piątek, 21 kwietnia 2017

Jak sprawdziła się u mnie najsłynniejsza czarna maseczka Pilaten?

Musiałam się skusić na jej zakup, ponieważ byłam bardzo ciekawa działania najsłynniejszej maseczki ostatnich miesięcy.
Do zakupu zachęciła mnie jej dostępność, ponieważ można ją kupić stacjonarnie w drogerii Sekrety Urody.
O produkcie:
Pilaten
Hydra Black Mask
Czarna maska z aktywnym węglem z bambusa

Pojemność: 60 ml
-oczyszcza skórę
-usuwa wągry
-pochłania nadmiar sebum
-wyrównuje koloryt skóry

Czarna maska z aktywnym węglem z bambusa Pilaten polecana jest do pielęgnacji skóry trądzikowej. Produkt świetnie oczyszcza skórę, odblokowuje pory oraz skutecznie usuwa wągry.

Głównym składnikiem maski jest węgiel aktywny z bambusa, który ma zdolność do absorbowania toksyn, nadmiaru sebum i zanieczyszczeń ze skóry, a także chroni skórę przed wolnymi rodnikami oraz wyrównuje koloryt skóry.

Sposób użycia : Dokładnie oczyścić całą twarz. Namoczyć ręcznik w gorącej wodzie i nałożyć go na twarz na 3-4 minuty, aby otworzyć pory. Osuszyć twarz, a następnie równomiernie rozprowadzić maskę w wybranym obszarze. Bezwzględnie omijaj okolice oczu oraz brwi! Poczekać do całkowitego wyschnięcia. Następnie delikatnie odklej i zdejmij.
Maseczkę możemy zakupić w małej saszetce, która wystarczy na jedną aplikację, lub w 60 ml tubie.
Większe opakowanie wykonane jest z czarnego, miękkiego i bardzo elastycznego plastiku.
Tubka była zapakowana w czarny kartonik owinięty w folię, a otwór dodatkowo zabezpieczony został sreberkiem.
Na opakowaniu znajdziemy opis w języku chińskim(?) oraz angielskim. Na szczęście odszukamy także naklejkę z polskimi objaśnieniami.
Wewnątrz oczywiście znajdziemy czarną jak smoła, dość rzadką maskę. Produkt świetnie rozprowadza się po twarzy, a mazidło z niej nie spływa. Nie zauważyłam problemów podczas zmywania jej z dłoni.
Bardzo podoba mi się jej delikatny, kwiatowy zapach. Gdy używałam jej po raz pierwszy, obawiałam się duszącego, chemicznego aromatu, co na szczęście się nie zdarzyło.
Po rozprowadzeniu należy odczekać około 30-40 minut, aby kosmetyk całkowicie zastygł i nie sprawiał problemów podczas ściągania.
Sama nakładam go na strefę T (czoło, nos, broda) i nie odczuwam większego bólu podczas ściągania. 
Muszę jednak wspomnieć, że należy ominąć wszelkie włoski (brwi i meszek), ponieważ produkt ma również właściwości depilujące.
Po upływie czasu czarna maska łatwo odchodzi od skóry (należy robić to delikatnie i wolno), a moim oczom ukazuje się ładnie oczyszczona, miękka i gładka skóra. Twarz jest przyjemnie zmatowiona, tak jak obiecuje producent.
Nie mam dużego problemu z wągrami i zaskórnikami, dlatego w moim przypadku sprawdza się naprawdę dobrze. Jestem zadowolona z jej działania i nie mam zastrzeżeń.
Uważam jednak, że nie sprawdzi się u osób z mocno zanieczyszoną cerą.

Kosmetyki można kupić już w niemal każdej drogerii. Stacjonarnie kosztuje aż 30 zł (duże opakowanie) oraz 3 zł saszetka. Ja swoją wersję zamówiłam u ekobiecej za 18,99 zł.
Polubiłyście się z czarną maską?
Jakie jest Wasze zdanie?
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.