czwartek, 31 sierpnia 2017

🥑🍯Maska do włosów, którą się kocha albo nienawidzi. Awokado i miód- Organic Shop.🍯🥑

Sama należę do osób uwielbiających awokado, więc nie zastanawiałam się przed wyborem maski do włosów. Często stosuję olejek awokado na moje włosy, który ma na nie zbawienny wpływ. Mam spore zaufanie do firmy Organic Shop, więc bez zastanowienia sięgam po ich produkty.
O produkcie:
Miodowe awokado – ekspresowo regenerująca maska do włosów. Pojemność 250 ml.
Ta luksusowa maska do włosów na bazie organicznego olejku z awokado i organicznego miodu pomaga odbudować strukturę włosów na całej ich długości. Wzmacnia je sprawiając, że stają się miękkie i błyszczące.
Nie zawiera SLS, parabenów i silikonów.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Distearoyl Dimonium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Persea Gratissima Oil*, Mel*, Tocopherol, Hydrolyzed Wheat Protein, Huar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Parfum, CI 77288, Cl 77492.

Opakowanie: Plastikowy słoiczek o pojemności 250 ml posiada ładną szatę graficzną. Mam jednak małe zastrzeżenie, ponieważ pod wieczkiem kosmetyki nie posiadają folii lub sreberka zabezpieczającego, więc najczęściej zamawiam je online. Obawiam się zakupić je w zwykłych sklepach, ponieważ wiem, że w drogeriach pojawiają się "otwieracze" i "macacze".

Konsystencja: Jestem nią zaskoczona, ponieważ jest zbita i bardzo gęsta, która przypomina mi budyń. Z łatwością nakłada się na włosy, nie sprawia również problemów podczas zmywania. Uwielbiam ją za to, że świetnie rozplątuje pasma. Jasnozielona maź kojarzy mi się z pastą awokado, uważam, że jest bardzo wydajna. Mam włosy sięgające bioder, które są naprawdę gęste i jedno opakowanie spokojnie wystarczyło mi na około 10 użyć.
Zapach: Subtelny, delikatny i bardzo ładny. Zdecydowanie umila domowe spa, szkoda, że nie pozostaje wyczuwalny po zmyciu maski.

Działanie: Producent zaleca trzymać ją około 2-3 minut, jednak ja trzymam ją do 15-20. Nakładam ją zawsze pod prysznicem, więc właśnie po upływie dłuższego czasu zauważyłam najlepszy rezultat. Polubiłam ją za to, że po wyschnięciu moje włosy są zdyscyplinowane, a końce przestały się wywijać. Pasma są lekkie, nieobciążone i niezwykle miłe w dotyku, łatwiej je rozczesać. Produkt przepięknie nabłyszcza, włosy stają się jednolitą, połyskującą taflą.
W skład maski wchodzi olej kokosowy, olej awokado oraz miód, składniki świetnie regenerują moje pasma, a sam produkt dodaje im życia. Wyglądają jak po drogich zabiegach w najlepszych salonach fryzjerskich.

Cena i dostępność: Jak już wspominałam, produkt Organic Shop zamawiam przez internet. Maseczka pochodzi ze sklepu Biogo, gdzie kosztuje 7,03 zł.

Podsumowanie: Czytałam wiele różnych opinii, ja zaliczam się do osób, które ją lubią i nie raz jeszcze zakupią. Mazidło posiada małą pojemność, lecz jest bardzo wydajne i to mnie przekupiło. Jestem bardzo zadowolona z otrzymanych rezultatów.

Znacie, lubicie?
Jestem ciekawa, co o niej sądzicie.

środa, 30 sierpnia 2017

🌴🏖️#9 Wakacyjny makijaż.🏖️🌴

Ciężko mi uwierzyć, że jest to już ostatnie wyzwanie z portalem Trusted Cosmetics oraz blogerką Urodzianka. Przez prawie 2 miesiące pisałyśmy o wakacyjnych ulubieńcach pielęgnacyjnych, a na samym końcu przyszedł czas na opowiedzenie o kolorówce.
Latem staram się unikać makijażu ze względu na wysokie temperatury, nakładam go wyłącznie na większe wyjścia lub zakupy w gronie znajomych.
Mam to szczęście(?), że mam dość neutralny typ urody i pasują do mnie zarówno ciepłe, jak i chłodne tony w kosmetykach.

Co gościło w mojej kosmetyczce podczas tych wakacji?
Lily Lolo podkład mineralny SPF 15- było to moje pierwsze spotkanie w produktem tego typu, dlatego podchodziłam do niego z dużą rezerwą i obawą. Kosmetyk ma postać sypkiego pudru, który pozostawia na twarzy aksamitno-satynowe wykończenie o bardzo dobrym poziomie krycia.
Polubiłam go za fakt, że świetnie sprawdził się w przypadku mojej cery mieszanej, a dodatkowo posiada filtr ochronny. Ja zdecydowałam się na odcień Warm Peach, który jest odpowiedni dla jasnej cery.
L'oral True Match- podkład, który już nie raz gościł w moich zestawieniach. Uwielbiam go za naturalne wykończenie oraz rozświetlające drobinki, które podkreślają opaleniznę oraz sprawiają, że skóra wygląda promiennie i zdrowo. Malowidło również posiada filtr ochronny o wysokości SPF 17.
Miyo I Feel Mint- jestem zauroczona pudrem matującym, który pachnie świeżą i orzeźwiającą miętą. Produkt świetnie niweluje świecenie skóry, a dodatkowo wygląda lekko i naturalnie.
Lily Lolo Blush Away- zrezygnowałam z korektorów w płynie na rzecz mineralnego i jestem zadowolona z mojej decyzji. Mój przyjaciel posiada delikatnie zielony odcień, który świetnie stapia się z kolorem skóry, tuszuje zaczerwienienia oraz popękane naczynka na moich policzkach. Moja siostra była nim również pozytywnie zaskoczona, ponieważ ładnie kryje niedoskonałości.
Miyo Mell Illuminazer- przepiękny rozświetlacz, który cudownie podkreśla letnią opaleniznę. Na skórze tworzy połyskującą taflę o chłodnym odcieniu. Jego sporym atutem jest trwałość, nie wymaga poprawek w ciągu dnia.
Lily Lolo Cherry Blossom- dawno szukałam tak ładnego i przyjemnego różu, który dodaje dziewczęcego uroku. Lekko brzoskwiniowy odcień zawiera drobinki rozświetlające, dzięki którym skóra wygląda promiennie.
Wibo Star Shine- uważam, że ta paleta jest iście wakacyjna ze względu na niestandardowy odcień rozświetkaczy, które przepięknie opalizują.
Sleek On The Horizon- jest to mój urodzinowy prezent, który sprawiłam sobie miesiąc temu. Paleta w swoim zestawieniu posiada kilka neutralnych, dziennych cieni oraz parę szalonych, letnich.
Miyo Five Points- "Fancy Peach" zauroczyło mnie niezwykłym, brzoskwiniowym cieniem, który pięknie podkreśla moją zieloną tęczówkę. 4 maty i 1 połyskujący cień jest strzałem w 10!
Donegal gąbka- może nie jest to kolorówka, lecz produkt świetnie sprawdza się przy rozcieraniu podkładu L'oreal. Dzięki niej mogę osiągnąć naturalny rezultat.
Maybelline Lash Sensational Intense Black- bezkonkurencyjna mascara, którą uwielbiam. Posiada mocny i czarny pigment, a do tego wydłuża, pogrubia i rozdziela rzęsy. Polubiłam ją za niezwykłą trwałość, która latem jest obowiązkowa.
Golden Rose Matte Lipstick Crayon- używam ich ze względu na łatwość aplikacji oraz ładne odcienie, posiadam numer 10 oraz 11.

Jak wygląda Wasza wakacyjna kosmetyczka z produktami do makijażu?

wtorek, 29 sierpnia 2017

Jeden z najnowszych pyłków Crystal Mirror, który ostatnio stał się bardzo popularny.

Mam słabość do wszelkich ozdób, naklejek i pyłków, tych ostatnich w swojej kolekcji mam zapewne ponad 40. Nie mogę powstrzymać się przed zamówieniem nowego efektu holo, kameleona czy syrenki. Ostatnio jednak zachwycił mnie produkt o nazwie Crystal Mirror pochodzące ze sklepu Nc Nails Company.
O produkcie:
Pyłek do paznokci, który stworzy na paznokciach niezwykłą kryształową taflę. Po użyciu paznokcie wyglądają przepięknie, jakby były ozdobione niezwykłą folią. Oryginalny efekt gwarantowany.
Sposób nałożenia Crystal Mirror, czyli jak ozdobić paznokcie i uzyskać efekt kryształowej tafli poprzez nałożenie pyłku na paznokcie.

Opakowanie: Mały słoiczek z logiem firmy skrywa w sobie 0,5g pyłu. Jest on na tyle spory, że spokojnie można zanurzyć w nim opuszek palca lub silikonową pacynkę, która posłuży nam do wtarcia produktu.

Konsystencja: Niezwykle delikatny i miałko zmielony pył świetnie trzyma się aplikatora, bardzo ładnie rozciera się na pomalowanej płytce paznokcia.

Efekt: Biały Crystal Mirror opalizuje na złoto, całość wygląda jak niezwykle połyskująca folia.

Cena i dostępność: Wyjątkowy pyłek kosztuje 29,00 zł w sklepie Nc Nails Company. Dla niektórych kwota może być wysoka, ale zaręczam, że produkt jest bardzo wydajny, ponieważ pierwsza aplikacja pyłu na płytkę zapewnia 100% efekt.

Zdobienie: Pył najlepiej nakładać na Top Chrome Nc Nails Company, ja jednak go nie posiadam i wybrałam produkt, który nie tworzy warstwy dyspersyjnej.
Lakier bazowy możne być w różnych odcieniach, ja postawiłam na różowy neon Paradise Trip.
Na pozostałych wzornikach pokazałam, jak efekt zachowuje się przy wyborze topu wytwarzającego lepką warstwę (rezultat przypomina zwykłą syrenkę) oraz na odpowiednim produkcie.
Po wtarciu produktu w płytkę całość oczywiście należy zabezpieczyć topem, najlepiej wybrać nabłyszczający, aby podbił niezwykły efekt.

Jaki efekt jest Waszym ulubieńcem?

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Algowe błoto Spa z Morza Martwego od BingoSpa.

Dość często sięgam po produkty marki BingoSpa, lecz nigdy wcześniej nie spotkałam się z algowym błotem. Zaciekawiło mnie do tego stopnia, że wypróbowałam je z prawdziwą przyjemnością, ponieważ mam słabość do nietypowych produktów, które zawierają substancje z Morza Martwego. Latem mam problem z przesuszoną skórą, więc liczyłam na wiele ze strony mazidła.
O produkcie:
Błoto algowe BingoSpa
- zawiera aż 5% ekstraktu z alg Laminaria Digitata i 20% błota z Morza Martwego.

Czarne Błoto BingoSpa z Morza Martwego to silnie zmineralizowany muł pochodzenia roślinnego (np. algi), odkładający się przy brzegach akwenu w warunkach intensywnego parowania wody. Tworzy się głównie w okolicach ujść rzecznych i na brzegach morskich. Muł ten można znaleźć wzdłuż całego wybrzeża Morza Martwego w wolnych od zanieczyszczeń spokojnych zatokach. Naturalne Czarne Błoto BingoSpa zawiera unikalny kompleks składników mineralnych: potas, wapń, magnez, sód, żelazo, bromki, dwuwęglany, siarczany, chlorki, fluor, jod i inne oraz kaolin rodzaj glinki o wysokich właściwościach absorbowania nadmiaru tłuszczu i regulowania łojotoku skóry.

Laminaria digitata L. - roślina należąca do rodziny alg brunatnych. Dorasta do 3-4 metrów długości a jej plecha zbudowana jest z cylindrycznego pnia i szerokich, długich i w zależności od gatunku rozczepionych lub rozdwojonych liści. Laminaria w postaci wysuszonej zawiera 12% wody, 15% soli mineralnych (chlorki, siarczany i jod). Jod jest szczególnie obficie występującym pierwiastkiem w tej grupie alg, które mogą zawierać go w ilości 0,5% suchej masy. Sucha alga zawiera mniej niż 1% lipidów, ok. 5% protein i 65% lub mniej cukrów, reprezentowanych przez: - mannitol (12-158%) - rozpuszczalne skondensowane glucydy (15-40%) a w szczególności fukoidynę i laminaran. Laminaran jest glukanem występującym w dwóch postaciach: nierozpuszczalnej i rozpuszczalnej. Obydwie formy są zbudowane z D-glukozy z wiązaniami 1-3, a także z kilkoma wiązaniami 1-6 i resztami mannitolu. Ilość laminaranu będzie się różnić w zależności od pory roku, kiedy następuje zbiór alg.

Dzięki połączeniu aktywnych właściwości Błota z Morza Martwego oraz alg Laminaria stworzyliśmy Błoto Algowe BingoSpa , kremowe serum na:
trądzik,
wypryski,
łojotok,
rozstępy,
cellulit.

W przypadku stosowania na trądzik, wypryski, łojotok w preparacie wykorzystano okluzyjne działanie Czarnego błota BingoSpa oraz jego właściwości oczyszczające.
Składniki mineralne zawarte w Czarnym Błocie BingoSpa z Morza Martwego pobudzają krążenie krwi, przyspieszają metabolizm, wnikają głęboko w skórę i oczyszczają pory oraz złuszczają martwy naskórek. Wspomagają również terapie trądziku, wyprysków, łojotoku.

Na rozstępy i cellulit wykorzystujemy nawilżające i odżywcze właściwości alg laminaria .
Bogactwo aminokwasów, cukrów i soli mineralnych zawartych w algach pomaga zachować właściwy poziom nawilżenia powierzchniowego, dostarcza substancji koniecznych dla przywrócenia równowagi wodnej tworząc na skórze ochronny film. Stymulując ogólny metabolizm przyczynia się do wyeliminowania nadmiaru płynów i złogów tłuszczu.
Sposób użycia:

Trądzik, wypryski, grzybica-na wybrane miejsca skóry, delikatnie nakładać cienkie warstwy preparatu. Pozostawić do wchłonięcia. Stosować raz dziennie do czasu uzyskania zadowalających efektów.

Cellulit-nanieść preparat na miejsca występowania cellulitu, masować przez ok. 5 min. Zabieg wykonywać codziennie do czasu uzyskania pożądanych efektów.
Opakowanie: Słoiczek wykonany z przeźroczystego plastiku, który mieści w sobie 250 g produktu. Mazidło posiada prostą szatę graficzną, mnie jednak bardzo przypadła do gustu ze względu na minimalizm.

Konsystencja: Szara maź swoją konsystencją przypomina mi śliski slime (jest to kleista substancja, która jest obecnie popularna wśród dzieci).
Błoto o szarym zabarwieniu podczas wcierania w skórę staję się przeźroczyste.
Wnika w głąb skóry w ekspresowym tempie i nie pozostawia po sobie lepkiej warstwy.
Zapach: Aromat kojarzy mi się z innymi produktami, które w swoim składzie zawierają substancje w Morza Martwego. Jest on całkiem przyjemny, nie przeszkadza mi, chociaż jestem bardzo wybredna.

Wydajność: Produkt cechuje się dużą wydajnością, wystarczy mała ilość mazidła, aby nasmarować skórę. Stosuje się go jedynie raz dziennie.

Działanie: Na zajęciach w szkole uczyłyśmy się o manualnym oczyszczaniu skóry, a także wykonywałyśmy ten zabieg na sobie. Ja wybrałam ramiona, ponieważ latem pojawiają się na nich niedoskonałości. Algowe błoto wykorzystałam właśnie w celu ich zniwelowania, ponieważ dużo o nim słyszałam. Produkt podczas regularnego stosowania faktycznie zniwelował pojawianie się wyprysków, które były problematyczne ze względu na wysokie temperatury i koszulki na ramiączkach. Polubiłam je za fakt, że niedoskonałości zniknęły w bardzo krótkim czasie, a dodatkowo nie pozostawiły przebarwień.
Mazidło pozytywnie zaskoczyło mnie, ponieważ ładnie wygładziło, ujędrniło i nawilżyło skórę w okolicy ud.
Nie używałam go w okolicy twarzy, ponieważ nie miałam takiej potrzeby.

Cena i dostępność: Moje błoto pochodzi ze sklepu Naturica, ale naturalnie można zakupić je w sklepie producenta BingoSpa za około 25 zł.

Podsumowanie: Podchodziłam do niego sceptycznie, lecz zmieniłam zdanie po kilku użyciach. Produkt nie wysuszył skóry oraz nie miał na nią negatywnego wpływu.
Jego działanie przypadło mi do gustu, nie mam zastrzeżeń.

Używacie błotnych kosmetyków? Jeśli tak, to jakich?

sobota, 26 sierpnia 2017

💜Genialny duet nabłyszczający Organic Shop. Szampon i odżywka "Jedwabny nektar". 💜

Od kilku tygodni używałam wyłącznie dwóch produktów do włosów, a mowa o odżywce i szamponie "Jedwabny nektar" Organic Shop. Markę znam od długiego czasu i mam do niej słabość, lecz od pewnego czasu miałam problem z ich dostępnością. Zawsze wybierałam je w okolicznym sklepie, który niestety zrezygnował z tej marki. Na szczęście znalazłam masę produktów na stronie Biogo, w bardzo atrakcyjnych cenach.
O szamponie:
Jedwabny nektar – szampon do włosów nadający jedwabisty połysk. Pojemność 280 ml.
Masło shea i lilia wodna sprawią, że twoje włosy zyskają jedwabisty połysk i niewiarygodną miękkość. Organiczne masło shea nawilża włosy sprawiając, że stają się one lśniące, bardziej elastyczne i mocne. Organiczny ekstrakt z lilii wodnej odżywia i regeneruje włosy, wygładzając ich naturalną strukturę. Dzień po dniu włosy stają się bardziej jedwabiste i zyskują niewiarygodny połysk.
Nie zawiera SLS, parabenów i silikonów.

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Butyrospermum Parkii Butter*, Nuphar Luteum Root Extract*, Hydrolyzed Wheat Protein, Sodium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Tocopherol, Citric Acid, Limonene, Linalool, Geraniol.
Opakowanie: Bardzo lubię zgrabne buteleczki o pojemności 280 ml oraz estetyczną szatą graficzną. Otwór opakowania jest całkiem spory, więc należy uważać, aby przez przypadek nie wylać zbyt dużo płynu.

Konsystencja: Uwielbiam go za gęstą konsystencję, która świetnie się pieni. Podczas mycia produkt nie plącze włosów.

Zapach: Ciężko mi stwierdzić co dokładnie przypomina, mnie jednak kojarzy się z cytrynowymi drożdżówkami. Aromat jest wyczuwalny nawet na następny dzień po umyciu.
Słodki, a zarazem przyjemny zapach bardzo przypadł mi do gustu.

Działanie: Produkt bardzo dobrze myje włosy oraz skalp, nie powoduje powstawania łupieżu i innych nieprzyjemnych niespodzianek. Po wyschnięciu można zauważyć niezwykły blask, który szampon wydobył z pasm. Po rozczesaniu włosy są cudownie miękkie i zdyscyplinowane. Końce są dociążone i gładkie.
Ogromnym plusem jest fakt, że produkt skutecznie pomógł mi z nadmiernym przetłuszczaniem i obecnie po dwóch dniach nadal wyglądają świeżo i lekko, ponieważ szampon świetnie odbija włosy od skóry głowy i nadaje im objętości.
O odżywce:
Jedwabny nektar – odżywka do włosów nadająca jedwabisty połysk. Pojemność 280 ml.
Dzięki wysokiej koncentracji aktywnych składników, odżywka sprawi, że twoje włosy staną się lśniące i łatwe do układania. Organiczne masło she nawilża i odżywia włosy na całej ich
długości sprawiając, że stają się bardziej błyszczące, łatwe w układaniu i mocne. Organiczny ekstrakt z lilii wodnej rewitalizuje i regeneruje strukturę włosów. Odżywka ułatwia rozczesywanie i stylizację włosów.
Nie zawiera SLS, parabenów i silikonów.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Distearoylethyl Dimonium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Borago Officinalis Seed Oil*, Santalum Album Wood Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Tocopherol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Parfum, Limonene.
Opakowanie: Opakowanie różni się jedynie napisem. Jedynym minusem jest otwór, ponieważ ciężko wydobyć mi z butelki odżywkę. Zakrętkę zamieniłam na pompkę, która jest poręczna i wygodniejsza w obsłudze.

Konsystencja: Bardzo gęsta, biała maź świetnie rozprowadza się po pasmach. Nie spływa podczas nakładania oraz nie sprawia problemów podczas zmywania, a także nie obciąża.
Produkt o 280 ml pojemności jest całkiem wydajny, nawet przy moich długich i gęstych pasmach.

Zapach: Jest on identyczny jak w przypadku szamponu. Mam wrażenie, że wspomaga trwałość aromatu, który pozostaje wyczuwalny przez długi czas.

Działanie: Odżywka pomaga mi z wiecznie poplątanymi włosami, które latem są niesforne, a ich pielęgnacja uciążliwa. Po kilku tygodniu używania zauważyłam, że zaczęły się lepiej układać i przestały elektryzować. Całość jest zdyscyplinowana i niezwykle błyszcząca.

Cena i dostępność: W sklepie Biogo można spotkać niskie ceny i spory asortyment.
Szampon kosztuje tylko 7,75 zł, odżywka zaś 6,73 zł. Uważam, że jest to bardzo niska kwota, ponieważ w stacjonarnych sklepach sięga prawie 10 zł.

Podsumowanie: Zdecydowanie jedwabny duet przypadł mi do gustu i używam go z czystą przyjemnością. Moje włosy nabrały życia po gorącym lecie. Są w bardzo dobrym stanie, nie mam zastrzeżeń.
Uważam, że zestaw sprawdzi się u osób z matowymi włosami, które szukają produktów nabłyszczających.

Lubicie kosmetyki marki Organic Shop?

piątek, 25 sierpnia 2017

🖤Wielka konfrontacja czarnych masek peel-off. Marion VS Pilaten. Kto wygra?🖤

Podczas zakupów w drogerii wpadłam na pomysł dotyczący podsumowania czarnych maseczek. Zakupiłam wiele wariantów i szybko zabrałam się do testów.
Wśród nich znalazły się dwie opcje czarnych mazideł peel-off, postanowiłam skonfrontować wersję Marion oraz jedną z najsłynniejszych masek- Pilaten.

O masce Marion:
CZARNA MASKA PEEL-OFF z aktywnym węglem
Linia DETOX przeznaczona do demakijażu i kompleksowego oczyszczenia skóry twarzy. Bazuje na innowacyjnych i delikatnych formułach z aktywnym węglem o głębokim i precyzyjnym działaniu detoksykującym.

Innowacyjny sposób na szybkie pozbycie się zanieczyszczeń ze skóry. Detoksykująca formuła bazuje na aktywnym węglu, który absorbuje toksyny i oczyszcza zablokowane pory. Usuwa martwe komórki naskórka i zapobiega powstawaniu zaskórników. Pozostawia skórę świeżą, odżywioną oraz delikatną w dotyku.

Wyciąg z lukrecji gładkiej reguluje proces wydzielania sebum, łagodzi stany zapalne skóry i oczyszcza ją z zanieczyszczeń. Aktywny węgiel + wyciąg z lukrecji. Głębokie oczyszczenie i odblokowanie porów. Maska ma gęstą, żelową konsystencję typu peel-off. Po wyschnięciu tworzy jednolitą warstwę łatwą do usunięcia.

Przeznaczenie: skóra mieszana, tłusta, trądzikowa.
Opakowanie: Wygląd saszetki bez dwóch zdań zachęca do wypróbowania, ponieważ obecnie panuje moda na silnie oczyszczające produkty. Wewnątrz znajduje się 6g mazidła, które wystarczy na dwa użycia w strefie T (ze względu na swoją treściwość).

Konsystencja: Czarna i naprawdę gęsta, żelowa maska bardzo przypadła mi do gustu. Podczas nakładania produkt nie spływa z twarzy oraz nie wymaga poprawek po aplikacji. Mam wrażenie, że czarny kolor jest o wiele intensywniejszy niż u przeciwnika.
Polubiłam ją również za fakt, że po zastygnięciu jest bardziej elastyczna i nie rwie się podczas usuwania.

Zapach: Po otwarciu można poczuć w niej alkohol (lub coś podobnego). Nie jest to jednak mocny aromat, lecz za pierwszym razem moje oczy delikatnie się załzawiły.

Czas zastygania: Jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ po upływie 15-20 minut maska jest prawie sucha i nadaje się do ściągnięcia.

Poziom bólu towarzyszący ściąganiu: Kto mówił, że ściąganie maski Pilaten boli? Ból możecie odczuwać podczas usuwania mazidła Marion, więc produkt dla osób niebojących się nieprzyjemnego uczucia.

Oczyszczenie twarzy: Czy zakochałyście się w kosmetyku, którego użyłyście pierwszy raz?
Ja tak! Miałam ochotę zanucić "Mam tę moc", której nie brakuje wersji Marion.
Maseczkę nakładam na skórę, którą potraktowałam parówką i po upływie czasu usuwam ją wraz z suchymi skórkami, starym naskórkiem i większością zanieczyszczeń. Mój nos po 2 użyciach jest bardzo gładki (produkt usuwa również włoski) oraz czysty.

Cena i dostępność: Jedna saszetka kosztuje około 2 zł i można zamówić ją on-line lub zakupić w drogeriach, które w swojej ofercie posiadają produkty marki Marion.

Podsumowanie: Jestem nią zauroczona, ponieważ radzi sobie lepiej niż nie jeden plaster oczyszczający nos czy brodę. Polecam nakładać ją tak, jak zaleca producent, ponieważ produkt jest naprawdę mocny i może sprawić ogromny ból podczas usuwania z większej części policzków, gdzie znajduje się meszek.
Po ściągnięciu nie zauważyłam dużego zaczerwienienia, było wręcz minimalne i zniknęło w ciągu kilku minut. Mazidło Marion nie podrażniło mnie ani nie miało negatywnego wpływu na stan mojej cery.

O masce Pilaten:
Czarna maska z aktywnym węglem z bambusa, polecana do wielu typów cer, w szczególności do pielęgnacji skóry trądzikowej.
Produkt świetnie oczyszcza skórę, odblokowuje pory oraz skutecznie usuwa wągry.
Usuwa martwy naskórek, wygładza powierzchnię skóry.

Maska zawiera aktywny węgiel pozyskiwany z bambusa, który ma właściwości oczyszczające, bakteriobójcze i ściągające, dzięki czemu dokładnie usuwa nadmiar tłuszczów znajdujących się na powierzchni skóry.
Poprawia koloryt skóry, niweluje błyszczenie się.
Opakowanie: Czarna saszetka również zawiera 6g czarnej mazi. Ze względu na azjatyckie napisy, z tyłu opakowania znajduje się naklejka w polskiej wersji. Muszę przyznać, że propozycja konkurenta bardziej przypadła mi do gustu, ponieważ przyciąga wzrok.

Konsystencja: W przypadku produktu Pilaten, można zauważyć, że jest rzadsza i należy się pospieszyć podczas nakładania, aby nie spłynęła. Jest również mniej elastyczna i potrafi się porwać w cienkim miejscu.

Zapach: Zdecydowanie daję jej plus pod tym względem, ponieważ jest delikatny i bardzo ładny. Nie drażni oczu, nie powoduje ich łzawienia.

Czas zastygania: Mam wrażenie, że czas oczekiwania ciągnie się w nieskończoność. Niekiedy czekałam 45 minut, aby zastygła i byłam w stanie ją usunąć.

Poziom bólu towarzyszący ściąganiu: Uważam, że jest znośny. Niekiedy nawet nie czułam go, ponieważ zawsze nakładam maskę w strefie T.

Oczyszczenie twarzy: Mazidło usuwało zanieczyszczenia, ale w minimalnym stopniu. Skóra po zabiegu była oczywiście czysta i gładka, lecz uważam, że produkt nie spełni oczekiwać większości osób, które potrzebują mocnego oczyszczenia.

Cena i dostępność: Produkt można zakupić zarówno w wersji saszetkowej, jak i tubkowej. Mała opcja kosztuje około 2 zł, a większe opakowanie 12-20 zł i można dostać je już niemal wszędzie. Często spotykam je w Wispolu i Sekretach Urody oraz w drogeriach internetowych.

Podsumowanie: Byłam z niej zadowolona, póki nie poznałam propozycji firmy Marion.
Produkt ma fajne, delikatne działanie, lecz zawsze marzyłam o mocniejszym ze względu na liczną ilość pozytywnych reklam w sieci.
Maseczka nigdy mnie nie zawiodła, lecz znalazłam coś lepszego.

Zwycięzca: Oczywiście i bez zastanowienia wybieram czarną maskę Marion, która jest REWELACYJNA! Moja skóra jest skutecznie oczyszczona, rozjaśniona, gładka i miękka. Po ściągnięciu na czarnym i zastygłym pasku można zauważyć mnóstwo zanieczyszczeń, które zostały skutecznie usunięte.
Mam nadzieję, że producent wyprodukuje ją również w opakowaniu o większej pojemności.
Używacie czarnych maseczek?

środa, 23 sierpnia 2017

Baza, która uratuje każdy złamany paznokieć. Mój must have Repair base od Nc Nails Company.

Dawniej, gdy złamałam paznokcia, byłam skazana na obcięcie reszty, ponieważ nie lubię, gdy płytka jest nierównej długości. Nigdy jednak nie zdecydowałam się na produkty, przy pomocy których mogę przedłużyć i naprawić złamanego pazurka, ponieważ obawiałam się trwałości.
Firma NC Nails Company przybyła mi na ratunek, postanowiłam zapomnieć o swoich obawach.
Za jakiś czas dodam również poradnik dla początkujących, którzy nie mają pojęcia jak zabrać się do współpracy z Repair Base.
O produkcie:
Repair Base to wyjątkowa baza o trwałości żelu. Mocna i bardzo twarda, idealna do przedłużania, rekonstrukcji naturalnej płytki i nie tylko! Dodatkowo praca z nim to czysta przyjemność, jest bardzo łatwy w opracowaniu.Baza o trwałości żelu. Mocna i bardzo twarda, idealna do przedłużania naturalnej płytki i nie tylko. Base Repair stworzymy naturalny Look paznokci, który razem z kolorem hybrydowym będzie utrzymywał się na płytce do 4 tygodni. Repair base posiada warstwę dyspersyjną (lepką), która wymaga przemycia cleanerem. Z łatwością usuniesz ją w acetonie.

Zalety produktu Base Repair:
- do przedłużania naturalnej płytki nawet do 5 mm
- aplikowany bezpośrednio na wytrawioną płytkę preparatem typu Primer (kwasowym) lub Ultra Bond (bezkwasowy)
- do zabezpieczenia paznokcia tworzący krzywą C
- bardzo łatwy w opracowaniu
- usuwany Removerem lub pilnikiem o gradacji 100/180
Opakowanie: Czarna buteleczka o pojemności 6 ml jest również dostępna w większej wersji, która mieści 11ml produktu. Szata graficzna jest prosta, a zarazem elegancka dzięki złotym elementom trzonka.

Pędzel: Włosie ma standardową długość, jest elastyczne. Pędzelek jest poręczny i z łatwością współpracuje z bazą.

Konsystencja: Repair Base posiada gęstą, przeźroczystą konsystencję, która nie spływa oraz nie zalewa skórek. Produkt świetnie trzyma się płytki, nie kurczy się i nie sprawia problemów podczas nakładania. Uważam, że jest to również produkt dla osób, które jak ja zaczęły przygodę z przedłużaniem paznokci.

Trwałość: Muszę przyznać, że produkt jest odporny na wszelkie uszkodzenia, uderzenia oraz prace domowe. Bardzo ładnie trzyma się na swoim miejscu aż do ściągnięcia.
Podczas "noszenia" Repair Base nie zapowietrza się, przez cały czas spisuje się idealnie.

Usuwanie: Producent zapewnia, że można usunąć ją przy pomocy acetonu, ja jednak jestem leniwcem i stawiam na sprawdzoną frezarkę.

Utwardzanie: Posiadam lampę LED 36W, więc dorobienie nowego paznokcia jest bardzo szybkie, ponieważ jedna warstwa utwardza się w ciągu 30 sekund. W UV czas ten przedłuża się do 2 minut.

Podsumowanie: Przy pomocy bazy można utworzyć krzywą C, która wygląda dobrze u osób z płaskimi pazurkami. Produkt po utwardzeniu jest bardzo twardy i nie wygina się nawet przy 5 mm przedłużeniu. Po nadaniu kształtu całość wygląda bardzo naturalnie, niemal jak zwykły paznokieć.
Uważam, że jest to bardzo dobry produkty, który uratuje każdy manicure.

Cena i dostępność: Duża wersja kosztuje 55 zł, mniejsza zaś 30 zł i można zakupić je na stronie Nc Nails Company.

Czego używacie do przedłużania i ratowania pazurków?

wtorek, 22 sierpnia 2017

Delikatny podkład Miyo, który idealnie sprawdzi się do make-up no make-up. + jeden z lepszych pędzli Top Flat Brush.

Latem staram się unikać makijażu, lecz przy większych wyjściach stawiam na kosmetyki, które nie wyglądają ciężko. W moje dłonie wpadł podkład Beauty Skin od Miyo, który można zakupić w 6 odcieniach. Ja posiadam 01 Ivory, który idealnie stapia się w moją jasną cerą.
O produkcie:
Naturalny efekt & promienna cera! Delikatny podkład nawilżający, kryjący niedoskonałości, gwarantujący długotrwały, perfekcyjny makijaż.

Formuła z kwasem hialuronowym, kompleksem witamin A, C, E, panthenolu i alantoiny gwarantuje uczucie świeżości i komfortu, rozświetla i relaksuje skórę. Zawiera elastomery wygładzające powierzchnię naskórka i pochłaniające nadmiar sebum- efekt nieskazitelnej, matowej cery do 12h gwarantowany! Beztłuszczowy, nie zatyka porów.

Sposób aplikacji: rozprowadzaj na skórze twarzy i szyi przy użyciu pędzla do podkładu, gąbeczki lub palców delikatnie wklepując.
Opakowanie: Plastikowa tubka o pojemności 30 ml jest elastyczna i z łatwością można wycisnąć z niej produkt. Lubię tego typu rozwiązanie w podróży, ponieważ nie do końca ufam szklanej buteleczce. Mały otwór pozwala na kontrolowanie ilości wydobywanego podkładu.

Konsystencja: Urzekła mnie niezwykle delikatna i całkiem gęsta konsystencja, która bardzo ładnie rozciera się na skórze. Produkt aplikuję za pomocą palców, odpowiedniego pędzla i gąbeczki i za każdym razem rezultat jest zadowalający.
Mazidło podczas nakładania nie wchodzi w załamania, nie tworzy smug oraz nie podkreśla porów, kosmetyk wygląda naturalnie.
Jestem pozytywnie zaskoczona faktem, że produkt faktycznie nawilża, ponieważ suche skórki nie odznaczają się przez cały dzień. Plusem jest również fakt, że nie tworzy "efektu ciasta".

Trwałość: W przypadku cery mieszanej kosmetyk przez 5-6 godzin wygląda idealnie, następnie w strefie T pojawia się delikatny błysk, który można zniwelować przy pomocy bibułek matujących i pudru.
Pokład Beauty Skin nie ściera się oraz nie znika z twarzy, ponieważ po roztarciu ładnie zastyga w miejscu.

Wykończenie: Produkt chwilę po aplikacji nadaje aksamitne i satynowe wykończenie, które nie przypomina matu, więc należy użyć pudru o takim działaniu. Mnie to w żadnym stopniu nie przeszkadza, ponieważ cera wygląda promiennie i zdrowo.

Odcień: 01 Ivory jest jasny, nadaje się dla bladolicych. Posiada delikatne, żółte tony.

Krycie: Nie mam problemu z niedoskonałości, moją zmorą są jedynie naczynka na policzkach, które produkt kryje w zadowalającym stopniu. Poziom oceniam na średni, ponieważ ukrywa drobne przebarwienia i zaczerwienienia. Radzi sobie także z moimi cieniami pod oczami, ponieważ latem staram się zrezygnować z korektorów.

Cena i dostępność: Podkład jest naprawdę tani, ponieważ kosztuje tylko 14,99 zł i można zamówić go np. w sklepie Miyo.

Podsumowanie: Ogólnie jestem zadowolona z produktu, jego działanie oceniam na 5.
Uważam, że jest to przyjemny podkład na lato, ze względu na swoją delikatność.
Podczas testów produkt nie zapchał mojej cery.
O pędzlu: 
Pędzel do precyzyjnej aplikacji podkładu, korektora oraz kosmetyków mineralnych. Krótkie, gęste i bardzo miękkie włosie umożliwia równomierną aplikację produktów, nie pozostawia plam i nieestetycznych smug, świetnie sprawdza się również przy konturowaniu twarzy. W efekcie otrzymasz gładkie i równomierne wykończenie oraz naturalny look.

Bardzo spodobało mi się staranne i porządne wykonanie oraz zbite włosie, które nie wypada podczas mycia.
Produkt świetnie radzi sobie w podkładami, ponieważ idealnie je rozciera i nie powoduje smug. Pędzel jest dość mały, więc dociera do najmniejszych rejonów na naszej skórze. Jego atutem jest również cena, która wynosi tylko 18,99 zł. 
Jestem pozytywnie zaskoczona produktem Miyo, który na stałe zagościł w mojej kosmetyczce. 
Jakich produktów używacie latem?

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

🌴🏖️#8 Wakacyjna pielęgnacja twarzy.🏖️🌴

Przez cały weekend nie mogłam narzekać na nadmiar wolnego czasu, więc dopiero teraz przybywam z najnowszym postem. Jak co tydzień, wraz z portalem Trusted Cosmetics oraz blogerką Urodzianka opowiadam o produktach, które królują latem.
W dzisiejszym wpisie napomnę o kilku kosmetykach do pielęgnacji twarzy, których używam z czystą przyjemnością.

Latem unikam makijażu, o tej porze uwielbiam robić detoks od kolorówki.
Każdego dnia używam sprawdzonego zestawu kosmetyków pielęgnacyjnych, ponieważ regularne stosowanie jest bardzo ważne.
Evree "Magic Rose" różany żel do twarzy- kupiłam go spontanicznie, ponieważ moja skóra jest bardzo kapryśna i naczynkowa. W przypadku mieszanej cery sprawdza się przyjemnie. Twarz po umyciu jest cudownie oczyszczona, gładka i delikatnie zmatowiona.
Jego rzadka i delikatna konsystencja nie wysusza i nie podrażnia oraz nie powoduje efekt ściągnięcia.
Mycie skóry jest bardzo ważnym krokiem w pielęgnacji, ponieważ na naszej twarzy gromadzą się zanieczyszczenia oraz nadmiar sebum. Nie wolno pomijać tego etapu.

Evree "Magic Rose" różany tonik do twarzy- kosmetyk, który przez niektórych jest pomijany. Osobiście nie wyobrażam sobie, aby mogło zabraknąć go w mojej kosmetyczne. Wybrałam wersję z atomizerem, która jest wydajna oraz skuteczna.
Produkt tonizuje i przywraca naturalne pH oraz niweluje uczucie ściągnięcia.

Bielenda Woda różana "Rose Care"- używam jej do zmycia makijażu oraz odświeżenia skóry w ciągu dnia. Kosmetyk jest moim faworytem, ponieważ koi i łagodzi. Nadaje się również dla osób, które posiadają wrażliwe i skłonne do podrażnień oczy.

Bielenda krem "Rose Care"- wybrałam go, ponieważ nadaje się dla wrażliwej cery. Dzięki działaniu nawilżająco-łagodzącemu świetnie nadaje się jako baza pod dzienny makijaż.
Organic Therapy "Brylantowy peeling do twarzy z grejpfrutem i diamentowym pudrem"- zużyłam już 2 opakowanie, ponieważ jestem nim zachwycona! Posiada małe drobinki ścierające, które skutecznie złuszczają stary naskórek.

Ziaja "Nuno" peeling enzymatyczny- używam go, gdy na mojej skórze pojawiają się niedoskonałości, a muszę oczyścić pory. Nie trzeba go wcierać, nie zawiera ścierającego pyłu, dlatego nadaje się dla wrażliwców.

L'Oreal Paris "Ideal Glow" peeling rozświetlający- ma żelową formułę, używam go od czasu do czasu, ponieważ nadaje cerze pięknego blasku. Cudowny aromat zachęca do stosowania i pamiętania o regularnym ścieraniu naskórka.
Mam ogromną słabość do maseczek Babuszki Agafii, ponieważ działają i są niesamowicie tanie. W swoich zbiorach mam kilka wersji, nie mogę się zdecydować, kto jest moim ulubieńcem. Stawiam na kosmetyki oczyszczające i nawilżające, ponieważ piękna i zadbana cera jest pierwszym krokiem do idealnego makijażu.

Jakich produktów używacie latem?


czwartek, 17 sierpnia 2017

🍂Ciepły, a zarazem ostry aromat Vibrant Saffron z serii Fall in love. 🍂

Nigdy nie byłam fanką mocnych i ciężkich zapachów, więc z rozpaleniem Vibrant Saffron od Yankee Candle czekałam kilka dni. Do tej pory seria Fall in love mnie nie zawiodła, a jak było tym razem?
O produkcie:
Wosk o zapachu intensywnej słodyczy szafranu złagodzonej miękkością wanilii.

Ciemnoczerwona tarta kojarzy mi się z drogocennymi pręcikami szafranu. Na sucho przypominał mi lizaki i słodycze o smaku coli, który jest nasycona mocnymi przyprawami.
Po rozpaleniu w moim pokoju rozniósł się otulający, mocny i ostry aromat Vibrant Saffron. Muszę przyznać, że posiada najmniej intensywny zapach, ponieważ musiałam wrzucić go całkiem sporo do kominka, aby cokolwiek poczuć.
Tarta bez dwóch zdań zachwyci osoby lubiące słabe, a zarazem pikantne woski Yankee Candle. Ja jestem zupełnie obojętna, nie zawiódł mnie, ale też nie zachwycił. Mam nadzieję, że mojej mamie przypadnie do gustu, ponieważ z chęcią jej go oddam.
Jeśli macie ochotę go wypróbować, to na stronie Candle Online znajdziecie kilka wersji o różnej wielkości.

Lubicie woski o zapachu przypraw?

Jadna z najciekawszych maseczek do twarzy od 7th Heaven. Dead Sea Mud Sheet Masque.

Prawdziwym zaskoczeniem była dla mnie maska z dodatkiem wodorostów oraz minerałów z Morza Martwego. Nigdy wcześniej jej nie widziałam, a dodatkowo nie mogłam znaleźć jej w polskich sklepach, wzbudziło to we mnie niezwykłą ciekawość.
W sobotę urządziłam domowe Spa, gdzie wypróbowałam intensywnie odżywczą i rewitalizującą maskę 7th Heaven.
O produkcie:
Tchnij życie w swoją skórę przy pomocy intensywnie odżywczej i regenerującej maski z minerałami z Morza Martwego. W jej skład schodzą również wodorosty, bogate w odżywcze substancje, które poprawiają stan skóry.

Opakowanie: Co jak co, ale firma przykłada uwagę do szaty graficznej, która przyciąga wzrok i zachęca do zakupu. Zazwyczaj saszetki wyposażone są w naklejkę z opisem produktu w języku polskim, ponieważ całość wydana jest po angielsku.

Konsystencja: Wewnątrz znajdziemy maskę w płacie, która jest nasączona do granic możliwości białym płynem. Jest on rzadki jak woda, lecz nie spływa z twarzy. W krótkim czasie zastyga, tworząc jasny osad.
Płat jest dość gruby i spory, musiałam po podwinąć w okolicy czoła, ponieważ był za duży.
Podczas domowego spa nie poprawiałam go ani razu, ładnie trzyma się twarzy, ponieważ się nie zsuwa.

Zapach: Ciężko mi stwierdzić co przypomina. Kojarzy mi się z typowym aromatem produktów, które zawierają minerały z Morza Martwego. Delikatnie męski zapach jest całkiem przyjemny.
Działanie: Podczas 15 minutowego relaksu czułam delikatny chłód, który był bardzo przyjemny. Twarz po ściągnięciu płatu była pokryta białym płynem ( w miejscu przyklejonej maski), lecz nie miałam problemów z jego usunięciem.
Po oczyszczeniu ukazała mi się promienna i niezwykle odświeżona cera. Mam wrażenie, że produkt usuwa również drobne zanieczyszczenia.
Twarz po zabiegu wyglądała na jędrniejszą i wypoczętą, uważam, że maska świetnie sprawdzi się jako przygotowanie skóry pod makijaż.

Cena i dostępność: Niestety nie widziałam jej na polskich stronach i sklepach, jednak można dostać ją na zagranicznych stronach za około $2.

Podsumowanie: Produkt jest niesamowity, dlatego mam nadzieję, że niedługo pojawi się w naszych drogeriach. Moja cera wyglądała olśniewająco, dlatego z chęcią powtórzę zabieg.

Kochane, może Wy wiecie, gdzie można ją dostać?

środa, 16 sierpnia 2017

🍂Fall in love... Warm Cashmere od Yankee Candle. 🍂

Dziś podczas sprzątania pokoju zamarzył mi się wosk Warm Cashmere, który pochodzi z najnowszej, jesiennej kolekcji Yankee Candle. Muszę przyznać, że to na nim zależało mi najbardziej, więc nie mogłam doczekać się, gdy go odpalę.
O produkcie:
Wosk o zapachu drzewa sandałowego i egzotycznej paczuli.

Szata graficzna beżowej tarty kojarzy mi się z pierwszymi, jesiennymi wieczorami, książką i cieplutkim kocem, który otula nas podczas chłodniejszego dnia. Naklejka wygląda przytulnie i zachęca do wypróbowania.
Na sucho muszę przyznać, że nie do końca przypadł mi do gustu, ponieważ był niezwykle delikatny.
Po odpaleniu zmieniłam zdanie, ponieważ poczułam nuty drzewa sandałowego oraz paczuli, które były na tyle otulające, że przekonały mnie do siebie. Mała ilość tarty potrafi wypełnić pokój swoją wonią, nie jest jednak męcząca.
Cała kompozycja jest niezwykle przyjemna, kojąca i uspokajająca. Cudowny aromat Warm Cashmere będzie częstym gościem w moim kominku.
Można go także zakupić w większej wersji, ja jednak na początek skusiłam się na wosk, który pochodzi ze strony Candle Online.

Lubicie jesienne zapachy?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka