wtorek, 8 sierpnia 2017

Mój sposób na czystą skórę głowy. Recenzja serum oczyszczającego Bionigree.

Mam długie włosy i od dawna szukałam skutecznego produktu, który uniesie je od nasady i oczyści skalp. Na pomoc przybyło mi słynne serum Bionigree, które testowałam wraz z mamą.
O produkcie:
Naturalne serum oczyszczające BIONIGREE BASIC_01 to kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy i włosów) o działaniu oczyszczająco-ochronnym, przeznaczony do użytku zewnętrznego, do wszystkich rodzajów skóry. To preparat o działaniu złuszczającym, przeciwłupieżowym, antybakteryjnym i przeciwwirusowym. Łagodzi podrażnienia skóry głowy, oczyszcza ją z nadmiaru zrogowaciałego naskórka, rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych, reguluje pracę gruczołów łojowych, ułatwiając wchłanianie substancji odżywczych. Już po pierwszej aplikacji serum, włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia.

Jako że jest to produkt o naturalnym składzie, naturalnym zjawiskiem jest wytrącanie się osadu. Nie ma to jednak żadnego wpływu na skuteczność i właściwości kosmetyku. Wymaga jedynie wstrząśnięcia buteleczką przed jego użyciem.

Składniki według INCI: aqua, potassium oleate, potassium cocate, glycerin, potassium citrate, citric acid, ethyl linolenate, ethyl linoleate, ethyl oleate, ethyl palmitate, ethyl stearate, ethyl alcohol, menthol, bilberry fruit extract, sugar cane extract, orange fruit extract, lemon fruit extract, sugar maple extract, rosmarinus officinalis oil, parfum.

Do najważniejszych składników serum należą: mydło kastylijskie, kwasy AHA oraz estry oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu.
Opakowanie: Całość schowana jest w kartoniku, na którym można znaleźć wszystkie informacje dotyczące produktu. Szata graficzna jest schludna i przypadła mi do gustu.
Posiadam szklaną buteleczkę z pipetą o pojemności 100 ml, można także zakupić wersję 50 ml. Sposób nakładania na głowę przy pomocy szklanego aplikatora jest bardzo higieniczny i poręczny.

Konsystencja: Serum jest rzadkie jak woda, dlatego też świetnie rozprowadza się po skalpie.
Kosmetyk nie jest tłusty ani lepki, nie obciąża włosów i nie przyspiesza procesu przetłuszczania.

Wydajność: Producent zaleca użycie maksymalnie 2 miarek, dlatego produkt jest niezwykle oszczędny. Stosowałam go z mamą 2x w tygodniu przez niemal miesiąc i w moim opakowaniu pozostało około 2/3 produktu.
Kosmetyk trzeba użyć w ciągu 4 miesięcy od dnia otwarcia, więc polecam zamówić mniejszą wersję lub podzielić się ze znajomymi, jeśli nie jesteśmy w stanie go zużyć.

Zapach: Mnie aromat serum kojarzy się z ziołami. Jest dość specyficzny, aczkolwiek przyjemny. Zauważyłam, że pozostaje wyczuwalny nawet po kąpieli.
Nie jest męczący i nie zniechęca do dalszego używania, a jestem bardzo wrażliwa na mocne nuty zapachowe.
Uczucie na skórze: Pierwsze użycie- gdy nałożyłam go po raz pierwszy, kilka minut później poczułam mrowienie i uczucie ciepła. Czułam, że serum działa i zaczyna usuwać stary naskórek i zanieczyszczenia.
Kolejne użycia- wspomniany wcześniej rezultat przechodzi w zapomnienie, pojawia się natomiast przyjemny efekt chłodzenia, który z czasem znika.

Działanie: Należy używać go minimum 30 minut, my z mamą trzymamy godzinę lub dwie. Ja używam go w celu odświeżenia i oczyszczenia, mama zaś ma lekkie problemy z nawracającym łupieżem.
Już po pierwszym zastosowaniu zauważyłyśmy, że skóra jest złagodzona i ukojona.
W przypadku mamy dodatkowo zniknął delikatny świąd i łupież. Skóra po każdym zabiegu jest świetnie oczyszczona, a włosy są uniesione od nasady.
Latem nasze pasma w ekspresowym tempie tracą swoją świeżość ze względu na temperatury, dlatego serum jest naszym wybawieniem, ponieważ usuwa nadmiar sebum.
Z czasem również stały się mocniejsze i przestały wypadać.
Obie jesteśmy niesamowicie zadowolone z działania, produkt spełnił nasze oczekiwania.

Cena i dostępność: Duże opakowanie kosztuje 96,00 zł, mniejsze zaś 59,00 zł.
Kwota może i jest wysoka, ale uważam, że warto wydać na nie każdą złotówkę. Serum jest niezwykle wydajne, więc zakup jest opłacalny.
Kosmetyk można oczywiście dostać w sklepie Bionigree. Można zamówić tam także próbki.

Podsumowanie: Obawiałam się wysuszonej skóry, jednak uważam, że moje obawy były bezpodstawne. Produkt spisuje się genialnie, włosy odzyskały świeżość, a mama uwolniła się od nieprzyjemnego łupieżu. Zachwycił ją również fakt, że pasma zaczęły się lepiej układać i nie potrzebuje suszarki i specjalnej szczotki, aby wyglądały lekko.
Obie jesteśmy zadowolone w 100%, a to najważniejsze.

Poznałyście serum Bionigree?
Jeśli tak, co o nim sądzicie?

niedziela, 6 sierpnia 2017

🌴#6 My Summer Hair Care Routine z Trusted Cosmetics i Urodzianką.🌴

Moje włosy są bardzo długie i gęste, dlatego przykładam dużo uwagi do ich pielęgnacji.
O tej porze roku nie sprzyja im wysoka temperatura, promienie słoneczne oraz kąpiele w chlorowanej wodzie basenu. W rezultacie tracą twój blask, stają się jaśniejsze, a w dotyku przypominają siano. Końce są w opłakanym stanie, ponieważ zaczynają się rozdwajać i kruszyć.
Dziś kilka słów o mojej letniej pielęgnacji pasm, więcej o Wakacyjnym projekcie dowiecie się na portalu Trusted Cosmetics lub u blogerki Urodzianka.

O czym zawsze pamiętam latem?
- nakrycie. Od małego pamiętam o czapce lub kapeluszu, który nie tylko chroni pasma, ale również głowę przed udarem. Dzięki temu promienie słoneczne nie mają aż tak negatywnego wpływu na włosy.
- fryzjer. W każde wakacje wybieram się do osoby, która podcina zniszczone końcówki oraz skraca je, ponieważ pasma po pas latem są prawdziwą katorgą.
- czepek podczas kąpieli. Podczas pływania w chlorowanej wodzie lub morzu nasze pasma narażone są na substancje, które je wysuszają.
- rezygnacja z suszarki i prostownicy. Nie mam z tym problemu, ponieważ praktycznie ich nie używam. Latem uważam, że jest za gorąco, aby dodatkowo potraktować je dodatkowym ciepłem, które przecież nie jest konieczne.
Czego zazwyczaj używam latem?
Do mycia i odświeżenia skóry głowy: Szampon przeciwłupieżowy Head&Showders o każdej porze roku znajdzie miejsce w mojej kosmetyczce. Stosuję go raz na jakiś czas w celu porządnego oczyszczenia skalpu oraz włosów.

Kolejnym szamponem jest totalny hit. Od wielu miesięcy używam produktów Organic Shop, tym razem skusiłam się na wersję "Jedwabny nektar", która zapewnia niesamowity blask. Włosy po użyciu są nieziemsko gładkie i miękkie, a do tego lepiej się układają.

Na samym końcu prawdziwa petarda firmy Bingo Spa, czyli jedwab do mycia włosów z dodatkiem śluzu ślimaka. Używam go ze względu na mocne oczyszczenie, szczególnie gdy chcę zmyć resztki olejów i serów pielęgnacyjnych.

Gdy potrzebuję delikatnego kosmetyku, sięgam po łagodny płyn do higieny intymnej, który ukoi oraz nawilży.

Ostatnio zaprzyjaźniłam się z Serum oczyszczającym skórę głowy z olejkiem z czarnej porzeczki Bionigree, które chwali również moja mama. Używam go zamiast peelingu, który usuwa stary naskórek i oczyszcza skalp z wszelkich zanieczyszczeń.
Ochrona: W moich zbiorach znajduje się kilka butelek z kosmetykami, które chronią włosy, a szczególnie końcówki. Moimi ulubieńcami są olejki Isany, ponieważ cudownie nawilżają, dociążają i pielęgnują pasma. Każda buteleczka ma pojemność 100ml, wiąże się to z dużą wydajnością. Ich kolejnym atutem jest niska cena i świetne działanie.
Pierwszym faworytem jest wersja Hair Professional Oil Care, który zawiera olejek arganowy i słonecznikowy. Produkt ma również za zadanie chronić pasma przed promieniami słonecznymi.
Ex aequo na 2 miejscu uplasował się Intensiv olejek, który chroni włosy przed wysoką temperaturą (do 230 stopni). Ułatwia rozczesywanie i nadaje niezwykły blask.
Opcja z awokado Pflegeol Schwerelos wybrałam z myślą o moich cienkich kłaczkach, który je pielęgnuje, ale nie obciąża.
Mając długie pasma warto dbać o to, aby końcówki nie były zniszczone, ponieważ wygląda to nieestetycznie, a włosy dodatkowo się kruszą i są w złym stanie.

Od wielu lat używam również Jedwabiu Natura Silk od fimy Marion, który poskramia, wygładza oraz nabłyszcza włosy. Używam go po każdej kąpieli, ponieważ ułatwia rozczesywanie.

Nawilżenie: Oczywiście nie mogę pominąć olejowania przy pomocy oleju kokosowego lub awokado. Zazwyczaj robię to raz w tygodniu, staram się nie pomijać tego elementu w pielęgnacji. Dzięki temu pasma są sprężyste, zdrowe i lśniące.

W mojej szafce można znaleźć mnóstwo masek, a między innymi opcję z Avocado&Honey od Organic Shop. Używam również produktów firmy Kallos, które sprawdzają się u mnie rewelacyjnie. Latem wybieram kosmetyki nawilżające i regenerujące, nakładam je zazwyczaj 1-2x w tygodniu, aby nie obciążały.

Jak wygląda Wasza letnia pielęgnacja?

sobota, 5 sierpnia 2017

💅Dwa cudowne lakiery hybrydowe i nieziemski, holograficzny brokat od NC Nails Company.💅

Osobiście uwielbiam poznawać nowe marki lakierów hybrydowych i wyszukiwać perełek godnych uwagi.
NC NAILS COMPANY poznałam dzięki Instagramowi. Jest to marka o międzynarodowym zasięgu, która produkuje interesujące kosmetyki. W ich ofercie znajdziemy między innymi niezliczoną ilość przepięknych lakierów oraz różnych efektów, które sprawiają, że paznokcie wyglądają obłędnie i wyjątkowo.
W moje ręce trafiły trzy lakiery, w tym jeden brokatowy.
O produkcie:
Żele hybrydowe to połączenie komponentów żelu i lakieru. Wysoka jakość produktu pozwala na zastosowanie i utrzymanie wymaganego efektu do dwóch tygodni. Szybki sposób usunięcia poprzez zamoczenie w acetonie (ok. 15 min) oraz opracowaniu naturalnego paznokcia pilnikiem o gradacji 120/240.

Opakowanie: Białe buteleczki są miłą odmianą, ponieważ lakiery są zazwyczaj umieszczone w ciemnych. Złote trzonki dodają im elegancji, a naklejka zawiera wszelkie potrzebne informacje. Bardzo się cieszę, że widnieje na niej pasek z kolorem, który ułatwia odszukanie odpowiedniej barwy. Opakowanie wygląda schludnie, mieści w sobie 6ml płynu.

Pędzelek: W przypadku holograficznego brokatu pędzelek jest dłuższy. Zwykłe lakiery wyposażone są w krótszy. Włosie jest twarde, a zarazem elastyczne. Świetnie rozprowadza produkt po płytce i dociera do najmniejszego miejsca na paznokciu.

Konsystencja i nakładanie: Muszę przyznać, że już dawno nie trafiłam na tak przyjemną konsystencję. Jest odpowiednio gęsta, nie spływa z paznokcia. Podczas malowania nie kurczy się i nie zalewa skórek oraz nie tworzy smug. Produkt nie marszczy się podczas utwardzania. Dodatkowo ładnie się poziomuje i nie sprawia problemów.

Pigmentacja i barwy: Odcień Holographic Night jest brokatem, który potrzebuje 2 warstw do pełnego krycia. Drobinki są dość małe o szaroniebieskim zabarwieniu, mienią się w świetle niczym diamenciki.
Paradise Trip to różowy neon, który potrzebuje tylko 2 warstw. Żywy odcień świetnie sprawdzi się na wakacjach.
Ostatni Innocent Morning jest moim faworytem. Chłodny nudziak wpadający w jasny fiolet posiada dobrą pigmentację, tak jak w przypadku pozostałych wystarczy tylko 2 warstwy.
Czas utwardzania: Oczywiście w przypadku lampy UV wystarczy 2minuty, LED potrzebuje tylko 30 sekund do pełnego utwardzenia. Po tym czasie warstwa jest twarda, nie pozostawia kolorowej warstwy na waciku po przetarciu cleanerem.

Trwałość: Producent zapewnia, że lakier trzyma się do dwóch tygodni. Jest to oczywiście proces indywidualny, więc postanowiłam wypróbować je na paznokciach u stóp mojej siostry, gdzie żaden produkt nie wytrzymał kilku dni. Ciągle moczenie ich w wodzie oraz spacery na boso nie służyły im, więc była to prawdziwa próba testu.
Jestem niezwykle zaskoczona, ponieważ po 3 tygodniach od malowania wyglądają identycznie jak na początku! Lakier nie odszedł, nie odprysnął oraz nie popękał. Nie stracił swojego nasycenia, a najważniejsze, że nie uczulił.

Sposób usuwania: Ja zazwyczaj ściągam je przy pomocy frezarki, a następnie wyrównuję pilniczkiem. Producent zapewnia, że można je również usuwać acetonem.

Cena i dostępność: Jedna buteleczka kosztuje 29,90 zł, można je dostać na stronie NC Nails Company.

Podsumowanie: Uważam, że są to produkty godne uwagi. Współpraca z nimi to wielka przyjemność.
Znacie produkty tej marki?

piątek, 4 sierpnia 2017

💛#12 Niekosmetyczni ulubieńcy tygodnia. + proziaki na kefirze.💛

Na Podkarpaciu w tym tygodniu słoneczko grzało niemiłosiernie, a jeszcze tydzień temu narzekałam na deszcz. W ciągu ostatnich dni przypomniałam sobie o moich ulubieńcach, których oglądam kilka razy do roku, ponieważ nigdy mnie nie nudzą.
Jestem ciekawa, co Wy polecacie, więc chętnie dowiem się o nowych filmach, książkach i serialach.
Ulubiony serial
Musiałam odsapnąć od brutalnej "Gry o tron", więc wybrałam "Jak spotkałem Waszą matkę". Uważam, że jest to jeden z najlepszych seriali komediowych, jaki miałam okazję oglądać miliard razy. Piątka przyjaciół towarzyszyła mi od początków technikum, oglądałam ich podczas choroby, ferii czy wakacji i stwierdzam, że nigdy nie znudzą mi się ich przygody. Największym zaskoczeniem był odcinek finałowy, nie czułam jednak zawodu, jak niektórzy.
Dacie wiarę, że produkcja zakończyła się już 3 lata temu?
A teraz pytanie do Was, kto jest Waszą ulubioną postacią oraz który odcinek najbardziej zapadł Wam w pamięci?

Ulubiona książka
Książka, która doczekała się ekranizacji – przedstawia losy najbardziej wyszczekanego bohatera wszech czasów.

Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. To powołanie wypełnia na przestrzeni... kilku żyć.
Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego kundla odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego psiaka. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa!
Był sobie pies to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do skrajnych emocji – jest jednocześnie uroczo zabawna i dotkliwie przejmująca.
Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas. Najważniejsze przesłanie powieści głosi, że każda istota na ziemi urodziła się z misją.
WSZYSTKIE PSY IDĄ DO NIEBA... CHYBA ŻE MAJĄ NIEDOKOŃCZONE SPRAWY NA ZIEMI.

W tym tygodniu muszę przyznać, że zabrakło mi czasu na czytanie i dopiero w połowie zabrałam się do "Był sobie pies". Jestem ogromną fanką psiaków, dlatego nie mogłam pominąć tej pozycji.
To samo było w przypadku filmu, ponieważ zaciągnęłam na niego rodzinkę. Uważam, że film nadaje się zarówno dla dzieci, jak i starszych.

Ulubiony film
"Uwierz w ducha" znalazł się w ulubieńcach, ponieważ mogę oglądać go na okrągło.
Dla tych, którzy nie wiedzą, to film opowiadający o zakochanej parze. Podczas powrotu do domu Sam (główny bohater) ginie i powraca jako duch. Dowiaduje się, że jego ukochana jest w niebezpieczeństwie i za pomocą szalonej medium stara się ostrzec miłość swojego życia.
Jestem zachwycona grą aktorską Whoopi Goldberg, która spisała się genialnie.

Ulubiona piosenka
Selenę Gomez kojarzyłam zawsze z filmów Disneya. Muszę przyznać, że jej piosenki wpadają w ucho i słucha się ich z przyjemnością. Obecnie moim faworytem jest duet z Kygo i "It Ain't Me". Potrafię słuchać jej godzinami!
Ulubione danie
Dania, a raczej przekąski nie wykonałam własnoręcznie, ponieważ przygotowała je moja mama. Proziaki to takie bułeczki, które dawniej wypiekało się na gorącej blasze pieca, a obecnie można użyć do tego patelni lub piekarnika. Najczęściej wykorzystuję je do przyrządzenia kanapek lub służą jako dodatku do zupy. Pieczone proziaki są przepyszne i banalnie proste w wykonaniu.
Rodzicielka przepis znalazła w internecie, więc polecam przejrzeć kilka stron kulinarnych.

Znacie moich ulubieńców?

czwartek, 3 sierpnia 2017

💗#1 Test maseczek 7th Heaven. Passion pell-off. 💗

Maski peel-off są moim wybawieniem, ponieważ moja naczynkowa cera nie lubi się z mocnymi produktami, które ją podrażniają. W moje ręce trafiło mazidło firmy 7th Heaven. Był to totalny debiut, ponieważ nigdy wcześniej ich nie używałam, chociaż widziałam je stacjonarnie w wielu drogeriach.
O produkcie:
 Przeznaczona do każdego rodzaju skóry. Ta niezwykle owocowa mieszanka owoców granatu, passiflory, malin, winogron, żurawiny wzbogacona witaminą E oraz przeciwutleniaczami pozostawia idealnie oczyszczoną twarz, którą pokochasz!
Opakowanie i wydajność: Kolorowa szata graficzna kusiła mnie do zakupu i pewnie bym się na nie wcześniej skusiła, lecz powstrzymywały mnie moje zbiory. Saszetka wygląda przepięknie, przyciąga wzrok. Z tyłu znajduje się naklejka z opisem kosmetyku w języku polskim. Produkt można otworzyć bez pomocy nożyczek, a jedno opakowanie w przypadku maski peel-off wystarczyło mi na pokrycie całej twarzy.

Konsystencja: Żelowe, niemal przezroczyste mazidło o lekko różowym kolorze z łatwością rozprowadza się po skórze. W ciągu 20 minut produkt zastyga i można go ściągnąć w całości. Podczas usuwania kosmetyk nie ciągnie skóry oraz jej nie brudzi.

Zapach: O mamuniu, pachnie mi tu świeżymi owocami. Rześki i niezwykle przyjemny aromat przypomina mi orzeźwiającego i kwaskowatego granata. Z czasem wyłapuję słodkie, malinowe nuty.

Rezultat: Byłam pozytywnie zaskoczona faktem, że maseczka bardzo ładnie oczyściła skórę, sprawiła, że była niesamowicie gładka i miękka. Nie była zaczerwieniona ani podrażniona, więc nadaje się dla problematycznej cery naczynkowej.

Cena i dostępność: Mazidło kosztuje około 5-7 zł i można zamówić je on-line w wielu sklepach internetowych lub zakupić w drogeriach stacjonarnych. Ja widziałam je między innymi w Wispolu.

Podsumowanie: Po zabiegach w domowym Mini Spa skóra wygląda promiennie i świeżo. Jestem z maski niezwykle zadowolona, podoba mi się działanie i zapach.

Lubicie maseczki 7th Heaven?
Którą najbardziej?

środa, 2 sierpnia 2017

Dlaczego należy używać ścieraków? Recenzja peelingu kawowego od Love Your Body.

Dlaczego należy polubić się z peelingiem?
Produkty ścierające są bardzo ważne w pielęgnacji ciała. Dzięki nim możemy pozbyć się starego naskórka, który sprawia, że skóra nie może oddychać, a kosmetyki nie są w stanie w nią wniknąć. W rezultacie staje się poszarzała i zanieczyszczona. Warto poznać swój typ cery, aby dobrać odpowiedni produkt, który nie wyrządzi szkody.

Uwielbiam zapach kawy, chociaż nie koniecznie przepadam za jej piciem.
Od zawsze miałam ochotę wypróbować gotowy peeling kawowy, lecz ceny na rynku mnie przed tym powstrzymywały. Znalazłam jednak produkt firmy Love Your Body, który kosztuje tylko 23,99 zł za 100g. W moim domu nie pija się czarnego napoju, dlatego muszę wartować się gotowcami.
Dodatkowo spodobał mi się fakt, że kosmetyki są tworzone z naturalnych składników, a do tego jest to produkt wykonany w Polsce.
O produkcie:
Naturalne peelingi kawowe marki Love Your Body nie zawierają SLS, SLES, parabenów, barwników i konserwantów. Nawilżają skórę, zwalczają cellulit, oczyszczają i odżywiają.
Zawierają naturalne składniki: ziarno kawy robusta, olej macadamia, olej arganowy, kakao, sól morską oraz witaminę E.
Obecnie dostępne są trzy zapachy: Słodki kokos, Soczysta truskawka oraz Aromatyczna kawa.

Opakowanie: Wygląd papierowej saszetki jest bardzo prosty i schludny, niesamowicie mi się podoba. Opakowanie posiada strunowe zamknięcie, które ułatwia otwieranie produktu, zwłaszcza podczas kąpieli. Na naklejkach znajdziemy najważniejsze informacje dotyczące ścieraka. Kosmetyk należy zużyć w ciągu 6 miesięcy.
Mała saszetka jest poręczna, można zabrać ją ze sobą na wakacje.

Konsystencja: Muszę przyznać, że byłam nią zaskoczona. Liczyłam na mega sypki pył, a tutaj pojawił się lekko zbity, wilgotny peeling. Na pierwszy rzut oka możemy zauważyć zmieloną kawę oraz drobną sól.

Zapach: Jestem w nim TOTALNIE i NIEZAPRZECZALNIE zakochana! Swoim aromatem przypomina mi słodką kawę mrożoną. Nuty zapachowe są na tyle mocne, że roznoszą się po całej łazience i są w niej wyczuwalne przez długi czas.

Działanie: Pierwszy raz użyłam jej na dłoni, ponieważ chciałam zrobić zdjęcie z rezultatem. (Możecie zauważyć jak cudownie prezentuje się po zabiegu)
Po chwili relaksu i masowania postanowiłam go zmyć i oniemiałam. Moja sucha, ściągnięta skóra na dłoni zmieniła się w cudownie nawilżoną, miękką i jedwabiście gładką. Czułam, że ciało jest pokryte olejkami, które nie pozostawiły po sobie lepkiej warstwy.
To samo było w przypadku ciała, dawno nie byłam tak pozytywnie zaskoczona.
Wydajność: Dzięki zbitej konsystencji wystarczy odrobina, aby złuszczyć cały naskórek z ciała. Produkt bardzo fajnie przywiera do skóry, więc kosmetyk wystarczy na wiele użyć.

Cena i dostępność: Już na początku wspomniałam, że to cudo kosztuje 23,99 zł. Można je zaś dostać w sklepie producenta Love Your Body. Znajdziecie ich również na Facebooku oraz Instagramie.

Podsumowanie: Muszę przyznać, że jestem w nim zakochana. Jestem jednak winna, ponieważ mam ochotę zdradzić go z wersją truskawkową.
Już dawno nie poznałam tak skutecznego ścieraka, który nie podrażnił mojej wrażliwej skóry.
Lubicie peeling kawowy?


wtorek, 1 sierpnia 2017

💄💋Wakacyjny róż na ustach. LIP ME LIPSTICK od Miyo.💋💄

Bezgraniczna miłość do matowych pomadek w płynie spowodowała, że całkowicie zapomniałam o zwykłych szminkach. Obecnie na zewnątrz panują wysokie temperatury, więc zamieniłam je na różowe malowidło firmy Miyo.
O produkcie:
LIP ME LIPSTICK
1, 2, 3, całujesz TY! 1 KOLOR. Intensywna pigmentacja trwale utrzymuje się na ustach, nadając im zmysłowy kształt i uwodzicielski wygląd.
2 GŁADKOŚĆ
Kremowa konsystencja zapewnia równomierne i gładkie krycie, długą trwałość i jedwabiste uczucie na ustach.
3 NAWILŻENIE
Witaminy i naturalne woski chronią usta przed utratą wilgoci i sprawiają, że są miękkie i apetyczne.

Opakowanie: Podoba mi się prosty wygląd oraz złote wzorki, które dodają dziewczęcego uroku. Pod spodem pomadki znajduje się naklejka z nazwą i numerem produktu.

Pigmentacja i konsystencja: Krycie satysfakcjonuje mnie w 100%. Już przy pierwszej, cienkiej warstwie można osiągnąć pełne krycie w przypadku pomadki o nazwie Nicole.
Sztyft szminki świetnie sunie po ustach. Jest kremowa, nie podkreśla suchych skórek.
Produkt nie wchodzi z załamania i drobne zmarszczki oraz nie wychodzi poza kontur ust.

Kolor: Numer 27 jest ślicznym, wakacyjnym różem. Określiłabym go jako jasną fuksję, która optycznie wybiela zęby.
Miyo w swojej kolekcji posiada również nudziaki, jasne róże oraz piękne czerwienie.

Trwałość i wykończenie: Produkt w idealnym stanie utrzymuje się przez 3-4 godziny. Następnie delikatnie znika, proces ścierania jest bardzo równomierny.
Gdy wierzchnia warstwa zniknie, pozostają zabarwione usta. Pomadka wżera się w nie, a sam odcień jest nie do zdarcia. Kremowo satynowe wykończenie faktycznie nawilża wargi, są przyjemnie gładkie i miękkie.

Cena i dostępność: Pomadka kosztuje tylko 12,99 zł i można dostać ją w sklepie Miyo. Kwota jest niska, warto ją wypróbować.

Podsumowanie: Szminki są tanie, mają przyjemne wykończenie, całkiem fajną trwałość. Przypadły mi do gustu, chętnie poznam inne warianty kolorystyczne.

Znacie produkty firmy Miyo?
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.