poniedziałek, 26 czerwca 2017

Produkt idealny? Recenzja podkładu True Match 1.N od L'Oreal.

Na promocji w Rossmannie trafiłam na podkład marki L'Oreal, którego zawsze unikałam ze względu na wysoką cenę. Po obniżce jego cena spadła do 30 zł, więc poszukałam odpowiedniego odcienia i wrzuciłam go do koszyka. Od tego czasu minęło już kilka miesięcy, więc spokojnie mogę wypowiedzieć się na jego temat.
O produkcie:
True Match to pierwszy tak doskonale dopasowujacy się podkład od L'Oréal Paris. Gama 9 odcieni pozwoli każdej kobiecie znaleźć swój idealny odcień. Udoskonalona formula z olejkami eterycznymi i składnikami nawilżającymi dopasowuje się do odcienia i struktury skóry.

Składniki aktywne:
Nowe pigmenty - Nowa formula True Match została wzbogacona o trzy nowe hybrydowe pigmenty. Dzięki temu podkład True Match osiąga jeszcze lepsza precyzje kolorystyczna. Nowe pigmenty efektywnie dopasowują sie do cieplej, zimnej i neutralnej tonacji skóry.
Olejki - Rewolucyjne połączenie czterech olejków eterycznych dla wyjątkowego komfortu aplikacji i równomiernego wykończenia makijażu. Zapewnia doskonale rozprowadzenie podkładu, łatwość użytkowania i wyjątkowo sensoryczne doświadczenie.
Składniki nawilżające - Nowa, kremowa formula zawiera kombinacje gliceryny, witaminy E i B5 dla wyjątkowego komfortu. Pozostawia skórę gładką i miękka w dotyku.
Prostokątne, szklane opakowanie posiada schludną szatę graficzną, a srebrne akcenty wyglądają elegancko. Mam jednak z nimi problem, ponieważ należy je czyścić po każdym użyciu, inaczej opakowanie będzie brudne od podkładu.
Pompka działa bez zarzutu, nie zacina się i bezproblemowo dozuje produkt, aplikacja jest prosta i przyjemna.
Na górze zatyczki została umieszczona naklejka z numerem odcienia, firma oferuje aż 9 różnych kolorów w tonach ciepłych, neutralnych i chłodnych.
Podkład o numerku 1.N posiada neutralny odcień, zawiera w sobie zarówno chłodne, jak i ciepłe tony. Polubiłam go za fakt, że praktycznie nie oksyduje, co jest dla mnie ważne, ponieważ posiadam dość jasną skórę.
Jego atutem jest fakt, że świetnie dopasowuje się do odcienia skóry, stapia się z nią, a rezultat wygląda bardzo naturalnie.
Malowidło posiada średni poziom krycia, ładnie koryguje drobne zaczerwienienia i przebarwienia. Skóra jest ujednolicona, a do większych niedoskonałości zawsze można użyć korektora.
Do tej pory jestem zaskoczona konsystencją, która jest dość lekka, rzadka, wręcz wodnista. Podkład zawiera masę złotych drobinek, które są zmielone na pył i wręcz niewidoczne na skórze. Odbijają światło, dzięki czemu cera wygląda zdrowo, pięknie i promiennie.
Zauważyłam, że True Match nie do końca lubi się z pędzlami, ponieważ podczas malowania z jego pomocą tworzą się smugi i uwydatnia rozszerzone pory, a tym samym tworzy efekt ciasta.
Gąbeczki za to radzą sobie świetnie, dobrze rozprowadzają podkład, który nie tworzy maski.
Lekka konsystencja nie lubi suchych skórek, które niekiedy potrafi podkreślić. Można temu zapobiec, używając kremów i systematycznie ścierać stary naskórek przy pomocy peelingów.
Trwałość? Jestem posiadaczką cery mieszanej i o ile na policzkach przez cały dzień wygląda ładnie, to strefa T po 5-6 godzinach zaczyna się lekko świecić, co oczywiście można zniwelować pudrem.
Podsumowanie będzie dość krótkie i treściwe. Podkład spisuje się naprawdę dobrze. Kryje, nie wnika w drobne zmarszczki, skóra przy jego użyciu wygląda świeżo i ładnie.
Jego minusem można być jedynie cena, która w drogeriach stacjonarnych sięga 60-70 zł. Na szczęście są sklepy internetowe, a tam koszt jednej buteleczki obniża się o połowę.

Polubiłyście się z podkładem True Match?
Udostępnij ten wpis

sobota, 24 czerwca 2017

🌹Miłość od pierwszego użycia? Evree, różany tonik do skóry suchej i mieszanej.🌹

Dawniej uważałam, że tonik jest rzeczą zbędną i zazwyczaj go nie używałam. Zmieniłam swoje podejście rok temu, gdy poczytałam o jego właściwościach i zaczęłam go stosować. Do tej pory poznałam 3 różne firmy, z każdej byłam zadowolona, lecz marka Evree skutecznie zachęciła mnie do zakupu różanej wersji. Skorzystałam z promocji 2+2 i dzięki temu moją kosmetyczkę zasiliła armia 4 różanych kosmetyków.
O produkcie:
Do skóry mieszanej i suchej

Wyjątkowy różany gest pielęgnacyjny! Bezpośrednia aplikacja na twarz za pomocą wygodnego atomizera przyczynia się do bardziej wydajnego wnikania składników odżywczych w skórę. Idealnie odświeża skórę i nadaje makijażowi naturalne wykończenie.

SKŁADNIKI AKTYWNE:
-woda różana
-kwas hialuronowy

DZIAŁANIE:
-wycisza zaczerwienienia
-poprawia kondycję skóry
-przywraca naturalne pH

Poznaj drugi krok kompletnego programu toalety twarzy evrēe® – tonizowanie.
Pragniesz wzmocnić swoją skórę, poprawić jej kondycję i wyraźnie odmłodzić jej wygląd?
Jeśli odpowiedziałaś tak, to ten produkt jest dla Ciebie!

Różany tonik do twarzy dzięki idealnie dobranym naturalnym składnikom aktywnym doskonale odpowiada na potrzeby skóry suchej i mieszanej. Tonik przywróci Twojej skórze równowagę, wyciszy zaczerwienienia, poprawi jej kondycję, nawilży, otuli cudownym różanym zapachem oraz przygotuje Twoją skórę na przyjęcie kolejnych gestów pielęgnacyjnych.

Skład:
Aqua (Water), Rosa Damascena Flower Water, Glycerin, Sodium Hyaluronate, Panthenol, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum, Geraniol, Citronellol
Wersja z atomierem jest strzałem w 10. Tego typu opakowanie jest bardzo praktyczne, wygodne i higieniczne. Spray rozpyla odpowiednią ilość mgiełki, twarz po użyciu jest delikatnie nawilżona, a nie zmoczona. Trzeba jednak uważać, aby płyn nie dostał się do oczu, ponieważ efektem może być nieprzyjemne pieczenie, które ustępuje po kilku sekundach.
Na samym początku obawiałam się zapachu. Różany aromat o dziwo jest bardzo subtelny i delikatny, zupełnie mi nie przeszkadza.
Jestem posiadaczką cery mieszanej, wrażliwej i naczynkowej, więc mam wysokie wymagania co do moich kosmetyków.
Tonik stał się jednym z ważniejszych kosmetyków pielęgnacyjnych i przy regularnym i systematycznym stosowaniu zauważyłam kilka pozytywnych zmian. Na samym początku zwróciłam uwagę na fakt, że moja twarz wygląda na wypoczętą, promienną i odświeżoną. Świetnie łagodzi efekt ściągnięcia, wszelkie podrażnienia i zaczerwienienia, a przy tym nie uczula oraz nie ma negatywnego wpływu na stan mojej skóry.
Płyn świetnie wpływa na poziom nawilżenia cery, która z dnia na dzień stała się cudownie gładka i miękka. Zniknęły niechciane suche skórki, które były moją zmorą przez dłuższy czas.
Dzięki opakowaniu produkt cechuje się wysoką wydajnością, a dodatkowym atutem jest jego niska cena, która waha się w granicy 15 zł.
Jestem nim zauroczona i już wiem, że sięgnę po następną buteleczkę.

Lubiecie kosmetyki Evree?
Udostępnij ten wpis

piątek, 23 czerwca 2017

💙#6 Niekosmetyczni ulubieńcy tygodnia💙

Piątek, weekendu początek, a wraz z nim "Niekosmetyczni ulubieńcy tygodnia". Jeszcze nigdy nie polubiłam tak żadnej serii, a dzięki niej mam motywację do czytania i poznawania nowych filmów i seriali.
Ulubiony serial📺
Nic odkrywczego, że zamarzył mi się powrót "Gossip girl". Co jakiś czas lubię wracać do topowych produkcji, które zawsze oglądam z prawdziwą przyjemnością.
Serial opowiada o losach bogatej młodzieży, doczekał się 6 sezonów. Tajemnicza Plotkara prowadzi bloga, gdzie opisuje wszystko, co dzieje się na elitarnej dzielnicy Upper East Side. Odkrycie tytułowej plotkary było dla mnie prawdziwym zaskoczeniem.

Ulubiona książka📚
Natrafiłam na promocję i zamówiłam powieść "Najmroczniejszy sekret" autorstwa Alex Marwood. 

Najnowszy thriller psychologiczny zdobywczyni prestiżowej nagrody Edgar Award oraz Macavity Award for Best Mystery Novel 2015.

Sean Jackson hucznie obchodzi swoje pięćdziesiąte urodziny. Impreza kończy się jednak katastrofą i wielkim skandalem, gdy jedna z jego córek, Coco, w tajemniczych okolicznościach znika w środku nocy. Dwanaście lat później, po nagłej śmierci Seana, człowieka niezwykle zamożnego i wpływowego, na pogrzebie spotykają się Mila, córka z pierwszego małżeństwa, i Ruby, nastoletnia siostra bliźniaczka zaginionej przed laty Coco. Gdy docierają do domu, gdzie ich ojciec mieszkał ze swoją czwartą żoną, orientują się, że wszyscy obecni byli również gośćmi na pamiętnym tragicznym przyjęciu sprzed lat. Nagle są o krok od rozwiązania zagadki, która zaważyła na całym ich życiu. Mroczne sekrety z przeszłości wreszcie ujrzą światło dzienne. Jakie tajemnice kryją się za zamkniętymi drzwiami domu Jacksonów?

Uwielbiam thrillery, dlatego ten czytałam z nieukrywaną ciekawością. Nie mogłam doczekać się rozwiązania tajemnicy, a z każdą przeczytaną stroną czułam żal, że historia dobiega końca. Mam ochotę na więcej książek autorstwa Alex.

Spojler: ( zaznacz tekst poniżej)
Kurcze, w połowie książki obstawiałam, że to Linda pomyliła bliźniaczki i podała podwójną porcję leku dla Coco. Koniec był dla mnie totalnym zaskoczeniem, chociaż miałam przeczucie, że zrobiła to szaleńczo zakochana nastolatka.

Ulubiony film🍿
Już wiem, dlaczego tak wiele kobiet wzdycha do Ryana Reynoldsa. W tym tygodniu po raz pierwszy obejrzałam "Na pewno, być może" z 2008 roku.
Will Hayes przenosi się do Nowego Jorku, aby prowadzić kampanię wyborczą dla prezydenta. Żona składa pozew o rozwód, a Will postanawia opowiedzieć swojej córce o trzech kobietach, które kiedyś kochał. Zmienia ich imiona, a mała ma za zadanie zgadnąć, która została jej mamą.
Lekkie romansidło, które poprawia humor i relaksuje.

Ulubiona piosenka🎶
No promises- Cheat Codes i Demi Lovato. Gdy usłyszałam ją pierwszy raz, byłam przekonana, że jest to nowa piosenka Justina Biebera.
UWIELBIAM JĄ!
Ulubiona potrawa🍽️
Dziś bez wymyślnych składników i gotowania. Jest lato, gorąc, a ja nie mam czasu na gotowanie. Zakochałam się na nowo w lodach truskawkowych, których kiedyś nie cierpiałam. Brakowało mi w nich jedynie świeżych truskawek.

Ulubiony gadżet📱
Tej pozycji jeszcze nie było w moich zestawieniach. ale muszę wspomnieć o moim faworycie, który mam już od początku maja. Dla mnie telefon zawsze miał dzwonić i wysyłać SMS, ale postanowiłam zaszaleć i wybrać coś lepszego. Czy polubiłam Samsunga J7?
Posiada wyświetlacz 5,5" HD Super AMOLED 1280x720, oraz aparat, który robi świetne zdjęcia.
Jestem osobą, która ciągle wisi na telefonie i doceniam jego sporą baterię, która przy ciągłym używaniu wytrzymuje u mnie nawet i do 3 dni. Aplikacje działają bez zarzutu, nie mam zastrzeżeń.
Jak widać, produkt jest całkiem spory, dlatego musiałam zaopatrzyć go w specjalne etui, które chroni go przed zniszczeniem. Przeglądnęłam sporo sklepów, aż zdecydowałam się na IZIGSM, gdzie znajduje się wiele gadżetów, pokrowców i innych dodatków do telefonu.
Wybrałam miętowo-granatowy case, który jest zamykany jak książka. Materiał, z którego został wykonany pokrowiec, jest dość sztywny, ale nie utrudnia korzystania z telefonu. Wewnątrz znajdują się dwie przegrody, gdzie możemy schować wizytówki, prawo jazdy czy pieniądze, jeśli nie chcemy zabierać ze sobą portfela. Silikonowy case stabilnie utrzymuje urządzenie, a zapięcie na magnes chroni przed otwarciem. Futerał został świetnie wykonany, wszystko jest równo zszyte, nigdzie nie wystaje nadmiar materiały czy nitek.
Jest dostępny również w innych odcieniach, a jego cena wynosi 27,49 zł. Etui zostało do mnie wysłane po południu w środę, a na miejscu było już w czwartek rano, wysyła ekspresowa, a do tego świetnie zabezpieczona.
Mam dla Was jednorazowy -15% , więc kto pierwszy ten lepszy. Obowiązuje on do września 2017 roku. Jeśli się na niego nie załapiecie, zawsze możecie skorzystać z -10% rabatu na pierwsze zakupy, jeśli zapiszecie się do Newslettera.

Znacie moich ulubieńców?
Udostępnij ten wpis

czwartek, 22 czerwca 2017

Zmysłowy zapach wody perfumowanej Attraction marki Avon.

Uwielbiam wszelkie zapachy marki Avon, jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. Do gustu przypadł mi Femme oraz TTA Amour, a do tego grona dołączyła woda perfumowana Attraction. Trafiłam na świetną okazję i zakupiłam ją za grosze.
O produkcie:
Woda perfumowana Avon Attraction dla Niej

kategoria: drzewno-owocowa
nuty zapachowe: jeżyny, akordy piżmowe, ambra waniliowa

Porywający trwały zapach, który zbliży was do siebie kuszącą nutą wytrawnych jeżyn, zniewalającym akordem piżma i waniliowym akcentem ambry.

"Ten zapach porusza moje zmysły. Przyciąga mnie jak magnes do mojej kochanej kobiety i sprawia, że świat poza nią znika..."
Maciej Myszkowski, architekt
Za niecałe 12 zł udało mi się dorwać 30 ml buteleczkę, która jest prosta, lecz elegancka przez złote elementy. 
O aromacie słyszałam wiele dobrego, a miłością zapałałam, gdy sprawdziłam próbkę. Bez zastanowienia zamówiłam jeden flakonik, żałuję, że za taką cenę nie skusiłam się na więcej.
Przechodząc do zapachu- jest to kwestia indywidualna. Ile osób, tyle gustów i opinii.
Mnie zauroczył swoją mocą. Potrafi być subtelny, zmysłowy, delikatny, a zarazem seksowny i niezwykle kobiecy.
Kilka chwil po rozpyleniu wyczuwam ostrzejsze nuty, które dodają kopa. Z czasem wyłania się słodki dodatek jeżyn i wanilii, który wcale nie sprawia, że kompozycja wypada mdło.
Woda perfumowana Attraction jest niezwykle uniwersalna, można użyć jej zarówno rano przed wyjściem z domu lub wieczorem na romantyczną kolację czy spotkanie ze znajomymi.
Urzekła mnie trwałość, zapach bez dwóch zdań jest długotrwały, przez wiele godzin utrzymuje się na ciele i ubraniach.
Elegancka woda perfumowana kojarzy mi się z pewną siebie kobietą, która wie, czego chce.

Lubicie perfumy i wszelkie zapachy marki Avon?
Które najbardziej?
Udostępnij ten wpis

wtorek, 20 czerwca 2017

💗Czego obecnie używam do pielęgnacji włosów?💗

Pamiętacie post o ulubionych kosmetykach do makijażu? W tym tygodniu z dziewczynami zaczynamy serię o produktach do włosów, które obecnie stosujemy.
Z kilkoma kosmetykami pozostanę, inne zaś wymienię, ponieważ nie do końca spełniają moje oczekiwania.
Head&Shoulders Apple Fresh- używam ich, od kiedy tylko pamiętam. Szampon tej marki zawsze był w moim domu, a najbardziej do gustu przypadła mi wersja z jabłkiem. Polubiłam ją za słodki i świeży zapach, który na długo pozostaje wyczuwalny na włosach oraz oczywiście za działanie. Używam go, gdy potrzebuję mocniejszego oczyszczenia, a ten zapewnia mi to w 100%. Świetnie odświeża, nie plącze pasm, a duża butla na promocji kosztuje około 10 zł.

BingoSpa Jedwab do mycia włosów ze śluzem ślimaka- chociaż nie widać tego na zdjęciu, ale pozostało mi może 3-4 cm płynu w opakowaniu. Jedwab jest tak naprawdę produktem myjącym i genialnie czyści pasma, które po kąpieli są wręcz szorstkie i mocno oczyszczone. Używam go raz na jakiś czas, szczególnie, wtedy gdy moje włosy są oklapnięte przez nadmiar kosmetyków.

Equilibra Szampon z masłem Shea- wczoraj doczekał się swojej recenzji, a dziś ponownie pojawia się w poście. Polubiłam go za delikatne działanie i fakt, że nawet latem moje włosy po 2 dniach są nadal świeże.
Olej kokosowy- kupiłam go w Biedronce za około 12 zł i używam przynajmniej raz w tygodniu. Wielozadaniowy olej ma świetny wpływ na moje pasma, które z czasem zaczęły się lepiej układać. Są gładkie i nawilżone, a na tym najbardziej mi zależało.

Kallos maska Cherry- uwielbiam je za dużą pojemność. Produkt świetnie dociąża, wygładza i zapobiega puszeniu. Masek tej marki używam bardzo często i wypróbowałam już niemal każdą wersję. Ta została na sam koniec i zdecydowanie mnie nie zawodzi.

Equilibra maska z masłem Shea- w opakowaniu zostały już resztki, muszę stwierdzić, że się z nią zaprzyjaźniłam. Do gustu przypadła mi gęsta konsystencja i efekt przyjemnego wygładzenia i nawilżenia.

Natura Siberica Loves Estonica- niby go lubię, alee... Balsam jest poprawny, ma dobre działanie, ale brakuje mi efektu WOW, jak to było w przypadku innych produktów tej marki.
SunOzon Haarschutz - Spray (Spray ochronny do włosów)- zaczęłam go używać już wiosną, gdy pojawiło się pierwsze mocniejsze słoneczko. Produkt ma za zadanie ochronić pasma przed promieniami słońca i faktycznie to robi. Spray nie skleja i nie obciąża włosów, a najważniejsze, że po pobycie na słońcu moje kłaczki nie przypominają wypłowiałego siana. Dużo dziewczyn chwali go za fakt, że chroni włosy farbowane, a nawet utrwala ich kolor.

Marion Natura Silk- jedwab w sprayu kupiłam jeszcze wiosną i do tej pory ze mną został. Jego zapach utrzymuje się przez wiele godzin po spryskaniu, a dodatkowo wygładza, ułatwia rozczesywanie i nadaje piękny połysk. Jego atutem jest fakt, że nie skleja, nie obciąża i kosztuje niewiele.

Isana Hair Professional Oil Care Haarol- nie ma lepszego olejku dla moich końcówek! Produkt perfekcyjnie wygładza, nawilża i poskramia moje końce. Dzięki niemu są proste, błyszczące i zabezpieczone przed urazami. Serum jest bardzo wydajne, gość gęste i kosztuje około 11-14 zł w Rossmannie. Jestem jego oddaną fanką.

Czego obecnie używacie do pielęgnacji włosów?
Znacie moje produkty?

W wolnym czasie zapraszam do dziewczyn:


Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 19 czerwca 2017

💚Niezawodny zestaw marki Equilibra. Szampon i maska- intensywnie odżywienie z masłem shea.💚

Bardzo się ucieszyłam, gdy kurier zapukał do drzwi z zapomnianą paczką. Nie spodziewałam się, że skrywa w sobie szampon i maskę marki Equilibra, a samej firmy byłam ciekawa od dłuższego czasu. Zauważyłam, że producent "lubi" aloes, dlatego pozytywnym zaskoczeniem była wersja z masłem Shea, które tak uwielbiam.
Na pierwszy rzut poszedł szampon, ponieważ mój dobił dna i szukałam ciekawego kosmetyku.
O szamponie od producenta:
Szampon przeznaczony do suchych i zniszczonych włosów, pozbawionych blasku. Zawarte w recepturze szamponu specjalnie dobrane naturalne składniki delikatnie oczyszczają, odżywiają i chronią włosy bez ich wysuszania. Ekstrakt z liści orzecha utrzymuje je zdrowe i lśniące. Masło Shea zaś odżywia je chroni oraz nawilża.

Co zawiera?
► Masło Shea: odżywia, chroni i nawilża
► Ekstrakt z liści orzecha włoskiego: utrzymuje zdrowe i lśniące włosy
► Proteiny pszeniczne: wzbogacają, wzmacniają strukturę
► Surfaktanty pochodzenia roślinnego: delikatnie oczyszczają
► ​Ekstrakt z siemienia lnianego: wzmacnia i odżywia
► ​Gliceryna roślinna: zapewnia miękkość, blask, wzmacnia i wygładza

NIE ZAWIERA: PARABENÓW ► WAZELINY ► PEG ► SLS i SLES ► ALKOHOLU ► SILIKONÓW ► BARWNIKÓW ► DODATKU SOLI ► ALERGENÓW
DELIKATNIE PERFUMOWANY ► ŁAGODNY ► TESTOWANY KLINICZNIE
98% SKŁADNIKÓW POCHODZENIA ROŚLINNEGO

Składniki: Aqua (Water), Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Junglans Regia (Walunt) Leaf Extract, Linum Usitatissium (Linseed) Seed Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Parfum (Fragrance), Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Citric Acid, Tetrasodium Gluta Mate Diacetate, Dehydroacetic Acid.
250 ml biała butla wykonana z nieprzeźroczystego plastiku, posiada przyjemną i schludną szatę graficzną. Wewnątrz kryje się przeźroczysty, średnio gęsty żel o lekko brązowym odcieniu.
Zapach jest niemal niewyczuwalny, bardzo delikatny i subtelny, nie pozostaje on wyczuwalny po umyciu. Szampon odżywczy z masłem Shea świetnie się pieni, mała ilość płynu tworzy mnóstwo piany, która skutecznie myje moje pasma. Używany codziennie lub co drugi dzień nie wysuszył i nie podrażnił skalpu, nie wywołał u mnie łupieżu, więc jestem bardzo zadowolona z tego faktu.
Po ścięciu u fryzjerki moje włosy są za talię, ale jest ich bardzo dużo, zawsze zmagałam się z ich plątaniem. Zapomniałam jednak o tym nieprzyjemnym fakcie, od kiedy stosuję wersję z masłem Shea. Po wyschnięciu moje włosy są cudownie sypkie i gładkie, końce dociążone i miękkie.
Czy je wzmacnia? Na szczęście nie mam problemów z wypadaniem włosów, więc nie mam pewności czy jeszcze bardziej ograniczył ten proces.
Produkt spisał się na 5+, spełnił moje oczekiwania.
Ile kosztuje, gdzie można go kupić? Koszt takiej butli wynosi około 20 zł, a można dostać ją w sklepie Equilibra oraz w wielu innych drogeriach internetowych i stacjonarnych.
Chętnie wypróbuję inne wersje, mam nadzieję, że mnie nie zawiodą.
O masce od producenta:
Maska idealnie się sprawdzi w przypadku suchych, zniszczonych i pozbawionych blasku włosów. Dzięki działaniu specjalnie dobranych naturalnych składników aktywnych ułatwia rozczesywanie, a także zapewnia im odżywienie i nawilżenie. Wygładza włosy na całej ich długości. Pozostawia je miękkie i błyszczące. Ekstrakt z liści orzecha sprawia, że stają się zdrowe i lśniące. Masło Shea odżywia, chroni oraz nawilża.

Co zawiera?
► Masło Shea: odżywia, chroni i nawilża
​► Ekstrakt z liści orzecha włoskiego: utrzymuje zdrowe i lśniące włosy
► Składniki odżywcze z olejków roślinnych: zapewniają miękkość i łatwe rozczesywanie
► Ekstrakt z siemienia lnianego: wzmacnia i odżywia
► Gliceryna roślinna: zapewnia miękkość, blask, wzmacnia i wygładza

NIE ZAWIERA: PARABENÓW ► WAZELINY ► PEG ► ALKOHOLU ► SILIKONÓW ► BARWNIKÓW ► ALERGENÓW
DELIKATNIE PERFUMOWANA ► ŁAGODNA ► TESTOWANA KLINICZNIE
98% SKŁADNIKÓW POCHODZENIA ROŚLINNEGO

Składniki: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Glycerin, Butyrospermum Parkii ( Shea) Butter, Juglas Regia (Walnut) Leaf Extract, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Dicaprylyl Ether, Lauryl Alcohol, Parfum (Fragrance), Sodium Stearoyl Glutamate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Tetrasodium Glutamnate Diacetate, Dehydroacetic Acid.
Zazwyczaj nie kupuję masek o pojemności 200ml, ponieważ moje włosy lubią "większe" opakowania. Plastikowy słoiczek skrywa gęstą maskę o barwie ecru oraz przyjemnym, delikatnym zapachu.
Dzięki swojej konsystencji mazidło nie spływa z wilgotnych włosów, świetnie się po nich rozprowadza i nie sprawia kłopotów podczas zmywania.
Już od pierwszego użycia zauważyłam, że pasma są zdyscyplinowane. Nabrały sypkości, lekkości i miękkości. Zaczęły się układać, a końce przestały wywijać. Powrócił dawny blask.
W moim przypadku wystarczyła mi na około 7-8 użyć, a jest to naprawdę świetny wynik przy moich pasmach. Zauważyłam, że na włosy należy nakładać małą ilość maski, aby ich nie obciążyć, ponieważ będą wyglądały na brudne i tłuste.
Jestem pozytywnie zaskoczona produktami Equilibra, cena maski wynosi 29 zł i tak jak szampon można dostać ją w wielu sklepach.

Jestem ciekawa czy znacie markę oraz jakie produkty polecacie same.
Udostępnij ten wpis

niedziela, 18 czerwca 2017

❤️Walka o piękną cerę zaczyna się od świadomego odżywiania. Przepyszna i zdrowa przekąska- Baton Warszawski.❤️

Przyznaję się bez bicia, często zapominam o śniadaniu i przez resztę przedpołudnia czuję głód. Zawsze staram się wrzucić do torebki batonik musli kupiony w sklepie z owadem w logo, lecz jestem świadoma, że nie jest to najlepszy wybór.
Ukończyłam technikum gastronomiczne, dlatego uwielbiam testować nowe przepisy i smaki, więc z prawdziwą przyjemnością przystąpiłam do testów zdrowych Batonów Warszawskich.
Co mówi o sobie producent?
"Po prostu chcieliśmy zrobić słodycz, który będzie normalnym jedzeniem, kieszonkowym a pełnowartościowym posiłkiem. To baton, który nadaje się nawet dla cukrzyków z racji bardzo niskiego indeksu glikemicznego (IG ok. 32). Zawiera też potężną dawkę błonnika - do 25% dziennego zalecanego spożycia w jednym batoniku. Dzięki temu Baton Warszawski syci na tak długo.
Naszą ideą było stworzenie produktu naturalnego, dlatego mąkę wytwarzamy sami. Nie kupujemy gotowego alkalizowanego i odtłuszczanego kakao, tylko całe ziarna kakaowca, które sami mielimy. Dzięki temu klient może mieć pewność, że produkty zachowują maksimum swoich wartości - przygotowane w dniu produkcji!!!''

Kilka słów o produkcie:
Zafunduj sobie słodką, a zdrową przyjemność na każdy dzień. Bo warto o siebie zadbać. Dostarcz sobie potrzebne mikro i makro elementy pochodzące w 100% z naturalnych składników. Słodkości nie muszą być niezdrowe.
Baton Warszawski nie zawiera glutenu, arachidów, laktozy ani sacharozy, w trosce o osoby, które z konieczności albo z wyboru wykluczyły je ze swojej diety. Większość batonów reklamujących się jako zdrowe, te składniki zawiera. Ilość wszystkich cukrów prostych jest od 250% do 500% mniejsza niż u konkurencji, a ilość błonnika jest od 40% do 400% wyższa. Indeks glikemiczny obniżyliśmy do ok 30-35 IG.Baton Warszawski, to słodycz bez poczucia winy.
Truskawka i wanilia (wegański)
Skład: bezglutenowe płatki owsiane, bezglutenowa mąka owsiana, BIO olej kokosowy, daktyle, truskawka, ksylitol, BIO siemię lniane, BIO wiórki kokosowe, naturalny ekstrakt z wanilii bourbon, sól himalajska, woda źródlana.

Mój ulubieniec. Po otwarciu foliowej osłonki uwolnił się słodki aromat owoców. Baton smakuje jak truskawkowy dżem z subtelną nutą wanilii, dodatki tworzą spójną i przepyszną całość. Smakołyk posiadał dość miękką konsystencję, był lekko wilgotny i kruchy. Dzięki odpowiedniemu składowi przysmak jest bardzo syty i na długi czas zapomniałam o głodzie.
Ziarno kakaowca i BIO pomarańcza (wegański)
Skład: BIO mąka jaglana, suszone daktyle, BIO słonecznik, BIO siemię lniane, BIO sezam, BIO olej kokosowy, ksylitol, zmielone ziarno kakaowca, BIO skórka pomarańczy, sól himalajska, woda źródlana.

Ciemny baton przypadnie do gustu fanom gorzkiej czekolady i aromatycznej pomarańczy. Nie jest już tak słodki, jak poprzednia wersja, lecz wcale mi to nie przeszkadzało.
Gryczany z sezamem i goji (wegetariański)
Skład: BIO mąka gryczana, BIO siemię lniane, BIO słonecznik, BIO sezam, figa suszona, BIO olej kokosowy, ksylitol, miód, sól himalajska, woda źródlana.

Jego smak zaskoczył mnie najbardziej. Zdrowa przekąska swoim zapachem przypomina mi moje ulubione sezamki, jednak ta wersja jest o wiele zdrowsza, ponieważ wykonana ze wspaniałych składników. Przysmak nie jest już tak słodki, ale jego smak jest naprawdę ciekawy i wyjątkowy.
Porzeczka i kokos (wegański) - bestseller!
Skład: BIO wiórki kokosowe, BIO mąka jaglana, BIO słonecznik, daktyl suszony, BIO olej kokosowy, ksylitol, BIO siemię lniane, suszona czarna porzeczka, sól himalajska, woda źródlana.

Na sam koniec prawdziwa petarda. Uwielbiam kwaśne porzeczki i smak kokosa, więc ta opcja okazała się dla mnie strzałem w 10. Całość tworzy zgraną kompozycję.
Podsumowanie:
Każdy batonik wykonywany jest ręcznie. Przysmaki są zapakowane w foliowe osłonki oraz papierowe kieszonki, na których znajdują się najważniejsze informacje o produkcie, oraz data przydatności do spożycia. Termin ważności wynosi od 45 dni do 3 miesięcy.
Bardzo spodobał mi się fakt, że każdy przysmak nie został zmielony na jednolitą masę, a można w nim było wyczuć różne ziarenka, które po rozgryzieniu wybuchały eksplozją smaku.
Zestaw 7 batoników kosztuje 35zł, a można dostać je w sklepach internetowych i stacjonarnych, których lista znajduje się na stronie producenta.
Największym plusem dla mnie jest fakt, że między innymi nie zawiera glutenu i laktozy.

Lubicie zdrowe przekąski?
Jakie wybieracie najczęściej?
Udostępnij ten wpis

sobota, 17 czerwca 2017

Podkład widmo? Recenzja Affinitone Mineral od Maybelline.

Zaszalałam w Rossmannie podczas promocji i chciałam koniecznie wypróbować podkład Maybelline SuperStay 24H, ale w sklepie był tylko najciemniejszy odcień, dlatego zdecydowałam się na wersję dla skóry wrażliwej Affinitone Mineral i tutaj zaczynają się schody.
O produkcie:
Ekskluzywna mineralna formuła idealnie podkładu Maybelline Affinitone Mineral dopasowuje się do wszystkich odcieni skóry. Perfekcyjnie pokrywa skórę, nadając jej nieskazitelny, naturalny wygląd. Wygładza i rozpromienia. Doskonały do każdego rodzaju cery, nawet wrażliwej. Podkład Maybelline Affinitone Mineral dostępny jest w 6 odcieniach.
Składniki - pigmenty w 100% mikromineralne:
- 0% talku,
- 0% zapachu,
- 18 SPF.

Efekt: zdrowy i naturalny wygląd skóry.
Widoczny efekt udowodniony już po 8 tygodniach stosowania*:
+ 51% bardziej wygładzona skóra,
+ 33% bardziej promienna skóra,
+ 17% lepiej nawodniona skóra.

Skład: Acqua/Water, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycerin, Isotridecyl Isononanoate, PEG-9, Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Disteardimonium Hectorite, Dimethicone / Polyglycerin-3 Crosspolymer, Sodium Chloride, Phenoxyethanol, Methylparaben, Disodium Stearoyl Glutamate, Chlorphenesin, Disodium EDTA, Acrylates Copolymer, Propylparaben, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Aluminium Hydroxide, PEG-9, Ethylparaben, Isobutylparaben, Butylparaben.
May contain: CI 77891, Titanium Dioxide, CI 77499, CI 77492, CI 77491, Iron Oxydes.
Produkt wizualnie wygląda bardzo ładnie. Szklana buteleczka, estetyczna szata graficzna oraz poręczna i higieniczna pompka, która się nie zacina.
 Konsystencja jest dość rzadka, przez co mam wiecznie ubrudzone opakowanie, co mnie niesamowicie irytuje. Przez rozrzedzoną konsystencję podkład niestety pozostawia smugi na twarzy, praca z nim wymaga dość sporo czasu, aby twarz prezentowała się w miarę wyjściowo.
Następnym minusem jest fakt, że zbiera się w załamaniach, drobnych zmarszczkach i na nieszczęście podkreśla suche skórki. Mam wrażenie, że z każdą próbą roztarcia malowidło znika z powierzchni skóry, nie trzyma się jej i podkreśla jej mankamenty.
Poziom krycia jest wręcz zerowy, podkład o odcieniu 010 Ivory posiada żółty pigment, który nie kryje niedoskonałości i widocznych naczynek.
Gdy już jakimś cudem uda się nam pokryć nim twarz, możemy zauważyć okropny blask, który ciężko jest przypudrować ze względu na znikający produkt. Trwałość? 2-3 godziny? Po upływie tego czasu pojawia się błyszcząca strefa T.
Jedynym plusem jest jego delikatny i przyjemny zapach oraz fakt, że nie oksyduje (może dlatego, że ściera się i nie ma co ciemnieć?)
Uważam, że produkt nie nadaję się zarówno do tłustej, jak i suchej cery. Za każdym razem podkreśla te rzeczy, które chcemy ukryć. Kosztuje całkiem sporo, bo w okolicy 40 zł. Jest to zdecydowanie zawyżona cena, nie dałabym za niego nawet 1 zł.
Markę Maybelline uwielbiam, jestem jednak rozczarowana ich "dziełem", które ma pełno usterek.

Jestem ciekawa czy same spotkałyście podkładowe buble.
Udostępnij ten wpis

piątek, 16 czerwca 2017

💗 #5 Niekosmetyczni ulubieńcy tygodnia. + bananowe racuszki z cukrem kokosowym.💗

Ten tydzień minął mi jak kilka godzin. Przez nadmiar prac zabrakło mi czasu na bloga, ale dziś nie mogę odpuścić sobie moich faworytów. Tydzień zaowocował w mnóstwo powtórek, których nigdy nie mam dość.
Ulubiony serial📺
Zazdroszczę każdemu, kto nie poznał serialu Skins wyprodukowanego w Anglii. Produkcja składa się z 7 sezonów, które były emitowane od 2007 do 2013 roku.
Skins to brytyjska opowieść o trzech generacjach nastolatków, ich miłości, problemach i dylematach.
Polubiłam go za to, że każdy odcinek poświęcony jest innej osobie, możemy zobaczyć, jak widzi świat swoimi oczami.
Pierwszy raz zobaczyłam go ponad rok temu, ostatnio przypomniałam sobie o nim i wróciłam z prawdziwą przyjemnością.

Ulubiona książka📚
Izabela Wieniawska, dziennikarka pisma o kulturze, ma wszystko, co sobie wymarzyła: dobrą pracę, kochającego mężczyznę, mieszkanie, do którego wkrótce ma się wprowadzić. Jest na prostej drodze do szczęścia. Ale los bywa przewrotny. Izabela nie wie, że niebawem jej poukładany świat stanie na głowie, a dotychczasowe plany trzeba będzie zweryfikować, a co najważniejsze – zadać sobie pytanie, czym jest przyjaźń i jak wiele jesteśmy w stanie dla niej zrobić?

„Szczęście pachnie bzem” to poruszająca opowieść o zaufaniu, miłości i przyjaźni, która bywa narażona na próby, a także o szczęściu zaklętym w zapachach i miejscach…
Czytelnicy spotkali się z bohaterami książki w powieści „Aleja Bzów”.

Już kiedyś przedstawiłam pierwszą część, teraz przyszła kolej na kontynuację. Spodobała mi się postać Izabelii, miałam wrażenie, że to taka polska Bridget Jones. Jej życie jest pełne niespodzianek, które nie koniecznie należą do miłych. Świetnie napisana powieść przez panią Aleksandrę Tyl trafia u mnie na podium. Przeczytałam ją w ciągu 2-3 wieczorów i ciągle mi mało!

Ulubiony film🍿
Film, o którym dziś opowiem, będzie emitowany jutro w TVN o godzinie 20.00
Mowa o "Czas na miłość" i Domhnalle, który zagrał Tima. Chłopak dowiedział się od ojca, że mogą podróżować w czasie, a tym samym naprawić sytuacje z przeszłości, które nie poszły po jego myśli.
Podróż ma też wady, może być niebezpieczna. Ciepły film pełen miłości, polecam go każdemu.

Ulubiona piosenka🎶
Od jakiegoś czasu jestem zakochana w "Believer" Imagine Dragons. Za każdym razem mam ciary, gdy jej słucham.
Ulubiona potrawa🍽️
Dziś bez udziwnień, pojawią się przepyszne racuszki z cukrem kokosowym i przepyszną żurawiną.
Nigdy wcześniej nie miałam okazji go próbować, więc z prawdziwą ciekawością wybrałam go z całego asortymentu, który znajduje się w sklepie Galeria Herbat.
Ta wersja jest alternatywą cukru białego, ma jasnobrązowy odcień i ciekawy smak, który przypomina mi karmel. Jest wykonywany z palmy kokosowej, posiada niski indeks glikemiczny, dlatego mogą go używać osoby zmagające się z cukrzycą.
Nadaje się do wyrobów spożywczych i cukierniczych, nie jest ratyfikowany, a do tego posiada sporo składników odżywczych. 300 g opakowanie kosztuje 11,99 zł, uważam, że jest bardzo ciekawy i warto go wypróbować.

Składniki na racuchy (większa porcja na obiad):
- mąka pszenna 500 g
- 2-3 łyżki cukru kokosowego
- jajko
- 25g drożdzy
- 1,5 szklanki mleka
- 2 łyżki cukru waniliowego lub olejku pomarańczowego
- 2 banany
- olej

Przepis:
1. Do miski przełożyć odmierzone drożdże, zalać mlekiem, dodać cukier kokosowy i wymieszać do całkowitego rozpuszczenia drożdży.
2. Zaczyn odstawiamy na 10-20 minut. Do dużej misy przekładamy mąkę, pozostały cukier waniliowy/ olejek pomarańczowy, następnie zaczyn i odstawiamy do wyrośnięcia ciasta.
3. Gdy ciasto jest już gotowe, rozgrzewam patelnię z dodatkiem oleju i smażę małe placuszki, a na wierzchu układam plasterki świeżego banana.
4. Smażę na wolnym ogniu, aż placuszki nabiorą złotego koloru, Całość posypuję cukrem pudrem i żurawiną.
Racuszki można jeść na gorąco lub zimno, świetnie pasują jako danie obiadowe lub słodką kolację.

Znacie moich ulubieńców? Jakie seriale polecacie?


Udostępnij ten wpis

czwartek, 15 czerwca 2017

💄Kolorowi ulubieńcy. Czego obecnie używam do makijażu?💄

Wraz z kilkoma dziewczynami z innych blogów postanowiłam napisać post o moich ulubieńcach, których używam do codziennego makijażu. Obecnie jestem na tym etapie, że mam wiele sprawdzonych kosmetyków, których będę się trzymała przez długi czas. Polubiłam je na tyle, że nie mam ochoty na testowanie nowości.
Zazwyczaj korzystam z paletki korektorów Catrice. Wewnątrz znajduje się 5 odcieni, jednak najczęściej używam pierwszego po prawej do rozświetlenia okolic oka.
Bezgranicznie zakochałam się w podkładzie L'oreal True Match, który cudownie dopasowuje się do odcienia skóry. Polubiłam go za naturalny efekt, brak maski oraz przepiękne rozświetlenie. Twarz wygląda zdrowo i promiennie. Jeśli chodzi o puder, od chwili premiery w Rossmannie używam tylko i wyłącznie Banana Powder Wibo. Posiada delikatny, żółty odcień, który skutecznie maskuje zaczerwienienia i popękane naczynka. Na wiele godzin matuje skórę, otrzymany rezultat pasuje mi w 100%.
Dawniej nie używałam bronzera i rozświetlacza, zupełnie nie mam pojęcia dlaczego. Obecnie w mojej kosmetyczce znalazły się trzy palety. Pierwsza od Wibo w kasetce skrywa 6 rozświetlaczy o niecodziennym wykończeniu. Na skórze mieni się na niebiesko, różowo, a nawet i fioletowo. Idealny, wakacyjny produkt.
Zestaw Catrice kupiłam już jakiś czas temu, ze względu na przepiękny odcień bronzera. Jest on na tyle subtelny, że nie zrobimy nim sobie krzywdy.
Na samym końcu moja perełka, czyli Face Strobing Palette od Kobo. Uwielbiam ją za chłodne tony i niesamowity rozświetlacz.
Czekoladowe cienie od Makeup Revolution idealnie nadają się do delikatnego, dziennego makijażu. Brązowe i fioletowe kolory pięknie podkreślają i wydobywają zieleń moich tęczówek. Paleta posiada lusterko, więc używam jej najczęściej. 
Jeśli chodzi o tusze, mam aż trzech faworytów i nie mogę wybrać najlepszego. Pierwsze miejsce zajmują Infinitize od Avonu, Studio Lash od Miss Sporty oraz Sensational Black od Maybelline. Każda mascara świetnie pogrubia, wydłuża i podkreśla moje krótkie rzęsy. Żelowy eyeliner Saffron kupiłam kiedyś przypadkiem i pozostał ze mną na dłużej. Jest niezwykle trwały, a kreska w odcieniu głębokiej czerni nie pęka na powiece w ciągu dnia.
Od kilku lat na moich brwiach ląduje kremowy cień Maybelline Color Tattoo w odcieniu Taupe. Zazwyczaj zamawiam go online za kilka złotych, produkt sam w sobie jest nie do zdarcia, a najbardziej lubię go za wydajność.
Gdy wiem, że nie mogę pozwolić sobie na kolor, wybieram balsamy EOS lub masełko Isana o zapachu karmelu. Mam słabość do matowych pomadek, dlatego w torebce zawsze znajdę miejsce na produkt, który dba o nawilżenie moich ust.
Najczęściej wybieram zestaw K-lips od Lovely w kolorze ceglanej czerwieni. Czuję się w nim świetnie, chociaż dawniej nie widziałam się w tych barwach. Jeśli kupuję malowidła do ust, wybieram je ze względu na niską cenę i dobrą trwałość. Tak więc znajdziecie u mnie pełno malowideł od Essence, Lovely i Golden Rose.

W wolnym czasie zapraszam do dziewczyn:

Jestem ciekawa czy "polubiłyście się" z moimi faworytami.

Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 12 czerwca 2017

💙Niebieska pomadka do ust? BELL Magic Jungle Chameleon Lipstick.💙

Zawsze marzyła mi się pomadka zmieniająca kolor, ale nigdy nie było mi po drodze zakupić produkt Berry M Genie Lip. Zniechęcała mnie cena, prawie 23 zł to zdecydowanie dla mnie za dużo za szminkę, więc bardzo ucieszyłam się, gdy zobaczyłam prawie 3x tańszego odpowiednika w Biedronce.
O produkcie:
Magiczna pomadka o intensywnie zielonym lub niebieskim kolorze sztyftu. Po nałożeniu zmienia kolor na różne odcienie różu w zależności od naturalnego koloru ust. Pomadka ma właściwości tintujące – składniki zawarte w formule barwią naskórek, dzięki czemu kolor na ustach jest trwały i wygląda naturalnie. Pomadka daje uczucie komfortu, wygładza usta i nie wypływa poza ich kontur.
Magic Jungle – limitowana kolekcja dostępna wyłącznie w sieci sklepów Biedronka w okresie 05-07/2017
Lubię estetyczne opakowania, a to jest dość tandetne. Różowy plastik wygląda tanio i nie przyciąga uwagi, zapewne dlatego nie kupiłam jej wcześniej. Szkoda, że całość, a przynajmniej zatyczka nie została wykonana z lepszego materiału, ponieważ to przypomina mi zabawkowe kosmetyki dla dzieci.
Wewnątrz skrywa się dość miękki, niebieski sztyft, który przez swój odcień kojarzy się z plasteliną. Podoba mi się słodki, owocowy zapach, który jest niezwykle przyjemny.
Na samym początku usta wyglądają sino, po kilku chwilach odcień zmienia się w chłodny fiolet lub róż. Intensywność barwy jest sprawą indywidualną, ponieważ jest on różny, ze względu na kolor warg.
Muszę przyznać, że pomadka jest nie do zdarcia. Pierw prezentuje się jak zwyczajny balsam ochronny, z czasem blask się "zjada" i pozostaje wgryziony kolor, który ciężko zmyć. Całość wygląda bardzo naturalnie, uważam, że jest to świetna baza do różowych szminek.
Bardzo przypadła mi do gustu i polecam ją z czystym sumieniem. 
Produkt można zakupić tylko w Biedronce za 8,99 zł, jest to edycja limitowana, dlatego warto się pośpieszyć i zakupić Chameleon Lipstick.

Macie ją? :)
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.