sobota, 22 lipca 2017

🍓#2 Przegląd produktów do depilacji. DELIA PLASTRY Z WOSKIEM-TRUSKAWKOWE. 🍓

W okolicach zimy skusiłam się na plastry firmy Delia o zapachu czekolady, a wczesnym latem króluje truskawka. Depilacja przy pomocy plastrów jest bolesna, ale skuteczna. Latem usuwanie owłosienia przy pomocy tej metody jest niezwykle pomocne, ponieważ przez ponad 2 tygodnie mogę cieszyć się gładką skórą bez podrażnień.
O produkcie:
Przezroczyste plastry o zapachu truskawki to idealny sposób na łatwą, szybka i dokładną depilację. Nowoczesna formuła i elastyczne podłoże pozwala na wykonanie profesjonalnej depilacji w zaciszu domowym. Depilacja przy pomocy plastrów Delia Cosmetics pomaga usunąć nawet najmniejsze włoski, skóra staje się gładka na kilka tygodni.
Opakowanie: Wewnątrz znajduje się 8 podwójnych plastrów oraz dwie saszetki z oliwką, która jest konieczna do usunięcia pozostałości po wosku. Całość zabezpieczona jest folią, więc produkt jest chroniony przed wilgocią.
Nie do końca polubiłam się z oliwką, ze względu na mało wydajne i dość kłopotliwe opakowanie.
Mazidło samo w sobie jest bardzo skuteczne, lecz trzeba użyć je na raz.

Skuteczność i wydajność: Na samym początku muszę wspomnieć, że mam ciemne włosy, które są mocniejsze od tych, które posiadają blondynki.
Jak widać, plastry są przeźroczyste i wykonane z dość sztywnej folii, która nie do końca radzi sobie z niektórymi partiami ciała. Ciężko jest je przykleić w okolicy kostki lub kolana, więc w tych miejscach trudno o perfekcyjną depilację.
Zauważyłam, że plastry nie radzą sobie z krótkimi włoskami, ponieważ produkt nie zawsze je "chwyta". W ostateczności całość należy poprawić golarką lub depilatorem.
Z dłuższymi zaś nie ma najmniejszego problemu, usuwa je w 99%. Niektóre plastry można użyć kilkakrotnie, te niestety po jednym oderwaniu tracą swoją przyczepność. To niestety wpływa na ich wydajność.
Minusem może być również fakt, że na skórze pozostaje całkiem sporo różowego wosku.
Ogólnie nie mam większych zastrzeżeń do poziomu wyrywania, ponieważ owłosienie znika, niestety niekiedy mam problem z ich odpowiednią aplikacją.

Zapach: Produkt do depilacji faktycznie pachnie truskawkami. Aromat jest przyjemny, umila bolesny proces depilacji. Szkoda, że nie jest wyczuwalny na skórze.

Cena i dostępność: Plastry można dostać w niemal każdej drogerii za około 10-12 złotych.

Podsumowanie: Mam wrażenie, że wersja papierowa byłaby lepszą alternatywą.
Uważam, że nie są najgorsze, ponieważ dobrze usuwają niechciane włoski, lecz przez sztywną folię nie do końca mogą zaprezentować swoje działanie.
Produkt mnie nie podrażnił i nie uczulił, skóra przez krótki okres czasu była lekko zaczerwieniona. Przez około 2 tygodnie była również jedwabiście gładka i miękka, proces odrastania jest jednak sprawą indywidualną.

Jakie plastry polecacie?
Udostępnij ten wpis

piątek, 21 lipca 2017

💚#10 Niekosmetyczni ulubieńcy tygodnia + przepyszne danie z makaronem.💚

W tym tygodniu miałam dość mało czasu na przyjemności, ale udało mi się wyłapać kilka perełek.
Nie obyło się bez niespodzianek i przyjemnych rozczarowań, przekonałam się, że warto samemu sprawdzić daną produkcję lub książkę.
Ulubiony serial
Dorosłam wreszcie do "Gry o tron". Trochę czasu minęło od pierwszego sezonu, ale nigdy nie byłam pewna czy chcę go zobaczyć. Kiedyś widziałam fragment, który nie przypadł mi do gustu, więc omijałam go szerokim łukiem. Od kilku dni oglądam najstarsze odcinki i muszę zwrócić honor, ponieważ historia wydaje się całkiem ciekawa.

Ulubiona książka
Nigdy nie przepadałam za polskimi książkami, dopóki nie przeczytałam "Kto, jak nie ja?"

Ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym.

Anna nigdy nie chciała mieć dzieci. Nie lubiła ich. Nie interesowały jej. Okazało się, że los zdecydował za nią. Kiedy w tragicznym wypadku ginie jej siostrzenica z mężem, okazuje się, że Anna jest jedyną osobą, która może zająć się trzyletnią osieroconą Olą. Inaczej dziewczynka trafi do domu dziecka.
Czy uzależniona od leków i alkoholu, borykająca się z traumą kobieta zdobędzie się na heroizm, stawi czoło słabościom, lękom i demonom przeszłości? Stawką jest szczęście dziecka, a w tej walce wszystkie chwyty – szantaż, manipulacja, przekupstwo – są dozwolone. I czy trzylatka będzie w stanie zaakceptować zupełnie nowe życie, na które nikt jej nie przygotował?

Niezwykle poruszająca, do bólu szczera opowieść o trudnej miłości, odpowiedzialności i odnajdywaniu szczęścia tam, gdzie nigdy się go nie szukało.

Powieść Katarzyny Kołczewskiej mówi o nadziei, trudnych wyborach, empatii. O naszej małości i wielkości. O ludzkiej sile, która pozwala przetrwać i zrobić coś nie tylko dla siebie. Bohaterowie Kołczewskiej sprawdzają dokładnie, do czego zdolny jest człowiek. Okazuje się, ze wnioski są zaskakująco pozytywne.

Wiecie co? Ta powieść jest tak bardzo prawdziwa. Życie to nie bajka, każdy ma swoje słabości. Wystarczy jedna sytuacja lub moment, a nasze życie potrafi zmienić się o 180 stopni. Tak właśnie stało się u głównej bohaterki. Anna przez nieszczęśliwe zdarzenie musi zaopiekować się małą dziewczynką. Książka porusza serce i pokazuje, jak silna potrafi być miłość.

Ulubiony film
Na "Aż do kości" czekałam z niecierpliwością, ponieważ bardzo lubię Lily Collins, która w filmie zagrała główną postać. Ellen jest młodą dziewczyną, która cierpi na anoreksję. Z pomocą lekarza rozpoczyna terapię, która ma na celu pomóc bohaterce.
Niestety, ale coraz więcej osób zmaga się z zaburzeniami odżywiania, dlatego warto zobaczyć tę produkcję i przekonać się, czy na pewno warto podążać za obecnymi kanonami piękna.

Ulubiona piosenka
W tym tygodniu szczególnie do gustu przypadła mi "2U", którą David Guetta wydał z Bieberem. Nigdy nie byłam fanką piosenkarza, ale od jakiegoś czasu piosenki z Justinem  dają radę i wpadają w ucho.
Ulubiona potrawa
Zamarzył mi się makaron, więc w ciągu 30 minut przygotowałam banalnie prosty sos z pomidorów, cebuli, papryki i kurczaka. Ostatnio mam manię wyszukiwania łatwych i szybkich potraw oraz jedzeniowych perełek. W sklepie StraganZdrowia znalazłam masę produktów, zaciekawiły mnie ciekawe powidła i dżemy oraz makarony.
Połowę 500 g opakowania zużyłam do obiadu, a z reszty mam zamiar stworzyć sałatkę. Produkt został wykonany z mąki durum, a dodatkiem są suszone pomidory i szpinak, stąd nietypowy wygląd świderków. Uważam, że cena jest całkiem przystępna, chociażby ze względu, że makaron został wyprodukowany we Włoszech. Innym razem mam ochotę wypróbować wersję z soczewicy lub zielonego groszku.

Składniki:
- filet z kurczaka
- puszka pomidorów w puszce
- cebula
- papryka
- sól, pieprz, czosnek granulowany
- natka pietruszki lub starty ser żółty

Sposób przygotowania:
1. Na samym początku należy pokroić cebulę w piórka, a paprykę w dużą kostkę i całość podsmażyć do miękkości na niewielkiej ilości oleju.
2. Kolejnym krokiem jest pokrojenie mięsa na małe kawałeczki, przyprawienie solą i pieprzem, a następnie podsmażenie na osobnej patelni. Gdy filet jest obsmażony, przekładam go do naczynia z warzywami, a całość zalewam pomidorami z puszki. Prawie gotowe danie duszę około 10-20 minut na małym ogniu i doprawiam przyprawami.
3. Jeśli sos wyszedł za rzadki, dodaję ugotowaną soczewicę, która jest niezwykle sycąca, ale też potrafi zagęścić każdą potrawę.
4. Czas gotowania sosu wykorzystuję na przygotowanie makaronu. Można także wybrać ryż, kaszę, ziemniaki lub inne dodatki, które nam odpowiadają.
5. Gdy wszystkie składniki są gotowe, wystarczy wyłożyć je na talerz i posypać natką pietruszki lub serem żółtym.

Danie zawsze wychodzi, jest tanie, szybkie i pożywne. Zdecydowanie mogłabym przenieść się do Włoch i wcinać przepyszny makaron!
Udostępnij ten wpis

czwartek, 20 lipca 2017

🌹O tym, jak przekonałam się do różanych kosmetyków. Recenzja kojącej wody od Bielendy.🌹

Przez złe wspomnienia ze strasznymi perfumami z Chińczyka na wiele lat zrezygnowałam z kosmetyków, które posiadają aromat róż. Niesamowicie mnie drażnił, ale postanowiłam przerwać swoją irracjonalną fobię i zakupić kilka produktów na promocji w Rossmannie. Na samym początku w oko wpadła mi woda kojąca, a w skład całej serii wchodzi również olejek różany, serum, krem oraz olejek do mycia. Przez naczynka moja cera jest wrażliwa, dlatego skusiłam się na produkt Bielendy, który jest tani i przyjemny.
O produkcie:
Kojąca woda różana 3w1 łagodnie ale skutecznie oczyszcza i odświeża skórę, błyskawicznie usuwa makijaż, pozostałe zabrudzenia i nadmiar sebum, nie roznosząc ich po twarzy. Tonizuje, łagodzi, zapewnia skórze miękkość i uczucie komfortu.
Preparat przeznaczony jest do codziennego oczyszczania i pielęgnacji skóry wrażliwej. Pozwala uniknąć przesuszenia skóry już w fazie demakijażu. Jest delikatny i łagodny nawet dla wrażliwych oczu.

Działanie
Podstawowym aktywnym składnikiem płynu są micele, które łącząc się zarówno ze związkami tłuszczowymi, jak i wodą, dzięki czemu wychwytują wszelkie typy brudu i zanieczyszczeń z powierzchni skóry. To idealny sposób na dokładne oczyszczenie skórę i jednoczesne zminimalizowane ryzyka podrażnień. Wzbogacenie formuły płynu o, WODĘ RÓŻANĄ, KWAS HIALURONOWY i KOMPLEKS o działaniu ANTI-OX i ANTI-POLLUTION, podnosi jakość pielęgnacyjną produktu, dostarcza skórze ważnych i łatwo przyswajalnych składników mineralnych oraz poprawia kondycję skóry.

Skład: Aqua, Rosa Damascena Flower Water, PEG-6 Caprylic/ Capric Glycerides, Panthenol, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine Hydrochloride, Glycerin, Hydrolyzedglycosaminoglycans, Hyaluronic Acid, Sorbitol, Gluconolactone, Maltodextrin, Amylodextrin, Silica, Calcium Gluconate, Disodium EDTA, Cetrimonium Bromide, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Limonene
Opakowanie i konsystencja: Uwielbiam estetyczne i urocze butelki kosmetyków. Właśnie to skłoniło mnie do zakupu, a ostatecznie przekonały mnie róże w stylu watercolor oraz opis produktu. Plastikowe opakowanie jest podłużne i mieści w sobie 200 ml przeźroczystego płynu o konsystencji wody.

Zapach: Zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest fanem róż. Aromat wody jest niezwykle przyjemny i delikatny. Świeże nuty w żadnym wypadku nie przypomina mocnej woni kwiatów. Po oczyszczeniu skóry szybko się ulatnia.

Działanie: Produkt w moim przypadku jest niezwykle skuteczny. Twarz po zabiegu jest przyjemnie oczyszczona, niesamowicie miękka i promienna, bije od niej zdrowy blask.
Polubiłam ją za efekt natychmiastowego odświeżenia i nawilżenia, łagodzi podrażnienia i przygotowuje twarz do dalszych etapów pielęgnacji. Nie pozostawia na niej lepiącej warstwy, ponieważ produkt wchłania się natychmiastowo.
Wodę polubilam ją w parze z maseczkami, które po zmyciu dają nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. Woda różana skutecznie rozprawia się z wszelkimi niedogodnościami.
Przy regularnym używaniu nie zauważyłam negatywnego wpływu na stan skóry.

Demakijaż: Obecnie używam podkładu L'oreal True Match oraz tuszu Maybelline Sensational i produkt nie ma najmniejszych trudności z usunięciem malowideł. Wystarczy delikatnie przetrzeć skórę nasączonym wacikiem, aby pozbyć się makijażu.
Produkt nie wysusza, nie podrażnia i nie powoduje łzawienia wrażliwych oczu.

Dostępność i cena: Obecnie kosmetyk można dostać w każdej drogerii, a jego cena sięga 10-13 złotych.

Podsumowanie: Produkt kupiłam ze względu na opakowanie, ale nigdy mnie nie zawiódł. Jestem zadowolona z otrzymanego rezultatu i sięgam po niego z prawdziwą przyjemnością.

Poznałyście już wodę różaną od Bielendy?
Udostępnij ten wpis

środa, 19 lipca 2017

🚗Jak przetrwać długą, wakacyjną podróż autem? 🚗

Uwielbiam podróżować, chociaż długa jazda jest bardzo męcząca i nużąca. W zeszłe wakacje przejechaliśmy prawie 1000 km w obie strony i od tej pory zawsze pamiętam, aby mieć przy sobie kilka przedmiotów, które poprawiają komfort oraz sprawiają, że podróż mija szybciej. Nie będę skupiać się oczywiście na spakowaniu kosmetyczki, tylko na rzeczach, które umilają podróżowanie.
Odświeżacze powietrza w moim przypadku grają ważną rolę. Nie lubię zapachu papierosów, które pali mój tata, bo fotele są przesiąknięte mało przyjemną wonią. Zawsze na lusterku zaczepiam kilka zawieszek zapachowych, które niwelują niechciane aromaty. Wyposażyłam się w nie w sklepie Mania-perfum, gdzie można znaleźć wiele wersji zapachowych za 4,99 zł. W samochodzie króluje wersja Orient, do szafy z kurtkami wybrałam produkt, który pachnie miętą, a w otwartym oknie pokoju wisi cytryna, która wraz z powiewem powietrza przynosi świeże i rześkie nuty.
Często sięgam po różne olejki dostępne w Biedronce, a ostatnio zamarzyła mi się wersja od Yankee Candle. Ciągle się zastanawiam czy wybrać Cat Vent Sticks, czy jednak Cat Jar Ultimate, więc będę wdzięczna za podzielenie się informacjami na ich temat.
Ostatnio zapomniałam o poduszce oraz cienkim kocyku, więc całą drogę spędziłam ze zwiniętą kurtką jeansową, która nie do końca jest najwygodniejszą rzeczą na świecie. W czasie drzemki może zrobić się chłodno, zwłaszcza że w samochodzie jest włączony nawiew lub klimatyzacja. 
Jeśli nie chcesz wstać ze zdrętwiałym i bolącym karkiem, w sklepach można zaopatrzyć się w specjalne rogale, które są bardzo przydatne. Ja mam wersję pompowaną, z której można wypuścić powietrze, a następnie umieścić w schowku.
Polecam także przygotować sobie okulary przeciwsłoneczne, które zapewniają komfort jazdy zarówno prowadzącemu, jak i pasażerowi. Gdy słońce mocno świeci, promienie wręcz rażą oczy i zacyzna się prawdziwa tortura.

Produkty antybakteryjne, chusteczki nawilżone oraz zwykłe, a także mgiełki podczas długich podróży są jednymi z najbardziej rozchwytywanych produktów. Pozwalają na szybkie odświeżenie podczas postojów.
Nam chusteczki przydały się również w kryzysowej sytuacji, gdy musieliśmy wymienić koło, a nigdzie nie było budynku z wodą. W małej kosmetyczce obowiązkowo musiałam umieścić pilniczek, który podratuje ułamane paznokcie. Zawsze, gdy mi go brak, dochodzi do złamania i przez resztę drogi próbuję "wyrównać" go zębami, co nie jest najlepszym wyjściem.

Dla dobrze zorganizowanych osób polecam zabrać planer lub kalendarz, gdzie w czasie długiej podróży można zapisać mnóstwo rewelacyjnych pomysłów. W mojej torebce znalazła miejsce również książka, najlepiej wybrać wciągającą powieść, która nie znudzi się nam po przeczytaniu dwóch stron. Obowiązkowo musi towarzyszyć mi naładowany telefon oraz słuchawki, szczególnie wtedy, gdyby osoba obok "zapragnie" głośno podkreślić, że śpi.

Każdy wie, że latem w aucie powinna znaleźć się butelka z wodą i drobne przekąski, które dodają energii w czasie długiej jazdy. Najlepiej smakować je do bagażu podręcznego, aby nie marnować czasu na ciągłe postoje i przeszukiwanie bagażnika.

Jakie macie sposoby na przetrwanie długich podróży?
Udostępnij ten wpis

wtorek, 18 lipca 2017

Jak to zrobić? Domowy sposób na różowe, fioletowe i szare włosy. Recenzja płukanek Cameleo + kilka pomocnych rad.

Najbardziej cieszą mnie paczki niespodzianki, a ostatnio do mojego domu trafił zestaw 3 płukanek oraz gumeczki sprężynki, które rewelacyjnie trzymają moje długie i ciężkie pasma. Firma Delia zrobiła mi niesamowitą przyjemność, a jeszcze większą Weronice, która w przyszłości chce zostać fryzjerką.
Wprawdzie sama nie mam jasnych pasm, ale siostra jest ciemną blondynką, dlatego zdecydowała się na testy. Na pierwszy rzut poszła upragniona wersja różowa, ponieważ ostatnio włosy w odcieniu rose blond są prawdziwym hitem! To właśnie dziś skupię się na niej najbardziej.
Kuzynki korzystają z pozostałych dwóch i każda z nich jest zadowolona z rezultatu.
O płukance srebrnej:
Przepiękny, srebrzysty odcień na włosach blond, siwych lub rozjaśnianych
- Dodatkowa pielęgnacja włosów blond
- Eliminacja niechcianego, żółtego odcienia
- Piękny, srebrzysty połysk
- Delikatne rozświetlenie
- Do wielokrotnego użycia po każdorazowym myciu włosów

Produkt świetnie sprawdzi się do ochłodzenia rudych i żółtych tonów. Nadaje pięknego szarego blasku, który można stopniować w zależności od odcienia włosów oraz ilości dodanego produktu do wody. Dzięki niej można osiągnąć modny efekt szarych pasm.
Zauważyłam, że używają jej również osoby z ciemnymi włosami, aby ochłodzić ciepłe refleksy.
O płukance fioletowej:
Przepiękny, gołębi odcień na włosach blond, siwych lub rozjaśnianych
- Dodatkowa pielęgnacja włosów blond
- Eliminacja niechcianego, żółtego odcienia
- Piękny, gołębi połysk
- Delikatne rozświetlenie
- Do wielokrotnego użycia po każdorazowym myciu włosów

Wersja fioletowa tak samo jak szara niweluje niechciany odcień i pozostawia na pasmach jasny fiolet wpadający w szarość. Oczywiście mogą użyć jej również osoby z ciemnymi włosami.
O płukance różowej:
Szalony różowy odcień na włosach blond, siwych lub rozjaśnianych
- Nadaje włosom delikatny (lub nieco mocniejszy - Ty decydujesz!) różowy odcień.
- Eliminuje niechciany żółty odcień na włosach blond.
- Idealna na gorące lato i aby dodać koloru mroźnej zimie!
- Dodatkowo pielęgnuje włosy.
- Delikatnie rozświetla.
- Do wielokrotnego użycia po każdorazowym myciu włosów.

Przyszedł czas na prawdziwy hit. Buraczkowo różowa płukanka zrobiła szum wokół siebie i wcale się nie dziwię! Moja siostra jest zachwycona efektem, ponieważ bez ingerencji farby i fryzjera może cieszyć się różowym blondem, który jest ostatnio bardzo modny.
Opakowanie: Każda butelka o pojemności 200 ml została wykonana z ciemnego przeźroczystego plastiku, a na etykiecie znajdziemy między innymi informacje o składzie oraz proporcjach. Otwór opakowania jest dość mały, trzeba jednak uważać, aby nie ubrudzić przedmiotów znajdujących się obok miski z wodą.

Konsystencja: Produkt jest rzadki jak woda, ale posiada mocny pigment, który potrafi zabarwić wszystko wokół. 

Efekt: Moja siostra jest ciemną blondynką z masą naturalnych pasemek, dlatego rezultat spodobał się w 100%. W świetle mienią się cudownym różowym blaskiem, a włosy są zdyscyplinowane i wygładzone.
U Werki róż chwycił całkiem mocno, produkt jest rewelacyjny zwłaszcza latem.
Rezultat można stopniować, wszystko zależy od ilości dodanego produktu.

Sposób wykonania: Weronice zależało na mocniejszym efekcie, dlatego do 2 litrów wody dodała prawie 3 łyżki płukanki. Następnie płukała pasma roztworem, a ja jej pomagałam.

Trwałość i wydajność: Czas utrzymywanie się jest sprawą indywidualną. Po kilku kąpielach róż staje się coraz jaśniejszy, aż w pewnym momencie przestaje być zauważalny. Jedno opakowanie starczy na wiele użyć, ponieważ dodajemy 1 miarkę do pojedynczego zabiegu.

Cena i dostępność: Kosmetyk można dostać w większości drogerii stacjonarnych i internetowych, a jej cena waha się w granicy 6-8 złotych.

Usuwanie roztworu z zabarwionej skóry: Przyznam, że na początku ubrudziłam sobie nią dłonie i obawiałam się mycia. Jednak po chwili delikatnego szorowania z dodatkiem mydła w płynie różowe plamki zniknęły.

Porady: 1. Płukankę odmierza się łyżką, więc najlepiej przygotować plastikową, którą po użyciu można wyrzucić.
2. Produkt Cameleo lubi farbować, dlatego nie polecam robić jej w wannie. Najlepiej postawić na miskę, a pod nią podłożyć stary ręcznik lub gazety.
3. Gdy barwisz całe włosy jak moja siostra, zabezpiecz skórę przy pomocy kremu.
4. Do zabiegu najlepiej przygotować sobie rękawiczki jednorazowe.

Podsumowanie: Uważam, że płukanka zadowoli osoby, które nie chcą używać zwykłych farb, a marzą o ciekawej i krótkotrwałej metamorfozie. Sądzę, że produkt świetnie sprawdzi się przy większych wyjściach oraz wakacyjnych festiwalach i koncertach.
Mogą wykorzystać ją również nastolatki, które marzą o różowych włosach, a rodzice nie wyrażają zgody na szamponetki i szampony koloryzujące.

Co sądzicie o płukankach? Używacie ich?
Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 17 lipca 2017

💅Najpiękniejsza, wakacyjna hybryda. Recenzja lakieru Flexy od Silcare.💅

W konkursie organizowanym przez Silcare udało mi się wygrać dwie piękne hybrydy z kolekcji Flexy. Jest to taka "świeżynka" wydana z myślą o wakacjach, ze względu na nieziemskie kolory i małą pojemność. Firmę znam od wielu lat i właśnie na niej uczyłam się malowania. Wypróbowałam już masę nowości i wręcz nie mogłam się doczekać, aż wezmę się do zrobienia stylizacji.
Modelką została moja siostra, ponieważ moje pazurki obecnie są krótkie, a rezultat chciałam zaprezentować na dłuższej płytce.
O produkcie:
Bądź sexy z Flexy! Flexy jest najnowszą linią hybryd. Kolekcja Holiday Moments to 20 kolorów zarezerwowanych na gorące dni pełne rozkosznego słońca. Hybryda ma doskonały połysk, dobre przyleganie, jest elastyczna, odmacza się w acetonie w 3 minuty. Baw się kolorem, łap wakacyjne chwile. Flexy jest sexy.
Zdajemy sobie sprawę, że wakacje to ekstremalne wyzwania. Każda z Was spędza je inaczej, dlatego hybryda na wakacje musi być wyjątkowa – i taka jest innowacyjna FLEXY!

CECHY:
- elastyczna (dzięki zastosowaniu specjalnie dobranych oligomerów)
- intensywnie napigmentowana (to solidna dawka energetycznej kolorystyki)
- doskonałej przyczepności (łączy się z bazą poprzez hydrogen bonds)
- idealna do lamp LED i UV-LED (znaczna wydajność kwantowa)
- bezproblemowo utwardzana (dzięki zastosowaniu efektywnych fotoinicjatorów)
Opakowanie i pędzelek: Jak już wspomniałam, buteleczki są malutkie, ponieważ mieszczą w sobie 4,5 g produktu. Jest to świetny pomysł, ponieważ odważne i wesołe kolory królują latem i w późniejszych porach roku leżą nieużywane i niszczeją. W swojej ofercie mają 20 cudownych odcieni, mnie przypadł ten o numerze 05 i 19. 
Pędzelek jest idealny, świetnie dociera do najmniejszego rejonu na pazurkach, Nie jest za duży, ani też za mały, moim zdaniem ułatwia nakładanie średniogęstej konsystencji.
Dla niektórych małym minusem może być fakt, że barwy oznaczone są numerkami, a nie naklejkami z odpowiadającym im odcieniem. Mnie to jednak nie przeszkadza, mam pamięć do liczb oraz wzornik.

Konsystencja: Jeśli już o niej mowa, to nie mam zastrzeżeń. Nałożony produkt nie spływa, nie tworzy smug, nie kurczy się i nie marszczy podczas zastygania. Praca przebiega sprawnie, a nałożony lakier nie wymaga poprawek. Lakiery z serii Flexy świetnie się poziomują oraz nie tworzą prześwitów.

Pigmentacja i nakładanie: Największym atutem jest mocna pigmentacja oraz bezproblemowa aplikacja na płytkę.
Hybrydy Flexy kryją już od pierwszej warstwy, a ja nakładam 2 naprawdę cienkich. Dzięki temu zaoszczędzamy czas, ponieważ nie musimy dokładać 3, a czasem i 4 powłoki, jak to czasem bywa przy pastelowych lakierach.

Trwałość: Na bazie, której używam wytrzymuje przez wiele tygodni, a przy tym nie odbarwia się i nie traci blasku. Nie zauważyłam, aby ścierał się przy końcach lub pękał, ponieważ jest elastyczny i odporny na wszelkie uszkodzenia. Dobrze zabezpieczony wolny brzeg sprawia, że stylizacja do samego zdjęcia pozostaje nienaruszona.

Sposób ściągania: Producent pisze, że można ściągać ją również przy pomocy acetonu. Ja jednak używam frezarki, którą piłuję wierzchnie warstwy, a resztę wyrównuję i ścieram pilniczkiem. Należy jednak uważać, aby nie zetrzeć płytki.

Utwardzanie: Czas w lampie UV wynosi 2 minuty, w LED 30 sekund, aby hybryda była gotowa do następnych etapów. Podczas utwardzania nie musimy obawiać się o szczypanie czy pieczenie paznokcia.

Moje odcienie: 05 to nic innego jak pastelowa, neonowa pomarańcz. Miałam w planach go kupić, więc bardzo się cieszę, że malowidło trafiło w moje dłonie.
19 to połączenie jasnej mięty i pistacji, idealny do romantycznych i słodkich stylizacji.

Cena i dostępność: Produkt jest tani, jedna buteleczka kosztuje tylko 7,99 zł. Można je dostać w sklepie internetowym lub stacjonarnym Silcare.

Podsumowanie: Już podczas pierwszego malowania stwierdziłam, że lakiery z serii Flexy są genialne i mam ochotę na więcej odcieni. Współpracują wzorowo, do tego mają cudowne odcienie i kosztują niewiele. Czego chcieć więcej?

Znacie te produkty?
Udostępnij ten wpis

niedziela, 16 lipca 2017

#3 Piękne stopy na lato.


O stopy i pięty dbam przez cały rok, a lato jest szczególną porą roku ze względu na fakt, że często sięgam po japonki i paseczki. Nie wyobrażam sobie, aby skóra była zrogowaciała, sucha i popękana. Nie mam zamiaru ukrywać jej w skarpetkach i sandałach, dlatego mam ulubiony zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych, który pomaga mi w walce o perfekcyjne stopy.
Post oczywiście dotyczy wakacyjnego projektu, który organizuje portal Trusted Cosmetics oraz Urodzianka.

Poza kosmetykami używam wszelkiego rodzaju tarek, pumeksów i frezarek, które pomagają mi zetrzeć stary i zrogowaciały naskórek. Najlepszy efekt można osiągnąć przy pomocy małej końcówki umocowanej we frezarce, ponieważ dociera do każdego miejsca i jest skuteczniejsza niż reszta produktów. Aby nigdy nie zapominać o tym etapie, pod prysznicem zawsze znajduję kawałek skały wulkanicznej, której używam codziennie.
Zazwyczaj jestem na bakier z wszelkimi balsamami i kremami, od czasu do czasu wcieram w nie niezawodny olej kokosowy, który nawilża i pielęgnuje.
Na promocji 2+2 w Rossmannie wraz z mamą zdecydowałyśmy się na żel do usuwania zrogowaciałej skóry marki No. 36. Kosmetyk działa szybko i skutecznie, po upływie 5 minut moje stopy są jedwabiście gładkie i miękkie. Jest to świetne wyjście dla osób, które nie lubią ostrego pumeksu. Często korzystam z relaksujących kąpieli stóp, szczególnie w gorące dni. Mandarynkowa kąpiel firmy BingoSpa zmiękcza przerośnięte skórki wokół paznokci. Używam jej najczęściej przed planowanym zabiegiem pedicure, ponieważ płytka musi być perfekcyjna, gdyż uwielbiam wyrazisty, czerwony lakier. Zawsze zwracam na to uwagę, aby stopy wyglądały schludnie i były starannie pomalowane.
Aby czuć się komfortowo, stawiam na dezodorant o działaniu antybakteryjnym, który świetnie odświeża oraz chłodzi. Ten zakupiłam w Rossmannie za kilka groszy, jego atutem jest świeży, cytrusowy aromat oraz wydajność.
Sól do stóp z Morza Martwego White Flower's z dodatkiem oleju z czarnuszki jest strzałem w 10! Posiada genialny skład, który pozytywnie wpływa na stan skóry. Regularne kąpiele pozwalają wyeliminować zrogowaciały naskórek, a także popękane pięty. Sól ma właściwości antygrzybicze i antybakteryjne, stopy pozostają gładkie i zregenerowane. Mocny, a zarazem świeży zapach działa relaksująco, szczególnie po męczącym dniu.

Jestem ciekawa, jakich kosmetyków do pielęgnacji stóp używacie oraz co polecacie.
Udostępnij ten wpis

sobota, 15 lipca 2017

#1 Przegląd produktów do depilacji. Gillette- Simply Venus 3, maszynka do golenia dla kobiet.

Zauważyłam, że na blogach praktycznie wcale nie przewijają się posty dotyczące depilacji. Osobiście uwielbiam zarówno maszynki, jak i wosk, niestety przez brak recenzji kupowałam je w ciemno, co nie zawsze było dobrą decyzją. Postanowiłam więc co jakiś czas wrzucić recenzję produktu do depilacji, aby utrzeć innych przez nieprzyjemnymi i bolącymi zacięciami czy mało skutecznymi plastrami.
O produkcie:
Maszynki jednorazowe Simply Venus™ zapewniają dokładne i delikatne golenie w przystępnej cenie. Ta jednorazowa maszynka dla kobiet wyposażona jest w obrotową główkę o 3 ostrzach i komfortową rączkę, abyś mogła cieszyć się łatwością i dokładnością pociągnięć.

- Obrotowa główka o 3 ostrzach
- Dokładniejsze golenie i mniej podrażnień
- Ochronne mikropłetwy (paski napinające) zmniejszają ryzyko podrażnień i zacięć

Skład:
PEG-115M, PEG-7M, PEG-100, Silica, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Tocopheryl Acetate, Tris(Di-T-Butyl)Phosphite,Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, BHT, Glycol
O ile się nie mylę, można zakupić je również w opakowaniu zawierającym 3 lub 4 sztuki, ja zdecydowałam się na to większe, gdzie mieści się 6 maszynek jednorazowych w uroczym, opalizującym różowym kolorze.
Rączka świetnie leży w dłoni, jest dobrze wyprofilowana, nie ślizga się, dlatego ryzyko skaleczenia jest wręcz minimalne. Maszynka dzięki ruchomej główce idealnie przylega do ciała, nie trzeba na nią naciskać, aby skutecznie ogolić dane miejsce. Końcówka zawiera paski, które według producenta są odpowiedzialne za zmniejszenie ryzyka podrażnień i zacięć. Muszę się z nim zgodzić, ponieważ dawniej po każdym użyciu tanich jednorazówek moje nogi miały pełno drobnych ranek i czerwonych kropek. W rezultacie zmagałam się z podrażnieniami, a od kiedy używam Simple Venus problem został zażegnany. Maszynka goli dokładnie, z łatwością sunie po skórze.
Nożyk do depilacji posiada 3 ostrza bardzo dobrej jakości, które przez długi czas się nie tępią, więc nie przypominają zwykłych jednorazówek, które po chwili należy wyrzucić do kosza.
Chwała drogerii Rossmann za liczne zniżki, gdzie za niewielką sumę można kupić ciekawe produkty. Ich cena regularna sięga 18,99 zł. Ja kupiłam je na promocji 2+2 i po podzieleniu zapłaconej sumy na 4 produkty, okazało się, że opakowanie z 6 maszynkami wyniosło mnie mniej więcej 10 zł.
Produkt można dostać w każdej drogerii, szczerze polecam firmę Gilett.

Mam nadzieję, że spodoba się Wam nowa seria.
Jestem ciekawa, jakie produkty do depilacji wybieracie oraz co polecacie.
Udostępnij ten wpis

piątek, 14 lipca 2017

💚#9 Niekosmetyczni ulubieńcy tygodnia.💚

Bardzo mi miło, gdy piszecie w komentarzach, że dzięki takim wpisom macie motywację do czytania lub poznajecie nowe seriale i filmy. Wiem, że ta seria ma sens, także przychodzę już z #9 zestawieniem.
Ulubiony serial
Dacie wiarę, że nadal pozostałam przy "Pamiętnikach wampirów"? Właśnie jestem w połowie 2 sezonu, oglądam go z prawdziwym zaciekawieniem, ponieważ lubię takie młodzieżowe seriale.
Dla tych, którzy nie wiedzą, produkcja opowiada o młodej Elenie, która zakochuje się w jednym z braci Salvatore. Dziewczyna jest identyczna z wyglądu jak wampirzyca, która przemieniła ich wiele lat wcześniej. Oczywiście zmagają się z przeciwnościami losu, walczą z nieprzyjacielami i piją krew! Jestem dopiero na początku, ale od pierwszych odcinków uwielbiam Iana za grę <3

Ulubiona książka
Siostra przez kilka dni mówiła o filmie, który niedawno wszedł do kin. Przypomniałam sobie tytuł i zabrałam się do czytania książki "Ponad wszystko", aby poznać losy bohaterki.

Maddy jest uczulona dosłownie na wszystko. Nigdy nie opuszcza domu, a jedynymi osobami, które widuje, są jej mama i pielęgniarka. Pewnego dnia musi zmierzyć się ze światem zewnętrznym i wtedy spotyka Olly’ego. Czy podejmie największe ryzyko w swoim życiu?

Lekka powieść o miłości nastolatków, która nie miała prawa się wydarzyć ze względu na chorobę Maddy. Książka lekka i przyjemna, przeczytałam ją w kilka godzin jednego dnia, nie byłam w stanie oderwać się od wciągającej historii.

Ulubiony film
Brooklyn z genialną Saoirse Ronan miałam w planach zobaczyć kilka miesięcy temu, ale zupełnie zapomniałam o ekranizacji.
W latach 50 XX w. młoda irlandzka dziewczyna emigruje do USA, aby wieść lepsze życie i znaleźć pracę. Przez wiele tygodni tęskni za pozostawioną w domu rodziną, z czasem jednak poznaje przemiłego mężczyznę, który zmienia jej życie.

Ulubiona piosenka
W tym tygodniu króluje Maggie Lindemann - Pretty Girl. Pierwszy raz usłyszałam ją na Instagramie. Niestety nie znalazłam informacji na temat wykonawcy, lecz na szczęście piosenka sama znalazła mnie na Youtube :)
Ulubiona potrawa
Od dłuższego czasu marzyła mi się sałatka z tuńczykiem. Po przeszukaniu szafek i lodówki wyjęłam kilka produktów, które perfekcyjnie do siebie pasowały.
Lekka przekąska jest bardzo prosta w wykonaniu, syta i tania.
Co potrzeba do jej wykonania?
- 1 pomidor
- 1 ogórek
- pół cebuli (pokrojona w półksiężyce lub kostkę)
- pół sałaty lodowej
- mała puszka tuńczyka
- sos do sałatek (ja użyłam greckiego)
- ciecieszyca/ lub kukurydza z puszki
- jajko

Sposób wykonania
1. Na samym początku polecam ugotować ciecierzycę (ja miałam gotową ze słoiczka z Biedronki, więc pominęłam ten krok). Zamiast ciecierzycy można wykorzystać także kukurydzę z puszki.
Ja do sałatki dodałam również jajko przyrządzone na półmiękko, które syciło i świetnie zgrało się z rybą.
2. Następnie umyłam pomidora i ogórka, pokroiłam w kostkę, sałatę lodową porwałam w dłoniach na większe kawałki. Cebulę zamieniłam w cienkie półksiężyce.
3. Do miski wrzuciłam odsączoną ciecierzycę, pokrojone składniki oraz tuńczyka z puszki.
4. Oczywiście można przygotować własny dressing, ja poszłam na łatwiznę i z samą wodą zmieszałam gotowy sos grecki, który fajnie podkreślił całość dania.
5. Na wierzchu sałatki układam jajko i dodaję chlebek z pestkami dyni.

Mam nadzieję, że obecni ulubieńcy przypadli Wam do gustu i chętnie skorzystacie z przepisu.
Co obecnie czytanie/oglądacie i polecacie?


Udostępnij ten wpis

czwartek, 13 lipca 2017

💛Najlepszy drogeryjny tusz do rzęs? Lash Sensational Intense Black od Maybelline.💛

Od dłuższego czasu mam słabość do mascar Maybelline, a tym razem przez przypadek trafiłam na wersję Intense Black, którą polecała mi siostra. Pamiętam, jak swoje pierwsze opakowanie kupiłam ponad rok temu i obecnie nie wyobrażam sobie, aby zabrakło tuszu Sensational.
O produkcie:
Maybelline Lash Sensational Intense Black to nowa, ulepszona wersja znanej już maskary Lash Sensational. Pogrubiający tusz, który zapewnia efekt sztucznych rzęs i intensywny, czarny kolor.
Dzięki elastomerowej szczoteczce w kształcie wygiętego wachlarza i wypustkom o różnej długości, tusz dociera do każdego włoska z osobna, widocznie zwiększając objętość rzęs. Szczoteczka umożliwia widoczne rozłożenie rzęs od wewnętrznego do zewnętrznego kącika i od nasady aż po same końce rzęs. Maskara dociera do najkrótszych i niemal niewidocznych rzęs, a także precyzyjnie rozdziela dłuższe rzęsy bez sklejania i efektu nieestetycznych grudek.
Mniejsza zawartość wosków na rzecz zintensyfikowanej czerni pigmentów, by rzęsy stały się bardziej wyraziste. Intensywnie czarna formuła podkreśla nawet krótkie i mało widoczne rzęsy.
Wersja Intense Black trafiła do mnie przypadkowo, ponieważ siostra podczas zakupów pomyliła wersję podstawową z tą. Całość różni się jedynie małą zmianą w szacie graficznej, więc łatwo o pomyłkę, ale wcale nie jestem zmartwiona z tego powodu. Ulepszony produkt sprawdził się u mnie lepiej i od teraz będę częściej po niego sięgać.
Silikonowa szczoteczka świetnie rozdziela rzęsy, pięknie dociera do najmniejszego włoska.
Małym minusem może być fakt, że otwór opakowanie jest odrobinę za szeroki. Przez to szczotka nabiera na siebie zbyt dużo ciemnej mazi, a tym samym łatwo o ubrudzenie powieki i zniszczenie makijażu.
Mascara tak jak obiecuje producent, faktycznie jest lepiej napigmentowana, tusz jest czarny jak smoła, więc genialnie podkreśla jasne włoski. Doceni to każda osoba, która jak ja nie ma się czym pochwalić. Liche, krótkie rzęsy od zawsze są moją zmorą, ponieważ marzy mi się przepiękny wachlarz, więc muszę ratować się tuszami.
Po pomalowaniu delikatnie się wydłużają, są pogrubione i ładnie podkręcone. Jego ogromnym atutem jest trwałość, która jest fantastyczna.
W ciągu dnia nie zauważymy osypanych drobinek czy efektu pandy, mascara nawet po drzemce nie wymaga poprawek. Jestem pozytywnie zaskoczona, że pomimo swojej mocy nie sprawia problemów podczas demakijażu. Łatwo się zmywa, nie podrażnia oczu i nie powoduje wypadania rzęs.
Jego cena regularna sięga nawet i 40 zł, lecz często jest na promocji i kosztuje niemal 50% mniej. Można go dostać w każdej drogerii stacjonarnej i internetowej, lecz często jest wykupiony przez masę wielbicielek.
Na rzęsach pojawiła się jedna warstwa.

Lubicie tusze Maybelline?
Udostępnij ten wpis

środa, 12 lipca 2017

🌞#2 Jak ratuję skórę i włosy po opalaniu?🌞

Jak już wiadomo, słońce jest potrzebne, ponieważ między innymi dostarcza do naszego organizmy witaminę D oraz zapobiega depresji. Człowiek nabiera energii, cieszy się wakacjami, ale niekiedy zapomina o odpowiedniej ochronie, której efektem jest poparzenie lub zaczerwienienie skóry.
Fanką opalania nie jestem, unikam słońca w godzinach, kiedy najbardziej operuje i staram się stosować kosmetyki ochronne. Niestety nie zawsze jestem w stanie odpowiednio zabezpieczyć ciała i włosów, dlatego po spędzonym dniu na zewnątrz używam kilku produktów, które pomagają mi w nawilżeniu i zregenerowaniu tych regionów.
Wakacyjny poradnik powstał ze względu na ciekawy projekt, który organizuje portal Trusted Cosmetics oraz blogerka Urodzianka.

Oparzenie słoneczne są bardzo nieprzyjemne, powodują ból i pieczenie. Skóra przez cały czas jest ciepła i pojawia się na niej czerwony rumień, niekiedy również ukazują się bolesne bąble i łuszczenie skóry.
Jako mała dziewczynka byłam strasznym urwisem i wszędzie było mnie pełno. Całe dnie spędzałam na zewnątrz, a mama lub babcia smarowały mnie potem zimnym kefirem, lub maślanką. W ruch szedł również chłodny, zwilżony ręcznik oraz sok z aloesu, który przynosił ulgę. Na bolące oczy pomagały torebki herbaty rumiankowej, która działała kojąco.
Po dniu spędzonym na zewnątrz chwytam za serum morelowo-czekoladowe marki Bingospa, które świetnie nawilża i regeneruje.
Już po raz drugi w moim zestawieniu pojawia się aloesowa mgiełka SunOzon, która jest bezkonkurencyjna. Dzięki wysokiej zawartości aloesu skutecznie koi i chłodzi. Używam jej niemal codziennie, ponieważ wchłania się ekspresowo, a do tego ma niesamowicie przyjemny zapach.
Ostatnio dzięki kuzynce zamówiłam mgiełkę marki Avon z cudownymi drobinkami, która nie tylko nawilża, ale podkreśla opaleniznę i sprawia, że skóra jest jedwabiście miękka i promienna.
Moim bezkonkurencyjnym faworytem jest olej kokosowy, który jest wszechstronny. Swoje zastosowanie znajduje zarówno w kuchni, jak i kosmetyce. Nie lubię balsamów do ciała, zawsze wybieram produkty naturalne, które nawilżają moją przesuszoną skórę. Latem jej stan jest nie do zniesienia, więc ukojenia szukam w olejach. Jak już wspomniałam, produkt posiada silnie nawilżające właściwości, a do tego jest skuteczny i wspomaga leczenie ran, oparzeń i innych problemów skórnych.
Kokosowe pomocnik rozpuszcza się w kontakcie z ciepłym ciałem, dlatego łatwo się rozsmarowuje i wchłania. Używam go również do pielęgnacji włosów, które szczególnie o tej porze roku są przesuszone i wołają o pomoc.
Dzięki pielęgnacji pasma stają się błyszczące i zdrowe. Są miękkie i gładkie, a do tego lepiej się układają.
W mojej kosmetyczce znalazł miejsce olejek Intensiv od Isany do długich włosów, który chroni je przed wysoką temperaturą i zniszczeniami. Uważam, że jego działanie jest rewelacyjne, końcówki są zdrowe i zdyscyplinowane.
Bardzo często sięgam po treściwy i cenny olej avocado, który przede wszystkim jest dedykowany dla osób, które zmagają się z suchym ciałem, egzemami i łuszczycą. Dzięki wyjątkowemu składowi i wysokiej zawartości witaminy A i E jest naturalnym środkiem ochronnym przed promieniowaniem UV. Częste smarowanie się olejem potrafi zdziałać cuda, gdyż skóra nabiera miękkości i odpowiedniego poziomu nawilżenia.

Jak dbacie o swoje ciało i włosy po opalaniu?

Udostępnij ten wpis

wtorek, 11 lipca 2017

💅💜Lakier Gellacq. Poszukiwanie perfekcyjnej, termicznej hybrydy.💜💅

W sklepie Dobrarada kupuję już od kilku lat, ponieważ mają spory asortyment, są rzetelni i kuszą niskimi cenami. Właśnie dzięki nim uzupełniłam moje hybrydowe zbiory i akcesoria, a tym razem zauważyłam lakier termiczny. Występuje on w 9 wersjach, ja skusiłam się na odcień HT80.
Żele termiczne o pojemności 5 ml występują aż w 27 różnych barwach, więc każdy wybierze znajdzie swoją ulubioną kombinację.
Pierwszy raz miałam okazję użyć go na naturalnie bardzo słabych i odpornych na wszelkie stylizacje paznokciach kuzynki. Wiedziałam, że gdy sprawdzi się u niej, nie będę miała do niego zastrzeżeń i wątpliwości.
O produkcie:
Nowość, żele hybrydowe Gellacq UV zmieniające kolor pod wpływem temperatury-na łożu paznokcia są w innym kolorze niż na końcówce (na wolnym brzegu). Po utwardzeniu żel na paznokciu wygląda jak stylizacja French. Pojemność 15ml, buteleczka z pędzelkiem. Żele bezkwasowe, można nakładać bezpośrednio na płytkę paznokcia lub na bazę dla lakierożeli. Po nałożeniu 2 warstw (za każdym razem trzeba należycie zabezpieczyć wolny brzeg paznokcia poprzez przejechanie bokiem pędzla) i każdorazowym utwardzeniu w lampie UV przez około 90 sekund należy żel pokryć żelem bezbarwnym nabłyszczającym do hybryd lub zwykłym lakierem do paznokci.
Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z lakierami żelowymi soak-off. Buteleczka została wykonana z czarnego szkła, a pędzelek jest szeroki i idealny do malowania paznokci. Minusem jest brak nazwy lub naklejki z odpowiednikiem barwy na trzonku, lub etykiecie. Opakowania nie różnią się od siebie niczym, więc warto przygotować sobie wcześniej własne oznakowania.
Konsystencja produktu jest dość gęsta, nie spływa z płytki i nie zalewa skórek.
Współpraca przebiega bezproblemowo, zauważyłam jednak, że na niektórych bazach pierwsza warstwa lubi się kurczyć. Po utwardzeniu całość jest dość elastyczna i odporna na pękanie.
Czas utwardzania? Testowałam go zarówno w lampie UV 36W i tam wystarczy 2 minuty, w moim LEDZIE 36W czas skraca się do 30 sekund.
Nie zdecydowałam się nakładać go na naturalną płytkę, zawsze stosuję najlepszy żel podkładowy Silcare Garden of Color oraz top z tej samej serii i całość trzyma się świetnie przez kilka tygodni.
Żel hybrydowy był dla mnie prawdziwym zaskoczeniem ze względu na cudowny kolor. Gdy mamy ciepłe dłonie przypomina mieszankę barwy buraczkowej i burgundowej. Gdy na zewnątrz panuje niska temperatura lub dotykamy czegoś zimnego, lakier zmienia swój odcień na ciemny, granatowy fiolet. Najlepszy rezultat można osięgnąć, gdy mamy dłuższe paznokcie, które przynajmniej sięgają za opuszek. Na naszej płytce pojawia się cudowne ombre, które zachwyca.
Producent obiecuje, że malowidło kryje przy 2 warstwach, z czym nie mogę się zgodzić. Trzy cienkie warstwy to minimum, lecz to dla mnie nie problem, ponieważ taki urok lakierów termicznych.
Co ze ściąganiem? Jak już wiecie, do usuwanie używam frezarki, a następnie resztki ścieram pilniczkiem, więc nie mam pojęcia, jak wpływa na nie aceton.
Malowidła firmy Gellacq są naprawdę tanie, za 15 ml buteleczkę żeli termicznych płaciłam na promocji tylko 14,99 zł, a ich cena regularna mieści się w 20 zł.
Podczas testów nie zauważyłam negatywnego wpływu na stan paznokcia, kosmetyk nie uczulił i jestem z niego zadowolona w 100%.

Lubicie lakiery termiczne? 
Po jaką firmę sięgacie najczęściej i dlaczego?
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.