czwartek, 17 sierpnia 2017

🍂Ciepły, a zarazem ostry aromat Vibrant Saffron z serii Fall in love. 🍂

Nigdy nie byłam fanką mocnych i ciężkich zapachów, więc z rozpaleniem Vibrant Saffron od Yankee Candle czekałam kilka dni. Do tej pory seria Fall in love mnie nie zawiodła, a jak było tym razem?
O produkcie:
Wosk o zapachu intensywnej słodyczy szafranu złagodzonej miękkością wanilii.

Ciemnoczerwona tarta kojarzy mi się z drogocennymi pręcikami szafranu. Na sucho przypominał mi lizaki i słodycze o smaku coli, który jest nasycona mocnymi przyprawami.
Po rozpaleniu w moim pokoju rozniósł się otulający, mocny i ostry aromat Vibrant Saffron. Muszę przyznać, że posiada najmniej intensywny zapach, ponieważ musiałam wrzucić go całkiem sporo do kominka, aby cokolwiek poczuć.
Tarta bez dwóch zdań zachwyci osoby lubiące słabe, a zarazem pikantne woski Yankee Candle. Ja jestem zupełnie obojętna, nie zawiódł mnie, ale też nie zachwycił. Mam nadzieję, że mojej mamie przypadnie do gustu, ponieważ z chęcią jej go oddam.
Jeśli macie ochotę go wypróbować, to na stronie Candle Online znajdziecie kilka wersji o różnej wielkości.

Lubicie woski o zapachu przypraw?
Udostępnij ten wpis

Jadna z najciekawszych maseczek do twarzy od 7th Heaven. Dead Sea Mud Sheet Masque.

Prawdziwym zaskoczeniem była dla mnie maska z dodatkiem wodorostów oraz minerałów z Morza Martwego. Nigdy wcześniej jej nie widziałam, a dodatkowo nie mogłam znaleźć jej w polskich sklepach, wzbudziło to we mnie niezwykłą ciekawość.
W sobotę urządziłam domowe Spa, gdzie wypróbowałam intensywnie odżywczą i rewitalizującą maskę 7th Heaven.
O produkcie:
Tchnij życie w swoją skórę przy pomocy intensywnie odżywczej i regenerującej maski z minerałami z Morza Martwego. W jej skład schodzą również wodorosty, bogate w odżywcze substancje, które poprawiają stan skóry.

Opakowanie: Co jak co, ale firma przykłada uwagę do szaty graficznej, która przyciąga wzrok i zachęca do zakupu. Zazwyczaj saszetki wyposażone są w naklejkę z opisem produktu w języku polskim, ponieważ całość wydana jest po angielsku.

Konsystencja: Wewnątrz znajdziemy maskę w płacie, która jest nasączona do granic możliwości białym płynem. Jest on rzadki jak woda, lecz nie spływa z twarzy. W krótkim czasie zastyga, tworząc jasny osad.
Płat jest dość gruby i spory, musiałam po podwinąć w okolicy czoła, ponieważ był za duży.
Podczas domowego spa nie poprawiałam go ani razu, ładnie trzyma się twarzy, ponieważ się nie zsuwa.

Zapach: Ciężko mi stwierdzić co przypomina. Kojarzy mi się z typowym aromatem produktów, które zawierają minerały z Morza Martwego. Delikatnie męski zapach jest całkiem przyjemny.
Działanie: Podczas 15 minutowego relaksu czułam delikatny chłód, który był bardzo przyjemny. Twarz po ściągnięciu płatu była pokryta białym płynem ( w miejscu przyklejonej maski), lecz nie miałam problemów z jego usunięciem.
Po oczyszczeniu ukazała mi się promienna i niezwykle odświeżona cera. Mam wrażenie, że produkt usuwa również drobne zanieczyszczenia.
Twarz po zabiegu wyglądała na jędrniejszą i wypoczętą, uważam, że maska świetnie sprawdzi się jako przygotowanie skóry pod makijaż.

Cena i dostępność: Niestety nie widziałam jej na polskich stronach i sklepach, jednak można dostać ją na zagranicznych stronach za około $2.

Podsumowanie: Produkt jest niesamowity, dlatego mam nadzieję, że niedługo pojawi się w naszych drogeriach. Moja cera wyglądała olśniewająco, dlatego z chęcią powtórzę zabieg.

Kochane, może Wy wiecie, gdzie można ją dostać?
Udostępnij ten wpis

środa, 16 sierpnia 2017

🍂Fall in love... Warm Cashmere od Yankee Candle. 🍂

Dziś podczas sprzątania pokoju zamarzył mi się wosk Warm Cashmere, który pochodzi z najnowszej, jesiennej kolekcji Yankee Candle. Muszę przyznać, że to na nim zależało mi najbardziej, więc nie mogłam doczekać się, gdy go odpalę.
O produkcie:
Wosk o zapachu drzewa sandałowego i egzotycznej paczuli.

Szata graficzna beżowej tarty kojarzy mi się z pierwszymi, jesiennymi wieczorami, książką i cieplutkim kocem, który otula nas podczas chłodniejszego dnia. Naklejka wygląda przytulnie i zachęca do wypróbowania.
Na sucho muszę przyznać, że nie do końca przypadł mi do gustu, ponieważ był niezwykle delikatny.
Po odpaleniu zmieniłam zdanie, ponieważ poczułam nuty drzewa sandałowego oraz paczuli, które były na tyle otulające, że przekonały mnie do siebie. Mała ilość tarty potrafi wypełnić pokój swoją wonią, nie jest jednak męcząca.
Cała kompozycja jest niezwykle przyjemna, kojąca i uspokajająca. Cudowny aromat Warm Cashmere będzie częstym gościem w moim kominku.
Można go także zakupić w większej wersji, ja jednak na początek skusiłam się na wosk, który pochodzi ze strony Candle Online.

Lubicie jesienne zapachy?
Udostępnij ten wpis

Kokosowa maska regenerująca do włosów od 7th Heaven.

Czy już Wam wspominałam, że uwielbiam zapach kokosa w kosmetykach? Bardzo często sięgam po olej, który ma zbawienny wpływ na moje pasma. Zawsze sądziłam, że firma 7th Heaven posiada w swojej ofercie jedynie produkty do twarzy, więc maska do włosów była miłym zaskoczeniem. 
O produkcie: 
Kokosowa maska regenerująca przeznaczona do włosów osłabionych, wysuszonych i cienkich. Wzbogacona w kremowy olej kokosowy i odżywcze proteiny zawarte w ziarnach komosy ryżowej. Produkt posiada relaksujący i kojący zmysły kokosowy zapach, który jest wyczuwalny przez długi czas. Maska sprawia, że włosy są wzmocnione, gładkie i błyszczące.

Opakowanie: Już po raz kolejny jestem zachwycona szatą graficzną produktu. Saszetka o pojemności 25 ml spokojnie wystarczyła mi na nałożenie jej na całe włosy, które są bardzo długie i gęste. U posiadaczek krótkich włosów zapewne wystarczy jej na 2 aplikacje.
Uważam, że ten typ opakowania świetnie nada się na wakacje, ponieważ zajmuje mało miejsca i nie otworzy się podczas długiej podróży. 

Konsystencja: Wewnątrz znajdziemy gęstą, treściwą maskę o białym kolorze, która o dziwo jest bardzo lekka i nie obciąża moich cienkich włosów. Nie sprawia problemów podczas nakładania i zmywania. 

Zapach: Oszalałam na jego punkcie, ponieważ jest obłędny i niezwykle realistyczny. Słodki aromat kokosa niestety nie pozostaje wyczuwalny po wysuszeniu, ale nie odbieram tego jako wadę. 

Działanie: Na zdjęciu możecie zauważyć, że produkt genialnie nabłyszcza pasma, bije od nich niesamowity blask. Moje pasma po wyschnięciu były zdyscyplinowane, dociążone, gładkie i niezwykle miłe w dotyku. Kokosowa maseczka zadziałała w 100%, jestem z niej bardzo zadowolona. Uważam, że mazidło świetnie sprawdzi się przed wielkimi wyjściami.

Cena i dostępność: Jedna saszetka kosztuje około 5-6 zł i można znaleźć ją w drogeriach stacjonarnych i internetowych. 

Podsumowanie: Już po pierwszym użyciu byłam pozytywnie zaskoczona działaniem i żałuję, że produkt nie występuje w opakowaniach o większej pojemności. 
Jestem bardzo zadowolona z jej efektu, moje włosy były dopieszczone.

Lubicie kokosowe kosmetyki?
Udostępnij ten wpis

wtorek, 15 sierpnia 2017

🌴🏖️ #7 Wakacyjna pielęgnacja ciała.🏖️🌴

Post wprawdzie miał ukazać się jak w każdą niedzielę, lecz zabrakło mi czasu. W tym tygodniu z portalem Trusted Cosmetics oraz blogerką Urodzianka pokazujemy kosmetyki pielęgnacyjne, które dbają nasze ciało.
O tej porze roku rezygnuję z długich kąpieli w wannie na rzecz prysznica, który działa orzeźwiająco. Staram się wybierać kosmetyki, które odpowiednio zadbają o moją skórę, a dodatkowo posiadają owocowy i słodki aromat.
Kąpiel: Balea żel do kąpieli imbir & cytryna- uwielbiam jego świeży, rześki i niezwykle odświeżający aromat. Produkt świetnie myje i oczyszcza skórę, a do tego dodaje energii na cały dzień.

Balea Jamaica Vibes- muszę przyznać, że jego zapach rozkochał mnie w sobie. Jestem ogromną fanką ananasów, dlatego używam go z prawdziwą przyjemnością.
Słodkie, realistyczne i otulające nuty owoców sprawiają, że czuję się jak na tropikalnych wakacjach.

Usuwanie naskórka: Love Your Body peeling kawowy- uważam, że regularne ścieranie starego naskórka jest bardzo ważnym krokiem w pielęgnacji ciała. Przez kilka tygodni zaprzyjaźniłam się z kawowym produktem złuszczającym, których pachnie niczym kawa mrożona.
Połączenie zmielonej kawy oraz soli owocuje w miękką i czystą skórę.
Kosmetyk wprawdzie dobił dna, lecz postanowiłam wykonać własnoręczny scrub, który umieściłam w poręcznej saszetce.

Kallos Spa Peeling z brazylijskim olejkiem pomarańczowym- spodobała mi się żelowa konsystencja, która zawiera masę drobinek. Dzięki nim ciało jest aksamitnie gładkie.
Słodki, pomarańczowy zapach umila domowe spa.

Nawilżenie: Organic Shop mus do ciała- skusiłam się na truskawkową wersję, która przez dodatek mleka pachnie jak smakowite lody lub jogurt. Pomimo tego, że nie przebywam na słońcu, to moja skóra potrzebuje dobrego nawilżenia, którego dostarcza im ten produkt.
Kosmetyk wchłania się w ekspresowym tempie oraz nie pozostawia lepkiej warstwy.

BingoSpa Algowe błoto SPA z Morza Martwego- dzięki aktywnym składnikom produkt działa na trądzik, rozstępy, łojotok i cellulit. Produkt pobudza krążenie, nawilża oraz dostarcza substancji, koniecznych dla przywrócenia równowagi wodnej tworząc na skórze ochronny film.

Avon Rozświetlający olejek opalający w sprayu 'Złocista opalenizna'- nie kupiłam go z myślą o "sztucznej" opaleniźnie, a dlatego że posiada połyskujące drobinki, które przepięknie odbijają światło. Uważam, że produkt tego typu latem przyda się w każdej kosmetyczce, ponieważ podkreśla odcień skóry i nadaje jej zdrowego blasku.

Evree Multioils Bomb Upiększający olejek do ciała- w moich zbiorach jest wprawdzie od kilku dni, a już się z nim zaprzyjaźniłam. Wybrałam go z myślą o drobnych bliznach na nogach oraz dlatego, że w swoim składzie skrywa wiele olejków, które skutecznie pielęgnują.

Jestem ciekawa, czego Wy używacie do letniej pielęgnacji ciała.
Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

🍂Wosk Autumn Glow z serii Fall in love od Yankee Candle. Jesienne zaskoczenie.🍂

Muszę przyznać, że na razie jestem pozytywnie zaskoczona serią Fall in love od Yankee Candle. Każdego dnia odpalam nową tartę i za każdym razem jestem nią zachwycona.
Tym razem przyszedł czas na Autumn Glow, który zapowiadał się interesująco.
O produkcie:
Wosk o egzotycznym aromacie paczuli, złotego bursztynu i świeżo ciętych ziół.

Uważam, że fioletowa tarta Autumn Glow jest magiczna i niezwykle interesująca.
Na sucho wosk wypada subtelnie i delikatnie, po rozpaleniu zaś zyskuje niesamowitej mocny. Jest na tyle intensywny, że w kilka chwil po podgrzaniu wypełnia całe pomieszczenie swoim ciekawym aromatem. Otulający, perfumeryjny i niezwykle ciepły zapach przypadł mi do gustu, chociaż jest ciężki do określenia. Ostre, a zarazem eleganckie nuty fioletowej tarty pieszczą moje zmysły.
Oczywiście produkt jest dostępny w postaci świeczek, ja jednak skusiłam się na małą tartę za 9 zł w sklepie Candle Online.

Poznałyście już jesienną serię od Yankee Candle?
Udostępnij ten wpis

💎Niezwykły blask bijący od hybryd. Recenzja nabłyszczacza Flash Shine UV Protect od NC Nails Company.💎

Po prawie 2 miesiącach powróciłam do ukochanych hybryd na dłoniach, więc zacznie się paznokciowe szaleństwo. Nie zrezygnowałam jednak z malowania paznokci u stóp oraz wykonywania stylizacji u siostry i mamy, więc przychodzę dziś z recenzją rewelacyjnego nabłyszczacza FLASH SHINE UV PROTECT od NC Nails Company, który bije inne na głowę.
O produkcie:
Najnowsza formuła lakieru nabłyszczającego , który dzięki niezwykłej formule znajduje zastosowanie zarówno w lakierach hybrydowych oraz żelach kolorowych. Idealnie rozprowadza się na paznokciach nadając im nowy wymiar. Flash Shine nie posiada warstwy dyspersyjne a efekt „Gloss” utrzymuje się do 4 tygodni. Aplikacja za pomocą pędzelka pozwala na równomierne rozłożenie produktu bez smug.
Opakowanie: Biała buteleczka o pojemności 11 ml przypadła mi do gustu ze względu na jej wygląd. Szata graficzna jest prosta, a złoty trzonek pędzelka dodaje elegancji. Muszę przyznać, że ten kolor opakowań przyciąga wzrok, ponieważ w moich zapasach można znaleźć czarne pojemniczki.

Pędzel: Włoski są długie, proste i giętkie. Elastyczny pędzelek ułatwia nakładanie warstwy nawierzchniej, świetnie dociera do najmniejszego miejsca na płytce.

Konsystencja: Produkt nie jest za rzadki ani za gęsty. Odpowiednia konsystencja ładnie się poziomuje, nie tworzy górek na pomalowanym paznokciu. Kolejnym plusem jest fakt, że produkt nie zalewa skórek, nie kurczy się i nie ściera z końcówek podczas "noszenia". Podczas utwardzania top nie marszczy się, jest bezproblemowy.

Czas utwardzania: W mojej lampie LED produkt utwardza się w ciągu 30 sekund. W przypadku wersji UV producent zaleca przytrzymać go 3 minuty.

Trwałość: W przypadku stóp niesamowity blask utrzymuje się już od 1,5 miesiąca, u paznokci rąk w idealnym stanie wytrzymuje do 4 tygodni. Uważam, że zniósłby jeszcze kilka dni, lecz ze względu na odrost musiałam zmienić stylizację. Plusem jest fakt, że lakier nie traci blasku, nie pęka i nie żółknie. Pomimo prac domowych wygląda nienagannie. Top chroni kolor przed zniszczeniem i uszkodzeniem, ponieważ jest odpowiednio twardy.

Cena i dostępność: Kosz jednej buteleczki wynosi 55 zł, a można je zakupić między innymi w sklepie internetowym NC Nails Company.
Podsumowanie: Dawno szukałam lakieru nawierzchniowego, który tak pięknie nabłyszczy paznokcie. Uważam, że ten sprawdza się rewelacyjnie i jest godny uwagi. Podczas noszenia u nikogo nie spowodował uczulenia i skutków ubocznych. Duża buteleczka sprawia, że kosmetyk jest bardzo wydajny i spokojnie wystarczy mi na wiele miesięcy.

Jakich topów nabłyszczających używacie oraz co polecacie?
Udostępnij ten wpis

niedziela, 13 sierpnia 2017

🍫🍫🍫Czekoladowa maseczka do twarzy od 7th Heaven.🍫🍫🍫

Latem mam słabość do maseczek do twarzy, a szczególnie tych oczyszczających, ponieważ w taką pogodę nie noszę makijażu i stawiam na naturalność. Ostatnio wraz z siostrą wypróbowałyśmy czekoladową maskę Chocolate Mud Masque, która w swoim składzie skrywa między innymi sól z Morza Martwego, masło shea i kakaowe, a także glinkę.
O produkcie:
Czekoladowa, kremowa maseczka oczyszcza pory, nawilża i jednocześnie leczy skórę. Skóra wygląda zdrowo i czysto, jest zrelaksowana i wypoczęta.
Opakowanie: Uwielbiam, dosłownie uwielbiam saszetki 7th Heaven. Szata graficzna jest obłędna, przyciąga wzrok i zachęca do zakupu. Opakowanie można otworzyć bez pomocy nożyczek.

Konsystencja: Zdecydowanie przypadła mi do gustu. Jest dość gęsta o jasnobrązowym odcieniu, nakłada się bez problemu.
Byłam pozytywnie zaskoczona faktem, że produkt nie sprawia problemów podczas zmywania, usuwa się bez najmniejszego problemu, a przy tym nie powoduje ściągnięcia.

Wydajność: Wewnątrz skrywa się całkiem spora ilość maski, która spokojnie wystarczy na 3-4 aplikacje. Mazidło można wykorzystać do współnego mini spa ze siostrą, mamą czy koleżanką.

Zapach: Na samym początku poczułam słodką nutę kakao, aromat jest bardzo intensywny i z czasem mnie męczył. Oczywiście nie miałam problemu wytrzymać z nim 15 minut, lecz nie polubiliśmy się na tyle, abym miała ochotę rzucić się na maskę.

Cena i dostępność: Jedna saszetka kosztuje około 5 złotych i można dostać je zarówno w sklepach internetowych, jak i stacjonarnych.

Działanie: Nie mam wymagającej cery, więc muszę przyznać, że spełniła moje oczekiwanie. Po zmyciu ujrzałam ładnie oczyszczoną, promienną i świetnie nawilżoną skórę.
Bił od niej naturalny blask, twarz była cudownie mięciutka. Uważam, że warto wykorzystać ją przed większym wyjściem, ponieważ świetnie przygotuje cerę przed nałożeniem makijażu. Produkt w żadnym stopniu nie miał negatywnego wpływu. Nie spowodował alergii, podrażniania czy zaczerwienienia.

Podsumowanie: Uważam, że maseczka sprawdziła się całkiem fajnie. Była przyjemna, daję jej mały minus za zapach, ale uważam, że jest to sprawa indywidualna.

Lubicie czekoladowe maseczki 7th Heaven?
Udostępnij ten wpis

🍂Fall in love... Mulberry & Fig Delight od Yankee Candle.🍂

Już dawno nie zamawiałam wosków od Yankee Candle, a moja liczna kolekcja zmniejszyła się i pozostałam z jedną tartą. Muszę przyznać, że kusiły mnie liczne zapachy, ale moją uwagę zwróciła seria Fall in love, która zapowiada się ciekawie.
Jestem fanką owocowych aromatów, dlatego bez wahania jako pierwszy w moim kominku trafił wosk Mulberry&Fig.
O produkcie:
Wosk o zapachu soczystej morwy i świeżo zebranych fig.

Niebieska tarta ma przepiękną szatę graficzną, to właśnie ona przyciągnęła mój wzrok i zapragnęłam ją przygarnąć. Owocowa tarta kojarzy mi się z wakacjami, ponieważ znalazłam informację, że morwę zbiera się pod koniec lipca, a figi w połowie sierpnia. 
Jestem pozytywnie zaskoczona propozycją od Yankee Candle, nie liczyłam na słodkości.
Muszę przyznać, że soczysta kombinacja zdecydowanie poprawi humor, gdy za oknem zauważymy pierwsze oznaki zbliżającej się jesieni.
Podczas palenia uwalniają się słodkie nuty świeżych owoców, mieszanka jest przełamana lekko kwaskowatą nutą, która sprawia, że tarta nabiera ciekawego wyrazu. Aromat z czasem zaczyna się rozwijać, pojawiają się nowe zapachy, które tworzą zgraną całość.
Uważam, że jest to jeden z intensywniejszych wosków, ponieważ kilka chwil po podgrzaniu uwalnia swoją moc, czuć go w całym mieszkaniu, również wiele chwil po zgaszeniu.
Mój niebieski przyjaciel tym razem pochodzi ze sklepu Candle Online, gdzie kosztuje 9 zł.
Mulberry & Fig Delight podbiło moje zmysły, mam nadzieję, że Was również zachwyci.

Poznaliście już jesienne zapachy od Yankee Candle?
Udostępnij ten wpis

czwartek, 10 sierpnia 2017

Recenzja sypkiego pudru I FEEL MINT MINERAL POWDER od Miyo.

Każda posiadaczka cery mieszanej i tłustej latem docenia cudowne właściwości pudrów matujących.
Mamy już za sobą połowę wakacji, ale jeszcze przez jakiś czas będzie nam towarzyszyć słoneczko i wysokie temperatury, dlatego warto zaopatrzyć się w produkt, który sprawi, że nasza cera będzie nieskazitelnie matowa.
O produkcie:
Lekki puder mineralny z drobinkami bambusa, ekstraktem z mięty i aloesu. Idealnie wykańcza makijaż absorbując nadmiar sebum, nadaje trwały matowy efekt z subtelną nutą mięty. Zawartość naturalnych składników sprawia, że skóra wygląda naturalnie, świeżo i zdrowo. Nie zawiera konserwantów, barwników oraz talku.
Opakowanie: Prosty i przeźroczysty słoiczek skrywa w sobie 12 g pudru, który nie zawiera talku. Szata graficzna zakrętki jest bardzo minimalistyczna, aczkolwiek ładna i schludna. Wewnątrz znajdziemy sitko, przez które można wydobyć produkt.

Konsystencja i odcień: Kosmetyk ma postać jasnego, niemalże białego pyłu, który został świetnie zmielony. Z łatwością można nabrać go na gąbeczkę lub pędzel.
Przez swój kolor puder nie przyciemnia ani też nie rozjaśnia podkładu, produkt jedynie matuje i utrwala makijaż na wiele godzin. Kosmetyk nie ma w zwyczaju bielić skóry, bardzo ładnie zachowuje się na skórze, ponieważ stapia się z jej odcieniem.

Trwałość: Testowałam go zarówno solo, jak i w parze z podkładem oraz korektorem i za każdym razem efekt był zadowalający. Moja strefa T dopiero po upływie 6-7 godzin lekko dawała znać, że zaczyna się błyszczeć, lecz to nic nadzwyczajnego przy obecnej temperaturze.

Zapach: Produkt faktycznie posiada delikatnie miętowy aromat, który jest świeży i orzeźwiający.

Cena i dostępność: Za tak spore opakowanie zapłacimy tylko 19,99 zł w sklepie Miyo. Dostawa ze sklepu jest dość niska, a przy wydaniu 60 zł wysyłka gratis.

Działanie: Używam go regularnie podczas wykonywania makijażu i jestem z niego niezwykle zadowolona. Pozostawia przyjemne matowe wykończenie, które nie wygląda płasko. Skóra zaś prezentuje się bardzo ładnie, ponieważ puder nie podkreśla niedoskonałości i suchych skórek.

Podsumowanie: Uważam, że za niską cenę możemy dostać całkiem przyjemny puder, który zawiera ekstrakt z bambusa, mięty i aloesu. Skutecznie pochłania nadmiar serum i sprawia, że cera przez wiele godzin wygląda nieskazitelnie.

Znacie miętowy puder Miyo?
Udostępnij ten wpis

środa, 9 sierpnia 2017

LINIA ARGANOWA – MŁODOŚĆ Z NATURY. Recenzja kremu nawilżającego Equilibra.

Tym razem w paczuszce od firmy Equilibra znalazłam krem nawilżający z serii Argan, który nadaje się również do mojej wrażliwej cery. Muszę przyznać, że wcześniejsze spotkanie z marką było bardzo przyjemne. Polubiłam ich kosmetyki, dlatego nie mogłam doczekać się testów.
O produkcie:
Krem o lekkiej konsystencji, szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Stosowany codziennie, nawilża, wygładza i napina skórę na twarzy dzięki działaniu naturalnych składników aktywnych. Olej arganowy zapewnia ochronę i nawilżenie pozostawiając skórę twarzy miękką i jedwabistą. ZAWIERA 98% składników naturalnego pochodzenia, m.in: olej arganowy, olej ze słodkich migdałów, z pestek winogron, wyciąg z gardenii, kwas hialuronowy, witamina E.

Co zawiera?
-98% składników naturalnego pochodzenia: dzięki czemu krem jest delikatny i odpowiedni nawet do wrażliwej skóry.
-Olej ze słodkich migdałów: utrzymuje nawilżenie
-Olej arganowy: doskonale odżywia skórę, działa odmładzająco
-Olej z pestek winogron: chroni
-Wyciąg z gardenii: zmiękcza
-Kwas hialuronowy: działa liftingująco
-Witamina E: naturalny antyoksydant
Opakowanie: Już dawno nie używałam kremów w tubkach, więc na nowo odkryłam, jaka to wygoda. Sposób aplikacji jest higieniczny, ponieważ nie wkładamy palców, jak to bywa w przypadku słoiczka.
Szata graficzna jest prosta i schludna, przyciąga wzrok. Plastikowa tubka skrywa w sobie 75 ml kremu, opakowanie jest bardzo elastyczne i z łatwością można wycisnąć zawartość.

Konsystencja: Mogę śmiało powiedzieć, że jest idealna do obecnej pogody. Delikatne, lekkie i kremowe mazidło o białym zabarwieniu świetnie rozprowadza się po skórze. Wchłania się w tempie ekspresowym. Nie zapycha skóry i nie powoduje powstawania niedoskonałości.

Zapach: Aromat jest bardzo delikatny i subtelny, nie przeszkadza podczas aplikacji.

Działanie: Zapałałam do niego miłością już po pierwszym użyciu. Pomimo tego, że mam cerę mieszaną, to reszta rejonów na skórze jest przesuszona i ściągnięta. Szukałam produktu, który nie obciąży czoła i brody, a dodatkowo zadba o policzki i okolice nosa.
Bardzo podoba mi się satynowe wykończenie po wchłonięciu kremu. Twarz nie świeci się, jest delikatnie zmatowiona. Mazidło dobrze radzi sobie ze ściągniętą skórą.
Przez miesiąc zauważyłam, że moja cera polubiła się z wersją Argan, ponieważ jest przyjemnie nawilżona i napięta, a dodatkowo jest niesamowicie miękka i gładka.
Krem jest bardzo fajną bazą dla podkładów, ponieważ ten się nie warzy.
Nie zauważyłam powstawania zaskórników czy niedoskonałości.

Cena i dostępność: Podukty Equilibra można zakupić w wielu sklepach internetowych, a także aptekach i drogeriach stacjonarnych. Krem kosztuje około 24-25 zł.

Podsumowanie: Kosmetyk spisał się świetnie, przypadł mi do gustu. Cenię go za to, że nie zawiera parabenów, parafiny i innych substancji, które są w stanie podrażnić moja wrażliwą skórę.
Uważam, że ma przyjemne działanie i dobry skład, czego chcieć więcej?

Poznałyście już nową serię Argan? W swojej ofercie mają między innymi chusteczki do demakijażu, wodę micelarną i olejek arganowy.
Udostępnij ten wpis

wtorek, 8 sierpnia 2017

Mój sposób na czystą skórę głowy. Recenzja serum oczyszczającego Bionigree.

Mam długie włosy i od dawna szukałam skutecznego produktu, który uniesie je od nasady i oczyści skalp. Na pomoc przybyło mi słynne serum Bionigree, które testowałam wraz z mamą.
O produkcie:
Naturalne serum oczyszczające BIONIGREE BASIC_01 to kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy i włosów) o działaniu oczyszczająco-ochronnym, przeznaczony do użytku zewnętrznego, do wszystkich rodzajów skóry. To preparat o działaniu złuszczającym, przeciwłupieżowym, antybakteryjnym i przeciwwirusowym. Łagodzi podrażnienia skóry głowy, oczyszcza ją z nadmiaru zrogowaciałego naskórka, rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych, reguluje pracę gruczołów łojowych, ułatwiając wchłanianie substancji odżywczych. Już po pierwszej aplikacji serum, włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia.

Jako że jest to produkt o naturalnym składzie, naturalnym zjawiskiem jest wytrącanie się osadu. Nie ma to jednak żadnego wpływu na skuteczność i właściwości kosmetyku. Wymaga jedynie wstrząśnięcia buteleczką przed jego użyciem.

Składniki według INCI: aqua, potassium oleate, potassium cocate, glycerin, potassium citrate, citric acid, ethyl linolenate, ethyl linoleate, ethyl oleate, ethyl palmitate, ethyl stearate, ethyl alcohol, menthol, bilberry fruit extract, sugar cane extract, orange fruit extract, lemon fruit extract, sugar maple extract, rosmarinus officinalis oil, parfum.

Do najważniejszych składników serum należą: mydło kastylijskie, kwasy AHA oraz estry oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu.
Opakowanie: Całość schowana jest w kartoniku, na którym można znaleźć wszystkie informacje dotyczące produktu. Szata graficzna jest schludna i przypadła mi do gustu.
Posiadam szklaną buteleczkę z pipetą o pojemności 100 ml, można także zakupić wersję 50 ml. Sposób nakładania na głowę przy pomocy szklanego aplikatora jest bardzo higieniczny i poręczny.

Konsystencja: Serum jest rzadkie jak woda, dlatego też świetnie rozprowadza się po skalpie.
Kosmetyk nie jest tłusty ani lepki, nie obciąża włosów i nie przyspiesza procesu przetłuszczania.

Wydajność: Producent zaleca użycie maksymalnie 2 miarek, dlatego produkt jest niezwykle oszczędny. Stosowałam go z mamą 2x w tygodniu przez niemal miesiąc i w moim opakowaniu pozostało około 2/3 produktu.
Kosmetyk trzeba użyć w ciągu 4 miesięcy od dnia otwarcia, więc polecam zamówić mniejszą wersję lub podzielić się ze znajomymi, jeśli nie jesteśmy w stanie go zużyć.

Zapach: Mnie aromat serum kojarzy się z ziołami. Jest dość specyficzny, aczkolwiek przyjemny. Zauważyłam, że pozostaje wyczuwalny nawet po kąpieli.
Nie jest męczący i nie zniechęca do dalszego używania, a jestem bardzo wrażliwa na mocne nuty zapachowe.
Uczucie na skórze: Pierwsze użycie- gdy nałożyłam go po raz pierwszy, kilka minut później poczułam mrowienie i uczucie ciepła. Czułam, że serum działa i zaczyna usuwać stary naskórek i zanieczyszczenia.
Kolejne użycia- wspomniany wcześniej rezultat przechodzi w zapomnienie, pojawia się natomiast przyjemny efekt chłodzenia, który z czasem znika.

Działanie: Należy używać go minimum 30 minut, my z mamą trzymamy godzinę lub dwie. Ja używam go w celu odświeżenia i oczyszczenia, mama zaś ma lekkie problemy z nawracającym łupieżem.
Już po pierwszym zastosowaniu zauważyłyśmy, że skóra jest złagodzona i ukojona.
W przypadku mamy dodatkowo zniknął delikatny świąd i łupież. Skóra po każdym zabiegu jest świetnie oczyszczona, a włosy są uniesione od nasady.
Latem nasze pasma w ekspresowym tempie tracą swoją świeżość ze względu na temperatury, dlatego serum jest naszym wybawieniem, ponieważ usuwa nadmiar sebum.
Z czasem również stały się mocniejsze i przestały wypadać.
Obie jesteśmy niesamowicie zadowolone z działania, produkt spełnił nasze oczekiwania.

Cena i dostępność: Duże opakowanie kosztuje 96,00 zł, mniejsze zaś 59,00 zł.
Kwota może i jest wysoka, ale uważam, że warto wydać na nie każdą złotówkę. Serum jest niezwykle wydajne, więc zakup jest opłacalny.
Kosmetyk można oczywiście dostać w sklepie Bionigree. Można zamówić tam także próbki.

Podsumowanie: Obawiałam się wysuszonej skóry, jednak uważam, że moje obawy były bezpodstawne. Produkt spisuje się genialnie, włosy odzyskały świeżość, a mama uwolniła się od nieprzyjemnego łupieżu. Zachwycił ją również fakt, że pasma zaczęły się lepiej układać i nie potrzebuje suszarki i specjalnej szczotki, aby wyglądały lekko.
Obie jesteśmy zadowolone w 100%, a to najważniejsze.

Poznałyście serum Bionigree?
Jeśli tak, co o nim sądzicie?
Udostępnij ten wpis

niedziela, 6 sierpnia 2017

🌴#6 My Summer Hair Care Routine z Trusted Cosmetics i Urodzianką.🌴

Moje włosy są bardzo długie i gęste, dlatego przykładam dużo uwagi do ich pielęgnacji.
O tej porze roku nie sprzyja im wysoka temperatura, promienie słoneczne oraz kąpiele w chlorowanej wodzie basenu. W rezultacie tracą twój blask, stają się jaśniejsze, a w dotyku przypominają siano. Końce są w opłakanym stanie, ponieważ zaczynają się rozdwajać i kruszyć.
Dziś kilka słów o mojej letniej pielęgnacji pasm, więcej o Wakacyjnym projekcie dowiecie się na portalu Trusted Cosmetics lub u blogerki Urodzianka.

O czym zawsze pamiętam latem?
- nakrycie. Od małego pamiętam o czapce lub kapeluszu, który nie tylko chroni pasma, ale również głowę przed udarem. Dzięki temu promienie słoneczne nie mają aż tak negatywnego wpływu na włosy.
- fryzjer. W każde wakacje wybieram się do osoby, która podcina zniszczone końcówki oraz skraca je, ponieważ pasma po pas latem są prawdziwą katorgą.
- czepek podczas kąpieli. Podczas pływania w chlorowanej wodzie lub morzu nasze pasma narażone są na substancje, które je wysuszają.
- rezygnacja z suszarki i prostownicy. Nie mam z tym problemu, ponieważ praktycznie ich nie używam. Latem uważam, że jest za gorąco, aby dodatkowo potraktować je dodatkowym ciepłem, które przecież nie jest konieczne.
Czego zazwyczaj używam latem?
Do mycia i odświeżenia skóry głowy: Szampon przeciwłupieżowy Head&Showders o każdej porze roku znajdzie miejsce w mojej kosmetyczce. Stosuję go raz na jakiś czas w celu porządnego oczyszczenia skalpu oraz włosów.

Kolejnym szamponem jest totalny hit. Od wielu miesięcy używam produktów Organic Shop, tym razem skusiłam się na wersję "Jedwabny nektar", która zapewnia niesamowity blask. Włosy po użyciu są nieziemsko gładkie i miękkie, a do tego lepiej się układają.

Na samym końcu prawdziwa petarda firmy Bingo Spa, czyli jedwab do mycia włosów z dodatkiem śluzu ślimaka. Używam go ze względu na mocne oczyszczenie, szczególnie gdy chcę zmyć resztki olejów i serów pielęgnacyjnych.

Gdy potrzebuję delikatnego kosmetyku, sięgam po łagodny płyn do higieny intymnej, który ukoi oraz nawilży.

Ostatnio zaprzyjaźniłam się z Serum oczyszczającym skórę głowy z olejkiem z czarnej porzeczki Bionigree, które chwali również moja mama. Używam go zamiast peelingu, który usuwa stary naskórek i oczyszcza skalp z wszelkich zanieczyszczeń.
Ochrona: W moich zbiorach znajduje się kilka butelek z kosmetykami, które chronią włosy, a szczególnie końcówki. Moimi ulubieńcami są olejki Isany, ponieważ cudownie nawilżają, dociążają i pielęgnują pasma. Każda buteleczka ma pojemność 100ml, wiąże się to z dużą wydajnością. Ich kolejnym atutem jest niska cena i świetne działanie.
Pierwszym faworytem jest wersja Hair Professional Oil Care, który zawiera olejek arganowy i słonecznikowy. Produkt ma również za zadanie chronić pasma przed promieniami słonecznymi.
Ex aequo na 2 miejscu uplasował się Intensiv olejek, który chroni włosy przed wysoką temperaturą (do 230 stopni). Ułatwia rozczesywanie i nadaje niezwykły blask.
Opcja z awokado Pflegeol Schwerelos wybrałam z myślą o moich cienkich kłaczkach, który je pielęgnuje, ale nie obciąża.
Mając długie pasma warto dbać o to, aby końcówki nie były zniszczone, ponieważ wygląda to nieestetycznie, a włosy dodatkowo się kruszą i są w złym stanie.

Od wielu lat używam również Jedwabiu Natura Silk od fimy Marion, który poskramia, wygładza oraz nabłyszcza włosy. Używam go po każdej kąpieli, ponieważ ułatwia rozczesywanie.

Nawilżenie: Oczywiście nie mogę pominąć olejowania przy pomocy oleju kokosowego lub awokado. Zazwyczaj robię to raz w tygodniu, staram się nie pomijać tego elementu w pielęgnacji. Dzięki temu pasma są sprężyste, zdrowe i lśniące.

W mojej szafce można znaleźć mnóstwo masek, a między innymi opcję z Avocado&Honey od Organic Shop. Używam również produktów firmy Kallos, które sprawdzają się u mnie rewelacyjnie. Latem wybieram kosmetyki nawilżające i regenerujące, nakładam je zazwyczaj 1-2x w tygodniu, aby nie obciążały.

Jak wygląda Wasza letnia pielęgnacja?
Udostępnij ten wpis

sobota, 5 sierpnia 2017

💅Dwa cudowne lakiery hybrydowe i nieziemski, holograficzny brokat od NC Nails Company.💅

Osobiście uwielbiam poznawać nowe marki lakierów hybrydowych i wyszukiwać perełek godnych uwagi.
NC NAILS COMPANY poznałam dzięki Instagramowi. Jest to marka o międzynarodowym zasięgu, która produkuje interesujące kosmetyki. W ich ofercie znajdziemy między innymi niezliczoną ilość przepięknych lakierów oraz różnych efektów, które sprawiają, że paznokcie wyglądają obłędnie i wyjątkowo.
W moje ręce trafiły trzy lakiery, w tym jeden brokatowy.
O produkcie:
Żele hybrydowe to połączenie komponentów żelu i lakieru. Wysoka jakość produktu pozwala na zastosowanie i utrzymanie wymaganego efektu do dwóch tygodni. Szybki sposób usunięcia poprzez zamoczenie w acetonie (ok. 15 min) oraz opracowaniu naturalnego paznokcia pilnikiem o gradacji 120/240.

Opakowanie: Białe buteleczki są miłą odmianą, ponieważ lakiery są zazwyczaj umieszczone w ciemnych. Złote trzonki dodają im elegancji, a naklejka zawiera wszelkie potrzebne informacje. Bardzo się cieszę, że widnieje na niej pasek z kolorem, który ułatwia odszukanie odpowiedniej barwy. Opakowanie wygląda schludnie, mieści w sobie 6ml płynu.

Pędzelek: W przypadku holograficznego brokatu pędzelek jest dłuższy. Zwykłe lakiery wyposażone są w krótszy. Włosie jest twarde, a zarazem elastyczne. Świetnie rozprowadza produkt po płytce i dociera do najmniejszego miejsca na paznokciu.

Konsystencja i nakładanie: Muszę przyznać, że już dawno nie trafiłam na tak przyjemną konsystencję. Jest odpowiednio gęsta, nie spływa z paznokcia. Podczas malowania nie kurczy się i nie zalewa skórek oraz nie tworzy smug. Produkt nie marszczy się podczas utwardzania. Dodatkowo ładnie się poziomuje i nie sprawia problemów.

Pigmentacja i barwy: Odcień Holographic Night jest brokatem, który potrzebuje 2 warstw do pełnego krycia. Drobinki są dość małe o szaroniebieskim zabarwieniu, mienią się w świetle niczym diamenciki.
Paradise Trip to różowy neon, który potrzebuje tylko 2 warstw. Żywy odcień świetnie sprawdzi się na wakacjach.
Ostatni Innocent Morning jest moim faworytem. Chłodny nudziak wpadający w jasny fiolet posiada dobrą pigmentację, tak jak w przypadku pozostałych wystarczy tylko 2 warstwy.
Czas utwardzania: Oczywiście w przypadku lampy UV wystarczy 2minuty, LED potrzebuje tylko 30 sekund do pełnego utwardzenia. Po tym czasie warstwa jest twarda, nie pozostawia kolorowej warstwy na waciku po przetarciu cleanerem.

Trwałość: Producent zapewnia, że lakier trzyma się do dwóch tygodni. Jest to oczywiście proces indywidualny, więc postanowiłam wypróbować je na paznokciach u stóp mojej siostry, gdzie żaden produkt nie wytrzymał kilku dni. Ciągle moczenie ich w wodzie oraz spacery na boso nie służyły im, więc była to prawdziwa próba testu.
Jestem niezwykle zaskoczona, ponieważ po 3 tygodniach od malowania wyglądają identycznie jak na początku! Lakier nie odszedł, nie odprysnął oraz nie popękał. Nie stracił swojego nasycenia, a najważniejsze, że nie uczulił.

Sposób usuwania: Ja zazwyczaj ściągam je przy pomocy frezarki, a następnie wyrównuję pilniczkiem. Producent zapewnia, że można je również usuwać acetonem.

Cena i dostępność: Jedna buteleczka kosztuje 29,90 zł, można je dostać na stronie NC Nails Company.

Podsumowanie: Uważam, że są to produkty godne uwagi. Współpraca z nimi to wielka przyjemność.
Znacie produkty tej marki?
Udostępnij ten wpis

piątek, 4 sierpnia 2017

💛#12 Niekosmetyczni ulubieńcy tygodnia. + proziaki na kefirze.💛

Na Podkarpaciu w tym tygodniu słoneczko grzało niemiłosiernie, a jeszcze tydzień temu narzekałam na deszcz. W ciągu ostatnich dni przypomniałam sobie o moich ulubieńcach, których oglądam kilka razy do roku, ponieważ nigdy mnie nie nudzą.
Jestem ciekawa, co Wy polecacie, więc chętnie dowiem się o nowych filmach, książkach i serialach.
Ulubiony serial
Musiałam odsapnąć od brutalnej "Gry o tron", więc wybrałam "Jak spotkałem Waszą matkę". Uważam, że jest to jeden z najlepszych seriali komediowych, jaki miałam okazję oglądać miliard razy. Piątka przyjaciół towarzyszyła mi od początków technikum, oglądałam ich podczas choroby, ferii czy wakacji i stwierdzam, że nigdy nie znudzą mi się ich przygody. Największym zaskoczeniem był odcinek finałowy, nie czułam jednak zawodu, jak niektórzy.
Dacie wiarę, że produkcja zakończyła się już 3 lata temu?
A teraz pytanie do Was, kto jest Waszą ulubioną postacią oraz który odcinek najbardziej zapadł Wam w pamięci?

Ulubiona książka
Książka, która doczekała się ekranizacji – przedstawia losy najbardziej wyszczekanego bohatera wszech czasów.

Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. To powołanie wypełnia na przestrzeni... kilku żyć.
Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego kundla odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego psiaka. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa!
Był sobie pies to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do skrajnych emocji – jest jednocześnie uroczo zabawna i dotkliwie przejmująca.
Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas. Najważniejsze przesłanie powieści głosi, że każda istota na ziemi urodziła się z misją.
WSZYSTKIE PSY IDĄ DO NIEBA... CHYBA ŻE MAJĄ NIEDOKOŃCZONE SPRAWY NA ZIEMI.

W tym tygodniu muszę przyznać, że zabrakło mi czasu na czytanie i dopiero w połowie zabrałam się do "Był sobie pies". Jestem ogromną fanką psiaków, dlatego nie mogłam pominąć tej pozycji.
To samo było w przypadku filmu, ponieważ zaciągnęłam na niego rodzinkę. Uważam, że film nadaje się zarówno dla dzieci, jak i starszych.

Ulubiony film
"Uwierz w ducha" znalazł się w ulubieńcach, ponieważ mogę oglądać go na okrągło.
Dla tych, którzy nie wiedzą, to film opowiadający o zakochanej parze. Podczas powrotu do domu Sam (główny bohater) ginie i powraca jako duch. Dowiaduje się, że jego ukochana jest w niebezpieczeństwie i za pomocą szalonej medium stara się ostrzec miłość swojego życia.
Jestem zachwycona grą aktorską Whoopi Goldberg, która spisała się genialnie.

Ulubiona piosenka
Selenę Gomez kojarzyłam zawsze z filmów Disneya. Muszę przyznać, że jej piosenki wpadają w ucho i słucha się ich z przyjemnością. Obecnie moim faworytem jest duet z Kygo i "It Ain't Me". Potrafię słuchać jej godzinami!
Ulubione danie
Dania, a raczej przekąski nie wykonałam własnoręcznie, ponieważ przygotowała je moja mama. Proziaki to takie bułeczki, które dawniej wypiekało się na gorącej blasze pieca, a obecnie można użyć do tego patelni lub piekarnika. Najczęściej wykorzystuję je do przyrządzenia kanapek lub służą jako dodatku do zupy. Pieczone proziaki są przepyszne i banalnie proste w wykonaniu.
Rodzicielka przepis znalazła w internecie, więc polecam przejrzeć kilka stron kulinarnych.

Znacie moich ulubieńców?
Udostępnij ten wpis

czwartek, 3 sierpnia 2017

💗#1 Test maseczek 7th Heaven. Passion pell-off. 💗

Maski peel-off są moim wybawieniem, ponieważ moja naczynkowa cera nie lubi się z mocnymi produktami, które ją podrażniają. W moje ręce trafiło mazidło firmy 7th Heaven. Był to totalny debiut, ponieważ nigdy wcześniej ich nie używałam, chociaż widziałam je stacjonarnie w wielu drogeriach.
O produkcie:
 Przeznaczona do każdego rodzaju skóry. Ta niezwykle owocowa mieszanka owoców granatu, passiflory, malin, winogron, żurawiny wzbogacona witaminą E oraz przeciwutleniaczami pozostawia idealnie oczyszczoną twarz, którą pokochasz!
Opakowanie i wydajność: Kolorowa szata graficzna kusiła mnie do zakupu i pewnie bym się na nie wcześniej skusiła, lecz powstrzymywały mnie moje zbiory. Saszetka wygląda przepięknie, przyciąga wzrok. Z tyłu znajduje się naklejka z opisem kosmetyku w języku polskim. Produkt można otworzyć bez pomocy nożyczek, a jedno opakowanie w przypadku maski peel-off wystarczyło mi na pokrycie całej twarzy.

Konsystencja: Żelowe, niemal przezroczyste mazidło o lekko różowym kolorze z łatwością rozprowadza się po skórze. W ciągu 20 minut produkt zastyga i można go ściągnąć w całości. Podczas usuwania kosmetyk nie ciągnie skóry oraz jej nie brudzi.

Zapach: O mamuniu, pachnie mi tu świeżymi owocami. Rześki i niezwykle przyjemny aromat przypomina mi orzeźwiającego i kwaskowatego granata. Z czasem wyłapuję słodkie, malinowe nuty.

Rezultat: Byłam pozytywnie zaskoczona faktem, że maseczka bardzo ładnie oczyściła skórę, sprawiła, że była niesamowicie gładka i miękka. Nie była zaczerwieniona ani podrażniona, więc nadaje się dla problematycznej cery naczynkowej.

Cena i dostępność: Mazidło kosztuje około 5-7 zł i można zamówić je on-line w wielu sklepach internetowych lub zakupić w drogeriach stacjonarnych. Ja widziałam je między innymi w Wispolu.

Podsumowanie: Po zabiegach w domowym Mini Spa skóra wygląda promiennie i świeżo. Jestem z maski niezwykle zadowolona, podoba mi się działanie i zapach.

Lubicie maseczki 7th Heaven?
Którą najbardziej?
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.