poniedziałek, 20 listopada 2017

🍓🍓🍓Jak sprawdził się u mnie truskawkowy żel Le Petit Marseillais?🍓🍓🍓

Po raz pierwszy udało mi się wziąć udział w Ambasadorskim projekcie Le Petit Marseillais.
Do testów otrzymałam żel, uroczy zaparzacz w kształcie truskawki oraz 20 próbek, które miałam przekazać znajomym i rodzinie.
O produkcie:
Delikatny żel pod prysznic Le Petit Marseillais Truskawka dzięki lekkiej pianie łagodnie oczyszcza skórę, otulając ją delikatnym, apetycznym zapachem. Twoja skóra po prysznicu staje się nawilżona i odświeżona.

Opakowanie: Plastikowa butelka o pojemności 400 ml posiada minimalistyczną i estetyczną szatę graficzną. Zatrzask zamykający opakowanie jest na tyle porządny, że otwieranie jest wręcz oporne.
Konsystencja: Żel posiada rzadką, wręcz płynną konsystencję. Dzięki temu produkt jest niezwykle delikatny, a dodatkowo wytwarza mnóstwo piany, która skutecznie myje ciało.
Otwór opakowania jest wprawdzie mały, lecz należy uważać, aby nie wylać zbyt dużej ilości truskawkowego cuda na myjkę.

Zapach: Kojarzycie słodkie, landrynkowe, truskawkowe cukierki? Właśnie z nimi kojarzy mi się aromat. Jest niesamowicie przyjemny, zapach roznosi się po całej łazience. Sądzę, że z powodzeniem może zastąpić nie jedną świeczkę lub odświeżać.
Dodatkowo podoba mi się fakt, że nuty zapachowe są wyczuwalne również po kąpieli, ciało pachnie owocami.

Działanie: Moja skóra jest bardzo kapryśna, więc cieszę się, że żel spisał się celująco.
Produkt skutecznie myje skórę, a przy tym jej nie podrażnia i nie wysusza. Mam wrażenie, że kosmetyk dodatkowo ją pielęgnuje, ponieważ po kąpieli jest miękka i gładka.

Cena i dostępność: Produkty Le Petit Marseillais są dostępne w niemal każdej drogerii, markecie i sklepie chemicznym. Możemy zakupić je w trzech pojemnościach- 250 ml, 400 ml oraz 650. Ich ceny wahają się w granicy 6-20 zł.
Polecam rozglądać się na promocjach, ponieważ niedawno zakupiłam opakowanie o średniej pojemności za około 8 złotych.

Podsumowanie: Truskawkowy żel bez dwóch zdań spełnia moje oczekiwanie. Rodzina jest oczarowana słodkim aromatem, który zachęca do używania. Zdecydowanie polubiłam się z kosmetykami Le Petit Marseillais.

Lubicie produkty LPM?

sobota, 18 listopada 2017

Pielęgnacja wieczorową porą. Kilka słów o masce nawilżającej BELOV Natural Extract BLUEBERRY firming & rejuvenation.

Uwielbiam usiąść wieczorem z dobrą książką lub filmem i nałożyć na twarz maseczkę. Łączę odpoczynek z odpowiednią regeneracją, za co moja cera jest mi wdzięczna. Ostatnio w moje ręce trafiły maski od firmy Green Asia, tym razem wypróbowałam maseczkę nawilżającą, odpowiednią dla cery naczynkowej.
O produkcie:
Maska ta przywraca równowagę wodną w skórze. Sprawi, że skóra będzie optymalnie nawilżona, elastyczna, gładka i lśniąca. Uczyni skórę silną i delikatną zarazem. Zrównoważy odcień skóry. Wzmocni naczynka krwionośne. Odkryje na nowo piękno Twojej skóry. Idealna dla cery suchej i przesuszonej, naczynkowej i z tendencjami do powstawiania stanów zapalnych.
VACCINIUM ANGUSTFOLIUM FRUIT EXTRACT: Borówka brusznica obfituje w wiele substancji o działaniu leczniczym - glikozydy, arbutyna i metyloarbutyna (rozpada się na glukozę i hydrochinon - związek aromatyczny o działaniu pierwotniakobójczym, bakteriobójczym i przeciwwirusowym), kwasy organiczne, garbniki, cukry, witaminy: B1, B2, PP, C. Szczególnie ceniona jako środek antyseptyczny i ściągający (za sprawą garbników katechinowych) oraz wybielający i rozjaśniający plamy pigmentacyjne (dzięki zawartości arbutyny). Ekstrakt z borówki ma silne działanie antyoksydacyjne, które oczyszcza nasz organizm i skórę z wolnych rodników, co przekłada się na opóźnianie procesów starzeniowych i stanowi profilaktykę przeciwnowotworową. Wpływają na uszczelnienie naczyń krwionośnych. Ma zdolność do wiązania (chelatowania) metali ciężkich, np. ołowiu, przez co skutecznie odtruwa organizm. Garbniki, jako substancje ściągające, działają przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, hamują wydzielanie potu i łoju. Zawarte w owocach witaminy, aminokwasy, pektyny i kwasy owocowe działają na skórę zmiękczająco, wygładzająco i nawilżająco. Naturalna witamina C w owocach i liściach jest kilkakrotnie bardziej aktywna niż syntetyczna, gdyż flawonoidy i kwasy organiczne zapobiegają jej utlenieniu. Dobrze wpływa to na biosyntezę kolagenu i stabilność tkanki łącznej, a to korzystnie odbija się na wyglądzie skóry. Witaminy C i A wpływają ponadto na rozjaśnienie cery, pomagają w pozbyciu się piegów i plam pigmentacyjnych.

Skład: WATER, GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL, TREHALOSE, VACCINIUM ANGUSTFOLIUM FRUIT EXTRACT, SNAIL SECRETION FILTRATE, GLYCYRRHIZA GLABRATA ROOT EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS FLOWER EXTRACT, GINKGO BILOBA LEAF EXTRACT, CERAMIDE 3, PEPTIDE T., BETAINE, TRIPOTASSIUM GLYCYRRHIZATE, ALLANTOIN, XANTHAN GUM, SODIUM HYALURONATE, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE
Opakowanie: Bardzo podobają mi się azjatyckie saszetki. Na opakowaniu znajdziemy dodatkowo napisy w języku angielskim, co ułatwi nam zrozumienie właściwości. Wewnątrz umieszczony jest biały, materiałowy płat, który został umieszczony na sztywnej folii, która ma ułatwić nakładanie produkty na twarz.

Konsystencja: Byłam zaskoczona, ponieważ maska jest nasączona żelem, a nie zwykłym płynem. Esencja po upływie 25-30 minut wchłania się w głąb skóry, pozostawia jedynie lepką warstwę, którą należy zmyć.

Zapach: Mnie aromat kojarzy się z winem połączonym z kwiatowymi nutami. Zapach jest niezwykle przyjemny i odprężający.

Działanie: Pierwsze co zauważyłam po usunięciu płatu, to niesamowite nawilżenie i odżywienie. Naczynka zostały ukojone, mam wrażenie, że z tego względu są mniej widoczne. Skóra po umyciu była ujednolicona, pełna blasku. Bardzo spodobał mi się fakt, że pozostała gładka, miękka i przyjemnie napięta.

Cena i dostępność: Koszt jednej maseczki wynosi 10,00 zł i można dostać ją w sklepie GreenAsia.

Podsumowanie: Zdecydowanie zaprzyjaźniłam się z maską, która zapewnia zdrowy blask i mocne nawilżenie. Polecam ją bez dwóch zdań.

Lubicie azjatycką pielęgnację?

czwartek, 16 listopada 2017

🌶️ 🌶️ 🌶️ Poznajcie moich ulubieńców. Spicy Lip Gloss od Wibo- błyszczyk powiększający usta. 🌶️ 🌶️ 🌶️

Przez kilka dobrych lat unikałam błyszczyków, ale ostatnio zakupiłam kilka sztuk i noszę je nałogowo. W moich zbiorach pojawiły się dwa kolorki, które naprawdę przypadły mi do gustu. Mowa dziś o produktach powiększający usta- Lip Gloss Spicy od Wibo.
O produkcie:
Zawiera ekstrakt z papryczki chili, działający stymulująco i pobudzająco na krążenie krwi. Powoduje seksowne uwydatnienie i powiększenie ust. Przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Mieniące się tęczą kolorów refleksy nadają efekt szklistych ust. Kolorystyka zgodna z najnowszymi trendami.
Opakowanie: Plastikowe, przeźroczyste buteleczki posiadają minimalistyczną szatę graficzną. Ostra papryczka w napisie sugeruje, że możemy spodziewać się efektu powiększonych ust. Aplikator jest całkiem spory, płatki i miękki. Bardzo ładnie rozprowadza kosmetyk na wargach. Małym minusikiem jest fakt, że srebrne elementy szybko się rysują, przez co całość wygląda mało elegancko.

Konsystencja: Błyszczyk posiada odpowiednią konsystencję, która nie ucieka poza kontur ust oraz nie sprawia problemów podczas nakładanie. 

Trwałość: Tego typu produkty utrzymają się w stanie idealnym maksymalnie 2 godziny, mnie to zupełnie nie przeszkadza. Błyszczyk schodzi równomiernie, pozostają jedynie nieliczne drobinki.

Odcienie: W moich zbiorach znalazł się numer 8, czyli przepiękna czerwień z dodatkiem opalizującego pyłku na pomarańczowo i czerwono. Kosmetyk zapewnia delikatne krycie, co bardzo mi się podoba.
Następnie skusiłam się na 18, czyli uroczą fuksję z mnóstwem różowego shimmeru.
Błyskotki są na tyle małe, że nie wyczuwa się ich na ustach.
Działanie: Kilka minut po nałożeniu możemy poczuć delikatne mrowienie (na szczęście krótkotrwałe), które nie jest problematyczne. Usta faktycznie wydają się wydatniejsze, jest to jednak minimalny rezultat. Zapewne połyskujące drobinki dodatkowo je powiększają. Bardzo podoba mi się efekt mokrych warg, a przy tym warto dodać, że błyszczyk nie jest lepiący.

Cena i dostępność: Możemy dostać je w Rossmannie za 10,79 zł. Mnie udało się zakupić je na promocji -55%, więc za mniej więcej 5 złotych.

Podsumowanie: Produkt ładnie podkreśla usta, a przy tym ich nie przesusza. Zdecydowanie się z nim polubiłam, często nakładam go na szminkę o satynowym wykończeniu, aby usta wyglądały na pełniejsze.

Czy używacie błyszczyków powiększających usta?

wtorek, 14 listopada 2017

Test plasterków oczyszczających skórę nosa. Wersja damska vs męska od 7th Heaven.

Jeśli zaglądniecie do moich zbiorów, z pewnością znajdziecie kilka zapasowych paczuszek z plastrami oczyszczającymi nos. Używam ich systematycznie, dzięki czemu pożegnałam nieestetyczne zanieczyszczenia, z którymi boryka się większość osób.
Niestety męska część rodziny nie była zachwycona wypróbowaniem pasków , dlatego wraz z siostrą wypróbowałyśmy również wersję męską, ponieważ testy są CZYSTĄ przyjemnością.
Kilka słów o plastrach CHARCOAL PORE STRIPS:
Plastry oczyszczające na nos. Produkt zawiera naturalny węgiel leczniczy, który absorbuje nadmiar sebum, a także wyciąga zanieczyszczenia z mniej widocznych porów wokół nosa. Dodatkowo, pył wulkaniczny oczyszcza martwe komórki, pozostawiając skórę miękką i gładką w dotyku. Charcoal Pore Strips w swoim składzie posiadają również rozjaśniającą i poprawiającą koloryt krzemionkę, a także olejek lawendowy, którego aromat koi zmysły i wprowadza w dobry nastrój.

O wersji męskiej:
Plastry oczyszczające na nos dla mężczyzn. W swoim składzie zawierają naturalny węgiel leczniczy, który pomaga wchłaniać nadmiar sebum i wyciągać zanieczyszczenia z porów wokół nosa. Pył wulkaniczny oczyszcza martwe komórki skórne.
Opakowanie: W obu przypadkach mamy saszetki, które kryją w sobie trzy plastry, każdy z nich jest w osobnym opakowaniu. Szata graficzna w przypadku damskiej wersji przyciąga wzrok dzięki żywym odcieniom, męskie plastry są minimalistyczne, zapewne wpasują się w gusta facetów.
Materiał, z którego zostały wykonane plastry, przypomina mi ten, z jakiego wytwarza się opatrunki. Jest miękki i idealnie przylega do kształtu nosa. Lepka warstwa po drugiej stronie ułatwia naklejanie, plasterek nie sprawia kłopotów podczas ściągania.

Zapach: Wiele osób nie lubi mocnego aromatu, który towarzyszy tego rodzaju produktom. W obu przypadkach delikatny aromat węgla jest na tyle subtelny, że praktycznie niewyczuwalny.

Działanie: Uważam, że obie wersje mają bardzo podobne działanie. Dzięki nim nie muszę martwić się o suchy naskórek oraz drobne zanieczyszczenia. Sądzę, że są to plasterki, które używa się w celu podtrzymania rezultatu. Skóra po ich użyciu jest ładnie oczyszczona, zmatowiona, gładka i przyjemnie miła.
Kosmetyki jednak nie poradzą sobie z większymi zaskórnikami, ponieważ mogą być za słabe.

Cena i dostępność: Cena obu zestawów wynosi około 11-12 złotych. Oczywiście, jeśli jesteście ciekawe rezultatu, to możecie je dostać w sklepach internetowych, drogeriach i niektórych marketach.

Podsumowanie: Zarówno wersja damska, jak i męska nie jest najgorsza, aczkolwiek lubię mocniejszy efekt, zwłaszcza na początku. Każdy ma jednak inną skórę i może właśnie u Ciebie się sprawdzą?

Jakich plasterków używacie najczęściej?

poniedziałek, 13 listopada 2017

#Piękna przed Świętami. Zimowa pielęgnacja twarzy i ust.

Tak wiem, do zimy został jeszcze miesiąc. Jednak na portalu Trusted Cosmetics już teraz rozpoczął się kilkutygodniowy projekt, który powstał również dzięki współpracy z blogerką Różowa Szminka. Kto mnie czyta, ten wie, że uwielbiam wszelkie wyzwania i również do tego podchodzę z niesamowitą przyjemnością. Dziś opowiem o pielęgnacji twarzy i ust, która zmienia się ze względu na porę roku.
Na samym początku kilka słów o kosmetykach pielęgnujących usta, ponieważ ich mam najmniej. O tej porze roku przykładam dużą uwagę do pielęgnacji delikatnych warg, dlatego w mojej torebce nie może zabraknąć pomadek ochronnych Nivea, które odpowiednio zabezpieczają moje usta przed chłodem i wiatrem. Produkt posiada niesamowity zapach, który mobilizuje mnie do regularnego używania.
Błyszczyk Wibo Lip Sensation jest moim faworytem, jeśli chodzi o kolor. W jego skład między innymi wchodzi kwas hialuronowy, który sprawia, że moje wargi są sprężyste, gładkie i miękkie.
Przechodząc już do pielęgnacji twarzy, nie mogę zapomnieć o jej demakijażu i odpowiednim oczyszczaniu. Od paru miesięcy mogę śmiało stwierdzić, że przyjaźnię się z olejkiem Resibo, który wyróżnia wspaniały skład i jeszcze lepsze działanie. Kosmetyk świetnie rozpuszcza sebum oraz usuwa zanieczyszczenia, moja skóra jest porządnie odżywiona i promienna.
Założę się, że różowy płyn micelarny Garnier jest ulubieńcem większości z Was. Produkt skutecznie pomaga mi zmyć makijaż, a jego właściwości kojące pomagają mi w pielęgnacji cery wrażliwej, która jest moim utrapieniem.
Jeśli już o tym mowa, to moim problemem są także naczynka na policzkach. Nie wyobrażam sobie, abym nie używała wody różanej. Kosmetyk od Make me Bio zastępuje także tonik, zdecydowanie łagodzi podrażnienia, a także przyspiesza proces regeneracji skóry. Warto wspomnieć, że woda wzmacnia delikatne naczynka, zapobiega ich pękaniu. Uważam, że jest to mój must have, ponieważ cera naczynkowa nie lubi chłodu.
Peeling Natura Estonica z ekstraktem z płucnicy islandzkiej i bambusa pomaga mi w usunięciu starego naskórka. Należy go regularnie złuszczać, aby odżywcze substancje lepiej wnikały w głąb skóry. Ścierak posiada małe i delikatne drobinki, które nie podrażniają mojej cery.
Moją miłością stały się algi arbuzowe od Bielendy, które dostarczają mojej cerze najpotrzebniejszych witamin i minerałów. Maseczka jest przeznaczona dla osób z naczynkami, ponieważ produkt koi. Niesamowity aromat arbuza i działanie rozświetlające sprawiają, że używam jej z przyjemnością.
Muszę przyznać, że zaprzyjaźniłam się z nawilżającymi maseczkami azjatyckimi, które są dla mnie nowością. W sezonie grzewczym skóra często jest przesuszona i wymaga odpowiednich esencji, które o nią zadbają.
Poza nawilżeniem dbam również o oczyszczenie, dlatego w moich zbiorach nie może zabraknąć glinek i plasterków oczyszczających na nos. Uważam, że są to kosmetyki, których nie może zabraknąć w mojej kosmetyczce.
Już na samym końcu o dwóch ulubieńcach, a mowa o kremie Lirene C+D. Wprawdzie nie mam jeszcze 30 lat, ale potrzebuję mocnego nawilżenia, które dostarcza mi krem.
Często sięgam również po arganowe mazidło Equilibra, stosuję je zazwyczaj pod makijaż. Dzięki tym kosmetykom moja skóra jest miękka i niesamowicie gładka, a dodatkowo bije od niej zdrowy blask.

Jakich kosmetyków używacie o tej porze roku?

niedziela, 12 listopada 2017

🐌Czy maseczka ze śluzem z ślimaka poradzi sobie z ukojeniem niedoskonałości? PIBAMY SNAIL EXTRACT Multi Nutrient Mask.🐌

Muszę przyznać, że spodobała mi się azjatycka pielęgnacja. Przekonałam się do niej i często sięgam po różne mazidła. W tym tygodniu zafundowałam sobie maseczkę z dodatkiem śluzu ślimaka, który ostatnio jest bardzo popularny.
O produkcie:
Młodsza i piękniejsza Ty, idealna cera, bez zmarszczek, skóra pełna życia. SNAIL EXTRACT Multi Nutrient Mask zmniejsza głębokość i ilość zmarszczek oraz zapobiega powstawaniu nowych. Aktywnie odbudowuje gęstość skóry poprzez stymulację kolagenu. Zapewnia optymalne nawilżenie i odżywienie skóry. Redukuje stany zapalne. Ty zyskujesz nieskazitelną cerę. Podstawowym efektem stosowania wyciągu ze śluzu ślimaka jest przyspieszona regeneracja skóry. Działa on na uszkodzony kolagen (kolagenaza), dostarcza hemocyjaninę bogatą w tlen niezbędny do kształtowania się kolagenu i tworzy sieć strukturalną dla fibronektyny. Wszystko za sprawą glikozaminoglikanów, które wiążą peptydy miedzi i inicjują syntezę kolagenu silniej niż tretinoiny (witamina A) i witamina C.

Skład: AQUA, GELATIN, GLYCERIN, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, SNAIL SECRETION FILTRATE,HYALURONIC ACID, HYDROLYZED COLLAGEN, RETINYL PALMITATE, PHENOXYETHANOL, RETINOL, ASCORBIC ACID, TARTARIC ACID, BHT, DISODIUM EDTA, POLYVINYL ALCOHOL, PROPYLPARABEN, PARFUM, CITRAL DIMETHYL ACETAL
Opakowanie: Cieszę się, że na saszetce możemy znaleźć również napisy w języku angielskim, ponieważ azjatycka pisownia jest dla mnie prawdziwą magią. Już sama szata graficzna podpowiada nam, że produkt zawiera śluz ślimaka, co zdecydowanie ułatwia sprawę podczas zakupów.
Wewnątrz znajdziemy cienki, biały płat. Maska jest bardzo dobrze wycięta, przylega do twarzy i nie zsuwa się z twarzy podczas noszenia.

Konsystencja: Azjatyckie maseczki są porządnie nasączone płynem. W tym przypadku możemy spotkać lepką esencję, która przypomina śluz ślimaka.

Zapach: Jestem zaskoczona zapachem, który jest bardzo przyjemny, kwiatowy. Świeży i lekki zapach umila domowe spa.

Działanie: Na mojej twarzy pojawiły się drobne niedoskonałości, które bardzo mi przeszkadzały. To był idealny moment na wykorzystanie nawilżającej maseczki, która redukuje stany zapalne. Po upływie 20 minut twarz była zdecydowanie ukojona i mocno nawilżona. Skóra pozostała dobrze napięta i niezwykle gładka, bez dwóch zdań zadowolił mnie ten rezultat.

Cena i dostępność: Moja maska pochodzi ze sklepu Green Asia, gdzie kosztuje tylko 10 zł.

Podsumowanie: Polubiłam kosmetyki z dodatkiem śluzu ślimaka, moja cera była promienna i zdrowa, a efekt utrzymywał się przez dłuższy czas. Regularna pielęgnacja zdecydowanie utrwaliłaby otrzymany rezultat.

Używacie kosmetyków ze śluzem ślimaka?
Co o nich sądzicie?

czwartek, 9 listopada 2017

Perfekcyjny nudziak? Pomadka do ust Moov Color Punch- Hope.

Poszukiwanie idealnego nudziaka jest prawdziwym wyzwaniem. Uważam, że jest to taki must have każdej kobiety. Jasna pomadka o uniwersalnym odcieniu będzie idealna zarówno do dziennego, jak i wieczornego makijażu.
O produkcie:
Pomadka z linii Color Punch gwarantuje intensywny, soczysty kolor oraz długotrwały efekt.

Opakowanie: Pomadka umieszczona jest w czarnym, matowym i bardzo minimalistycznym, plastikowym opakowaniu. Pod spodem znajdziemy naklejkę z nazwą produktu, ja wybrałam odcień Hope. Zatyczka szminki nie zsuwa się, spokojnie można ją umieścić w kieszeni lub torebce.
Mój kosmetyk niestety ma lekko uszkodzony mechanizm, ponieważ podczas wykręcania do pewnej wysokości spada, a tym samym pochowa się sztyft. Jest to dość uciążliwe, ale po kilku tygodniach doszłam do wprawy podczas malowania.

Odcień: Firma oferuje aż 11 różnych kolorów, ja jak już wspominałam wybrałam kolor Hope, który według mnie jest neutralnym, perfekcyjnym nudziakiem. Odcień jest nieoczywistym różem, który wpada w jasny brąz. Na ustach wygląda niesamowicie i bardzo naturalnie.
Pigmentacja i wykończenie: Na zdjęciu możecie zauważyć pomalowane usta oraz perfekcyjne krycie już przy pierwszej warstwie. Pomadka posiada satynowe wykończenie, które nosi się niezwykle komfortowo. Szminka nie wysusza warg, nie lepi się oraz nie wychodzi poza kontur ust.

Trwałość: Jeśli szukacie całkiem przyjemnej, dziennej pomadki to dobrze trafiłyście. Kosmetyk przez kilka godzin wygląda ładnie, ściera się równomiernie oraz nie wymaga większych poprawek. Po pierwszym posiłku delikatnie traci swoje nasycenia. Pomadka nie zastyga jednak na ustach, więc ponowne nakładanie kosmetyku są bezproblemowe i szybkie.

Cena i dostępność: W sklepie Kontigo pomadki kosztują 14,99 zł, lecz często są na promocji.

Podsumowanie: Czy jestem zadowolona? Oczywiście, że tak. W niezwykle korzystnej cenie możemy dostać produkt o przyjemnym odcieniu, który wzbogaci każdy makijaż.

Lubicie nudziaki na ustach?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka