środa, 19 lipca 2017

🚗Jak przetrwać długą, wakacyjną podróż autem? 🚗

Uwielbiam podróżować, chociaż długa jazda jest bardzo męcząca i nużąca. W zeszłe wakacje przejechaliśmy prawie 1000 km w obie strony i od tej pory zawsze pamiętam, aby mieć przy sobie kilka przedmiotów, które poprawiają komfort oraz sprawiają, że podróż mija szybciej. Nie będę skupiać się oczywiście na spakowaniu kosmetyczki, tylko na rzeczach, które umilają podróżowanie.
Odświeżacze powietrza w moim przypadku grają ważną rolę. Nie lubię zapachu papierosów, które pali mój tata, bo fotele są przesiąknięte mało przyjemną wonią. Zawsze na lusterku zaczepiam kilka zawieszek zapachowych, które niwelują niechciane aromaty. Wyposażyłam się w nie w sklepie Mania-perfum, gdzie można znaleźć wiele wersji zapachowych za 4,99 zł. W samochodzie króluje wersja Orient, do szafy z kurtkami wybrałam produkt, który pachnie miętą, a w otwartym oknie pokoju wisi cytryna, która wraz z powiewem powietrza przynosi świeże i rześkie nuty.
Często sięgam po różne olejki dostępne w Biedronce, a ostatnio zamarzyła mi się wersja od Yankee Candle. Ciągle się zastanawiam czy wybrać Cat Vent Sticks, czy jednak Cat Jar Ultimate, więc będę wdzięczna za podzielenie się informacjami na ich temat.
Ostatnio zapomniałam o poduszce oraz cienkim kocyku, więc całą drogę spędziłam ze zwiniętą kurtką jeansową, która nie do końca jest najwygodniejszą rzeczą na świecie. W czasie drzemki może zrobić się chłodno, zwłaszcza że w samochodzie jest włączony nawiew lub klimatyzacja. 
Jeśli nie chcesz wstać ze zdrętwiałym i bolącym karkiem, w sklepach można zaopatrzyć się w specjalne rogale, które są bardzo przydatne. Ja mam wersję pompowaną, z której można wypuścić powietrze, a następnie umieścić w schowku.
Polecam także przygotować sobie okulary przeciwsłoneczne, które zapewniają komfort jazdy zarówno prowadzącemu, jak i pasażerowi. Gdy słońce mocno świeci, promienie wręcz rażą oczy i zacyzna się prawdziwa tortura.

Produkty antybakteryjne, chusteczki nawilżone oraz zwykłe, a także mgiełki podczas długich podróży są jednymi z najbardziej rozchwytywanych produktów. Pozwalają na szybkie odświeżenie podczas postojów.
Nam chusteczki przydały się również w kryzysowej sytuacji, gdy musieliśmy wymienić koło, a nigdzie nie było budynku z wodą. W małej kosmetyczce obowiązkowo musiałam umieścić pilniczek, który podratuje ułamane paznokcie. Zawsze, gdy mi go brak, dochodzi do złamania i przez resztę drogi próbuję "wyrównać" go zębami, co nie jest najlepszym wyjściem.

Dla dobrze zorganizowanych osób polecam zabrać planer lub kalendarz, gdzie w czasie długiej podróży można zapisać mnóstwo rewelacyjnych pomysłów. W mojej torebce znalazła miejsce również książka, najlepiej wybrać wciągającą powieść, która nie znudzi się nam po przeczytaniu dwóch stron. Obowiązkowo musi towarzyszyć mi naładowany telefon oraz słuchawki, szczególnie wtedy, gdyby osoba obok "zapragnie" głośno podkreślić, że śpi.

Każdy wie, że latem w aucie powinna znaleźć się butelka z wodą i drobne przekąski, które dodają energii w czasie długiej jazdy. Najlepiej smakować je do bagażu podręcznego, aby nie marnować czasu na ciągłe postoje i przeszukiwanie bagażnika.

Jakie macie sposoby na przetrwanie długich podróży?

wtorek, 18 lipca 2017

Jak to zrobić? Domowy sposób na różowe, fioletowe i szare włosy. Recenzja płukanek Cameleo + kilka pomocnych rad.

Najbardziej cieszą mnie paczki niespodzianki, a ostatnio do mojego domu trafił zestaw 3 płukanek oraz gumeczki sprężynki, które rewelacyjnie trzymają moje długie i ciężkie pasma. Firma Delia zrobiła mi niesamowitą przyjemność, a jeszcze większą Weronice, która w przyszłości chce zostać fryzjerką.
Wprawdzie sama nie mam jasnych pasm, ale siostra jest ciemną blondynką, dlatego zdecydowała się na testy. Na pierwszy rzut poszła upragniona wersja różowa, ponieważ ostatnio włosy w odcieniu rose blond są prawdziwym hitem! To właśnie dziś skupię się na niej najbardziej.
Kuzynki korzystają z pozostałych dwóch i każda z nich jest zadowolona z rezultatu.
O płukance srebrnej:
Przepiękny, srebrzysty odcień na włosach blond, siwych lub rozjaśnianych
- Dodatkowa pielęgnacja włosów blond
- Eliminacja niechcianego, żółtego odcienia
- Piękny, srebrzysty połysk
- Delikatne rozświetlenie
- Do wielokrotnego użycia po każdorazowym myciu włosów

Produkt świetnie sprawdzi się do ochłodzenia rudych i żółtych tonów. Nadaje pięknego szarego blasku, który można stopniować w zależności od odcienia włosów oraz ilości dodanego produktu do wody. Dzięki niej można osiągnąć modny efekt szarych pasm.
Zauważyłam, że używają jej również osoby z ciemnymi włosami, aby ochłodzić ciepłe refleksy.
O płukance fioletowej:
Przepiękny, gołębi odcień na włosach blond, siwych lub rozjaśnianych
- Dodatkowa pielęgnacja włosów blond
- Eliminacja niechcianego, żółtego odcienia
- Piękny, gołębi połysk
- Delikatne rozświetlenie
- Do wielokrotnego użycia po każdorazowym myciu włosów

Wersja fioletowa tak samo jak szara niweluje niechciany odcień i pozostawia na pasmach jasny fiolet wpadający w szarość. Oczywiście mogą użyć jej również osoby z ciemnymi włosami.
O płukance różowej:
Szalony różowy odcień na włosach blond, siwych lub rozjaśnianych
- Nadaje włosom delikatny (lub nieco mocniejszy - Ty decydujesz!) różowy odcień.
- Eliminuje niechciany żółty odcień na włosach blond.
- Idealna na gorące lato i aby dodać koloru mroźnej zimie!
- Dodatkowo pielęgnuje włosy.
- Delikatnie rozświetla.
- Do wielokrotnego użycia po każdorazowym myciu włosów.

Przyszedł czas na prawdziwy hit. Buraczkowo różowa płukanka zrobiła szum wokół siebie i wcale się nie dziwię! Moja siostra jest zachwycona efektem, ponieważ bez ingerencji farby i fryzjera może cieszyć się różowym blondem, który jest ostatnio bardzo modny.
Opakowanie: Każda butelka o pojemności 200 ml została wykonana z ciemnego przeźroczystego plastiku, a na etykiecie znajdziemy między innymi informacje o składzie oraz proporcjach. Otwór opakowania jest dość mały, trzeba jednak uważać, aby nie ubrudzić przedmiotów znajdujących się obok miski z wodą.

Konsystencja: Produkt jest rzadki jak woda, ale posiada mocny pigment, który potrafi zabarwić wszystko wokół. 

Efekt: Moja siostra jest ciemną blondynką z masą naturalnych pasemek, dlatego rezultat spodobał się w 100%. W świetle mienią się cudownym różowym blaskiem, a włosy są zdyscyplinowane i wygładzone.
U Werki róż chwycił całkiem mocno, produkt jest rewelacyjny zwłaszcza latem.
Rezultat można stopniować, wszystko zależy od ilości dodanego produktu.

Sposób wykonania: Weronice zależało na mocniejszym efekcie, dlatego do 2 litrów wody dodała prawie 3 łyżki płukanki. Następnie płukała pasma roztworem, a ja jej pomagałam.

Trwałość i wydajność: Czas utrzymywanie się jest sprawą indywidualną. Po kilku kąpielach róż staje się coraz jaśniejszy, aż w pewnym momencie przestaje być zauważalny. Jedno opakowanie starczy na wiele użyć, ponieważ dodajemy 1 miarkę do pojedynczego zabiegu.

Cena i dostępność: Kosmetyk można dostać w większości drogerii stacjonarnych i internetowych, a jej cena waha się w granicy 6-8 złotych.

Usuwanie roztworu z zabarwionej skóry: Przyznam, że na początku ubrudziłam sobie nią dłonie i obawiałam się mycia. Jednak po chwili delikatnego szorowania z dodatkiem mydła w płynie różowe plamki zniknęły.

Porady: 1. Płukankę odmierza się łyżką, więc najlepiej przygotować plastikową, którą po użyciu można wyrzucić.
2. Produkt Cameleo lubi farbować, dlatego nie polecam robić jej w wannie. Najlepiej postawić na miskę, a pod nią podłożyć stary ręcznik lub gazety.
3. Gdy barwisz całe włosy jak moja siostra, zabezpiecz skórę przy pomocy kremu.
4. Do zabiegu najlepiej przygotować sobie rękawiczki jednorazowe.

Podsumowanie: Uważam, że płukanka zadowoli osoby, które nie chcą używać zwykłych farb, a marzą o ciekawej i krótkotrwałej metamorfozie. Sądzę, że produkt świetnie sprawdzi się przy większych wyjściach oraz wakacyjnych festiwalach i koncertach.
Mogą wykorzystać ją również nastolatki, które marzą o różowych włosach, a rodzice nie wyrażają zgody na szamponetki i szampony koloryzujące.

Co sądzicie o płukankach? Używacie ich?

poniedziałek, 17 lipca 2017

💅Najpiękniejsza, wakacyjna hybryda. Recenzja lakieru Flexy od Silcare.💅

W konkursie organizowanym przez Silcare udało mi się wygrać dwie piękne hybrydy z kolekcji Flexy. Jest to taka "świeżynka" wydana z myślą o wakacjach, ze względu na nieziemskie kolory i małą pojemność. Firmę znam od wielu lat i właśnie na niej uczyłam się malowania. Wypróbowałam już masę nowości i wręcz nie mogłam się doczekać, aż wezmę się do zrobienia stylizacji.
Modelką została moja siostra, ponieważ moje pazurki obecnie są krótkie, a rezultat chciałam zaprezentować na dłuższej płytce.
O produkcie:
Bądź sexy z Flexy! Flexy jest najnowszą linią hybryd. Kolekcja Holiday Moments to 20 kolorów zarezerwowanych na gorące dni pełne rozkosznego słońca. Hybryda ma doskonały połysk, dobre przyleganie, jest elastyczna, odmacza się w acetonie w 3 minuty. Baw się kolorem, łap wakacyjne chwile. Flexy jest sexy.
Zdajemy sobie sprawę, że wakacje to ekstremalne wyzwania. Każda z Was spędza je inaczej, dlatego hybryda na wakacje musi być wyjątkowa – i taka jest innowacyjna FLEXY!

CECHY:
- elastyczna (dzięki zastosowaniu specjalnie dobranych oligomerów)
- intensywnie napigmentowana (to solidna dawka energetycznej kolorystyki)
- doskonałej przyczepności (łączy się z bazą poprzez hydrogen bonds)
- idealna do lamp LED i UV-LED (znaczna wydajność kwantowa)
- bezproblemowo utwardzana (dzięki zastosowaniu efektywnych fotoinicjatorów)
Opakowanie i pędzelek: Jak już wspomniałam, buteleczki są malutkie, ponieważ mieszczą w sobie 4,5 g produktu. Jest to świetny pomysł, ponieważ odważne i wesołe kolory królują latem i w późniejszych porach roku leżą nieużywane i niszczeją. W swojej ofercie mają 20 cudownych odcieni, mnie przypadł ten o numerze 05 i 19. 
Pędzelek jest idealny, świetnie dociera do najmniejszego rejonu na pazurkach, Nie jest za duży, ani też za mały, moim zdaniem ułatwia nakładanie średniogęstej konsystencji.
Dla niektórych małym minusem może być fakt, że barwy oznaczone są numerkami, a nie naklejkami z odpowiadającym im odcieniem. Mnie to jednak nie przeszkadza, mam pamięć do liczb oraz wzornik.

Konsystencja: Jeśli już o niej mowa, to nie mam zastrzeżeń. Nałożony produkt nie spływa, nie tworzy smug, nie kurczy się i nie marszczy podczas zastygania. Praca przebiega sprawnie, a nałożony lakier nie wymaga poprawek. Lakiery z serii Flexy świetnie się poziomują oraz nie tworzą prześwitów.

Pigmentacja i nakładanie: Największym atutem jest mocna pigmentacja oraz bezproblemowa aplikacja na płytkę.
Hybrydy Flexy kryją już od pierwszej warstwy, a ja nakładam 2 naprawdę cienkich. Dzięki temu zaoszczędzamy czas, ponieważ nie musimy dokładać 3, a czasem i 4 powłoki, jak to czasem bywa przy pastelowych lakierach.

Trwałość: Na bazie, której używam wytrzymuje przez wiele tygodni, a przy tym nie odbarwia się i nie traci blasku. Nie zauważyłam, aby ścierał się przy końcach lub pękał, ponieważ jest elastyczny i odporny na wszelkie uszkodzenia. Dobrze zabezpieczony wolny brzeg sprawia, że stylizacja do samego zdjęcia pozostaje nienaruszona.

Sposób ściągania: Producent pisze, że można ściągać ją również przy pomocy acetonu. Ja jednak używam frezarki, którą piłuję wierzchnie warstwy, a resztę wyrównuję i ścieram pilniczkiem. Należy jednak uważać, aby nie zetrzeć płytki.

Utwardzanie: Czas w lampie UV wynosi 2 minuty, w LED 30 sekund, aby hybryda była gotowa do następnych etapów. Podczas utwardzania nie musimy obawiać się o szczypanie czy pieczenie paznokcia.

Moje odcienie: 05 to nic innego jak pastelowa, neonowa pomarańcz. Miałam w planach go kupić, więc bardzo się cieszę, że malowidło trafiło w moje dłonie.
19 to połączenie jasnej mięty i pistacji, idealny do romantycznych i słodkich stylizacji.

Cena i dostępność: Produkt jest tani, jedna buteleczka kosztuje tylko 7,99 zł. Można je dostać w sklepie internetowym lub stacjonarnym Silcare.

Podsumowanie: Już podczas pierwszego malowania stwierdziłam, że lakiery z serii Flexy są genialne i mam ochotę na więcej odcieni. Współpracują wzorowo, do tego mają cudowne odcienie i kosztują niewiele. Czego chcieć więcej?

Znacie te produkty?

niedziela, 16 lipca 2017

#3 Piękne stopy na lato.


O stopy i pięty dbam przez cały rok, a lato jest szczególną porą roku ze względu na fakt, że często sięgam po japonki i paseczki. Nie wyobrażam sobie, aby skóra była zrogowaciała, sucha i popękana. Nie mam zamiaru ukrywać jej w skarpetkach i sandałach, dlatego mam ulubiony zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych, który pomaga mi w walce o perfekcyjne stopy.
Post oczywiście dotyczy wakacyjnego projektu, który organizuje portal Trusted Cosmetics oraz Urodzianka.

Poza kosmetykami używam wszelkiego rodzaju tarek, pumeksów i frezarek, które pomagają mi zetrzeć stary i zrogowaciały naskórek. Najlepszy efekt można osiągnąć przy pomocy małej końcówki umocowanej we frezarce, ponieważ dociera do każdego miejsca i jest skuteczniejsza niż reszta produktów. Aby nigdy nie zapominać o tym etapie, pod prysznicem zawsze znajduję kawałek skały wulkanicznej, której używam codziennie.
Zazwyczaj jestem na bakier z wszelkimi balsamami i kremami, od czasu do czasu wcieram w nie niezawodny olej kokosowy, który nawilża i pielęgnuje.
Na promocji 2+2 w Rossmannie wraz z mamą zdecydowałyśmy się na żel do usuwania zrogowaciałej skóry marki No. 36. Kosmetyk działa szybko i skutecznie, po upływie 5 minut moje stopy są jedwabiście gładkie i miękkie. Jest to świetne wyjście dla osób, które nie lubią ostrego pumeksu. Często korzystam z relaksujących kąpieli stóp, szczególnie w gorące dni. Mandarynkowa kąpiel firmy BingoSpa zmiękcza przerośnięte skórki wokół paznokci. Używam jej najczęściej przed planowanym zabiegiem pedicure, ponieważ płytka musi być perfekcyjna, gdyż uwielbiam wyrazisty, czerwony lakier. Zawsze zwracam na to uwagę, aby stopy wyglądały schludnie i były starannie pomalowane.
Aby czuć się komfortowo, stawiam na dezodorant o działaniu antybakteryjnym, który świetnie odświeża oraz chłodzi. Ten zakupiłam w Rossmannie za kilka groszy, jego atutem jest świeży, cytrusowy aromat oraz wydajność.
Sól do stóp z Morza Martwego White Flower's z dodatkiem oleju z czarnuszki jest strzałem w 10! Posiada genialny skład, który pozytywnie wpływa na stan skóry. Regularne kąpiele pozwalają wyeliminować zrogowaciały naskórek, a także popękane pięty. Sól ma właściwości antygrzybicze i antybakteryjne, stopy pozostają gładkie i zregenerowane. Mocny, a zarazem świeży zapach działa relaksująco, szczególnie po męczącym dniu.

Jestem ciekawa, jakich kosmetyków do pielęgnacji stóp używacie oraz co polecacie.

sobota, 15 lipca 2017

#1 Przegląd produktów do depilacji. Gillette- Simply Venus 3, maszynka do golenia dla kobiet.

Zauważyłam, że na blogach praktycznie wcale nie przewijają się posty dotyczące depilacji. Osobiście uwielbiam zarówno maszynki, jak i wosk, niestety przez brak recenzji kupowałam je w ciemno, co nie zawsze było dobrą decyzją. Postanowiłam więc co jakiś czas wrzucić recenzję produktu do depilacji, aby utrzeć innych przez nieprzyjemnymi i bolącymi zacięciami czy mało skutecznymi plastrami.
O produkcie:
Maszynki jednorazowe Simply Venus™ zapewniają dokładne i delikatne golenie w przystępnej cenie. Ta jednorazowa maszynka dla kobiet wyposażona jest w obrotową główkę o 3 ostrzach i komfortową rączkę, abyś mogła cieszyć się łatwością i dokładnością pociągnięć.

- Obrotowa główka o 3 ostrzach
- Dokładniejsze golenie i mniej podrażnień
- Ochronne mikropłetwy (paski napinające) zmniejszają ryzyko podrażnień i zacięć

Skład:
PEG-115M, PEG-7M, PEG-100, Silica, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Tocopheryl Acetate, Tris(Di-T-Butyl)Phosphite,Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, BHT, Glycol
O ile się nie mylę, można zakupić je również w opakowaniu zawierającym 3 lub 4 sztuki, ja zdecydowałam się na to większe, gdzie mieści się 6 maszynek jednorazowych w uroczym, opalizującym różowym kolorze.
Rączka świetnie leży w dłoni, jest dobrze wyprofilowana, nie ślizga się, dlatego ryzyko skaleczenia jest wręcz minimalne. Maszynka dzięki ruchomej główce idealnie przylega do ciała, nie trzeba na nią naciskać, aby skutecznie ogolić dane miejsce. Końcówka zawiera paski, które według producenta są odpowiedzialne za zmniejszenie ryzyka podrażnień i zacięć. Muszę się z nim zgodzić, ponieważ dawniej po każdym użyciu tanich jednorazówek moje nogi miały pełno drobnych ranek i czerwonych kropek. W rezultacie zmagałam się z podrażnieniami, a od kiedy używam Simple Venus problem został zażegnany. Maszynka goli dokładnie, z łatwością sunie po skórze.
Nożyk do depilacji posiada 3 ostrza bardzo dobrej jakości, które przez długi czas się nie tępią, więc nie przypominają zwykłych jednorazówek, które po chwili należy wyrzucić do kosza.
Chwała drogerii Rossmann za liczne zniżki, gdzie za niewielką sumę można kupić ciekawe produkty. Ich cena regularna sięga 18,99 zł. Ja kupiłam je na promocji 2+2 i po podzieleniu zapłaconej sumy na 4 produkty, okazało się, że opakowanie z 6 maszynkami wyniosło mnie mniej więcej 10 zł.
Produkt można dostać w każdej drogerii, szczerze polecam firmę Gilett.

Mam nadzieję, że spodoba się Wam nowa seria.
Jestem ciekawa, jakie produkty do depilacji wybieracie oraz co polecacie.

piątek, 14 lipca 2017

💚#9 Niekosmetyczni ulubieńcy tygodnia.💚

Bardzo mi miło, gdy piszecie w komentarzach, że dzięki takim wpisom macie motywację do czytania lub poznajecie nowe seriale i filmy. Wiem, że ta seria ma sens, także przychodzę już z #9 zestawieniem.
Ulubiony serial
Dacie wiarę, że nadal pozostałam przy "Pamiętnikach wampirów"? Właśnie jestem w połowie 2 sezonu, oglądam go z prawdziwym zaciekawieniem, ponieważ lubię takie młodzieżowe seriale.
Dla tych, którzy nie wiedzą, produkcja opowiada o młodej Elenie, która zakochuje się w jednym z braci Salvatore. Dziewczyna jest identyczna z wyglądu jak wampirzyca, która przemieniła ich wiele lat wcześniej. Oczywiście zmagają się z przeciwnościami losu, walczą z nieprzyjacielami i piją krew! Jestem dopiero na początku, ale od pierwszych odcinków uwielbiam Iana za grę <3

Ulubiona książka
Siostra przez kilka dni mówiła o filmie, który niedawno wszedł do kin. Przypomniałam sobie tytuł i zabrałam się do czytania książki "Ponad wszystko", aby poznać losy bohaterki.

Maddy jest uczulona dosłownie na wszystko. Nigdy nie opuszcza domu, a jedynymi osobami, które widuje, są jej mama i pielęgniarka. Pewnego dnia musi zmierzyć się ze światem zewnętrznym i wtedy spotyka Olly’ego. Czy podejmie największe ryzyko w swoim życiu?

Lekka powieść o miłości nastolatków, która nie miała prawa się wydarzyć ze względu na chorobę Maddy. Książka lekka i przyjemna, przeczytałam ją w kilka godzin jednego dnia, nie byłam w stanie oderwać się od wciągającej historii.

Ulubiony film
Brooklyn z genialną Saoirse Ronan miałam w planach zobaczyć kilka miesięcy temu, ale zupełnie zapomniałam o ekranizacji.
W latach 50 XX w. młoda irlandzka dziewczyna emigruje do USA, aby wieść lepsze życie i znaleźć pracę. Przez wiele tygodni tęskni za pozostawioną w domu rodziną, z czasem jednak poznaje przemiłego mężczyznę, który zmienia jej życie.

Ulubiona piosenka
W tym tygodniu króluje Maggie Lindemann - Pretty Girl. Pierwszy raz usłyszałam ją na Instagramie. Niestety nie znalazłam informacji na temat wykonawcy, lecz na szczęście piosenka sama znalazła mnie na Youtube :)
Ulubiona potrawa
Od dłuższego czasu marzyła mi się sałatka z tuńczykiem. Po przeszukaniu szafek i lodówki wyjęłam kilka produktów, które perfekcyjnie do siebie pasowały.
Lekka przekąska jest bardzo prosta w wykonaniu, syta i tania.
Co potrzeba do jej wykonania?
- 1 pomidor
- 1 ogórek
- pół cebuli (pokrojona w półksiężyce lub kostkę)
- pół sałaty lodowej
- mała puszka tuńczyka
- sos do sałatek (ja użyłam greckiego)
- ciecieszyca/ lub kukurydza z puszki
- jajko

Sposób wykonania
1. Na samym początku polecam ugotować ciecierzycę (ja miałam gotową ze słoiczka z Biedronki, więc pominęłam ten krok). Zamiast ciecierzycy można wykorzystać także kukurydzę z puszki.
Ja do sałatki dodałam również jajko przyrządzone na półmiękko, które syciło i świetnie zgrało się z rybą.
2. Następnie umyłam pomidora i ogórka, pokroiłam w kostkę, sałatę lodową porwałam w dłoniach na większe kawałki. Cebulę zamieniłam w cienkie półksiężyce.
3. Do miski wrzuciłam odsączoną ciecierzycę, pokrojone składniki oraz tuńczyka z puszki.
4. Oczywiście można przygotować własny dressing, ja poszłam na łatwiznę i z samą wodą zmieszałam gotowy sos grecki, który fajnie podkreślił całość dania.
5. Na wierzchu sałatki układam jajko i dodaję chlebek z pestkami dyni.

Mam nadzieję, że obecni ulubieńcy przypadli Wam do gustu i chętnie skorzystacie z przepisu.
Co obecnie czytanie/oglądacie i polecacie?


czwartek, 13 lipca 2017

💛Najlepszy drogeryjny tusz do rzęs? Lash Sensational Intense Black od Maybelline.💛

Od dłuższego czasu mam słabość do mascar Maybelline, a tym razem przez przypadek trafiłam na wersję Intense Black, którą polecała mi siostra. Pamiętam, jak swoje pierwsze opakowanie kupiłam ponad rok temu i obecnie nie wyobrażam sobie, aby zabrakło tuszu Sensational.
O produkcie:
Maybelline Lash Sensational Intense Black to nowa, ulepszona wersja znanej już maskary Lash Sensational. Pogrubiający tusz, który zapewnia efekt sztucznych rzęs i intensywny, czarny kolor.
Dzięki elastomerowej szczoteczce w kształcie wygiętego wachlarza i wypustkom o różnej długości, tusz dociera do każdego włoska z osobna, widocznie zwiększając objętość rzęs. Szczoteczka umożliwia widoczne rozłożenie rzęs od wewnętrznego do zewnętrznego kącika i od nasady aż po same końce rzęs. Maskara dociera do najkrótszych i niemal niewidocznych rzęs, a także precyzyjnie rozdziela dłuższe rzęsy bez sklejania i efektu nieestetycznych grudek.
Mniejsza zawartość wosków na rzecz zintensyfikowanej czerni pigmentów, by rzęsy stały się bardziej wyraziste. Intensywnie czarna formuła podkreśla nawet krótkie i mało widoczne rzęsy.
Wersja Intense Black trafiła do mnie przypadkowo, ponieważ siostra podczas zakupów pomyliła wersję podstawową z tą. Całość różni się jedynie małą zmianą w szacie graficznej, więc łatwo o pomyłkę, ale wcale nie jestem zmartwiona z tego powodu. Ulepszony produkt sprawdził się u mnie lepiej i od teraz będę częściej po niego sięgać.
Silikonowa szczoteczka świetnie rozdziela rzęsy, pięknie dociera do najmniejszego włoska.
Małym minusem może być fakt, że otwór opakowanie jest odrobinę za szeroki. Przez to szczotka nabiera na siebie zbyt dużo ciemnej mazi, a tym samym łatwo o ubrudzenie powieki i zniszczenie makijażu.
Mascara tak jak obiecuje producent, faktycznie jest lepiej napigmentowana, tusz jest czarny jak smoła, więc genialnie podkreśla jasne włoski. Doceni to każda osoba, która jak ja nie ma się czym pochwalić. Liche, krótkie rzęsy od zawsze są moją zmorą, ponieważ marzy mi się przepiękny wachlarz, więc muszę ratować się tuszami.
Po pomalowaniu delikatnie się wydłużają, są pogrubione i ładnie podkręcone. Jego ogromnym atutem jest trwałość, która jest fantastyczna.
W ciągu dnia nie zauważymy osypanych drobinek czy efektu pandy, mascara nawet po drzemce nie wymaga poprawek. Jestem pozytywnie zaskoczona, że pomimo swojej mocy nie sprawia problemów podczas demakijażu. Łatwo się zmywa, nie podrażnia oczu i nie powoduje wypadania rzęs.
Jego cena regularna sięga nawet i 40 zł, lecz często jest na promocji i kosztuje niemal 50% mniej. Można go dostać w każdej drogerii stacjonarnej i internetowej, lecz często jest wykupiony przez masę wielbicielek.
Na rzęsach pojawiła się jedna warstwa.

Lubicie tusze Maybelline?
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.