środa, 18 stycznia 2017

💚Idealna paleta dla zielonookich piękności. Iconic Pro 2 od Makeup Revolution.💚

Od dawna używam kosmetyków Makeup Revolution, ponieważ je bardzo lubię. Są tanie oraz odpowiadają mi jakościowo. Odcienie Iconic Pro 2 jest tańszym, kolorystycznym odpowiednikiem o wiele droższej palety Lorac Pro 2.
Kosmetyk MUR w cenie regularnej kosztuje 40zł, a mnie udało się ją kupić za około 20. Można ją oczywiście dostać w drogeriach stacjonarnych oraz sklepach internetowych.
O produkcie:
Paleta 16 cieni do powiek. Składa się z odcieni matowych oraz perłowo-metalicznych. Zestaw idealnie sprawdzi się podczas wykonywania makijażu na każdą okazję. Delikatna konsystencja umożliwia gładką i bezproblemową aplikację. Odpowiedni poziom nasycenia koloru sprawia, że każdy odcień jest intensywny. Kosmetyk dobrze przylega do skóry i długo się utrzymuje. Zestaw umieszczono w plastikowej palecie. Całość wzbogacono o podwójny pędzelek. Pod pokrywą zamykającą przytwierdzono prostokątne lusterko.
Bez dwóch zdań uważam, że kasetka wygląda o niebo lepiej od błyszczącej wersji Flawless.
Matowa paleta była zapakowana w papierowe pudełko o kolorze różowego złota, więc całość wygląda naprawdę dobrze.
Jest wyposażona w duże lusterko oraz podwójny pędzelek. Z jednej strony znajduje się zakończenie do blendowania, a z drugiej zwykły języczkowy pędzel do nakładania cieni. Jest on zbity i elastyczny, ale nie do końca dobrze nabiera mi się nim kosmetyk, wykorzystuję go jedynie do rozcierania.

Cienie są dość suche, więc często się osypują. Jednak można temu zaradzić poprzez strzepanie nadmiaru z włosia. Kosmetyki nie stwarzają jednak problemów podczas pracowania z nimi czy blendowania. Pigmentacja jest zadowalająca, tak samo, jak trwałość. Nałożone uprzednio na bazę czy podkład mogą przetrwać cały dzień bez większego uszczerbku. Bardzo ładnie trzymają się skóry, nie rolują się oraz nie podkreślają drobnych załamań.
Bardzo podoba mi się zestawienie kolorystyczne, ponieważ przy ich pomocy można stworzyć cudowne makijaże dzienne i wieczorowe. Znajdziemy w niej przyjemne maty i połyskujące perły, więc przy pomocy jednej palety możemy stworzyć wiele pięknych kombinacji.
PAPER- jasny beż, który ładnie matowi powiekę i przygotowuje ją pod makijaż.
CHASE- matowy, jasny brąz o ciepłym zabarwieniu.
SMOOTH- ciemny, matowy brąz. Chłodny odcień świetnie sprawdzi się w załamaniu powieki.
NEW-TRAL- brzoskwiniowo/łososiowy mat.
ONLY WAY- oberżynowy matowy fiolet cudownie podkreśla zieloną tęczówkę.
NEW RULES- ciemnoniebieski mat.
GREY DAY- szary mat, który wpada w grafit.
SUDDEN- bardzo ciemny, szary mat.
ONLY- biała połyskująca perła. Idealnie rozświetli kąciki oczu
SILK- jasny połyskujący beż.
AWAKEN- ładny jasny brąz, który wpada w miedź. Również posiada połyskujące drobinki.
NEW DAY- średni brąz, o metalicznym wykończeniu.
STEAL-ER- chłodny, ciemniejszy brąz o metalicznym wykończeniu.
ECHO- połyskujące srebro.
AMBITION- zielono oliwkowy odcień, który posiada opalizujące złote drobinki.
FAITH- ciemny brąz o metalicznym wykończeniu.
Lubicie kosmetyki MUR?

wtorek, 17 stycznia 2017

🍫🍫🍫Jak spisuje się sławna czekoladka Makeup Revolution? I Heart Chocolate.🍫🍫🍫

Na czekoladki polowałam już dawno, ale zawsze nie było mi do nich po drodze. W drogeriach stacjonarnych ich ceny sięgały nawet 50 zł, a sklep internetowy z wysyłką wcale nie wychodził taniej. Gdy trafiłam na rewelacyjną promocję, długo się nie wahałam i pierwsza paleta wpadła w moje ręce za 18 złotych. Uważam, że była to niezła promocja, ponieważ dokupiłam również Iconic Pro 2 i za obie z wysyłką zapłaciłam tylko 39 zł. Bez dwóch zdań był to deal życia, gdyż każda z nich początkowo kosztowała 40 zł.
O produkcie:
I Heart Chocolate to niezwykłej jakości paleta 16 cieni do powiek w bardzo oryginalnym opakowaniu nawiązującym do tabliczki czekolady.
Cienie są mocno napigmentowane i niezwykle trwałe a ich aplikacja jest bardzo przyjemna.
W palecie znajdują się cienie w tonacjach beżowych, brązowych, fioletowych, a także odcieniach metalicznych, miedzianych i złotych. Paleta zawiera 6 cieni matowych i 8 cieni połyskujących.
Cienie są niezwykle gładkiej i aksamitnej konsystencji a ich aplikacja to sama przyjemność. Są trwałe, nie rolują się i nie osypują.
Spakowane w przepiękną kasetkę w kształcie czekolady z dużym lusterkiem w środku i aplikatorem do nakładania cieni.
Wygląd kasetki jest wręcz genialny. Mój tata dał się nabrać, że są to prawdziwe słodycze, więc opakowanie wygląda perfekcyjnie i słodko. W środku znajdziemy pacynkę, która jest naprawdę świetnej jakości, a do tego dołączona jest folia, na której są wydrukowane poszczególne nazwy cieni. Lusterko umieszczone w opakowaniu jest naprawdę spore, więc kosmetyk można zabrać ze sobą również w podróż.
Całość była zapakowana w pudełeczko z przeźroczystym okienkiem, a z tyłu dodatkowo widnieje zdjęcie odpowiadające kolorystyce, którą znajdziemy w palecie.
Wewnątrz znajdują się stonowane odcienie, które idealnie spiszą się podczas dziennego, delikatnego makijażu, lecz producent zadbał również o osoby, które lubią mocniejsze oko.
Bez większych trudności możemy wykonać przy jej pomocy kompletny makijaż, co nie zawsze jest możliwe poprzez nieodpowiednie zestawienie barw.
You need Love - bardzo się cieszę z faktu, że matowy jasny beż został powiększony. Zawsze ten odcień kończył się najszybciej, ponieważ nakłada się go na całą powiekę, pod łuk brwiowy oraz wykorzystuje do lekkiego blendowania.
Piece me together - kolejny to zgniła zieleń z dodatkiem połyskujących, złotych drobinek.
One more piece - karmelowy, ciepły mat.
Love torn - udane połączenie fioletu z oberżyną, który dodatkowo posiada masę złotych świecidełek.
Stolen Chocolate - ciemny, brązowy mat.
Thank Friday - jasny, lekko nudziakowy brąz, który posiada matowe wykończenie.
More! - jasny, lekko beżowy cień o pięknym satynowym, połyskującym wykończeniu.
Pleasure Girl - średni, matowy brąz świetnie sprawdzi się w załamaniu powieki.
Meet Chocolate - jasny, pastelowy i matowy róż.
Unforgivable - połyskujący fiolet usiany masą różowych drobinek.
Love Divine - niewinny brąz, który na powiece mieni się złotymi i bordowymi drobinkami.
Smooth Criminal - połyskujący brąz, wpadający w miedź.
Chocolate Love - mega błyszczące złoto, które jest moim faworytem. Cudownie wydobywa zieleń tęczówki.
You Need More - jaśniejszy brat Love Devine.
What a way to go - matowa oberżyna, która zawiera drobinki mieniące się na różowo i niebiesko. Jest to zdecydowanie największa niespodzianka tej palety.
Endorphins Ready! - szampański, połyskujący cień, który można wykorzystać także jako rozświetlacz. Idealnie nada się pod łuk brwiowy.
Ogromnym plusem jest ich pigmentacja, którą oceniam na +5. Dzięki swojej intensywności nie trzeba dokładać dużych ilości produktu na powieki, ponieważ idealnie się rozciera oraz nie traci swojego nasycenia.
Cienie bezproblemowo nabierają się na pędzel z włosia syntetycznego oraz pacynkę i tak jak większość malowideł, delikatnie się osypują. Nie jest to jednak problematyczne, ponieważ pyłek nie przykleja się do twarzy oraz nie tworzą nieestetycznych smug.
Używam jej już od kilku tygodni i jestem z niej naprawdę zadowolona. Rozczarował mnie jednak fakt, że aromat czekolady jest naprawdę słaby, ale to przecież nie problem.
Oczywiście słodyczowe paletki można kupić w każdej drogerii internetowej, Wispolu, Sekretach Urody czy nawet Rossmannie.

Macie może też własną czekoladkę?
Jeśli tak to jaką?

poniedziałek, 16 stycznia 2017

💋💋💋Czy polubię się z błyszczykami? Oh My Gloss od Manhattan.💋💋💋

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz używałam błyszczyków. Było to zapewne na początku technikum, kiedy pod nosem miałam kilka drogerii. Z czasem, gdy moje włosy rosły, zrezygnowałam z nich, bo denerwowało mnie ciągle przyklejanie pasm do lepkich ust.
Kilka tygodni temu przywędrował do mnie produkt marki Manhattan, który przywędrował do mnie aż z Niemiec.
Opakowanie, jak i nazwa są identyczne jak w przypadku Rimmel Oh My Gloss. Mam wrażenie, że Manhattan bardzo często kopiuje pomysły innych firm.
Plastikowa tubka posiada precyzyjny, płaski aplikator, który z łatwością nakłada połyskujący błyszczyk.
Konsystencja nie jest za rzadka ani za gęsta. Niestety, gdy nałożymy go za dużo potrafi smużyć. Nudziak podkreśla załamanie ust, więc najlepiej nakładać go na konturówkę lub inną szminkę. Niekiedy rozcieram go palcem, aby efekt był naturalniejszy.
Błyszczyk niestety nie należy do najtrwalszych, ponieważ po godzinie nie ma po nim śladu.
Producent zapewnia, że kosmetyk posiada właściwości pielęgnujące dzięki dodatkowi olejku arganowego i witaminy E. Muszę się zgodzić z tą obietnicą, ponieważ wargi faktycznie miękkie i gładkie, dodatkowo połyskująca tafla wcale się nie klei.
Kosmetyk występuje aż w 6 wariantach kolorystycznych, zaczynając od nudziaków po róże i czerwienie. Każdy z nich zawiera delikatne, połyskujące drobinki, które tworzą błyszcząca taflę.
Ja posiadam najjaśniejszą wersję, czyli Beige Babe.
Połyskujący shimmer jest na tyle subtelny, że makijaż nie wygląda tandetnie i nie połyskuje niczym kula dyskotekowa.
Jego kolejnym minusem może być fakt, że dostępny tylko w zagranicznych drogeriach. Nie znalazłam go w naszym Rossmannie.
Czy się do niego przekonałam? Polubiłam go chociaż musiałam nauczyć się z nim współpracować. Trzeba go porządnie rozetrzeć, aby rezultat wyglądał rewelacyjnie.

Lubicie błyszczyki?
Jeśli tak to jakie?

sobota, 14 stycznia 2017

🍐🍐🍐Gruszkowy suflet do ciała. Co zabrać ze sobą w podróż?🍐🍐🍐

Gdy jechałam pół roku temu w daleką podróż, miała pewien problem z zapakowaniem kosmetyczki. Pojemniczki nie są takie tanie, a kosmetyczne miniaturki w drogeriach kosztowały niemal tyle, co pełnowymiarowy produkt.
W sklepie Liveno24 zauważyłam miniaturowy kosmetyk o cudownym gruszkowym aromacie. Byłam go niezwykle ciekawa, więc szybko zabrałam się do testów.
O produkcie:
Witaminowy krem - suflet do ciała – oparty w 97,8% na naturalnych składnikach (sok z gruszy, ekstrakt karamboli, olej z korzenia wetiwerii pachnącej), posiada delikatną teksturę, lekko się nanosi i łatwo wchłania. Prawdziwy witaminowy koktajl dla skóry, napina skórę, intensywnie nawilża, głęboko oczyszcza i regeneruje, aktywizuje procesy metaboliczne w komórkach skóry. Puszysty i pożyteczny dla skóry kremowy suflet uczyni pielęgnację skóry podróżą w świat owocowych aromatów.
Produkt nie zawiera SLS, silikonów i parabenów.
97,8 % składników pochodzenia roślinnego
Niewielka waga i pojemność produktu sprawiają, że jest on idealny by zabrać go ze sobą w podróż. Nie obciąży i nie zajmie zbyt dużo miejsca w bagażu podręcznym.

Składniki aktywne:
Sok z gruszy i ekstrakt karamboli – prawdziwy witaminowy koktajl dla skóry, napina skórę, intensywnie nawilża, głęboko oczyszcza i regeneruje.
Olej z korzenia wetiwerii pachnącej – odmładza skórę, widocznie poprawia jej jędrność, uelastycznia, głęboko nawilża, aktywizuje procesy metaboliczne w komórkach skóry, aktywnie regeneruje przesuszona skórę.

Składniki INCI: Aqua, Averrhoa Carambola Linne Extract (ekstrakt karamboli (oskomian pospolity)), Armeniaca Vulgaris Oil (olej z moreli), Vetiveria Zizanoides Root Oil(olej z korzenia wetiwerii pachnącej), Pyrus Communis Juice Concentrate (sok z gruszy), Caprylic /Capric Triglycerides, Glycerin, Acrylates/VinylIsodecanoate Crosspolymer, Perfume, Sodium Hydroxide, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Miniaturowa buteleczka jest urocza i mieści w sobie tylko 50ml. Wystarczy to na jedno porządne smarowanie całego ciała lub kilkukrotne odżywienie nóg.
W środku znajdziemy średniej gęstości białą, lekką konsystencję, która szybko wnika w głąb skóry. Nie pozostawia na niej lepkiej i nieprzyjemnej warstwy, wykończenie jest wręcz nieziemsko gładkie i satynowe. Ciało w mgnieniu oka jest pozbawione suchych skórek, a do tego pachnie soczystą gruszką.
Mogę śmiało powiedzieć, że przy tym aromacie nawet kosmetyki Farmona są rozłożone na łopatki! Cudowny słodki zapach jeszcze przez długi czas jest wyczuwalny na powierzchni, więc idealnie odświeża i relaksuje.
Takie maleństwo kosztuje tylko 3,99 zł, więc cena jest porównywalna z pustym opakowaniem, które można kupić do przetransportowania kosmetyków.

Jest to już niestety ostatni kosmetyk z mojej sporej paczuszki i mogę stwierdzić, że rosyjskie kosmetyki to nie tylko słynna Bania Agafii. Dzięki tym testom odkryłam wiele fantastycznych firm, które posiadają przyjemne składy i niskie ceny. Kosmetyki są godne polecenia i na bank nie będę się z nimi rozstawać.

W sklepie Liveno24 aż roi się od kosmetyków, których nie można znaleźć w innych drogeriach, więc koniecznie zapoznajcie się z ich szerokim asortymentem. Ceny są naprawdę świetne, a do tego mam dla Was rabat.
Dzięki uprzejmości Pana Łukasza (który kieruje sklepem Liveno24), mam dla Was zniżkę, która obowiązuje aż do 31.01.2017 roku.
Na hasło: KOSMO15 otrzymacie -15% rabat na zakupy w sklepie internetowym. Uważam, że rabat jest naprawdę korzystny i warto go wykorzystać.

Lubicie owocowe kosmetyki?

czwartek, 12 stycznia 2017

🍊🛁🍊Zimowa chwila relaksu. Sól do kąpieli, o cudownym pomarańczowym aromacie.🍊🛁🍊

Soli do kąpieli nie używałam ponad rok. Zniechęciłam się do nich po reakcji alergicznej wywołanej przez produkt BeBeauty kupiony w Biedronce. Gdy w paczce wypełnionej kosmetykami znalazłam pomarańczową sól, wiele się nie wahałam i postanowiłam urządzić sobie mini spa. Dobrze, że mam wannę, więc mogłam raczyć się ciepłą, aromatyczną i odprężającą kąpielą.
O produkcie:
Sól Floris
Stworzona w oparciu o powstałą z naturalnych solanek z okolic Bochni sól jodowo -bromową, której składniki regenerują, wygładzają i zmiękczają naskórek. Uwalniające się podczas kąpieli składniki mineralne umożliwiają oddychanie jodowym, morskim powietrzem – zapewniając relaks i odprężenie. Dodatek naturalnego, najwyższej jakości kolagenu nawilża i ujędrnia skórę. Produkt posiada doskonałe właściwości myjące, optymalne zawartość składników eliminuje potrzebę stosowania dodatkowych kosmetyków do kąpieli.
Produkt przebadany dermatologicznie. Nie zawiera sztucznych konserwantów. Bardzo dobrze tolerowany przez każdy rodzaj skóry.

Sposób użycia:
Zawartość 1/4 opakowania wsypać pod strumień bieżącej wody (ok 100l), zamieszać do całkowitego rozpuszczenia. W zależności od indywidualnych upodobań dawkowanie na proporcjonalnie zmieniać. Zalecany czas kąpieli 15-20 minut w temperaturze 36-38 stopni Celsjusza.

Skład:
Sodium Chloride, Water, Sodium Laureth Sulfate, Soluble Collagen, Fragnace, Calcium Chloride, Magnesium Chloride, Magnesium Bromide, Sodium lodide, Potasium Chloride, Postasium lodide. Nie zawiera sztucznych konserwantów.
Chociaż szata graficzna przypadła mi do gustu, to nie mogę tego powiedzieć o opakowaniu. Foliowy worek jest mało praktyczny i nie można go zamknąć, więc odpada pozostawienie go w łazience. Sól bez odpowiedniego zabezpieczenia może się wysypać lub zbrylić w wilgotnym pomieszczeniu. Musiałam dopiero przesypać je do dwóch dużych słoików, aby aplikacja była o wiele łatwiejsza. Drobinki swoją wielkością nie różnią się od zwykłej soli kuchennej, ta jedynie jest zabarwiona na pomarańczowo.
Po otwarciu soli byłam niesamowicie zaskoczona intensywnym, naturalnym i przyjemnym aromatem. Roznosi się on podczas kąpieli, pomaga się odprężyć i zrelaksować.
Do wanny zawsze wsypuję jedną miarkę zakrętki i uważam, że jest to zupełnie wystarczająca ilość.
Już od pierwszego użycia zauważyłam, że moja skóra jest przyjemnie gładka i miękka. Nie zauważyłam specjalnego ujędrnienia, być może nie zwracałam na to większej uwagi. Byłam zadowolona z przyjemnej kąpieli oraz braku reakcji alergicznej, więc używałam jej przy każdej możliwej okazji.
Sól waży 1,2 kg i wystarczyła mi na miesiąc, a jej cena wynosi tylko 9,20 zł.
W swojej ofercie mają również wersję kokosową, lawendową, morską i stracciatella.
Gdzie można je dostać? Oczywiście w sklepach internetowych i zapewne niektórych sklepach stacjonarnych, które oferują kosmetyki naturalne. Ja swoją pomarańczkę otrzymałam dzięki Liveno24.
Uważam, że jest to świetny podarek do osób, które kochają długie kąpiele.

W sklepie Liveno24 aż roi się od kosmetyków, których nie można znaleźć w innych drogeriach, więc koniecznie zapoznajcie się z ich szerokim asortymentem. Ceny są naprawdę świetne, a do tego mam dla Was rabat.
Dzięki uprzejmości Pana Łukasza (który kieruje sklepem Liveno24), mam dla Was zniżkę, która obowiązuje aż do 31.01.2017 roku.
Na hasło: KOSMO15 otrzymacie -15% rabat na zakupy w sklepie internetowym. Uważam, że rabat jest naprawdę korzystny i warto go wykorzystać.

Używacie soli?

wtorek, 10 stycznia 2017

🌹🌹🌹MASECZKA RÓŻANA GHASSOUL DO TWARZY Z GLINKA. Produkt, który zabierze Cię w podróż do Maroka.🌹🌹🌹

Zapach różanych kosmetyków bardzo mnie drażnił, aż do momentu, gdy znalazłam w sklepie EtnoSpa bardzo ciekawą maskę do twarzy. Zimą potrzebuję nawilżenia, ponieważ chłód i suche powietrze w pomieszczeniu robi swoje. Moje policzki są niesamowicie przesuszone i szorstkie.
Postanowiłam zaryzykować i przetestować maskę, ponieważ byłam ciekawa jej działania.
O produkcie:
Maseczka z glinką Ghassoul i hydrolatem z róży damasceńskiej to doskonały kosmetyk do pielęgnacji twarzy i ciała. Dokładnie oczyszcza, wygładza i regeneruje cerę. Znakomicie odżywia, dostarczając skórze cennych składników mineralnych, pochodzących z glinki Ghassoul. Hydrolat różany zawarty w maseczce wykazuje działanie tonizujące i normalizujące, wzmacnia naczynka krwionośne i regeneruje naskórek. Olej arganowy głęboko nawilża i odżywia skórę. Maseczka nadaje się do wszystkich rodzajów cery, jest odpowiednia także dla wrażliwej i naczynkowej.
Sposób użycia: Nałożyć maseczkę na 5-10 minut (w zależności od rodzaju cery), spłukać wodą lub hydrolatem różanym. Następnie w wilgotną skórę wmasować olej arganowy.

Maseczka podczas przechowywania może się zbrylić z powodu naturalnej utraty wody. W takim przypadku należy dodać do maski niewielką ilość wody lub oleju, wymieszać i pozostawić na krótki czas do przywrócenia prawidłowej konsystencji.

Składniki: Aqua, Maroccan Lava Clay (glinka rhassoul), Glycerin (gliceryna), Dehydroacetic Acid and Benzyl alcohol, Rosa Damascena Flower Water ( woda różana), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy)
Plastikowe opakowanie wygląda zwyczajnie i zapewne w drogerii nie zwróciłabym na nie większej uwagi. Jak to mówią, "nie szata zdobi", więc szybko zabrałam się do testów.
W środku znajdziemy mega zbitą, treściwą, jednolitą, brązową konsystencję. Kosmetyk oczywiście posiada piękny, różany aromat, który jest na tyle subtelny, że toleruję go i z czasem zaczyna mi się podobać.
Na samym początku miałam problem z nałożeniem, ponieważ produkt się zbrylił i ciężko było mi go rozsmarować po twarzy. Nie miałam pojęcia, że należy dodać do niej wody lub oleju, ponieważ na opakowaniu nie znalazłam takiej informacji.
Za drugim razem zrobiłam tak jak zaleca producent, tym razem obyło się kłopotów. Z łatwością rozsmarowałam glinkę i po odczekaniu paru minut zmyłam ją przy pomocy letniej wody.
Efekt przeszedł moje oczekiwania i byłam bardzo zaskoczona otrzymanym rezultatem.
Moim oczom ukazała się jędrna, promienna i wygładzona cera. Od razu zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu zniknęły problemy suchych policzków. Twarz była przyjemnie satynowa, bił od niej blask.
Uważam, że taki zabieg należy koniecznie wykonać przed wielkimi wyjściami, aby polepszyć wygląd skóry. Nałożone kosmetyki momentalnie będą wyglądać lepiej.
100 g opakowanie można dostać np. w sklepie EtnoSpa za 18, 90zł. Uważam, że spokojnie wystarczy na około 10 użyć.
U mnie różane cudo spisało się rewelacyjnie i polecam go z czystym sumieniem.

Lubicie różane kosmetyki?

poniedziałek, 9 stycznia 2017

ECOLAB BRAZYLIJSKI OLEJ POD PRYSZNIC. Jak się sprawdził i co o nim sądzę?

Olej pod prysznic był dla mnie największą zagadką. Nigdy wcześniej nie używałam produktów tego typu i byłam bardzo ciekawa jego działania. Nie znałam nawet firmy Ecolab i to był ogromny błąd.
W sklepie Liveno24 aż roi się od kosmetyków, których nie można znaleźć w innych drogeriach, więc koniecznie zapoznajcie się z ich szerokim asortymentem. Ceny są naprawdę świetne, a do tego mam dla Was rabat.
Dzięki uprzejmości Pana Łukasza (który kieruje sklepem Liveno24), mam dla Was zniżkę, która obowiązuje aż do 31.01.2017 roku.
Na hasło: KOSMO15 otrzymacie -15% rabat na zakupy w sklepie internetowym. Uważam, że rabat jest naprawdę korzystny i warto go wykorzystać.
O produkcie:
Brazylijski olej pod prysznic – relaksujący-zawiera ponad 95 % składników pochodzenia roślinnego. Wysoka zawartość naturalnych olei (ponad 10%) zapewnia odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie skóry ciała, dzięki czemu nie trzeba po kąpieli używać mleczka lub balsamu. Wchodzące w jego skład-organiczny olej ze słodkich migdałów, organiczny olej z ziaren kakaowca, ekstrakt wanilii – nawilżają, tonizują, odmładzają, ujędrniają skórę ciała, relaksują i poprawiają nastrój. Olej ma delikatną teksturę i trwały, przyjemny zapach.
Produkt nie zawiera silikonów i parabenów oraz syntetycznych barwników i konserwantów.

Składniki aktywne:
Organiczny ekstrakt ylang - ylang - wykazuje silne właściwości odmładzające, tonizuje skórę, zwiększa elastyczność i jędrność.
Organiczne masło kakowe - odżywia, nawilża, zmiękcza, ożywia i tonizuje skórę, sprawia, że staje się delikatna, gładka i pełna blasku.
Ekstrakt z wanilii - zwiększa elastyczność i miękkość skóry, relaksuje i poprawia nastrój.

Składniki INCI:
Avena Sativa Water, Organic Prunus Amygdalus Oil, Organic Theobroma Cacao Oil, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Coco-Sulfate, Vanilla Planifolia Extract, Glycerin, Organic Cananga, Xanthan Gum, Perfume, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid
250 ml butla jest wykonana z dość twardego plastiku, lecz jest on zadziwiająco poręczny, że bez trudu można wydobyć olej pod prysznic. Opakowanie jest zamykane na klik, więc z łatwością można je otworzyć.
W środku znajdziemy biały, dość rzadki płyn. Kosmetyk jest naprawdę wydajny, ponieważ mała ilość produktu świetnie się pieni i myje ciało.
Muszę przyznać, że moja miłość do niego kiełkowała od pierwszego powąchania. Dokładnie tak! Uwielbiam śliczne zapachy, więc nie mogłam się powstrzymać, aby go nie sprawdzić. Jego aromat przypomina mi świetnej jakości marcepan, który jest wytwarzany właśnie z migdałów. Jest on niezwykle przyjemny, otulający i relaksujący, zwłaszcza w te zimne dni. Bardzo się cieszę, że jest wyczuwalny na skórze po kąpieli.
Produkt posiada krótki, ale treściwy i bogaty w substancje pielęgnujące skład. Olej skutecznie nawilża moją skórę, chociaż o tej porze roku zawsze była niezmiernie przesuszona.
Nie często można trafić na kosmetyki, które pokocha się od pierwszego użycia. Tak było jednak w tym przypadku. Sprawdził się zawodowo i już rozglądam się za innymi wersjami.
Gdzie można go kupić? Oczywiście w sklepach internetowych za około 9 złotych.
Bez dwóch zdań jest wart swojej ceny.

Znacie olejki pod prysznic firmy ECOLAB?
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.