środa, 18 października 2017

O moim uzależnieniu... od maseczek. Charcoal Masque od 7th Heaven.

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Jeszcze kilka lat temu maseczki były dla mnie "luksusem", ponieważ używałam ich rzadko. Wybierałam peeling lub zwykłe plasterki oczyszczające i na tym kończyło się moje odświeżanie skóry. Obecnie w moich zbiorach można doszukać się mnóstwa preparatów, które pomagają mi w walce o nieskazitelną cerę.
Jak możecie zauważyć, ostatnio zaprzyjaźniłam się z produktami 7th Heaven, dlatego też przybywam z recenzją oczyszczającej maseczki 2w1.
O produkcie:
Oczyszczająca maska 2w1 (maska i peeling) z drobinkami skorupek orzecha włoskiego, które doskonale peelingują twarz. Naturalny węgiel leczniczy wchłania nadmiar sebum i wyciąga zanieczyszczenia.

Skład: Aqua (Purified Water), Bentonite (Natural Clay), Kaolin (Natural Clay), Juglans regia (Walnut) shell powder, Illite (Mediterranean clay), Glycerin (Plant origin), Sodium Citrate (Plant origin), Charcoal powder, Pumice (Black lava), Phenoxyethanol, Cetyl alcohol (Plant origin), Glyceryl stearate (Plant orix gi, Xanthan gum (Ntural thickener), Caprylyl glycol, panax ginseng root extract, Amyl cinnamal, Ficus carica (Fig) fruit extract, potassium sorbate, Sodium benzoate.

Opakowanie: Saszetka po raz kolejny zachwyca mnie swoim wyglądem. Pomimo przeważającej czerni opakowanie kusi do zakupu. Wewnątrz znajdziemy 15g mazidła, które spokojnie wystarczy na 2 użycia.

Zapach: Ciężko mi go określić, ponieważ jest delikatnie słodki, a zarazem drażniący. Duszący aromat może spowodować łzawienie oczu, więc nie należy nakładać maski w ich okolicy. Produkt ma specyficzny aromat, mnie on jednak nie przeszkadza, po chwili się do niego przyzwyczajam.

Konsystencja: Maska ma postać średniogęstej, ciemnoszarej mazi, która skrywa w sobie mnóstwo drobinek. Granulki są naprawdę ostre i porządnie masują skórę podczas zmywania produktu.
Działanie: Nie liczyłam na to, że produkt 2w1 okaże się godny polecenia. Maska w swoim składzie posiada glinki, które odpowiadają za oczyszczenie skóry. Aktywny węgiel również pochłania wszelkie zanieczyszczenia oraz nadmiar łoju. Dzięki temu cera jest czysta i matowa. Peeling podczas zmywania rewelacyjnie usuwa stary naskórek, twarz pozostaje niezwykle gładka i miękka. Podoba mi się efekt rozświetlonej i zdrowej cery, która jest przygotowana na dalszą pielęgnację. Bajka i rewelacja!

Cena i dostępność: Maseczki 7th Heaven można zakupić on-line lub w niektórych marketach i drogeriach stacjonarnych.

Podsumowanie: Produkt 2w1 wywarł na mnie pozytywne wrażenie, jestem z niego niesamowicie zadowolona. W 100% wykonał swoje zadanie, a do tego nie podrażnił mojej skóry.

Lubicie maseczki 7th Heaven?
Którą najbardziej?

wtorek, 17 października 2017

Ekspresowe odświeżenie włosów. Suchy szampon 2w1 'Piwonia' Herbal Care od Farmony.

Lubię zakupy w wielobranżowym sklepie, poza obuwiem i ciuchami posiada również dział z kosmetykami, które można spotkać w drogeriach. Ceny zaś są o wiele korzystniejsze i często sięgam po nowości, aby je wypróbować. Tak też w moje ręce wpadł suchy szampon, który świetnie sprawdza się w kryzysowych sytuacjach.

O produkcie:
Nasz suchy szampon z piwonią opracowaliśmy dla wszystkich, którzy pragną odświeżyć włosy i nadać im objętość. Skomponowaliśmy go z cenionych od wieków naturalnych składników roślinnych, które błyskawicznie oczyszczają włosy pomiędzy myciami i unoszą je u nasady.

Składniki aktywne:
-ekstrakt z piwonii pielęgnuje i odświeża włosy,
-skrobia kukurydziana pochłania nadmiar sebum oraz zanieczyszczenia,
-ziemia okrzemkowa przywraca włosom lekkość i nadaje objętość.

Herbal Care odzwierciedla w sobie filozofię Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Farmona: szacunek dla tradycji, otaczającej nas natury i tak bardzo od niej zależnego człowieka. Czerpiąc z bogactwa tradycji zielarskiej, oparliśmy receptury naszych produktów o cenione od wieków surowce roślinne i innowacyjne składniki aktywne.

Kryje w sobie tylko to, co w naturze najcenniejsze: wyselekcjonowane surowce o udowodnionej skuteczności.

Nie zawiera niczego. co jest zbędne w tradycyjnych recepturach.
Opakowanie: Suchy szampon posiada bardzo estetyczną szatę graficzną, która przyciąga wzrok. Poręczne opakowanie zawiera bezproblemowy atomizer, który po wciśnięciu uwalnia produkt. Opakowanie nie różni się niczym od zwykłych dezodorantów.

Zapach: Wersja z piwonią pachnie niesamowicie. Niezwykle przyjemny aromat kwiatów jest bardzo trwały, unosi się na włosach przez długi czas, zapewnia od natychmiastowe odświeżenie. Szampon swoją nutą przypomina mi perfumy, zdecydowanie jest to udane połączenie zapachowe.

Konsystencja: Oczywiście suchy szampon ma postać białej mgiełki, która osadza się na włosach.

Działanie: Produkt po rozpyleniu bieli pasma, należy go delikatnie wmasować, wtedy traci swój kolor. Włosy po chwili są widocznie uniesione, ich objętość jest zwiększona.
Suchy szampon faktycznie odświeża pasma, bezapelacyjnie wyglądają lepiej.

Cena i dostępność: Opakowanie produktu kosztuje około 6-10zł. Niestety nie widziałam ich w "większych i znanych" drogeriach, dlatego warto szukać ich w mniejszych sklepikach lub on-line.

Podsumowanie: Suchy szampon jest kołem ratunkowym dla każdego, kto potrzebuje natychmiastowego odświeżenia włosów. Oczywiście nie zastąpi on tradycyjnego szamponu, jednak uważam, że sprawdzi się w wyjątkowych sytuacjach. Szczególnie wtedy, gdy musimy wyjść z domu, a nasze pasma wyglądają słabo.

Używacie suchych szamponów?

poniedziałek, 16 października 2017

Idealny błyszczyk, który nada się do codziennego makijażu. Moov- Super Creamy.

Błyszczyk w moje dłonie trafił przypadkowo, ponieważ dostałam go w prezencie za złożone zamówienie w sklepie Kontigo. Wprawdzie tego typu malowideł nie używałam od początków technikum, lecz postanowiłam dać mu szansę.
O produkcie:
Kremowa konsystencja dostarcza delikatnym muśnięciem prawdziwiej przyjemności Twoim ustom. Rozświetla i optycznie powiększa usta. Nie wysusza. Dostępny w 12 odcieniach.

Opakowanie: Mała, plastikowa buteleczka posiada przyjemny, poręczny i skośny aplikator. Jest on na tyle mały, że spodoba się zarówno posiadaczkom wąskich ust, jak i tych większych.

Zapach: Moja wersja pachnie niczym malinowa mamba. Cieszę się, że aromat jest wyczuwalny po rozsmarowaniu.

Konsystencja: Błyszczyk jest całkiem gęsty, bardzo dobrze rozprowadza się na ustach. Nie wychodzi spora ich kontur oraz nie zbiera się w kącikach i załamaniach.

Pigmentacja: Posiadam jasne malowidło, które na ustach jest niemal niewidoczne. Mogę używać go bez pomocy lusterka.
Wersja "Delicate" nie posiada drobinek, jasnoróżowa pomadka daje jednolity kolor, który zapewnia niesamowity blask.
Działanie: Błyszczyk po roztarciu jest bardzo kremowy, ciesze się, że nie jest klejący i lepki. Muszę przyznać, że produkt zaskakująco długo utrzymuje się na ustach, oczywiście, jeśli nie jemy i nie pijemy. Wargi po demakijażu są przyjemnie miękkie, nie zauważyłam, aby kosmetyk je wysuszał lub podrażniał.

Cena i dostępność: Produkt w sklepie Kontigo kosztuje 12,99 zł. Ja niestety nie mam dostępności do stacjonarnego punktu, dlatego kosmetyki Moov zamawiam on-line.

Podsumowanie: Delikatny błyszczyk stał się moim ulubieńcem i bardzo często gości na moich ustach, gdy nie mam pomysłu jak je pomalować. Uważam, że idealnie nada się do codziennego makijażu, lub wieczornego wyjścia do kina czy na imprezę.
Stwierdzam, że jest to tani i przyjemny produkt.

Korzystałyście już ze sklepu Kontigo?
Jakie macie o nim zdanie?

czwartek, 12 października 2017

Mam słabość do peelingów. Cukrowy ścierak o zapachu mango od Oganic Shop.

Już nie raz wspominałam, że używanie ścieraków jest ważnym etapem pielęgnacji ciała. W moich zbiorach można znaleźć mnóstwo scrubów do ciała, twarzy, a nawet i dłoni. Dzięki nim moja skóra jest gładka, a dobroczynne składniki lepiej w nią wnikają.
Tym razem w ramach współpracy ze sklepem Natura organika mogłam wypróbować peeling cukrowy o cudownym zapachu od Organic Shop. Produkt kusił mnie od dłuższego czasu, więc bez zastanowienia wybrałam go do testów.
O produkcie:
Niezwykle słodki, cukrowy peeling do ciała, który łagodnie pielęgnuje skórę, przywracając jej zdrowy blask. Peeling doskonale stymuluje naturalną regenerację skóry. Zawiera olejek z pestek winogron, który spowalnia proces starzenia. Bogactwo organicznego oleju morelowego tonuje skórę, a organiczna limonka detoksykuje ją sprawiając, że staje się miękka i lśniąca.
MANGO - LIMONKA - OLEJ MORELOWY

Skład: Sucrose, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Milk Powder, Brassica Alba Seed Powder, Kaolin, Cocamidopropyl Betaine, Tocopheryl Acetate, Mangifera Indica Seed Butter, Citrus Aurantifolia Oil, Citurs Aurantifolia Fruit Extract, Vitis Vinifera Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Pinus Sibirica Shell Powder, Papaver Somniferum Seed, Parfum, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Cl 16255, Cl 19140.

Opakowanie: Plastikowy słoik o pojemności 450 ml został wykonany z porządnego, grubego plastiku. Szata graficzna jest bardzo przyjemna, całość kojarzy mi się z dużymi, amerykańskimi lodami. Bez dwóch zdań zdobi półkę,a w przyszłości opakowanie wykorzystam do przechowywania "domowego" peelingu.

Zapach: Po odkręceniu słoiczka w powietrzu czuć słodki, cukierkowy aromat. Na początku jest delikatny, lecz podczas używania nabiera przyjemnej mocy. Zapach jest niezwykle przyjemny, pobudza i dodaje energii. Dodatkowym plusem jest fakt, że pozostaje wyczuwalny na skórze.
Konsystencja: Peeling jest naprawdę gęsty, ponieważ zawiera mnóstwo drobnego cukru, który jest odpowiedzialny za ścieranie. Żółta, klejąca pasta kojarzy mi się z owocowym sorbetem.
Produkt bardzo ładnie rozprowadza się po skórze, nie sprawia kłopotów podczas zmywania. Nie musimy obawiać się również o brodzik lub wannę, ponieważ ścierak ich nie brudzi.

Działanie: Uważam, że kryształki cukru spisują się rewelacyjnie. Peeling posiada silne działanie ścierające, które genialnie usuwa stary naskórek i oczyszcza skórę. Po masażu ciało jest napięte i jędrne. Pomimo swojej mocy nie podrażnia i nie powoduje zaczerwienienia, którego się obawiałam ze względu na moją kapryśną skórę. Produkt nie pozostawia na skórze tłustej powłoczki, ciało jest jedwabiście gładkie i miękkie.

Cena i dostępność: Oczywiście produkty Organic Shop można zakupić w wielu drogeriach i marketach, lecz w sieci są one tańsze. Tak jak wspomniałam już wcześniej, moje opakowanie pochodzi ze sklepu Natura organika. Peeling o zapachu mango kosztuje 29,99 zł, uważam, że raz na jakiś czas można pozwolić sobie na taką przyjemność, dlatego też w przyszłości skuszę się na inne wersje zapachowe.
Natura organika jest całkiem "młodą" działalnością, która w swojej ofercie posiada zdrową żywność i świetnie wyselekcjonowane kosmetyki. Paczuszka dotarła do mnie w ekspresowym tempie, była świetnie zabezpieczona. Wewnątrz znalazłam wybrane kosmetyki, mnóstwo próbek, mały smakołyk oraz kod rabatowy.

Dzięki uprzejmości firmy, na hasło: ekokoszyk możecie skorzystać z -8% rabatu na całe zamówienie do końca miesiąca.

Podsumowanie: Śmiało mogę stwierdzić, że zakochałam się w peelingu od pierwszego użycia. Uroczy aromat i skuteczność sprawiły, że produkt uplasował się na pierwszym miejscu moich pielęgnacyjnych ulubieńców. Bez zastanowienia zamówiłabym go ponownie.

Poznałyście peelingi cukrowe Organic Shop?

wtorek, 10 października 2017

Maska oczyszczająca peel-off z drzewem herbacianym od 7th Heaven. +wyniki urodzinowej niespodzianki.


Kobieta zmienną jest, ponieważ jeszcze kilka tygodni temu nie do końca przepadałam za maseczkami peel-off. Zmieniłam swoje zdanie, gdy do testów dostałam kilka mazideł o cudownych aromatach i całkiem przyjemnych właściwościach.
Produkty 7th Heaven zazwyczaj testuję z siostrą, tak też było z maską oczyszczającą.
Opakowanie: W przypadku maski peel-off, w środku znajduje się tylko 10 ml płynu, który spokojnie wystarczy na 2 aplikacje. Szata graficzna jak zawsze prześliczna, bez dwóch zdań przyciąga wzrok i zachęca do zakupu. Atutem opakowań jest fakt, że do otwarcia nie potrzeba nożyczek.

Konsystencja: Żelowa maska nie jest za gęsta, ani też za rzadka. Z łatwością rozprowadza się po skórze i zastyga w ciągu 20 minut. Następnie można ją ściągnąć niemal w całości, ponieważ zamienia się w stałą powłoczkę.
Zapach: Odświeżający aromat drzewa herbacianego jest bardzo przyjemny i rześki. W żadnym wypadku nie jest duszący ani mdły.

Działanie: Maski peel-off mają to do siebie, że zaraz po ściągnięciu skóra wygląda promiennie i czysto. W przypadku wersji z drzewem herbacianym możemy zauważyć zmatowienie strefy T oraz złagodzenie niedoskonałości. Skóra po domowym Spa była cudownie gładka i miękka, idealnie przygotowana pod makijaż. Maseczka nie spowodowała zaczerwienienia i podrażnienia, chociaż mam bardzo wrażliwą cerę.

Cena i dostępność: Mazidła 7th Heaven kosztują 5-7 zł i można zakupić je w drogeriach, niektórych marketach i sklepach internetowych.

Podsumowanie: Lubię maseczki peel-off, ponieważ ładnie oczyszczają skórę, są delikatne i nie brudzą. Ich usuwanie jest bajecznie proste, dlatego używam ich z przyjemnością.

Już na Instagramie i FB pojawił się post, gdzie ujawiam zwycięzce.
Paczuszkę wygrała Monika Kulesza, do której powędrowała niespodzianka.

Lubicie maseczek peel-off?

niedziela, 8 października 2017

Szampon z efektem Laminowania Organiczny Rokitnik Planeta Organica Sekrety Arktyki.

Buteleczka po szamponie właśnie dobiła dna, dlatego przychodzę do Was z recenzją.
Firmę Planeta Organica znam od dłuższego czasu i bardzo zaprzyjaźniłam się z szamponem "Aktywny wzrost i wzmocnienie", więc bez zastanowienia zamówiłam opcję z rokitnikiem.
Zauważyłam, że w moich zbiorach przeważa rosyjska pielęgnacja, zapewne nie bez przyczyny.
O produkcie:
Naturalny intensywny szampon do zniszczonych i osłabionych włosów z efektem laminowania – odżywienie i regeneracja – delikatnie oczyszcza, przywraca włosom gęstość, wytrzymałość i połysk, ułatwia perfekcyjną stylizację fryzury, naprawia uszkodzoną strukturę włosów. Odżywia, nawilża i normalizuje stan skóry głowy, przywracając włosom witalność.
Zawiera 100% naturalne składniki.

Składniki aktywne:
Złoto-bursztynowy olej z nasion arktycznego rokitnika - jest w stanie wniknąć w strukturę komórkową i zwiększyć produkcję białek potrzebnych do naprawy zniszczonych i osłabionych włosów, tworząc efekt bio-laminowania.

Kwasy tłuszczowe, karotenoidy i inne witaminy - odżywiają skórę głowy i przywracają jej naturalne mechanizmy obronne, a także wypełniają mikropęknięcia uszkodzonej struktury włosa na całej jego długości.

20 aminokwasów i mikrokapsułki witaminy B6 - wzmacniają naturalną moc arktycznego oleju rokitnikowego, odżywiają, nawilżają i normalizują stan skóry głowy, przywracając włosom witalność.

Skład INCI: Aqua enriched with Calluna Vulgaris Flower Extract (hydrolat z kwiatów wrzosu), Organic Hippophae Rhamnoides Seed Oil* (organiczny olej z arktycznego rokitnika), Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betain, Sodium PCA, Sodium Lactate, Arginine, AsparticAcid, PCA, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine (kompleks aminokwasów), Organic Calluna Vulgaris Flower Extract* (organiczny ekstrakt wrzosu), Tocopherol (witamina Е), Vitamin В6 microcapsules (mikrokapsułki witaminy В6), Sodium Chloride, Organic Olea Europaea (Olive) Fruit Oil* (organiczna oliwa z oliwek), Organic Simmondsia Chinensis Seed Oil* (organiczny olej jojoba), Organic Chamomilla Recutita Flower Extract* (organiczny ekstrakt z kwiatów rumianku), Kathon Parfum.
(*) – składniki pochodzące z organicznych upraw
Opakowanie: Do gustu przypadło mi zamknięcie wyposażone w poręczny klik. 280 ml butelka została wykonana z całkiem miękkiego plastiku, więc nie sprawia problemów podczas wyciskania produktu. Dodatkowo materiał jest delikatnie prześwitujący, więc spokojnie możemy monitorować ilość płynu. Bardzo podoba mi się połyskująca etykieta, która przyciągnie wzrok każdej sroki.

Konsystencja: Dzięki swojej gęstej, wręcz galaterkowatej konsystencji produkt jest niezwykle wydajny. Jedno opakowanie wystarcza mi na około 3 miesiące regularnego używania. Pomarańczowy szampon skrywa w sobie małe, czerwone granulki, które zawierają aminokwasy i witaminy odpowiadające za wzmocnienie i odżywienie.
Zapach: Nigdy nie miałam okazji używać kosmetyków z dodatkiem rokitnika, lecz szampon zapewne nim pachnie. Produkty z serii "Sekrety Arktyki" posiadają zapach odpowiadający głównym składnikom, więc zapewne było tak samo w tym przypadku.
Aromat szamponu jest słodki, delikatnie przypomina mi ananasa. Jest bardzo przyjemny i pozostaje wyczuwalny na włosach nawet po wysuszeniu.

Działanie: Produkt podczas mycia włosów wytwarza sporo piany, więc niewielka ilość płynu jest w stanie oczyścić skalp i pasma. Włosy po umyciu są delikatnie szorstkie, lecz nie mam problemów z ich rozczesaniem. Uwielbiam, gdy już wyschną, są niesamowicie gładkie, wręcz śliskie. Szampon bardzo ładnie odbija je od głowy, są uniesione, a jednocześnie dociążone.
Mam wrażenie, że produkt przedłuża świeżość pasm, ponieważ nawet po upływie dwóch dni wyglądają ładnie i "wyjściowo".

Cena i dostępność: Szampon kosztuje około 12-15 złotych i można zamówić go w wielu sklepach internetowych. Niestety nie widziałam go stacjonarnie.

Podsumowanie: Po kilku miesiącach testów muszę przyznać, że szampon bardzo przypadł mi do gustu. Pasma po myciu są odżywione, niezwykle miękkie i błyszczące bez użycia maski lub odżywki. Produkt nie spowodował łupieżu oraz innych, nieprzyjemnych dolegliwości. Szampon z rokitnikiem ponownie zagości w mojej kosmetyczce, ponieważ jest tego wart.

Poznałyście może kosmetyki z serii "Sekrety Arktyki"?

środa, 4 października 2017

💖💖💖Between Us, zapach nie tylko dla fanek One Direction.💖💖💖

Wprawdzie nigdy nie interesowałam się zespołem One Direction, dlatego zapach poznałam dzięki mojej siostrze. Weronika zamówiła zestaw upominkowy, który zawierał balsam, żel pod prysznic oraz wodę perfumowaną Between Us. Muszę przyznać, że jestem zaskoczona jakością i aromatem.
O produkcie:
Jest to kwiatowo-owocowy zapach dla dziewcząt i kobiet. Został wprowadzony na rynek w 2013 roku.

Głowa
gałka muszkatołowa, morela, mandarynka

Serce
gardenia, jaśmin, frezja

Podstawa
wanilia madagaskarska, bursztyn, paczuli
Opakowanie: Całość była zapakowana w karton wielkości pudełka po butach, ponieważ w środku został umieszczony balsam, żel oraz zapach. Szklany flakonik o pojemności 100 ml posiada minimalistyczną szatę graficzną. Uważam, że buteleczka wygląda elegancko, a czarna wstążeczka dodaje uroku. Jestem pozytywnie zaskoczona jakością opakowania, które jest porządne i estetyczne.

Trwałość: Nigdy bym nie pomyślała, że zapach Between Us utrzyma się na skórze od rana do wieczornej kąpieli, a przy tym nie traci swojej intensywności. Produkt jest niezwykle trwały, więc nie wymaga poprawek w ciągu dnia.

Zapach: Co mogę rzec? Na samym początku produkt przypomina mi kultowy zapach Euphoria, który z czasem uwalnia nowe, słodsze nuty. Atomat przepięknie rozwija się na skórze. Between Us to połączenie mocnych, eleganckich i niezwykle kobiecych dodatków z owocową subtelnością i delikatnością. Uważam, że, perfumy od One Direction są przepiękne i wyjątkowe, nadają się zarówno dla nastolatek, jak i kobiet.

Cena i dostępność: Siostra swój zestaw zamówiła w sklepie Iperfumy w bardzo atrakcyjnej cenie, ponieważ zapłaciła tylko 62,61 zł. Polecam szukać okazji, ponieważ sama buteleczka o pojemności 100 ml kosztuje około 70 zł. Gdzie można je dostać? Obecnie w sieci jest mnóstwo sklepów, które oferują zapachy niedostępne stacjonarnie, więc w niskiej cenie można znaleźć prawdziwe perełki.

Podsumowanie: Z prawdziwą przyjemnością podkradam siostrze perfumy Between Us, które według mnie są rewelacyjne i piękne. Uwielbiam mocne zapachy, ten jednak jest na tyle uniwersalny, że można używać go zarówno w dzień, jak i wieczorem. Between Us będzie hitem tej jesieni i zimy.

Jestem ciekawa, co sądzicie o zapachach wydanych przez znane osobistości.
Sięgacie po nie, które lubicie najbardziej?

wtorek, 3 października 2017

💓Hit czy kit? Maska rozgrzewająca "Efekt Sauny" 7th Heaven.💓

W moje ręce trafiła przesyłka wypełniona po brzegi produktami 7th Heaven, które już wcześniej przypadły mi do gustu. Moją uwagę zwróciła maska rozgrzewająca, lecz wcześniej unikałam ich ze względu na drobne naczynka, które szpecą moje policzki. Nie chciałam jednak z niej rezygnować i wraz z siostrą nałożyłyśmy ją w strefie T, ponieważ wymagała oczyszczenia.
O produkcie:
Przeznaczona do skóry normalnej i suchej. Aromatyczna maseczka rozgrzewająca z niepowtarzalną glinką termiczną, która ogrzewa skórę i otwiera pory, wyciągając z nich głęboko ukryte zanieczyszczenia. Maseczka wchłania nadmiar sebum, chroni przed wysuszeniem. Dzięki zawartości wyciągu z naturalnego kwiatu wiesiołka i kaktusy skóra pozostaje miękka, jędrna, promienista i nawilżona.

Opakowanie: Saszetka mieści w sobie 15g maseczki, która spokojnie wystarczy na 3-4 użycia w strefie T. Szata graficzna jest obłędna, przyciąga wzrok. Opakowania 7th Heaven mają u mnie zdecydowany plus, ponieważ można otworzyć je bez pomocy nożyczek.

Konsystencja: Wewnątrz skrywa się pastelowa maska o słodkim, różowym zabarwieniu.
Maseczka jest dość rzadka, więc polecam nakładać cienkie warstwy, aby produkt nie spłynął. Po rozsmarowaniu kosmetyk uwalnia ciepło, które jest niezwykle przyjemne i relaksujące. Podczas zmywania produkt nie sprawia kłopotów.
Zapach: Aromat cytrusów mnie oczarował, ponieważ jest bardzo ładny i delikatny.

Działanie: Kosmetyk przez okres 15 minut potrafi zdziałać cuda. Dzięki wydzielanemu ciepłu produkt skutecznie otwiera pory, dzięki czemu łatwiej usunąć zanieczyszczenia. Skóra po oczyszczeniu jest niesamowicie gładka i miękka, mam wrażenie, że jest jędrniejsza i napięta. Pomimo działania rozgrzewającego, maska nie podrażniła mnie i nie spowodowała zaczerwienienia.

Cena i dostępność: Produkty 7th Heaven są dostępne w wielu drogeriach stacjonarnych, marketach i sklepach internetowych. Ich ceny wahają się w granicy 5-7 zł.

Podsumowanie: Muszę przyznać, że był to jeden z tych produktów, których się obawiałam. Na szczęście maska mnie zauroczyła do tego stopnia, że zakupię kilka opakowań na przyszłość. Uważam, że "Efekt sauny" będzie perfekcyjny podczas zimnych dni, gdy marzną noski. Różowe mazidło sprawdziło się rewelacyjnie, polecam je każdemu, kto nie zmaga się z naczynkami lub ominie je jak ja.

Poznałyście maseczkę rozgrzewającą?
Jakie macie o niej zdanie?

poniedziałek, 2 października 2017

Miłość od pierwszego użycia. Peelingująca maska na dłonie od Estemedis.

W Biedronce można znaleźć mnóstwo ciekawych kosmetyków, które są niedostępne w większości drogerii. Akurat kilka dni temu natrafiłam na promocję i za grosze kupiłam cztery maski od Estemedis. Wśród nich znalazły się rękawiczki peelingujące, które... Więcej szczegółów znajdziecie w recenzji.
 Opakowanie: Papierowy kartonik według mnie ma bardzo ładną i prostą szatę graficzną. Z tyłu znajdziemy szczegółowy opis produktu, jego skład oraz sposób używania.
Rękawice zostały zabezpieczone przez srebrną saszetkę, która jest umieszczona wewnątrz opakowania. Jeśli już o nich mowa, to te są wykonane z materiału przypominającego gumę połączoną z folią. Przy otworze posiadają naklejkę, dzięki której można dopasować kształt do wielkości nadgarstka. Jest to świetny pomysł, ponieważ produkt nie zzuwa się z dłoni, a płyn nie wylewa.

Konsystencja: Jak już wiadomo, rękawiczki mają wewnątrz materiał, która jest porządnie nasączona płynem. Po 20-30 minutach skóra na palcach jest delikatnie pomarszczona jak po kąpieli.

Zapach: Płyn ma bardzo ładny aromat, który przypomina mi delikatne, kwiatowe perfumy. Jest on naprawdę przyjemny, żałuję, że nie pozostaje wyczuwalny po zakończonym zabiegu.
Działanie: Po nałożeniu rękawiczek nie czułam nieprzyjemnego pieczenia, którego się obawiałam ze względu na właściwości złuszczające. Rękawice ściągnęłam po upływie 20 minut i od samego początku widziałam zmianę w stanie skóry. Jak możecie zauważyć na zdjęciach, moje dłonie są pokryte zrolowanym, starym naskórkiem. Byłam niesamowicie zaskoczona, ponieważ nie liczyłam na tak porządny rezultat. Po minutowym masażu i całkowitym złuszczeniu umyłam skórę pod wodą i ujrzałam nieskazitelne dłonie, którea były pozbawione przebarwień. Najbardziej cieszę się z faktu, że sam produkt poradził sobie z przerośniętymi skórkami wokół paznokci, które są moją zmorą.
Miałam wrażenie, że maska wraz ze ściągnięciem rękawiczek usunęła wierzchnią, starą warstwę pokrywającą moje dłonie. Wyjrzały spod niej nowe, nieziemsko miękkie dłonie, gotowe do dalszej pielęgnacji.

Cena i dostępność: Początkowo ich cena wynosiła ok. 10zł, teraz można dostać je za 4zł w Biedronce. Niestety nie widziałam ich nigdzie, więc będę wdzięczna za informacje z dostępnością.

Podsumowanie: Za naprawdę niską cenę udało mi się dostać genialną maskę złuszczającą, która nie podrażniła, nie spowodowała wysuszenia i zaczerwienienia. Spisała się rewelacyjnie, niczym najlepszy peeling enzymatyczny usunęła cały stary naskórek.
Żałuję, że podczas zakupów nie wzięłam kilku opakowań, ponieważ moje dłonie wyglądają niesamowicie.
Bez dwóch zdań polecam, jeśli macie ochotę odświeżyć "starą skórę".

Poznałyście już ten produkt?

🍂🍁Jesienny manicure z wykorzystaniem lakierów Silcare.🍁🍂

Już od dwóch tygodni chodziłam z zamiarem zmienienie stylizacji, lecz zawsze brakowało mi czasu na zrobienie nowych hybryd. Okej, mój wewnętrzny leń też nie pomagał, lecz miałam już dość odrostu. Usiadłam więc i przy pomocy lakierów Silcare zmalowałam jesienny manicure. Na samym początku chciałam użyć jednego lakieru, ale uwielbiam świecidełka, dlatego też na paznokciach wylądowały aż trzy różne produkty. Muszę przyznać, że połączenie czerwieni, granatu i złota kojarzy mi się również z Hogwartem, więc jestem zadowolona podwójnie.

Czego użyłam do wykonania hybryd?
- 640 Color IT Premium w cudownym, ciemnoczerwonym odcieniu
- 2800 Color IT Premium Cat Eye.
- 2190 Color IT Premium. Złoty brokat.
- baza Garden of Color od Silcare
- top Claresa

Zdecydowałam się na klasyczną, ciemną czerwień. Kojarzy mi się ona z kolorem wina, dobrą książką i spadającymi liśćmi. Ten odcień jest iście jesienny i niezwykle kobiecy. Uznałam, że granatowy Cat Eye jest świetnym dodatkiem, a do tego brokat, który jest interesujący ze względu na drobinki różnej wielkości.

Zmalowałyście już jesienne stylizacje?
Jakie kolory u Was królują?

środa, 27 września 2017

😻😻😻Dlaczego warto zakupić lakiery Silcare? Najpiękniejsze hybrydy Cat Eye.😻😻😻

Recenzja lakierów Silcare już nie raz gościła na moim blogu. Jakiś czas temu zamówiłam kilka produktów, które totalnie podbiły moje serce. W moich zbiorach można znaleźć wiele perełek. Dzisiaj chcę opowiedzieć o niezwykłym efekcie Cat Eye, który wzbudza zachwyt.
Za co kocham lakiery tej firmy? Uważam, że są genialne ze względu na pigmentację i łatwość malowania, a do tego kusi mnie ich niska cena.
O produkcie:
Poszerzamy linię Color It Premium o niezwykle żywe odcienie z efektem kociego oka!
To zupełna nowość: lakiery hybrydowe Cat Eye w kolorach, jakich jeszcze nie było!
Koty – wyniosłe i tajemnicze. Niedostępne, intrygujące… ale też figlarne, wesołe, zabawne i rozbrajające! Przekonaj się, jak rewelacyjnie wygląda na paznokciu intensywnie różowe czy soczystozielone kocie oko. Przyłóż do paznokcia specjalny magnes i zachwycaj pięknie mieniącym się manicure, który przywodzi na myśl źrenice niesfornego kociaka! Zwiększona ilość pigmentu daje efekt doskonałego krycia płytki paznokcia wybranym kolorem. Produkt nakłada się łatwo i szybko. Nie osłabia płytki, w 100% ściąga się z paznokcia acetonem lub płynem do hybryd. Hybryda Color IT Premium doskonale utrzymuje się paznokciach, a jej kolor jest intensywny, wciąż świeży, nie matowieje.
Opakowanie: Małe, czarne buteleczki o pojemności 6 g są bardzo stabilne i nie przewracają się podczas zanurzania pędzelka. Wersja Cat Eye jest oczywiście podpisana na etykiecie, a pod spodem znajduje się naklejka z datą produkcji. Cieszę się, że producent ulepszył opakowania, ponieważ obecnie wyglądają schludniej i estetyczniej.
Dla niektórych małym minusem może być sposób oznakowania odcieni, ponieważ dany odcień możemy odszukać przy pomocy numerków. Mnie to nie przeszkadza, ponieważ zawsze używam wzorników w celu zlokalizowania upragnionej hybrydy.

Pędzelek: Długie i proste włosie jest dość elastyczne, a tym samym łatwo się z nim współpracuje. Trzonek jest stabilny, dobrze leży w dłoni.
Konsystencja: Jest przyjemnie gęsta, bardzo przypadła mi do gustu. Produkt przynajmniej dla mnie jest idealny, ponieważ nie spływa, nie zalewa skórek oraz nie kurczy się przy końcówkach. Hybryda bardzo ładnie utwardza się w lampie, a przy tym się nie marszczy. Produkty z serii Cat Eye mają w sobie połyskujące drobinki, które zmieniają swoje położenie w charakterystyczną pręgę, która jest zależna od przyłożonego magnesu.

Pigmentacja: Na wzorniku możecie zauważyć tylko jedną warstwę lakieru, który dzięki mocnej pigmentacji kryje w 100%. Z lewej strony znajduje się hybryda bez kociego efektu, po prawej z użyciem magnesu. Uważam, że nałożenie pojedynczej warstwy zupełnie wystarczy, aby manicure wyglądał efektownie.

Trwałość: Na bazie Silcare Garden of Color każdy produkt trzyma się aż do ściągnięcia.
Hybryda przez ten cały czas wygląda zjawiskowo, a jedynym minusem jest widoczny odrost.
Nie straszne jej prace domowe lub długie moczenie dłoni we wodzie, ponieważ produkt nie ściera się nie końcach, nie pęka i nie odkleja się od płytki paznokcia.

Utwardzanie: Produkt utwardza się bezproblemowo w lampie UV przez okres 2 minut lub w lampie LED- 30 sekund. Po upływie tego czasu hybryda jest gotowa do następnych etapów.

Usuwanie: Ze względu na żelową bazę, każdą hybrydę usuwam przy pomocy frezarki i pilnika. Jest to zdecydowanie szybszy sposób niż moczenie w acetonie.
Producent jednak zapewnia, że lakier (przy użyciu rozpuszczalnej bazy) można usunąć przy pomocy płynów.
Odcienie: W swoich zbiorach posiadam aż 8 lakierów z efektem Cat Eye (na wzorniku zabrakło soczystej czerwieni oraz żywej pomarańczy). Poza uroczym koralem z jasnoniebieską poświatą zdecydowałam się na totalne nowości. Przepiękne fiolety, granat i brąz pasują do jesiennych stylizacji. Koniecznie polecam sprawdzić ich odcienie, ponieważ firma posiada mnóstwo kolorów, które dodają uroku każdemu manicurowi.

Cena i dostępność: Ja wszelkie produkty Silcare kupuję w ich sklepie internetowym. Hybrydy i inne rzeczy są również dostępne w stacjonarnych drogeriach firmy. Cena za jedno opakowanie lakieru Cat Eye wynosi 11,99 zł, jednak kiedy polubimy ich profil na FB, mamy możliwość odbioru kodu rabatowego na -20% od kwoty regularnej. Dzięki temu koszt produktu zmniejsza się do ok. 10 zł.

Podsumowanie: Jestem niezwykle oczarowana efektem Cat Eye, który na paznokciach wygląda magicznie. Uważam, że lakiery są godne polecenia, ponieważ współpracują wzorowo, a do tego nie uczulają i nie sprawiają kłopotów podczas nakładania.
O ile się nie mylę, aktualnie w ofercie możemy znaleźć około 40 kolorów do wyboru.

Lubicie efekt Cat Eye?
Co o nim sądzicie?

wtorek, 26 września 2017

💻Jak zapanować nad blogiem? Pomysł na prezent dla zabieganych osób.💻

Pisanie postów sprawia mi masę radości, jednak planowanie nowych recenzji i pomysłów wymaga poświęcenia. Opracowałam kilka porad dla zabieganych, aby blogowanie było przyjemnością, a nie walką z czasem. Zauważyłam, że planowanie wprowadziło kilka pozytywnych zmian w moim życiu, dzięki nim jestem zorganizowana i mam czas na własne hobby.
Jak zapanować nad blogiem?
1. Dla zabieganych najlepszą opcją jest "AUTOMATYCZNA PUBLIKACJA". Dzięki niej zaplanowane posty pojawiają się regularnie, nawet jeśli nie korzystamy z komputera.
Osobiście lubię w weekend zasiąść z ciepłą herbatą przed ekranem i napisać kilka opinii, które są regularnie dodawane.
Muszę przyznać, że jest to także mój sposób na brak weny, ponieważ nie zawsze mam ochotę na pisanie, a bardzo chcę podzielić się moimi spostrzeżeniami na temat kosmetyków.

2. Poświęć czas na zdjęcia. Nie posiadam profesjonalnego sprzętu, więc sięgam po mojego Nikona zawsze wtedy, gdy na zewnątrz jest dobre oświetlenie. Zabieram wtedy ze sobą masę produktów, ponieważ zbliża się jesienna i zimowa pogoda, co wiąże się ze słabym światłem. Latem i wczesną jesienią staram się zrobić jak najwięcej zdjęć, aby przetrwać kilka chłodnych miesięcy.
Dawniej rezygnowałam z pisania recenzji ze względu na brak zdjęć (lub czasu na ich zrobienie), obecnie robię je na bieżąco, dzięki temu nie muszę martwić się o brak pomysłów na nowy post.

3. Kalendarz w telefonie. Pomaga mi w zaplanowaniu postów związanych ze współpracą. Firmy często wyznaczają termin na przetestowanie produktów, dlatego też w planerze kilka dni przed wyznaczoną datą piszę opinię "na brudno", a następnie staram się ją dopracować. Dzięki temu nie przeoczycie wyznaczonej daty, ponieważ mało kto lubi spóźnialskich.
4. Notes. Raz na jakiś czas zabieram się za porządki w kosmetykach, dodatkowo spisuję produkty, które jeszcze nie doczekały się recenzji. Co miesiąc zapisuję w nim statystyki, najpopularniejsze wpisy oraz uwagi.
Fajnym pomysłem będzie również zagospodarowanie strony dla spontanicznych pomysłów.
Często spisuję swoje wolne myśli, aby w czasie nudy stworzyć z nich ciekawy artykuł.

Jeśli już o planowaniu mowa, to muszę pochwalić się moim spersonalizowym notesem, który otrzymałam dzięki uprzejmości My Gift DNA. Już kiedyś sprawiłam sobie poduszkę z wyhaftowaną literą M, po upływie kilku miesięcy nadal wygląda nieskazitelnie, pomimo tego, że śpię na niej co noc.
Teraz wybrałam oprawiony w granatowy materiał (do wyboru jest również fioletowy) notes z grawerem oraz własnym imieniem. Produkt skrywa w sobie 190 stron, które są na tyle grube, że nie przebijają przez nie kolorowe długopisy. Muszę przyznać, że produkt został wykonany z prawdziwą starannością i dokładnością, wygląda elegancko i porządnie.
Kwota produktu sięga 59,99 zł, do wyboru są oczywiście inne propozycje grawerów, uważam, że jest to genialny prezent dla zabieganych.

Jakie macie sposoby na ułatwienie blogowania?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka