "noszenie" jest o wiele bardziej komfortowe i bezproblemowe.
Mocny pigment już za pierwszym pociągnięciem pokryje nasze wargi. Nie należy jednak przesadzić z ilością nakładanych warstw, aby usta nie wyglądały sucho. Pomadki tego rodzaju mają to, co siebie, że podkreślają każde załamanie, ale o dziwo nie uwydatniają suchych skórek.

Największym plusem jest jednak niezawodna trwałość. Malowidło przetrwało syty obiad weselny, a usta wyglądały nieskazitelnie. Nawet tłusty rosół nie jest w stanie zniszczyć naszego makijażu.
Nie ukrywam, że jest to ogromna wygoda, ponieważ nie musimy kontrolować stanu naszej twarzy.
Producent zapewnia nas, że kosmetyk pozostaje na ustach tylko przez 4godziny, i co?!
BUJDA! Malowidło utrzymuje się o wiele dłużej, chociaż po 8godzinach, dwóch posiłkach i niezliczonej ilości wody, odcień pozostaje delikatnie jaśniejszy w kącikach ust.
Jak dla mnie rewelacja, a warto również wspomnieć, że to cudo kosztuje niewiele ponad 11zł.
Firma Wibo spisała się na medal i mam zamiar skusić się na uroczą fuksję.

Znacie może tego przyjemniaczka?

wtorek, 28 czerwca 2016

Ratunek dla oklapniętych i cienkich włosów?

Może i mam dużo kłaczków i kitka jest gruba, ale tak naprawdę moje pasma są cienkie i oklapnięte przez ich ciężar. Bardzo chętnie wypróbowałam duet Vellie, który dedykowany jest dla osób z trudno układającymi się i cienkimi włosami. V.Laboratories zadbało o wszystko i dzięki ich uprzejmości wypróbowałam szampon i maskę, o których właśnie chcę opowiedzieć.

Szampon, jak i maska posiadają identyczne opakowania, lecz różne pojemności. 250ml szampon spokojnie wystarczy mi na 1,5-2miesiące regularnego stosowania. Maseczka zaś na miesiąc, ponieważ jest jej jedynie 200ml.
Oba produkty posiadają przyjemny, delikatny zapach, który jest wyczuwalny po umyciu.
Szampon genialnie myje włosy i usuwa z nich wszelkie pozostałości po lakierze, żelu czy piance.
Nie zauważyłam, aby je plątał, wręcz mam wrażenie, że jak poprzednik, wygładza je i rozdziela.
Po wysuszeniu zauważyłam, że są uniesione, miękkie i świetnie się układają. Przestały się elektryzować i wywijać.
Produkt nie spowodował u mnie łupieżu, więc jestem podwójnie zadowolona.
Później przyszedł czas na niezłą maskę. Nakładam ją zawsze na 10minut i uważam, że mi to wystarczy.
Moje kłaczki wyglądają jak po wyjściu od fryzjera. Pięknie lśnią, a do tego są lekkie, a zarazem dociążone.
Mazidło bardzo przypadło mi do gustu i chętnie kupiłabym zapas.

Niestety minusem jest dostępność, ponieważ można dostać je w niewielu miejscach.
Ogólnie zestaw sprawdził się na 6 i byłam mu niezmiernie wdzięczna, ponieważ latem moje włosy są wiecznie oklapnięte.
Najbardziej spodobał mi się fakt, że po przebudzeniu się nie mam ogromnej szopy i masy poplątanych supełków. Włosy są gładkie jak tafla.

Znacie produkty firmy V.Laboratories?

niedziela, 26 czerwca 2016

Ukochany zapach od Elizabeth Arden.

Długo wzdychałam przy półce z perfumami. Za każdym razem gdy, odwiedzałam drogerię, musiałam spryskać się najcudowniejszym zapachem 5th Avenue od Elizabeth Arden.
Perfumy nie należą do najtańszych, ponieważ 75ml buteleczka kosztuje ponad 100zł, ale można dostać go na promocji za 60-70zł.
Produkt można kupić w buteleczkach, które posiadają 4 różne pojemności.

O produkcie:
Perfumy 5th Avenue Elizabeth Arden to zapach zainspirowany dynamiką najbardziej znanych ulic Nowego Jorku. Ten stylowy zapach oczaruje cię od początku nutami lipy i lilaku. W tej kruchej mgiełce wybiją się również radosne nuty mandarynki i bergamotki. Serce zapachu jest eleganckie i luksusowe. Róża bułgarska łączy się z czystą esencją indyjskiej tuberozy, a następnie ustępuje wdzięcznemu fiołkowi i słodkiej brzoskwini. Całość doprawiona jest goździkiem i gałką muszkatałową. Dynamikę kompozycji podkreśla cenne piżmo tybetańskie, drzewo sandałowe, irys, ciepły, słoneczny bursztyn i słodkie nuty wanilii. Te oryginalne perfumy idealne będą w każdej sytuacji.

Elizabeth Arden 5th Avenue to zapach reprezentujący nowoczesną, amerykańską klasykę. Perfumy te, będąc symbolem atmosfery wielkiego miasta, dodadzą ci energii i ochoty na nowe przeżycia.

Skład:
Głowa
lipa, bergamotka, magnolia, mandarynka, lilak

Serce
jaśmin, tuberoza, goździki, róża, ylang-ylang, fiołek, gałka muszkatołowa, brzoskwinia

Podstawa
irys, piżmo, wanilia, drzewo sandałowe, bursztyn

Perfum posiada prosty, ale wyrafinowany design. Uważam, że flakonik jest piękny w swojej prostocie. Złote elementy dodają wyrafinowania i kobiecości.
Zapach cudownie rozwija się na skórze i z każdą godziną przybiera nową postać. 
Na początku wyczuwam przyprawy oraz ostrzejsze nuty, które przełamane są słodyczą kwiatów. Posiada tajemnicze nuty, które idealnie ze sobą współgrają.
Warto wspomnieć również o jego cudownej trwałości. Produkt wyczuwalny jest przez cały dzień i nawet po umyciu czuję delikatną nutę 5th Avenue.
Perfumy można dostać w każdej drogerii i sklepie internetowym.

Uważam, że każdy zapach Elizabeth Arden należy do udanych, lecz ten najbardziej podbił moje serce.

sobota, 25 czerwca 2016

Kobieca elagancja. Czerwone paznokcie z dodatkiem blichtru.


Właśnie testuję nowe hybrydy ArtVital. Lubię tanie lakiery, ponieważ na mojej bazie nawet najtańszy produkt trzyma się ponad 6tygodni. Paznokcie spiłowałam w lekki migdałek i pokryłam je dwiema warstwami koloru.
Muszę przyznać, że malowidło jest genialnie napigmentowane i już pierwsze pociągnięcie zapewni kryjącą warstwę. Posiada przyjemną, gęstą konsystencję, która nie kurczy się ani nie rozlewa.
Zamarzyła mi się piękna czerwień bez pomarańczowych i fioletowych nut. Wybrałam nasycony odcień o numerku 96 oraz jasne złoto 164. 
Mam nadzieję, że produkt się sprawdzi i kupię nowe odcienie, ponieważ firma posiada szeroki asortyment. 

Jak Wam się podoba?

piątek, 24 czerwca 2016

Nastolatka na weselu? Jaka fryzura i makijaż?

Aktualnie jestem w weselnym klimacie i przedstawiam Wam propozycję dla nastolatek.
Moja siostra ma 15lat i uważam, że delikatny makijaż podkreśli świeżość i młodzieńczy urok.
Latem nie warto eksperymentować z nadmiarem makijażu, ponieważ spłynie. Najlepiej postawić na naturalność i prostotę.
Weronika ujednoliciła twarz podkładem oraz zmatowiła pudrem. Rzęsy pomalowała tuszem Max Factor 2000 Calorie. Mascara pięknie podkreśli i pogrubi rzęsy, nada wyrazistości.
Usta pociągnęła matową pomadką w kredce od Golden Rose. Zgaszony róż numer 10 idealnie pasuje dla młodych dam.
Jeśli chodzi o włosy, młoda postawiła na kontrolowany nieład. Pasma podkręciła na prostownicy, a głowę ozdobiła uroczą opaską.

Uważam, że taki look idealnie pasuje dla młodych dziewczyn. Wyglądają elegancko i na bank czują się jak gwiazdy.

środa, 22 czerwca 2016

Maska, która wygląda i pachnie jak dżem truskawkowy. Nie aplikować na twarz, gdy jest się głodnym!

Od dawna używam i lubię rosyjskie maski. Latem skóra narażona jest na promieniowanie słoneczne, a tym samym wysuszenie. Chciałam zapobiec tej sytuacji i kupiłam fitoaktywną maskę, która kosztuje 9-11zł. Można dostać ją w drogeriach internetowych oraz dobrze wyposażonych sklepach stacjonarnych.
O produkcie:
Fitoaktywna maska do twarzy, wzbogacona olejami i sokami jagód z rosyjskiej tajgi, nasyca skórę witaminami i mikroelementami. Głęboko nawilża, wyrównuje koloryt twarzy i aktywizuje procesy regeneracji skóry.

Soki poziomki, dzikiej maliny i jagody kamczatskiej-bogate w kwasy organiczne i witaminy, które sprzyjają głębokiemu nawilżeniu i odżywieniu skóry.

Organiczny olej dzikiej róży-zawiera witaminy A i C, dzięki czemu tonizuje skórę i podnosi jej ochronne właściwości.

Olej ałtajskiego rokitnika-aktywizuje procesy regeneracji skóry.

Sposób użycia: nanosimy maskę na oczyszczoną skórę twarzy, omijając okolice oczu, po 10 minutach zmywamy ciepłą wodą. Maskę należy stosować 1-2 razy w tygodniu.

Skład: Glycerin, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit Powder (sproszkowane nasiona borówki brusznicy), Rubus Idaeus Seed Powder (sproszkowane nasiona maliny), Sucrose Palmitate, Sorbitane Caprylate, Organic Rosa Canina Fruit Oil (organiczny olej z owoców dzikiej róży), Hippophae Rhamnoides Friut Oil (olej z rokitnika ałtajskiego), Fragaria Vesca Fruit Juice (sok truskawkowy), Rubus Idaeus Fruit Juice (sok z dzikiej maliny), Lonicera Caerulea Fruit Juice (sok z jagody kamczatskiej), Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid.

Maska umieszczona jest w uroczej saszetce wielokrotnego użytku. 
W środku znajdziemy 100ml mazidła, które wygląda jak mus lub sorbet malinowo-truskawkowy.
W produkcie zanurzone są drobinki owoców, a zapach jest wręcz obłędny i otula zmysły.
Po nałożeniu czujemy przyjemne ciepło, które utrzymuje się aż do zmycia pozostałości.
Maseczka nie zasycha i można usunąć ją bez problemów. Skóra po całym zabiegu jest niezwykle miękka, gładka i nawilżona. Nie zauważyłam podrażnień lub zaczerwienienia.
Wygląda wręcz zdrowo, a sama cera promienieje naturalnym blaskiem.

Owocowy produkt niezwykle przypadł mi do gustu i używam jej w celu ukojenia twarzy. Już po pierwszym użyciu widzę przyjemną zmianę. Cudowny zapach i konsystencja kuszą do polizania palców, więc radzę nie używać jej, jeśli jest się głodnym.

wtorek, 21 czerwca 2016

Pokrzyżowane warkocze? Urocza fryzura, dla długowłosych.

Powracam z serią, która cieszy się popularnością. Latem mam dość długich włosów, ale za nic na świecie nie chcę ich ściąć. Ratuję się wtedy fryzurami, a najbardziej upodobałam sobie warkocze.
Z ich pomocą można wyczarować masę ciekawych fryzur.
W niedzielę siostra wymyśliła pokrzyżowaną fryzurę, która wbrew pozorom jest całkiem łatwa do zrobienia.
Jak wykonać fryzurę?
1. Włosy należy podzielić na równe pionowe połowy, które później dzielimy poziomo. Wychodzą nam mniej więcej 4 ćwiartki.
2. Pierwszy warkocz zaplatamy na ukos 1 część z 4, a następnie 2 z 3.
3. Drugi warkocz jak widać, jest spleciony nad jedynką i nie przylega do skalpu.

Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.

Moje usta pokochały matową pomadkę Bell.

Moje wargi wręcz nienawidziły matowych produktów. Każdy kosmetyk podkreślał nieistniejące suche skórki oraz miałam wrażenie, że wyglądam w nich bardzo niekorzystnie.
Do pomadki Marocccan dream firmy Bell podchodziłam kilka razy. Dwa razy zrezygnowałam z zakupu, ale po przeczytaniu opinii, postanowiłam się skusić.
Cudo można dostać w każdej Biedronce, która posiada szafy Bell. Cena maleństwa wynosi 8,99zł, więc jest naprawdę korzystna.
W sklepie możemy spotkać aż 6 pomadek w różnych odcieniach. Do wyboru mamy nudziaka, dwa jasne róże, które nadają się do codziennego makijażu oraz 3 mocniejsze róże, idealne na wieczorne wyjście. Kolorystyka pasuje do nadchodzącego lata, ponieważ każdy odcień podkreśli opaleniznę i doda nam uroku.
Ja wybrałam numer 3, czyli chłodny, brudny róż. Warto również wspomnieć, że wybierając kolor, należy odczekać, aż malowidło zaschnie. Rzeczywisty odcień jest ciut ciemniejszy niż w opakowaniu.
Spójrzcie na uroczo zdobioną zakrętkę i elegancką, przejrzystą buteleczkę. Pomadka posiada przyjemny, mały aplikator, którym możemy zarysować kształt ust. Jest niezwykle precyzyjny i malowanie nim jest czystą przyjemnością.
Tak wygląda pomadka po ponad 3godzinach "noszenia".
Produkt posiada mocną pigmentację i już za pierwszym razem jesteśmy w stanie pokryć całe wargi. Pomadka na początku jest delikatnie klejąca, lecz gdy wyschnie, problem znika. Pozostaje matowa, nie wysusza ani nie ściąga ust. Nie ma również tendencji do podkreślania okropnych skórek.
Następnym plusem jest jej trwałość. Przez 4-5 godzin wygląda idealnie, następnie lekko się zjada. Proces ten przebiega równomiernie i nie musimy obawiać się nieestetycznych obwódek.
Kosmetyk jest odporny na jedzenie, lecz nie do końca radzi sobie z dużymi ilościami picia. Można jednak użyć rurki i nie martwić się o makijaż.
Uważam, że za grosze możemy dorwać świetny kosmetyk. Dawniej unikałam matów, a teraz jestem w nich zakochana.
Polecam każdej maniaczce, która uwielbia malowidła do ust.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Przecież każda kobieta kocha zakupy! Haul zbiorczy z całego tygodnia.

Przede mną jeszcze masa zakupów, ponieważ na weekend wybieram się w okolice Wałbrzycha.Jadę na wesele i przez pracę nie miałam zupełnie czasu na uzupełnienie braków i zakup najpotrzebniejszych rzeczy. Oczywiście byłam pewna, że mam najpotrzebniejsze rzeczy, a tu taka niespodzianka.
Listę zakupów już spisałam i po południu wybiorę się na szaleństwo, a teraz zapraszam na przegląd produktów zakupionych w ciągu ostatnich dni.
Na samym początku książki, moja miłość. Obiecałam sobie, że nie kupię już ani jednej do końca miesiąca, tymczasem podróżuje już do mnie druga część "Zanim się pojawiłeś".

"Zostań przy mnie"- Megan, Ray i Broome. Troje ludzi połączonych skrywanymi za fasadą codzienności sekretami, których istnienia nie podejrzewają nawet ich najbliżsi. Wiele lat temu w ich życiu wydarzyło się coś, co teraz może je ostatecznie zrujnować. Kolejne tajemnicze zaginięcie mężczyzny w święto Mardi Gras, dokładnie w siedemnastą rocznicę zniknięcia Greena, doprowadzi do ujawnienia łańcucha zbrodni, których nikt dotąd ze sobą nie powiązał...

Jestem w trakcie czytania i muszę Wam powiedzieć, że nigdy nie zawiodłam się na jego książkach.
Ba! Pałam do niego czytelniczą miłością i pochłaniam każdą powieść w ekspresowym tempie.
Oczywiście została zamówiona w sklepie Aros za około 10zł.

"Zanim się pojawiłeś"-Co robisz, jeśli chcesz uszczęśliwić osobę, którą kochasz, ale wiesz, że to złamie twoje serce?
Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat.
Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje na zawsze.

WOW! Od samego początku wiedziałam, że książka przypadnie mi do gustu. Wzruszająca powieść, która łapie za serce. Kupiłam ją w Biedronce za 24,99zł
Jestem zauroczona sympatyczną Lou i jestem ciekawa jej dalszych losów. Mam nadzieję, że dalsza część również przypadnie mi do gustu.

"Klinika Śmierci"- Sara Lowell i Michael Silverman są ulubieńcami mediów. Błyskotliwa, seksowna dziennikarka telewizyjna, prezenterka popularnego talk show NewsFlash , wprost uwielbiana przez widzów, i jej mąż, znany koszykarz New York Nicks, gwiazda ligi NBA. Sara spodziewa się dziecka; wydaje się, że nic nie może zakłócić jej szczęścia. Niespodziewanie Michael trafia do szpitala z objawami silnego bólu brzucha. Dokładna diagnoza nie pozostawia wątpliwości – to AIDS. Ich przyjaciel, doktor Harvey Riker, dzieli się z Sarą poufną informacją – jego nowojorski ośrodek medyczny jest o krok od opracowania skutecznej procedury leczenia tej strasznej choroby. Klinika pilnie potrzebuje środków na prowadzenie badań – niestety ktoś brutalnie próbuje storpedować jej działalność. Wspólnik Rikera został zamordowany, a jego śmierć upozorowano na samobójstwo. Pacjenci kliniki, jeden po drugim giną w makabrycznych okolicznościach z ręki seryjnego zabójcy. Nikt nie jest bezpieczny – ani Michael, ani Sara, ani lekarze, ani nawet prowadzący dochodzenie młody policjant Max Bernstein...

Powieść czeka na swoją kolej, już nie mogę się doczekać, kiedy po nią sięgnę.
W Rossmannie dorwałam kilka maseczek, których nigdy jeszcze nie miałam. Każda z firm lubię i bardzo chętnie je przetestuję.
Kosztowały niewiele, bo od 1-3zł.
W Biedronce zobaczyłam również matową pomadkę firmy Bell, którą testuję niemal od tygodnia. Na dniach pojawi się recenzja, bo wiem, że wiele osób jest ciekawa opinii. Pomadka kosztuje tylko 8,99zł i jest dostępna w 5 lub 6 odcieniach. Ja posiadam numer 3, piękny brudny róż.
Następnie folie do pazurków, kupione w sklepie Dobrarada. Kosztowały tam 2.40zł, stacjonarnie cena ich wynosi nawet 6zł! Chciałam wypróbować także folię transferową i poćwiczyć zdobienie pazurków. Pojedyncza saszetka wyniosła mnie 0.50zł.

Zakupy niewielkie, ale bardzo cieszą.
PS. Za wyniki konkursu zabiorę się jutro, ponieważ we wtorek mam urlop.

sobota, 18 czerwca 2016

Kosmetyk, który doda uroku każdej kobiecie. Piękne trio Blush Artist od Catrice.

Dawniej unikałam różu jak ognia i nie widziała potrzeby go używać. Wszystko zmieniło się zeszłego roku, gdy odkryłam, jak pięknie podkreśla urodę. Dodaje blasku i wygląda uroczo.
Przetestowałam już wiele firm, wtym Wibo, Eveline, Makeup Revolution, aż nadszedł czas na trio z Catrice.
Moją paletkę kupiłam w promocji za około 12zł, cena regularna nie powinna zaś przekraczać 20zł.
Można dostać ją w każdej drogerii posiadających szafy tej marki. Kosmetyk jest dostępny aż w trzech odcieniach, ja akurat wybrałam numer 030 Rock'n'Rose.

O produkcie:
ZRÓWNOWAŻONE TRIO
Luksusowe palety różów oferują trzy harmonijnie dopasowane odcienie, które perfekcyjnie podkreślą policzki. Bardzo delikatna aksamitna formuła różów występuje w wielu kolorach, dając odmienne efekty-od matowych, przez połyskujące, aż do perłowych. Jest długotrwała i przyjemnie się aplikuje.

Róż umieszczony jest w estetycznej, przeźroczystej, plastikowej kasetce. Wygląda elegancko i zajmuje mało miejsca, więc można zabrać go nawet w małej torebeczce. Obawiam się, że bez odpowiedniej pielęgnacji, opakowanie porysuje się i będzie wyglądało słabiej.
Cudowne malowidła posiadają wręcz wymarzoną, bajkową konsystencję. Są miękkie, aksamitne i genialnie napigmentowane. Aplikacja na policzki wymaga lekkiej ręki, aby nie zrobić sobie brzydkiej plamy.
Kosmetyk rozciera się z łatwością i szybko możemy zatuszować każdy intensywniejszy błąd.
Rock'n Rose to paleta stworzona dla kobiet, które posiadają chłodny typ urody.
Dwa pierwsze odcienie wyglądają naturalnie i stonowanie, ostatni zaś dodaje srebrzystego blasku, który rozpromieni cerę. Podoba mi się fakt, że każdy odcień możemy dobrać do odpowiedniej okazji. Spokojny mat nada się do codziennego makijażu, satynowy błysk podkreśli piękny makijaż wykonany z myślą o przyjęciu.
Róż należy do trwałych produktów i przez cały dzień wygląda świeżo i porządnie.
Paleta niesamowicie przypadła mi do gustu i bardzo często gości na moich policzkach.

Lubicie używać różu? Czy może go unikacie?

piątek, 17 czerwca 2016

Czego to nie wymyśli firma Farmona? Cudowna, słodka mgiełka do ciała.

Wchodząc do Biedronki, co rusz widzę masę kosmetycznych nowości. Tym razem zauważyłam uroczo wyglądającą mgiełkę do ciała o cudnym brzoskwiniowym aromacie.
Od lat używam kosmetyków Farmony, ponieważ kuszą zniewalającym zapachem.
Mgiełka posiada bardzo ładną i przyciągającą wzrok szatę graficzną. 200ml butla posiada atomizer, który rozpyla odpowiednią ilość pachnącej mgiełki. Kosmetyk posiada ciekawą konsystencję. Przypomina mi olejek, lecz na skórze nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy. Momentalnie wnika w skórę i nie pozostawia śladów na odzieży.
W sklepie możemy dorwać aż trzy wersje zapachowe, moją brzoskwiniową oraz papaję i bodajże mango, chociaż nie jestem do końca pewna. 
Miałam ochotę na zakup każdej z nich, ale od dziecka uwielbiam owoc soczystej brzoskwini i właśnie to zdecydowało o zakupie. 
Zapach zdecydowanie przypadł mi do gustu, pachnie identycznie jak masło do ciała. Unosi się przez wiele godzin, a następnie słabnie jak większość mgiełek. 
Produkt kusi również ceną, bo ta wynosi tylko 9,99zł. Uważam, że jest niezwykle przystępna, ponieważ dostajemy sporej wielkości opakowanie oraz bajeczny aromat.

Polecam każdemu, kto ma ochotę na soczystą brzoskwinkę.

wtorek, 14 czerwca 2016

Na które kosmetyki nie ma miejsca w mojej kosmetyczce?

Jestem bardzo wybredna, jeśli chodzi o zakup kosmetyków. Nie chcę wydawać na nie krocie, ponieważ mamy wiele tańszych i czasem lepszych odpowiedników.
Niektóre malowidła są reklamowane w gigantycznym stopniu i mam na nie coraz mniejszą ochotę. Nie chcę podążać za tłumem, ponieważ lubię testować kosmetyki nieznane i odkrywać nowe perełki.

Na które kosmetyki nie ma miejsca w mojej kosmetyczce?
Kylie Jenner Cosmetics- chyba najbardziej rozchwytywane pomadki wśród kosmetykomaniaczek. Są wręcz wszędzie i większość pragnie je zdobyć.
Gama kolorystyczna aktualnie niestety nie podeszła pod moje gusta, ponieważ nudziaki przy mojej karnacji będą wyglądały trupio. Brąz i czerwień zdecydowanie do mnie nie pasuje, więc lipa.
Niestety nie jestem również miłośniczką matowych szminek i błyszczyków, ponieważ moje wargi zamieniają się w jedną, wielką, suchą skórkę.
Jeśli zdecyduję się na płynną pomadkę, wybiorę firmę Golden Rose.

Paletki Urban Decay- przyznam, że miałam na nie chęć. Nawet uskładałam pieniążki, ale postanowiłam kupić o wiele tańszy odpowiednik firmy Makeup Revolution. Nie jestem jakąś mega fanatyczką cieni do powiek, więc szkoda było mi wydać blisko 300zł, skoro za 20zł mogłam mieć podobną kolorystykę i całkiem porządną jakość?

Rozświetlacz Mary Lou- jeden z najbardziej kultowych produktów, który nie zrobił na mnie wrażenia. Obecnie jestem zakochana w cudownym świecidełku firmy Kobo.

Lakiery imitujące hybrydę/żel- miałam już jednego przyjemniaczka i mu podziękowałam. Nic nie zastąpi porządnej hybrydy czy żeli.

Too Faced Melted Lipstick- kolejne pomadki, które do mnie nie przemawiają. Nie mam szczęścia do matów, które podobają mi się na ustach innych osób. Słyszałam również, że nie grzeszą swoją trwałością.

Jestem ciekawa, które kosmetyki u Was nie zagoszczą i dlaczego.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Na ratunek matowym włosom! Zestaw nabłyszczających kosmetyków już przybywa na ratunek.

Już od jakiegoś czasu na mojej półce zagościł duet, który bardzo mnie zaciekawił. Lubię testować nowe produkty do włosów i byłam niezmiernie ucieszona, gdy kurier przywiózł mi pudełko wypełnione po brzegi produktami firmy V.Laboratories.
Kosmetyki ten firmy widziałam w Biedronce i o ile się nie mylę w Wispolu. Można je dostać również sklepach internetowych.
Tych zestawów niestety nie spotkałam nigdzie i będę wdzięczna za informacje na temat ich dostępności.
Kometyki są tanie i mają ładne opakowanie, ale jak się sprawdzą? Na samym początku postanowiłam wypróbować zestaw dedykowany włosom pozbawionym blasku. Testowałam je osobno oraz razem, aby mieć pełen obraz działania.
Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do recenzji.

Produkty mają ciekawą szatę graficzną i bez dwóch zdań przyciągają nasz wzrok. Genialne opakowanie zmieści się w każdej kosmetyczne i jest bardzo poręczne. Stawiana na "głowie" tuba wykonana jest z miękkiego plastiku i dzięki temu z łatwością dobierzemy się do produktów. Szampon posiada 250ml opakowanie, maska zaś 200ml.  
Zamieniłabym te pojemności, ponieważ długie włosy pochłaniają ogromne ilości wszelkich mazideł.
Kosmetyki zdecydowanie urzekły mnie swoim zapachem. Przyjemny, lekko kwiatowy aromat otula zmysły i zachęca do użycia. Włosy są pachnące jeszcze przez długi czas po umyciu, co bardzo mnie cieszy.

Szampon posiada gęstą konsystencję i dzięki temu jest wydajny. Już mała ilość spowoduje nawał piany na włosach, więc należy uważać z ilością płynu. Uwielbiam go za to, że nie plącze włosów!
Ba! Nawet je wygładza i rozplątuje powstałe supełki.
Przy długich pasmach jest to niezwykle ważne, ponieważ mam problem z ich rozczesaniem.
Produkt genialnie myje nasze włosy oraz przedłuża czas ich świeżości.
Po wyschnięciu możemy zauważyć, jak cudownie się mienią oraz są sypkie i uniesione.
Nie spowodował u mnie łupieżu lub innych skutków ubocznych.
Jestem zadowolona z działania i zapewne kupię go, gdy tylko spotkam firmę w sklepie.

Przyszedł czas na maskę, która wcale nie jest gorsza. Mazidło posiada gęstą, białą konsystencję. Z łatwością rozprowadza się na włosach i już w krótkim czasie potrafi zdziałać cuda. Nakładam ją zawsze na 5-10minut i widzę zdecydowaną różnicę.
Moje pasma nabierają życia, stają się sprężyste, połyskujące i układają się o niebo lepiej. Końce są dociążone i nie wyglądają jak siano.

Uważam, że jest to zestaw zasługujący na wypróbowanie. Uważam, że większość osób będzie zadowolona z działania, ponieważ obietnice producenta spełniają się w 100%.
Pasma są błyszczące, gładkie i wyglądają bajecznie. Przestały się puszyć nawet podczas parnych, deszczowych dni, co u mnie było wręcz niemożliwe.
Jedynym minusem jest wspomniana dostępność.

Znacie kosmetyki Vellie?

niedziela, 12 czerwca 2016

Kosmetyki, które obowiązkowo towarzyszą mi przez całe lato.

Zawsze chciałam być pięknie opalona, ale od kiedy przebywam na zewnątrz, zmieniłam zdanie. Przykładam większą wagę do kosmetyków pielęgnacyjnych, które będę, chociaż w małym stopniu chroniły moją skórą przed nadmiarem promieni.
Do normalnej pielęgnacji dokładam jeszcze kilka produktów, o których chcę dziś opowiedzieć.
Jestem ciekawa, bez których kosmetyków się nie ruszacie podczas tych gorących dni?

Balsam zawierający złote drobinki Planet Spa Avon- latem skóra musi być rozświetlona. Balsam jest okej, ale drobinki są dość spore i szybko znikają z ciała. Szukam innego smarowidła, który będzie zawierał połyskujące drobinki.

Mgiełka odświeżająca do twarzy Fitomed- świetnie sprawdza się podczas gorących dni. Używam go w celu odświeżenia i przemycia twarzy. Dzięki niemu skóra zawsze jest nawilżona i czysta.

Mgiełka do ciała- uwielbiam mgiełki i teraz testuję brzoskwinkę firmy Tutti Frutti. Mgiełki sprawdzają się o wiele lepiej niż cięższe perfumy. Ta jest poręczna i mieści się do torebki. Zabieram ją wszędzie ze sobą.

Peeling do ciała- aby ciało było gładkie, 3x w tygodniu używam peelingu. Pokochałam ten z Biedronki i kupiłam już dwa na zapas, ponieważ nie mogę ich nigdzie znaleźć.

Mgiełka z aloesem- świetnie koi rozgrzane ciało. Sprej posiada przyjemny i trwały zapach, a sam produkt spisuje się w 100%.

Łagodzący żel po opalaniu- dzięki niemu pozbyłam się bolącej, piekącej skóry. Gęsty, przeźroczysty żel działa niemal natychmiast i w ciągu jednej nocy ciało wróciło do normalności.

Mleczko w sprayu z filtrem- obowiązek każdej osoby, która przebywa na zewnątrz. Cieszę się, że wybrałam je w takiej postaci, ponieważ aplikacja jest prosta i przyjemna.

Chłodzące mleczko- czy jest coś lepszego niż chłodzące smarowidło? Ziaja bez dwóch zdań króluje u mnie i nie zawodzi.

Spray chroniący włosy- aby nie straciły swojego nawilżenia, używam odzywki z filtrem, która je chroni.

Jestem ciekawa, które kosmetyki lubicie i używacie.

sobota, 11 czerwca 2016

Petarda wśród szamponów. Receptury babci Agafii. Szampon ziołowy domowy

Mama szukała dla siebie szamponu, który nie podrażni i umyje włosy. W Wispolu można dostać kosmetyki Banii Agafii, więc po kilka minutach poszukiwań w nasze ręce trafił szampon ziołowy do codziennej pielęgnacji. Za 350ml butelkę zapłacimy 13-14zł. Można dostać go online lub w dobrze wyposażonych sklepach stacjonarnych.
Ja już od godzinki jestem w pracy, a Was zapraszam do przeczytania recenzji.
O produkcie:
Składniki aktywne:
Wyciąg z żytniego chleba  ( Secale Cereale Seed Extract) – uelastycznia włosy, ma działanie regenerujące
Wyciąg z łupin cebuli   (Allium Cepa(Onion) Root Extract) – ma działanie dezynfekujące, wzmacniające, zawarta w nim siarka ogranicza przetłuszczanie się włosów  .
Wyciąg z szyszek chmielu  (Humulus Lupulus Extract) - zapobiega wypadaniu włosów, stymuluje ich wzrost, opóźnia siwienie, działa przeciwłupieżowo, ogranicza świąd skóry głowy i przetłuszczenie włosów.
Propolis   – ma działanie  przeciwzapalne, regenerujące.
(Herbal Water Complex):   
Różanecznik dahurski  (Rhododendron dauricum) – działanie oczyszczające i rozjaśniające przebarwienia skórne.
Oman wielki  (Inula helenium) – działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie.
Powojnik syberyjski  (Atragene sibirica) – reguluje i poprawia ukrwienie skóry.
Kocanka piaskowa  (Helichrysum Arenarium) – zawiera aktywne biologicznie substancje, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, delikatnie oczyszcza i pielęgnuje skórę.
Nawłoć dahurska  (Solidago dahurica) – działa przeciwświądowo i antybakteryjnie.
Iglica pospolita  (Erodium cicitarium) – działa antybakteryjnie, hemostatycznie i ściągająco, bogata w garbniki, sole mineralne, witaminy A i C.
Gnidosz uralski   (Pedicularis uralensis) – łagodzi podrażnienia skóry.
Malina kamionka  (Rubus saxatillis) - posiada właściwości nawilżające, odżywcze i przeciwzapalne. Zawiera witaminy A, C, H i wit. grupy B.
Pokrzywa zwyczajna  (Urtica Dioica) – wzmacnia włosy, przeciwdziała ich przetłuszczaniu i wypadaniu, zapobiega łupieżowi.
Mydlnica lekarska  (Saponaria Officinalis) – zawiera naturalne saponiny, środki pieniące, które miękko i delikatnie oczyszczają skórę i włosy.
Rumianek pospolity  (Chamomilla Recutita) – działanie przeciwzapalne, kojące i odżywcze.
Lepnica jenisejska  (Silene Jenisseensis) – zawiera naturalne substancje pieniące, delikatnie oczyszcza i pielęgnuje.
Różeniec górski  (Rhodiola Rosea) – wygładza, oczyszcza i dezynfekuje skórę; chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych, spowalnia procesy starzenia się skóry.
Bylica mongolska  (Artemisia Mongolica) – działa przeciwzapalnie, usuwa świąd, przyspiesza gojenie ran.
Tarczyca bajkalska  (Scutellaria Baicalensis) – działa antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo, antyoksydacyjnie.
Kokoryczka wonna  (Polygonatum odoratum) – działa przeciwzapalnie, odżywczo i ściągająco, przyspiesza gojenie ran i obrzęków.
Jasnota biała  (Lamium album) – działa przeciwzapalnie i regenerująco.
 Składniki INCI:  Aqua nivalis, Siberian Water Complex (wyciąg z 17 syberyjskich ziół), Magnesium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Chloride, Secale Cereale Seed Extract, Allium Cepa(Onion) Root Extract, Humulus Lupulus Extract, Propolis, Guar Gum, Citric Acid, Parfum, Kathon.
Siberian Water Complex® - Rhododendron dauricum, Inula Helenium, Atragene Sibirica, Helichrysum Arenarium, Solidago Dahurica, Erodium cicitarium, Pedicularis uralensis, Rubus saxatillis, Urtica Dioica, Saponaria Officinalis, Chamomilla Recutita, Silene Jenisseensis, Rhodiola Rosea, Artemisia Mongolica, Scutellaria Baicalensis, Polygonatum odoratum, Lamium album.

Rosyjskie kosmetyki mają urocze, ładne opakowania, które przyciągają wzrok. Ciemnozielona butla niestety jest nieprzeźroczysta i nie możemy monitorować pozostałego płynu.
Opakowanie posiada odpowiedniej wielkości dziurkę, przez którą aplikujemy gęsty, połyskująco złoty płyn.
Uwielbiam tą gęstą, wręcz żelową konsystencję. Przez to, kosmetyk jest niezwykle wydajny.
Urzekł mnie również zapach, który od razu przypomina mi aromat ziół. W składzie na próżno możemy szukać SLS, ponieważ go nie znajdziemy. Szampon posiada jeden z łagodniejszych środków myjących i dlatego też nie podrażnia skalpu. Wręcz go koi i sprawia, że jest nawilżony, a łupież zostaje zażegnany.
Po umyciu włosy są niezwykle przyjemne w dotyku. Pozostają świetnie oczyszczone, gładkie i błyszczące. Pasma są uniesione ku górze, wreszcie pozbyłam się przyklapniętej szopy.
Następnym plusikiem jest czas świeżości. Moje włoski wyglądają ładnie nawet przez 3dni, kiedyś ten czas był ograniczony do 1dnia.
Małym minusem jest to, że produkt lekko plącze włosy i należy użyć go w parze z odżywką lub maską.
Jestem bardzo zadowolona z działania, ponieważ sprawdza się u mnie w 101%.

Lubicie rosyjskie kosmetyki?


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka