niedziela, 31 lipca 2016

Co zawiera moja kosmetyczka? Projekt zorganizowany przez Trusted Cosmetics.

Postanowiłam podjąć się wyzwania "Opróżniamy nasze kosmetyczki!", które pojawiło się na stronie Trusted Cosmetics.

Przez 6tygodni będę pisać o swoich faworytach kosmetycznych. Mam nadzieję, że dzięki temu przedsięwzięciu poznam wiele interesujących blogów o podobnej tematyce.
W tym tygodniu za zadanie mamy opowiedzieć o naszych kosmetyczkach i ulubionych produktach.
Postanowiłam nie pokazywać całości, a jedynie rzeczy, które na bank wzięłabym ze sobą w podróż, ponieważ są najlepsze i warte uwagi.
W dalszych częściach będę ukazywać więcej skarbów, więc tym razem pokazałam najlepsze perełki, bez których nie mogę się obejść.
Miesiąc temu byłam na weselu i właśnie te cuda pojechały w daleką drogę.
PS Odpuściłam sobie pokazywanie szamponu i innych produktów do włosów, bo o tych faworytach piszę dość często.
Na samym początku kolorówka, która towarzyszy mi w niezmienionym składzie od wielu miesięcy:
MUR Hot Smoked- jedna z piękniejszych palet. Z jej pomocą można wykonać dzienny oraz wieczorowy makijaż. Kilka kolorowych ocieni sprawi, że make-up nie będzie nudny i nijaki.
Plusem jest fakt, że w środku znajdziemy zarówno maty, jak i połyskujące cienie.
Malowidła mają genialną pigmentację i porządną trwałość. Przez większość czasu wyglądają przepięknie i wydobywają blask naszych tęczówek.
Rimmel Lasting Finish 25h- najlepszy podkład, jeśli chodzi o ogólny efekt, wykończenie, trwałość i cenę. Jestem posiadaczką cery mieszanej i ten produkt naprawdę daje radę podczas gorącej pogody.
Największy test przeszedł na weselu, ponieważ od 14 do 4 nie musiałam nic poprawiać! Nie miałam bazy, a mimo to, malowidło trzymało się do samego końca.
Rimmel Stay Matte- faworyt wśród wszystkich pudrów. Nie miałam jeszcze takiego kosmetyku, który przez 8godzin zapewnia idealny mat. Moja cera nie błyszczy się jak kula dyskotekowa, bo po użyciu posiada przyjemne satynowe, matowe wykończenie.
Maybelline Sensational-po pierwszym użyciu myślałam, że się nie polubimy. Na początku tusz posiada dość rzadką, klejącą konsystencję. Z czasem jednak nauczyłam się współpracy i mogę czarować długim i pogrubionym wachlarzem rzęs.
Maybelline Colour Tatoo 24h- posiadam kultowy kolor Taupe, którym wypełniam brwi. Cień nadaje się do tego idealnie, ponieważ posiada genialną trwałość i nie muszę obawiać się, że przypadkiem zetrę sobie kawałek malunku. :D
Konturówki- tutaj znajdziecie kredki Essence, Smart Girls Get More oraz Golden Rose. Każdą polecam z czystym sercem, ponieważ dają piękne, matowe wykończenie i nie przesuszają naszych warg.
Po moich kolorówkowych wywodach czas na resztę.
5th Avenue- mój ukochany! Dawno nie miałam tak pięknego zapachu, który sprawia, że czuję się kobieco.
Płyn micelarny Garnier z olejkiem arganowym- dostałam go do testów i polubiłam od pierwszego demakijażu. Dzięki niemu nie muszę się martwić o wodoodporny makijaż i podrażnienia. Kiedyś to było codziennością, ponieważ przez 10minut nie mogłam pozbyć się jednej kreski z powieki.
Chusteczki nawilżone- zawsze towarzyszą mi w kosmetyczce czy torebce. Podczas długich podróży są wybawieniem! Szczególnie kiedy zejdzie powietrze z opony w aucie i musisz ją napompować.
Maska dziegciowa Bania Agafii- używam jej od ponad roku i kupiłam już następne opakowanie. Moja cera jest oczyszczona oraz pozbawiona nadmiaru sebum. Twarz wygląda promiennie i zdrowo.
Żel Dove-jedna z najlepszych firm, która produkuje żele pod prysznic. Dzięki nim moja wrażliwa skóra jest ukojona i nawilżona.

Gratuluję każdemu, kto dotarł do końca moich wywodów. Jak widać nie muszę brać małej walizki, aby zebrać moich faworytów.
Jestem ciekawa jak wygląda Wasza kosmetyczka?
Bierzecie udział w projekcie? Jeśli tak, chętnie poczytam Wasze posty.

sobota, 30 lipca 2016

Zadbaj o swoje stopy.



Jakoś boję się zaryzykować i użyć skarpetek złuszczających. Latem totalnie odpada ten zabieg, ponieważ bez przerwy chodzę w paskach czy klapkach. Na pomoc jednak wyszła mi firma Efektima, która oferuje peeling i maskę do stóp za 2,49zł. Na wypróbowanie kupiłam jedną saszetkę i na dniach biegnę do Rossmanna po więcej!

O produkcie:
PEELING DO STÓP
Kremowy peeling stworzony dla nowoczesnych kobiet. Działa szybko i skutecznie, bez konieczności przeprowadzania żmudnych i czasochłonnych zabiegów.
Dzięki precyzyjnemu połączeniu kwasu migdałowego, kwasu mlekowego oraz oleju sojowego, który zawiera również witaminę E, preparat działa błyskawicznie, przywraca stopom ich zdrowy wygląd, pozostawiając skórę miękką i gładką. Peeling reguluje odnowę komórkową, złuszczając wierzchnie warstwy naskórka (zrogowacenia), przywraca zniszczonym stopom odpowiedni poziom nawilżenia sprawiając, że skóra pozostaje intensywnie wygładzona, miękka i miła w dotyku.

MASKA DO STÓP
Dzięki precyzyjnemu połączeniu gliceryny, mocznika, parafiny, wyciągu z bergamotki, masła Shea oraz Dermosoft Decalact działanie maski jest silne i długotrwałe. Intensywnie zmiękcza i dogłębnie nawilża. Jest doskonałym preparatem na przesuszoną i zrogowaciałą skórę stóp. Po jej zastosowaniu popękana skóra na piętach staje się wygładzona, miękka i miła w dotyku.
Ponadto posiada działanie bakteriobójcze i przeciwgrzybiczne. Jest także ukojeniem dla przemęczonych i bolących stóp.

Tutaj nie mam zastrzeżenia do saszetki, ponieważ opakowanie wystarcza mi na jedno użycie.
Po otwarciu byłam zdziwiona konsystencją, ponieważ przypomina mi peeling enzymatyczny. Nie zawiera drobnych, ścierających drobinek. Posiada jasny, lekko żółty odcień i średnio przyjemny, dość kwaśny zapach.
Po 15minutach starłam maź chusteczką jak radzi producent i co zauważyłam?
Już po pierwszym użyciu widać, że zniknęły wszelkie zrogowacenia, stary naskórek i suche skórki. Pięty są bajecznie miękkie i gładkie bez użycia pumeksu.
Następnie nałożyłam maskę, która jeszcze bardziej nawilżyła już i tak miękką skórę stóp. Po raz pierwszy miałam tak przyjemne stópki, jak po wizycie w salonie kosmetycznym! Wyglądały jak nóżki małego dziecka!
Podczas zabiegu nie odczuwałam mrowienia, pieczenia, gorąca ani nie innych negatywnych właściwości.
Ogólnie jestem zachwycona produktem i na bank użyję go nie raz. Uważam, że za tak niską cenę możemy osiągnąć genialny efekt, który jest widoczny gołym okiem.

Jestem ciekawa, jakich kosmetyków do stóp używacie? :)

Ps Pisząc ten post, momentalnie przypomniałam sobie piosenkę, którą tata śpiewał mi w dzieciństwie.
Leciała jakoś tak "Moje nóżki pachną cudnie, rano wieczór i w południe!"
Takim wesołym akcentem życzę miłego, sobotniego wieczoru.

czwartek, 28 lipca 2016

Flowers in the sun- wspomnienie przechadzek po malowniczych, kolorowych ogrodach.

Wow! Gdy otworzyłam paczuszkę z nowymi woskami, ten przykuł moją uwagę. Zwróciłam uwagę na piękną naklejkę i cudowny, odurzający aromat. Nowa seria bez wątpienia należy do genialnych i moim zdaniem, warto ją zdobyć.
Swoją tartę zamówiłam w sklepie internetowym Goodies, ale można kupić je również stacjonarnie.
O zapachu:
Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o promiennym zapachu słodkich kwiatowych pąków, przywołujący wspomnienie przechadzek po malowniczych, kolorowych ogrodach.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam wosk, na myśl przyszły mi beztroskie lata i gorące lato u dziadków.
Babcia zawsze dbała o swój ogródek i było w nim pełno kwiatów, najbardziej podobały mi się pełne, różowe piwonie oraz pachnący groszek.
Po rozpaleniu przeniosłam się do magicznego ogrodu i szczęśliwego dzieciństwa.
Od zawsze uwielbiam kwiatowe zapachy i może dlatego, tarta przypadła mi do gustu.
Żółty wosk po rozpaleniu przypomina mi perfumy Femme, których codziennie używam.
Urzedł mnie swoją kobiecą, lekką nutą, która w krókim czasie rozprzestrzenia się po pomieszczeniu.
Subtelny oraz słodki zapach zdecydowanie dobije serce każdej woskomaniaczki. Nie jest mdlący, ma w sobie niezwykłą czystość i czuję się odprężona, gdy rozpalam kominek.
Flowers in the sun to tarta, którą warto mieć w swoich zbiorach.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do wypróbowania.
Jeśli go macie, jakie jest Wasze zdanie?

Wakacyjne nowości- Balea, Dove, Bania Agafii, Babcia Gertruda. Pielęgnacyjne szaleństwo!

Dacie wiarę, że całkowicie zapomniałam o zdenkowanej pielęgnacji? Zostałam praktycznie z końcówką szamponu i płynem, który mnie uczula, nie miałam więc wyjścia i podczas odwiedzin nowej szkoły, wybrałam się do drogerii. Uwielbiam co jakiś czas odwiedzać sklep Sekrety Urody, ponieważ znajdę tam wiele produktów niedostępnych w Rossmannie i Naturze.
Nawet nie wiecie, jak byłam zaskoczona, gdy odkryłam, że posiadają szafy Sleek'a oraz MUR. Jest w czym wybierać i na bank wybiorę się tam po urodzinowy prezent. Ceny nie są wygórowane, wręcz są niższe niż w sklepach on-line.
Jeśli macie w pobliżu drogerię Sekrety Urody, polecam się do niej wybrać.
Jednak nie o tym mowa i zapraszam Was na mój lipcowy zbiór nowości. Oczywiście kosmetyki Balea dostałam od wujka i cioci z Niemiec, jestem niezwykle zadowolona, ponieważ otrzymałam wiele nowości, które z chęcią przetestuję.
Maski Agafii są moimi faworytami, zawsze się sprawdzają, dlatego też postawiłam na trzy maski- odświeżającą, tonizującą oraz kontrastowo tonizującą. Niestety wiem, że nie każda polubi się z tymi mazidłami. U niektórych powodują wysyp pryszczy, u mnie na szczęście działają genialnie. Są tanie i niezawodne. Cena każdej z nich waha się od 4-6zł.
Następnie przyszedł czas na niemiecką Babcię Gertrudę. Posiadam balsam do włosów i jestem zachwycona jego właściwościami, dlatego teraz za 7,99zł kupiłam żel do mycia o zapachu poziomki i mięty oraz regeneracyjny szampon. Moim zdaniem warto się im przyjrzeć bliżej i wypróbować na własnej skórze.
Przyszedł czas na kosmetyki zza zachodniej granicy Polski. Żałuję, że u nas nie ma drogerii DM, chociaż może to i dobrze? Nie wydam całej wypłaty na kosmetyki, ale trzeba mieć na co ją wydawać? I tu nachodzi mnie myśl „Weź tu babcie dogódź".
Jak widać dostałam masę nowości i zabieram się do testowania. Wśród nich znalazłam szampon, cztery żele pod prysznic, piankę do golenia oraz trzy dezodoranty.
Nie muszę chyba wspominać, że każdy produkt ma genialny zapach?

Na brak nowości nie narzekam, więc szykuje się masa recenzji.
Miałyście może któryś z tych produktów?











środa, 27 lipca 2016

Jak pozbyć się rozszerzonych porów? Czy jest w stanie temu zaradzić maska AA? +Wyniki rozdania.

Rozszerzone pory nigdy mi nie przeszkadzały, ponieważ mam ich niewiele w okolicy nosa i policzków.
Jednak jak każda z nas, chcę mieć piękną i nieskazitelną cerę. Na zakupach w Rossmannie zauważyłam ciekawą maseczkę firmy AA, która ma zniwelować wszelkie niedoskonałości.
Produkt można kupić w każdej drogerii za około 2złote.

O produkcie:
0% alergenów, parabenów, barwników. Maseczka opracowana z myślą o skórze z rozszerzonymi porami - dzięki wyspecjalizowanym składnikom - zmniejszy ich widoczność i zredukuje wydzielanie sebum. Ekstrakt z owoców róży wielokwiatowej wyraźnie zwęża pory, reguluje wydzielanie sebum oraz wygładza powierzchnię skóry. Kompleks roślinnych polisacharydów i gliceryna zapobiegają przesuszeniu skóry, a prowitamina B5wraz z alantoiną łagodzą podrażnienia i zaczerwienienia.

Jak większość maseczek, ta również znajduje się w nieporęcznej saszetce. Ponieważ opakowanie zawiera aż 10ml produktu, ten starcza mi na 3 użycia, więc muszę kombinować nad ochroną saszetki, aby nie ubrudzić kasetki, w której trzymam wszelkie produkty do twarzy.
Po bezproblemowym otwarciu ukazuje się nam białe, kremowe mazidło o przepięknym zapachu. 
Producent radzi, aby nałożyć grubą maski warstwę, którą po 10minutach należy zebrać, lecz skóra ją uwielbia i dosłownie "pije". Pozostaje jedynie cienka warstwa, którą z łatwością można usunąć.
Po wykonanym spa możemy zauważyć korzystną zmianę. Cera jest zdecydowanie ładniejsza, ujednolicona i przyjemnie gładka.
Nie zauważyłam jednak mocnego zwężenia porów, ale jestem w 100% zadowolona z otrzymanych efektów.
Mało która maseczka tak pięknie matuje cerę oraz łagodzi wszelkie podrażnienia.
Jak najbardziej byłam zadowolona z efektu i polecam ją każdej osobie, która chce nawilżyć swoją twarzyczkę.

Ps Na stronie pojawiły się wyniki rozdania.

wtorek, 26 lipca 2016

Krótkie paznokcie też mogą być ładne i zadbane.

Co jakieś 2miesiące ścinam paznokcie na zero, aby odrosły nowe. Wystarczy miesiąc, abym cieszyła się z naprawdę długich szponów, ale szczerze mówiąc, nie przepadam za nimi.
Nie zauważyłam, aby hybryda miała na nie zły wpływ, ba! Są mocniejsze, grubsze i przestały się rozdwajać.
Tym razem postanowiłam wypróbować nowy lakier Victorii Vynn, w pięknym fuksjowym odcieniu. Aby nie wiało nudą, na serdecznym palcu znalazła się naklejka wodna, która przedstawia kwiaty. 
Jak dla mnie, jest to idealny letni manicure. O lakierach postanowiłam napisać osobną recenzję, ponieważ chcę przetestować je również u innych osób, aby mieć jak największe pojęcie o danym produkcie. 

PS Gustaw pytał, czy na jego pazurkach wyczaruję równie piękne zdobienie.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Może drinka? Nowa seria zapachów od Yankee Candle.

Nie muszę wspominać, że uwielbiam woski YC? Firma postanowiła umilić nam resztę lata i wakacji, więc wprowadziła genialną serię, która zawiera 4 nowe zapachy.
Oczywiście zamówiłam je od razu, ponieważ woskomania mnie pokonała. Jestem niezmiernie zadowolona, że sklep Goodies daje nam ogromny wybór tart, włącznie z nowościami.
O produkcie:
Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o cudownym zapachowym połączeniu marakui, mango i pomarańczy. Usiądź wygodnie i zrelaksuj się popijając soczysty tropikalno-owocowy koktajl.

Drinki latem, to coś, co uwielbiam. Szczególnie te owocowe, dlatego też pomarańczowa tarta jako pierwsza trafiła do mojego kominka.
Myślałam, że Summer Peach będzie moim faworytem, ale poznałam o wiele piękniejszy zapach, który skradł moje zmysły. Mowa o Passion fruit Martini.
Wosk posiada intensywny, słodki, owocowy aromat, który czuć w całym domu. Mała ilość wystarczy, aby aromat otulił nas swoim przyjemnym zapachem. Nie jest jednak mdlący i można palić go przez długi czas.
Po podgrzaniu wyczuwam owoc marakui oraz delikatną nutę mango, która przełamana jest rześkim cytrusem.
Zdecydowanie jest to jeden z trwalszych i intensywniejszych wosków, które mam w swojej kolekcji.
Jeśli lubicie owocowe tarty, koniecznie musicie ją wypróbować. Kosztuje 7-8zł i można dostać ją w sklepie stacjonarnym i internetowym.

Wypróbowałyście już nowość od YC? :)

sobota, 23 lipca 2016

Woskowelove? Idealny, wakacyjny zapach od Kringle Candle.

Wiecie co? Zastanawiam się, dlaczego tak późno sięgnęłam po woski Kringle. Wczoraj przyszła do mnie pierwsza tarta o zapachu truskawkowej lemoniady.
Zamówiłam ją w sklepie Goodies za 12zł, można je dostać również stacjonarnie, ponieważ produkty tego typu są niezwykle popularne.

O produkcie:
W składzie – 100% czystego, wyprodukowanego w USA oleju parafinowego. Po umieszczeniu w kominku lub podgrzewaczu – 1000% esencji, która uwalnia się z wnętrza wosku i stopniowo, prawie że metodycznie wypełnia pomieszczenie. Breakable Wax Potpourri to kwintesencja zapachu zamknięta w designerskim, zabawnym opakowaniu. To także najlepszy sposób na to, aby zacząć swoją przygodę z aromaterapią i samodzielnie tworzyć nowe nuty. Podzielne, nadające się do miksowania woski od Kringle Candle uwiodą każdego wielbiciela klasycznych, silnych, odświeżających przestrzeń akordów i na długo zaspokoją apetyt tych, którym marzy się bardzo intymne randez vous z nigdzie indziej niespotykanymi aromatami.
Wosk (Breakable Wax Potpourri) marki Kringle Candle o zapachu słodkiej i orzeźwiającej truskawkowej lemoniady.

Muszę przyznać, że opakowanie zauroczyło mnie na maksa. Plastikowy pojemniczek jest niezwykle poręczny, ponieważ nie musimy martwić się o zniszczoną folię i kruszący się wosk, jak jest w przypadku YC.
Podoba mi się również szata graficzna, która jest dopracowana i piękna. Produkt zdecydowanie zachęca do zakupu. Spodobał mi się również fakt, że biały wosk jest już podzielony na 5części. Tarta posiada przyjemną, dość miękką i idealnie gładką konsystencję, która dzieli się z łatwością.

Przyszedł czas na podsumowanie zapachu. Bez dwóch zdań mogę rzec, że aromat jest wyczuwalny nawet przez zamknięte opakowanie. Po otwarciu możemy rozróżnić kwaśną cytryną, która jest przełamana słodkim akcentem.
Zapach kojarzy mi się ze słodkimi cukierkami lub napojem, który podaje się latem.
Aromat sam w sobie jest mocny, ale nie męczący. W kilka chwil nasz pokój wypełnia się przyjemnym, rześkim, słodkim i lekko truskawkowym zapachem, który czuć przez wiele godzin po zgaszeniu. W moim pokoju wyczuwa się ją nawet po 5-7godzinach!
Moja siostra jest nim urzeczona, zresztą tak samo, jak ja.

Co sądzicie o tartach Kringle?
Która polecacie?

piątek, 22 lipca 2016

#2 Genialne kosmetyki, które kosztują mniej niż 10zł.

Bardzo się cieszę, że seria przypadła Wam do gustu, dlatego piszę o kolejnych ulubieńcach.
Wszystkie kosmetyki kosztują mniej niż 10zł i można dostać je w każdej drogerii czy sklepie internetowym.
Po co przepłacać skoro za grosze można mieć fantastyczne produkty?

Ultralekka odżywka w sprayu z olejkiem arganowym, Marion- już nie raz o niej wspominałam. Mgiełka nabłyszcza oraz wygładza niesforne pasma. Dzięki niej moje włosy przestały się puszyć i plątać. Dla mnie nie ma nic gorszego niż rozczesanie włosów po umyciu, ona jednak ułatwia mi ten proces.
Odżywka posiada przyjemny zapach, który czuć jeszcze przez wiele godzin po spryskaniu.
Jak już mówiłam, spray kosztuje grosze, bo około 7-8zł.

Konturówka do ust- wcześniej uważałam, że jest zbyteczna, teraz wiem, że to był błąd. Firma wprowadziła kilka podstawowych odcieni, więc każda z nas znajdzie odpowiedni kolor. Kredki są tanie i łatwo się nimi maluje, a do tego są trwałe i wydajne.
Cena nie przekracza 5zł, więc warto je mieć w swojej kosmetyczce.

Serum zabezpieczające Marion- gdy zabrakło mojego jedwabiu, wybrałam się na małe zakupy i trafiłam na to cudo. Produkt skutecznie zabezpiecza i wygładza moje końcówki. Zauważyłam, że stały się zdyscyplinowane i miękkie. Można go spotkać w każdej drogerii za 3-4zł.

Eyeliner NYC- jedyny kosmetyk, który można dostać on-line. Kosztuje jedynie 3zł, a jest rewelacyjny. Pięknie połyskujący, brązowy eyeliner pasuje do każdego makijażu. Posiada przyjemną, mocną pigmentację i przyzwoitą trwałość.

Tusz Smart Girl Get More Curly- kosmetyki tej firmy można spotkać w Naturze. Sam tusz kosztuje w granicy 8-9zł, więc uważam, że jest niezwykle tani. Malowidło posiada silikonową szczoteczkę, które genialnie rozczesuje rzęsy i pokrywa je czarną warstwą tuszu. Włoski są pogrubione, wydłużone i podkręcone. Nie osypuje się, nie odbija, nie kruszy, czego chcieć więcej?

Jestem ciekawa, czy znacie moich ulubieńców?

czwartek, 21 lipca 2016

Elegancki manicure dla fanów Harrego Pottera.

Paznokcie należą do mojej siostry Weroniki. W grudniu skończy 15 lat i od 2-3 miesięcy sama robi sobie hybrydy. Ma swoją ulubioną serię barw i zawsze stawiała na urocze, dziewczęce pastele.
Tym razem szukała inspiracji w ulubionej sadze, mowa tu o Harrym Potterze.
Moim zdaniem zdobienie wyszło subtelnie, elegancko, a zarazem każdy fan magii, będzie wiedział, o co chodzi w namalowanym symbolu.
Do wykonania paznokci, Wera wykorzystała lakiery firmy ArtVital. Biały o numerze 18 oraz złoty brokat 164. Firma wprowadziła ogromną gamę kolorystyczną, więc każda z nas znajdzie idealny odcień.
Jak już wcześniej pisałam, hybrydy są tanie, bo kosztują 4,95-5zł i można dostać je w sklepach kosmetycznych i internetowych.
Mają genialną pigmentację i imponującą trwałość. Osobiście jestem z nich bardzo zadowolona i przekonana, że nie warto wydawać dużych sum, aby mieć piękny manicure.

Mam nadzieję, że podobają się wam pazurki młodej, bo chcę, aby częściej je pokazywała.
Może stworzę serię dla młodzieży? Weronika na bank będzie pokazywała proste zdobienia, które każda nastolatka będzie mogła odtworzyć.

Kto jeszcze uwielbia Harrego i świat czarodziejów?

Lipcowa pielęgnacja włosów.

Nie usiedzę w miejscu, dopóki nie znajdę ulubionych produktów. Aktualnie jestem pewna na 100%, że w lipcu znalazłam swoje pielęgnacyjne perełki. 
Postawiłam na minimalizm, ponieważ zauważyłam, że moje włosy nie lubią nadmiaru dobrodziejstw. 
Dawniej były suche, łamliwe, puszyły się, a do tego wywijały w każdym kierunku. Odpowiednia pielęgnacja potrafi zdziałać cuda. 
Nie mam pojęcia, ile mierzą, sięgają pasa i rosną własnym życiem. Nie używam wspomagaczy, które mają przyspieszyć ich porost. 
Szampon Winogronowy Miód od Organic Shop- nareszcie! Nigdy nie miałam tak genialnego produktu myjącego. Nie podrażnia skalpu, nie wysusza pasm, wręcz przeciwnie! Są nawilżone, sypkie, gładkie, wręcz śliskie, a do tego lśniące. Produkt kosztuje niewiele, bo 7zł i można dostać go w sklepach stacjonarnych i on-line. Jeśli jesteście ciekawe opinii, zapraszam do recenzji. 

Balsam do włosów Malina Moroszka - Nawilżenie i Regeneracja- chyba najpiękniej pachnący balsam na świecie. Jego zapach dosłownie uzależnia. Moje pasma zdecydowanie go polubiły, co widać na zdjęciu. Chcę poświęcić mu osobny post, dlatego też nie będę zdradzała za dużo.

Maska Kallos Hair Pro-Tox- używam jej raz w tygodniu, ponieważ uwielbiam jej działanie. Włosy po jej użyciu są niezwykle błyszczące i przyjemne w dotyku. Są zdyscyplinowane, dociążone i nawilżone. 

Maska do włosów suchych i zniszczonych Vellie- używam jej, ponieważ genialnie rozplątuje supełki. 
Latem lubię używać produktów tego typu, ponieważ zapewniają mi odpowiednie nawilżenie, którego potrzebuję ze względu na wysokie temperatury. 

Marion serum do końcówek- posiadam dwa sera do zabezpieczania i oba spisują się na medal. Zauważyłam, że końce przestały się rozdwajać i wywijać. Są miłe w dotyku, chociaż wiosną były suche i szorstkie.

Mgiełka 7 efektów- używam jej już od dłuższego czasu, chociaż zawsze unikałam produktów w sprayu. Ten produkt jednak spisuje się na tyle dobrze, że towarzyszy mi niemal codziennie. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez mojego przyjaciela.
Nabłyszcza, wygładza i pomaga rozczesać długie włosy.

Jestem ciekawa czy lubicie minimalizm, czy włosowy przepych? :)

środa, 20 lipca 2016

Problem z puszącymi się, niesfornymi włosami? Poznaj organiczny szampon Organic Shop.

Nie mogę rozstać się ze świetnym szamponem Vellie, ale produkt dobiega końca. Pozostałabym bez szamponu, ale wchodząc do sklepu chemiczno-kosmetycznego, zauważyłam kosmetyki Organic Shop. Nigdy wcześniej ich nie miałam, ale zaciekawiły mnie etykiety. Na półce było ustawione wiele mazideł, ale najbardziej zainteresował mnie szampon, który zawiera olej z pestek winogron oraz ekstrakt z miodu.
Kosztował niewiele, bo 7zł. Cena w sklepach internetowych jest wyższa, więc dodatkowo zapragnęłam go zdobyć.
Jak się sprawdził? Zapraszam na recenzję.
O produkcie:
Włosy pełne zadziwiającej miękkości i lekkości dzięki organicznemu ekstraktowi z Winorośli i Miodu.
Olej z pestek winogron zachowuje i utrzymuje substancje odżywcze we włosach, wygładza ich strukturę, chroniąc przed negatywnymi czynnikami. Miód nadaje włosom sprężystość i zdrowy blask.

99% składników pochodzenia roślinnego
Składniki INCI: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Mel*, Vitis Vinifera Seed Oil*, Hydrolyzed Wheat Protein, Glycerin, Sodium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Tocopheryl, Citric Acid, Limonene, 
Preserved with Benzyl Alcohol. Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid
(*) - składniki organiczne pochodzące z upraw ekologicznych

Jak już wcześniej wspomniałam, szampon ma ciekawą butelkę i szatę graficzną. Małym minusem jest otwór, przez który możemy wylać za dużo płynu. Należy uważać podczas otwierania, bo szkoda zmarnować tak ciekawego produktu. 
Sam szampon ma pośrednią konsystencję, nie jest za rzadka, nie jest za gęsta. Zauroczył mnie słodki aromat, który jest mieszanką miodu i winogron. 
Następnym plusem jest skład. Kosmetyk nie zawiera SLS,parabenów. Na samym początku znajdziemy miód oraz olej z pestek winogron, a także łagodne substancje myjące oraz aromaty.
Kosmetyk świetnie myje włosy, chociaż nie wytwarza nawału piany. Po wysuszeniu nasze pasma zachwycą lekkością, miękkością i niezwykłym blaskiem. Są przyjemnie dociążone, ale nie obciążone. Najbardziej zadowolił mnie fakt, że długie pasma przestały się puszyć, elektryzować oraz wywijać. 
Nie powoduje łupieżu oraz nie przesusza skalpu. 
Jestem niezwykle zadowolona z działania produktu i chcę wypróbować również inne warianty. 

Znacie może produkty Organic Shop? 
Jakie macie o nich zdanie?

wtorek, 19 lipca 2016

#1 Genialne kosmetyki, które kosztują mniej niż 10zł.

Co jakiś czas na moim blogu pojawia się nowa seria. Lubię urozmaicenie i nie samymi recenzjami żyje blogerka. Postanowiłam co jakiś czas, napisać o 5 kosmetykach, które kosztują mniej niż 10zł i są warte uwagi. 
Osobiście takie posty i filmiki bardzo mnie interesują, ponieważ za grosze możemy dorwać naprawdę świetne malowidła. 

Co znajdzie się w moim zestawieniu?

Rozświetlacz Wibo Diamond Illuminator- jeden z tańszych i ciekawszych produktów. Posiada piękny, szampański odcień, a na skórze tworzy efekt tafli. Kosztuje około 8-9zł i można spotkać go w Rossmannie.

Odcień jest na tyle uniwersalny, że pasuje zarówno do jasnej, ciemnej, ciepłej czy chłodnej tonacji. 

Lakier do paznokci NYC- firmę poznałam już w zeszłym roku i używałam lakierów bardzo często, lecz teraz stawiam na hybrydy. Produkty NYC posiadają przyjemną pigmentację, genialną trwałość oraz piękną paletę barw. Można dostać je on-line za 3-4zł. Cena niska, a jakość wysoka. 

Matowa pomadka Bell- chyba nie muszę ich przedstawiać, bo niczym fala, masa recenzji zalała całą blogosferę. Firma Bell wprowadziła cudowną serię Moroccan Dream, która zawiera 6 odcieni. 
Uważam, że produkt posiada mocną pigmentację, niską cenę (8zł), a nakładanie na usta jest prawdziwą przyjemnością.

Mgiełka do ciała Tutti Frutti- swego czasu można ją było dostać w Biedronce, ale zauważyłam, że są dostępne również w sklepach internetowych. Ta duża buteleczka wyniosła mnie tylko 9,99zł. Produkty TF cechują się tym, że posiadają uzależniający, piękny aromat. Zapach idealnie nadaje się na cieplejsze dni, ponieważ nie przytłacza swoją mocą. 

Tusz do rzęs Wibo Extra Lashes- kupiłam go przypadkowo i polubiłam. Kosmetyk nie skleja rzęs, nie kruszy się oraz nie odbija na powiece. Efekt pogrubienia i podkręcenia jest zadowalający, a do tego niska cena (8-9zł). Używam ich od ponad roku i uważam, że są warte uwagi.

Jestem ciekawa, czy również lubicie moich "wybrańców" i co o nich sądzicie.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Nie daj się poparzyć! Chroń swoją skórę! Mleczko w sprayu do opalania Ziaja.

Wiadomo, że naszą skórę należy chronić przed nadmiarem promieni UV, które są szkodliwe. Moja niestety jest niezwykle podatna na oparzenia i zawsze spali mnie na czerwono.

Wybrałam się więc do apteki i poprosiłam panią o radę, ponieważ nie miałam pojęcia co wybrać. Pani poleciła mi mleczko w sprayu, które jest poręczne, a do tego tanie. Buteleczka kosztuje ok. 15zł i można kupić ją w każdej aptece i drogerii.
O produkcie:
Ziaja Mleczko w sprayu do opalania SPF 30
Wodoodporne mleczko polecana do każdego rodzaju skóry w pierwszych dniach opalania,
szczególnie dla osób o bardzo jasnej karnacji i wrażliwej skórze.
Ochrona wysoka SPF 30 UVA + UVB

Działanie
Zapewnia skuteczną ochronę przed szkodliwym działaniem promieniowania UV, również podczas
kąpieli.
Zapobiega poparzeniom słonecznym oraz przedwczesnemu starzeniu się skóry.
Intensywnie nawilża skórę i nie powoduje podrażnień.
Zapobiega powstawaniu przebarwień.

Sposób użycia
Nanieść odpowiednią ilość emulsji na odsłoniętą powierzchnię ciała 15 minut przed wyjściem na słońce.
Używać kilkakrotnie w czasie przebywania na słońcu, zwłaszcza po intensywnej kąpieli, wytarciu
ręcznikiem oraz spoceniu się. Unikać kontaktu z oczami i odzieżą. Nadmierne przebywanie na słońcu może powodować zagrożenie dla zdrowia.

Mleczko umieszczone jest w buteleczce z atomizerem, jest to niezwykle poręczny patent, ponieważ wystarczy nacisnąć, a następnie wetrzeć w skórę.
Atomizer nie zacina się i uwalnia odpowiednią ilość produktu, który posiada rzadką, lecz nie wodnistą, białą konsystencję.
Konsystencja jest niezwykle lekka i przyjemnie wciera się ją w ciało. Bardzo szybko się wchłania, nie brudząc przy tym ubrań.
Mleczko posiada przyjemny zapach, który przypomina mi krem Nivea.
Czy działa? Zdecydowanie tak. Moja skóra praktycznie nie zmienia swojego złotego odcienia już od wielu dni. Nie staje się ciemniejsza, a najważniejsze-nie jest poparzona. Skóra jest przyjemnie nawilżona, gładka i zabezpieczona.
Jedynym minusem jest fakt, że nie do końca jest wodoodporna. Pomimo pięknej pogody, złapał mnie deszcz i widziałam, jak produkt znika z ciała. Pojawiają się wtedy białe zacieki, które można łatwo zetrzeć.
Ogólnie jestem zadowolona i dziękuje mu za skuteczność. Gdyby nie on, chodziłabym spalona jak stara frytka. Muszę pochwalić go również za wydajność, ponieważ po 1,5miesiąca została mi jeszcze polowa opakowania.
Już wybaczam mu ten brak wodoodporności, ponieważ nie chodzę na basen publiczny czy inne kąpieliska.

Używacie produktów chroniących skórę?
Jeśli tak, to jakich?

niedziela, 17 lipca 2016

Bezpieczna opalenizna. Balsam brązujący Ziaja.

Pomimo tego, że jestem opalona, moje nogi potrzebowały koloru. Nie chciałam korzystać z solarium, samoopalaczy, a nie miałam czasu na wylegiwanie się na słońcu. Postanowiłam wypróbować balsam brązujący, tym razem postawiłam na Ziaję.
O produkcie:
Nadaje skórze równomierny odcień opalenizny bez narażania jej na szkodliwe działanie promieni słonecznych. Intensywnie nawilża naskórek oraz zwiększa zdolność do zatrzymywania wody.
Chroni przed działaniem wolnych rodników odpowiedzialnych za starzenie się skóry. Łagodzi podrażnienia i likwiduje uczucie szorstkości. Wyraźnie wygładza i uelastycznia skórę.
Balsam rozprowadzić równomiernie na skórze stosując mniejszą ilość preparatu na łokciach i kolanach. Po każdej aplikacji umyć ręce. Do chwili wchłonięcia preparatu unikać kontaktu z ubraniem. Opalenizna pojawia się po 3 - 4 godzinach. Balsam stosować codziennie, do momentu uzyskania optymalnego kolorytu skóry.

Balsam umieszczony jest w plastikowej, 300ml butli. Opakowanie może i nie przyciąga uwagi, ale nie ono jest najważniejsze.
Jak to już bywa z produktami tego typu, zapach balsamu zmienia się po kilku godzinach. Na samym początku zachwyca nas słodki, lekko kwiatowy aromat, który potem przypomina mi spaloną, nieprzyjemnie pachnącą pieczeń. Jest to dość problematyczne, jeśli nałożycie go rano i musicie na chwilkę wyjść, ponieważ ciągle czuć przypaloną woń. Najlepiej użyć go wieczorem i rano wziąć kąpiel.
Balsam posiada rzadką, lecz nie wodnistą konsystencję. Wchłania się dość szybko, nawilża, nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy oraz nie brudzi ubrań.
Nakłada się go z łatwością, lecz trzeba uważać na to, by rozsmarować go równomiernie. Wystarczy chwila nieuwagi i na naszym ciele pojawią się zacieki i nieestetyczne plamy.
Należy również zwrócić uwagę na to, aby nie nałożyć go za dużo na kolana, palce u nóg oraz łokcie, ponieważ w ekspresowym tempie łapią "opaleniznę", która nie do końca nas zadowoli.
Przy umiejętnym nałożeniu, już po dwóch użyciach możemy cieszyć się nowym odcieniem skóry.
Ogólnie produkt sprawdził mi się bardzo dobrze i jestem z niego zadowolona. Działa w tempie ekspresowym, co bardzo mnie cieszy. Może po opisie nie widać mojego entuzjazmu, ale to raczej porady niż wady.
Balsam kosztuje grosze, bo za dużą butlę zapłacimy około 12-15zł,a do tego jest dostępny w niemal każdym sklepie.

Używacie takich balsamów?

sobota, 16 lipca 2016

Nowe hybrydy Victoria Vynn, poznaj markę topowych produktów do paznokci.

Czas szybko leci, a ja od niemal dwóch lat mam zestaw do hybryd, a wraz z nim masę lakierów z różnych firm.

Testowałam już wiele malowideł i większość naprawdę przypadła mi do gustu. Tym razem postanowiłam zamówić zestaw firmy Victoria Vynn, ponieważ chcę sprawdzić, jak spiszą się produkty dla profesjonalnych stylistek.
W swojej przesyłce znalazłam bazę, top, tape bond, 4 kolorowe lakiery oraz klipsy do ściągania hybryd.
Zauroczyła mnie ciemna mięta, piękny fuksjowy fiolet, rażąca pomarańcza oraz czerwień, która posiada złote drobinki.
Co warto wiedzieć o firmie Victoria Vynn?
Jest to marka powstała w NYC, mieście, które zna się na trendach. Firma czerpie inspirację ze światowej stolicy mody i desingu.
Dzięki tej wiedzy Victoria Vynn tworzy produkty do stylizacji i pielęgnacji paznokci, które będą hitem.

Co mówi firma o swoich produktach?
"Gel Polish Victoria Vynn jest światło utwardzalnym systemem do stylizacji paznokci o właściwościach soak off. Specjalnie opracowana żelowo-lakierowa konsystencja zapewnia doskonałą wydajność i aplikację, dzięki czemu wykonanie manicure jest szybkie i łatwe. Nie kurczy się i nie odpryskuje. Płaski pędzelek i samopoziomująca formuła ułatwia precyzyjną nakładanie produktów. Utwardzany w różnych typach lamp: UV, LED oraz CCFL. Gel Polish zachwyca kolorem, ekstremalnie wysokim połyskiem oraz trwałością stylizacji do 3 tygodni."
Tak więc firma zadbała o każdy aspekt lakierów. Hybrydy mają być trwałe oraz bezproblemowe, jeśli chodzi o aplikację i ściąganie.
Produkty posiadają estetyczny i schludny design, oznakowanie, które ułatwi nam szukanie odpowiednich odcieni, przyjemny pędzelek oraz szeroką gamę kolorystyczną.

Marka posiada również portale społecznościowe, na których możecie śledzić poczynania, nowości i promocje:
Instagram- KLIK
Facebook- KLIK
YouTube- KLIK
Strona Internetowa- KLIK

Jestem ciekawa jak sprawdzą się nowe malowidła, ale o tym przekonam się za tydzień, gdy zdejmę starą hybrydę Silcare i przerzucę się na markę VV.

Lips to Kiss od Wibo. Piękna, nudziakowa brzoskwinka.

Jak wiecie poszalałam na Rossmannowskiej promocji i kupiłam wiele nowości. Wśród nich była pomadka w kredce o pięknym brzoskwiniowym odcieniu. Jest to typowy nudziak, z którego aktualnie muszę zrezygnować. Źle komponuje się z opalenizną i usta wyglądają blado.
O produkcie:
Szminka w kredce LIPS TO KISS to kosmetyk nowej generacji. Jest doskonałym połączeniem wyrazistego koloru z maksymalnym nawilżeniem ust. Innowacyjna formuła utrzymuje trwały kolor na ustach przez wiele godzin, zapewniając długotrwały i olśniewający efekt. Nie wymaga temperowania i jest dostępna w 7 wariantach kolorystycznych.

Pomadka jest niezwykle wygodna w obsłudze, ponieważ wygląda jak duża konturówka. Grubszy sztyft będzie idealny dla osób z większymi, pełniejszymi wargami, te z mniejszymi będą musiały uważać, aby nie wyjść poza kontur.
Opakowanie wykonane jest z solidnego plastiku, skuwka nie zsuwa się, więc nie pobrudzi kosmetyczki, dlatego w całości przetrwa długie podróże i bałagan w torebce.
Do gustu przypadła mi wręcz masełkowa konsystencja, która z łatwością sunie po utach. Faktycznie nawilża wargi, ponieważ po zmyciu są niesamowicie gładkie i miękkie.
Już pierwsza warstwa zapewni nam piękny kolor i połysk, lecz możemy również napotkać się z pewnym problemem.
Szminka lubi się zwarzyć i nie mam pojęcia, od czego to zależy. Niekiedy wygląda bajecznie, czasem zaś ciężko nałożyć ją na wargi.
Pomimo tych niedogodności muszę pochwalić ją za dość przyzwoitą trwałość, ponieważ przez 3-4godziny wygląda całkiem przyzwoicie. Później zaczyna znikać w kącikach i należy ją poprawić.
Obawiam się również, że produkt nie przetrwa posiłku, ponieważ zwykła bułka rozprawiła się z nią w kilka minut.
Mam do niej mieszane uczucia. Podoba mi się jej odcień, konsystencja i efekt nawilżenia, ale nie do końca jestem z niej zadowolona. W duecie z konturówką wygląda całkiem przyzwoicie, gdy jest solo, mam pewne zastrzeżenia.

Czy polecam?
Zależy, co kto lubi, ale wątpie, że skusicie się na produkt, który się warzy i nieestetycznie znika z naszych ust.

piątek, 15 lipca 2016

Mgiełka do ciała, którą koniecznie musisz wypróbować. Papaja i Kwiat Lei od Allverne.

Czasem lubię wejść do mało znanych, osiedlowych sklepów z kosmetykami, ponieważ można znaleźć w nich masę fajnych produktów.
Niektóre z nich są niedostępne w drogeriach, ale kosmetyki Allverne można dostać w Hebe, Wispolu i Drogeriach Polskich.
A co takiego ja doszukałam się podczas zakupów?
Mgiełka od samego początku zwróciła moją uwagę. Spodobało mi się proste, schludne opakowanie, które wygląda elegancko i interesująco. Buteleczka zawiera 125ml płynu, a cena produktu wynosi 5,99zł. Jest to genialna okazja, ponieważ za 100ml opakowanie mgiełki z Avonu płacimy 7-8zł.
Plumeria, inaczej Kwiat Lei zawsze kojarzył mi się z naszyjnikami na Hawajach i nie miałam pojęcia, jak pachnie.
Gdy użyłam jej po raz pierwszy, byłam mega zaskoczona, gdy poczułam uroczy i naturalny aromat, który jest niezwykle przyjemny. W mgiełce nie czuć alkoholu, co jest częstym zjawiskiem w przypadku Avonu.
Do jakich nut zapachowych mogę go porównać? Wyczuwam tu podobny zapach do delikatnych cytrusów pomieszanych z nektarynką lub soczystą brzoskwinią.
Słodki aromat nie należy do przytłaczających, chociaż nie każdemu przypadnie do gustu. Przypomina mi jeden zapach z Bi-es'a, który towarzyszył mi w dzieciństwie.
A jak z trwałością? Uważam, że posiada podobną trwałość co perfumy. Wyczuwam ją niemal przez cały dzień.

Do wyboru były jeszcze 3 inne aromaty, które moim zdaniem były dość chemiczne.
Ta mgiełka zasługuje na uwagę i polecam się jej bliżej przyjrzeć, gdy znajdziecie ją w sklepie.

czwartek, 14 lipca 2016

Uratuj swoją cerę przed niedoskonałościami. Perfecta Beauty Express Mask - Głębokie oczyszczanie x3 Glinkowa maseczka

Od czasu do czasu lubię użyć gotowej maseczki, które są dostępne w każdej drogerii. Podczas małych zakupów w Rossmannie trafiłam na promocję i za grosze dorwałam ciekawą maseczkę, która nadaje się dla mojej cery. Cena regularna wacha się w granicy 2-2.50zł, na promocji zaś można dostać ją za 1zł z groszami.
Potrzebowałam odświeżenia i oczyszczenia, a co otrzymałam?
Od producenta:
Głęboko oczyszczająca maseczka - Aż 3 naturalne glinki
Natychmiast przywraca równowagę cerze mieszanej i tłustej.

Produkt polecany do:
Cery mieszanej, tłustej, z niedoskonałościami, bez ograniczenia wieku.

Działanie
- Glinka zielona - najsilniej działająca wśród glinek. Pomaga wysuszać wypryski, matuje i wygładza naskórek. Doskonale odżywia.
- Glinka biała – zwana porcelanową, oczyszcza i zwęża pory oraz absorbuje nadmiar sebum. Wyraźnie wygładza cerę i poprawia koloryt skóry.
- Glinka termalna – bogata w oligoelementy, które nawilżają, dotleniają skórę, a także łagodzą podrażnienia.

Rezultat
Widocznie oczyszczenie, wygładzenie i odświeżenie cery.

Maseczka umieszczona jest w typowej saszetce, która nie do końca należy do poręcznych.
Jedno opakowanie wystarczy spokojnie na 2 użycia i szczerze wolałabym, aby było podzielone na dwie części. 
Aplikacja byłaby o wiele wygodniejsza i nie musiałabym się martwić, że wyleję pozostałość.
Produkt posiada dość gęstą i przyjemnie nakładającą się konsystencję o zielono-białej barwie.
Po nałożeniu maseczka przypomina grubą warstwę kremu, a kiedy zaschnie zmienia się w niemal przezroczystą skorupkę.
Po zmyciu można zaobserwować, że nasza skóra jest matowa, oczyszczona, wygładzona oraz nawilżona! Efekt zmatowienia, przynajmniej u mnie utrzymuje się do 2 dni.
Pomimo mocnego oczyszczenia, nie jest przesuszona i podrażniona. Nie zauważyłam zaczerwienienia, które zawsze towarzyszyło mi przy tego typu maskach.
Jestem niesamowicie zadowolona z otrzymanego efektu i wiem, że kupię ją jeszcze nie raz.

Lubicie maseczki firmy Perfecta?
Która jest waszą ulubioną?

środa, 13 lipca 2016

Pozbądz się zaskóników, które zanieczyściły twój nos. Test plastra Mizon "Let Me Out BlackHead".

Jeszcze przed weselem postanowiłam zrobić sobie Mini Spa. Maseczki, kremy i różne cuda. Wśród nich znalazł się plaster, który miał oczyścić mój nos z wszelkich nieprzyjaciół.
Zawsze używałam tych z firmy Marion, ale robiąc zakupy w drogerii e-kobieca, postanowiłam to zmienić. Kosztował on 3,49zł i był dwa razy droższy od Mariona, więc pomyślałam, że będzie skuteczniejszy. Niestety nie widziałam go stacjonarnie, ale można dostać go on-line.
Jak się sprawdził?

O produkcie:
-głęboko oczyszcza
-usuwa zanieczyszczenia
-ściaga pory
-przyśpiesza gojenie

Plaster oczyszczający na nos marki Mizon przeznaczony jest do pielęgnacji skóry z problemami, takimi jak : zanieczyszczenia, wągry i zaskórniki.

Produkt stanowi aktywną formułę pielęgnacji ratunkowej, która skutecznie zadziała, kiedy niedoskonałości stają się już widoczne. Głęboko oczyszczający plaster na nos intensywnie działa w kierunku wnętrza skóry i usuwa zanieczyszczenia. Formuła produktu została wzbogacona o sproszkowany węgiel drzewny.Po zastosowaniu plastra skóra na nosie zostanie oczyszczona.

Skład : Water, pvp, dimethicone copolymer, propylene glycol, charocal powder, vp/va copolymer, kaolin, methylparaben

Plasterek umieszczony jest w foliowym opakowaniu, więc mamy pewność, że nie został uszkodzony. 
Z wewnętrznej strony widzimy czarną, gładką powierzchnię, którą przyklejamy na nos. Idealnie przylega nie zależnie od kształtu nosa, nie zsuwa się ani nie odstaje.
Za każdym razem, gdy używam tego typu produktów, zwilżam je lekko i gdy są suche, ściągam je. Dzięki temu przylejagą o wiele lepiej.
Pozostawiam je przez 15-20minut, a następnie zrywam.
O dziwo skóra nie boli podczas odrywania, jest jedynie lekko zaczerwieniona.
Jaki efekt uzyskałam? Zdecydowanie widziałam sporą różnicę.
Zniknęły drobne zaskórniki oraz inne zanieczyszczenia. Skóra była o wiele gładsza, pozbawiona sebum. Była matowa, ale nie  przesuszona jak w przypadku wersji z firmy Marion.
Myślę, że przy regularnym stosowaniu zauważyłybyśmy ogromną zmianę i mam zamiar zakupić kilka sztuk na przyszłość.
Podczas pierwszego użycia uzyskałam lepszy efekt niż przy trzech z innej firmy.

Jeśli szukacie plastra, który oczyści wasz nos, polecam go wypróbować.

wtorek, 12 lipca 2016

I'm in love? Recenzja genialnego tuszu Maybelline "Lash Sensational".

Jestem ogromnym uparciuchem i zawsze unikam wychwalanych produktów. Sama chcę odszukać nowe perełki, ale tym razem skusiłam się na tusz Maybelline, który leżał na półce ponad miesiąc. Nie używałam go, ponieważ chciałam zdenkować przyjemniaczka z Manhattanu.
Nie macie pojęcia, jaka byłam szczęśliwa, gdy ponad 3tygodnie temu mogłam użyć go po raz pierwszy.

Tusz Lash Sensational Maybelline zwiększa objętość rzęs, definiując każdą rzęsę z osobna i nadając efekt wachlarza, od kącika do kącika. Zaokrąglony kształt szczoteczki o zróżnicowanej strukturze pozwala na dotarcie nawet do najkrótszych rzęs.
Lekka formuła tuszu Maybelline Lash Sensational bez sklejania rzęs:
- mała zawartość wosków,
- lekka formuła wydobywająca intensywną czerń,
- lekkość formuły i kształt szczoteczki pozwalają na nakładanie maskary bez tworzenia nieestetycznych grudek.

Tusz posiada poręczne opakowanie oraz ciekawą, silikonową szczoteczkę. Jest delikatnie wygięta w łuk, z jednej strony posiada dłuższe, a z drugiej krótsze igiełki. Należy jednak uważać, aby nie nabrać na nią zbyt dużo mascary, ponieważ grzebyk lubi skleić nasze rzęsiska, szczególnie w pierwszych dniach użytkowania. Szczoteczka sama w sobie ładnie rozczesuje, rozdziela i dociera do każdego włoska na naszej powiece. Czasem zdarzy się mały wypadek w postaci maziajów na skórze, ale świeży produkt można usunąć bez większych strat.
Na szczęście po kilku użyciach konsystencja ulega zmianie i przestaje sklejać i możemy używać jej z czystą przyjemnością.
Tusz posiada niesamowitą, czarną pigmentację, dzięki której nasze rzęsy są wyróżnione i widoczne.
Jak widać, posiadam dość krótkie i cienkie włoski, a mascara potrafi wyczarować z nich piękny wachlarz.
Rzęsy są niezwykle czarne, podkręcone na maksa oraz pogrubione. Wyglądają na dłuższe, po prostu efekt przekroczył moje oczekiwania.
Nigdy nie malowałam dolnych rzęsisk, ponieważ obawiałam się kruszenia i efektu pandy, a tutaj?
Produkt wytrzymuje w idealnym stanie cały dzień! Testowałam go już na weselu, podczas 35stopniowego, gorącego dnia i mam pewność, że mnie nie zawiedzie.
Słyszałam również plotkę, że jest ciężki w zmyciu, ale mój płyn micelarny Garnier (z olejkiem arganowym) usuwa go bezbłędnie.
Mazidło można dostać za około 25-35zł i jest dostępne w niemal każdej drogerii.

Uważam, że tusz zostanie ze mną na długo i z chęcią wypróbuję również inne warianty.
Bez dwóch zdań zauroczył mnie swoimi właściwościami i jestem pewna, że nie zawiedzie mnie podczas wakacji.
Jestem ciekawa czy Wy również polubiłyście Lash Sensational.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Mało znane, ale uwielbiane. Mowa o hybrydach artVital, które wyniosły mnie 4,95zł.

Byłam niesamowicie zawiedziona, gdy dowiedziałam się, że mój ulubiony sklep kosmetyczny wycofuje hybrydy ArtLak. Kosztowały niewiele, ale u mnie się sprawdzały rewelacyjnie.
Na szczęście kuzynka oznajmiła mi, że wprowadzono nowy produkt artVital, który tam kosztował aż 15zł. No nie byłam jakoś przekonana do nich i na początku kupiłam piękną czerwień i jasne złoto.
Zaryzykowałam i co? Dosłownie je pokochałam, za konsystencję, kolor i pigmentację.
Na allegro można je dorwać już od 4,95zł, więc żal nie kupić. Tak więc zamówiłam aż 9 odcieni, które są przepiękne.
Hybrydy umieszczone są w czarnych buteleczkach o pojemności 6ml. Każda buteleczka posiada swój numerek, więc z latwością znajdziemy poszukiwany produkt. Lakiery są wypełnione niemal do końca, więc producent nie oszczędza i nie oszukuje klientów.
Posiadają giętki, szeroki pędzelek, którym maluje się jak marzenie. Ładnie dociera do każdego miejsca i nie pozostawia smug.
Lakiery mają przyjemną, lekko gęstą konsystencję. Taką właśnie lubię najbardziej, ponieważ produkt nie spływa oraz się nie kurczy.
W lampie UV zastygają w ciągu 120sekund niezależnie od koloru. Muszę pochwalić je również za pigmentację, która wg mnie jest rewelacyjna. Niektóre odcienie są w stanie pokryć płytkę już po pierwszej warstwie. Dzięki temu paznokcie wyglądają naturalnie i nie mają grubych, nabudowanych warstw.
Produkt artVital usuwam przy pomocy pilniczka, ponieważ nie lubię maczać się w acetonie. Bardzo ładnie się ścierają i nie odbarwiają płytki.
Co z trwałością? A to, że wyglądają idealnie nawet po miesiącu! Nadal są błyszczące, nie odbarwiają się i nie odpryskują. Jedynym minusem jest odrost, który jest nieunikniony.
Firma wprowadziła szeroką gamę kolorów i uważam, że na głowę biją wszelkie Semilaki i Silcare. Znajdziemy tam piękne brokaty, pastele, odcienie metaliczne, perłowe i neonowe.
Jestem nimi naprawdę zauroczona i uważam, że są warte uwagi.

niedziela, 10 lipca 2016

It's time to say goodbye, czyli projekt denko!

Jestem dość zabiegana, ale przychodzę z nową energią i nowymi postami. Dziś o kilku produktach, które zużyłam w czerwcu. Niestety nie udało mi się wykończyć kolorówki, a szkoda, bo widziałam wiele perełek, które chciałabym zaprosić do mojej kosmetyczki.
Latem staram się nie malować i pewnie dopiero jesienią pomyślę o większych zakupach.
Jednak nie o tym dziś mowa, więc zapraszam do moich wyrzutków. Z niektórymi się zaprzyjaźniłam, a niektóre zmordowałam.

Peeling BeBeauty- moja miłość, której nie mogę nigdzie znaleźć. Kupiłam go raz w Biedronce za 2,99zł i obawiam się, że była to edycja limitowana. Bardzo nad tym ubolewam, bo to była istna petarda. Świetnie oczyszczał ciało z wszelkich zanieczyszczeń, pozostawiał je gładkie, a najważniejsze, że nie wysuszał.
Pianka do golenia SKINO- od lat używam męskich pianek i żeli do depilacji. Uważam, że lepiej dbają o moją skórę. Tego przyjemniaczka kupuję bardzo rzadko, ponieważ jest wydajny i tani. Kosztuje około 5-6zł.
Szampon do włosów matowych i pozbawionych blasku Vellie- jeszcze nigdy nie byłam zakochana w szamponie do włosów. Niestety nie mogę go nigdzie dostać, a przeszukałam już cały internet.
Moje włosy go uwielbiały i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go dostanę w swoje łapki.
Żele pod prysznic Aile- latem żele do mycia idą jak woda. Postanowiłam do nich wrócić, ponieważ dawniej używałam tylko ich. Mają przyjemny zapach, są tanie i wydajne. Nie wysuszyły mojej skóry i nie uczuliły. Można dostać je w Kauflandzie za około 2,70-3zł.
Szampon do włosów Fitomed- bardzo wydajny produkt, który zdenkowałam po prawie 3miesiącach. Włosy były po nim oczyszczone, świeże, ale minusem był fakt, że je plątał. Produkty Fitomed można dostać w aptece lub sklepie internetowym.
Peeling z pestek malin- używałam go na początku lata, gdy zjarało mnie słońce. Musiałam pozbyć się łuszczącej skóry, która wyglądała tragicznie. Dzięki temu, że posiadał niemal żelową konsystencję, nie wyrządził mi krzywdy. Świetnie oczyszczał i nawilżał skórę.
Płyn do kąpieli BeBeauty- stał na półce od dłuższego czasu i musiałam go wykończyć. Z wanny zrezygnowałam już wiosną, więc postanowiłam użyć go jako płynu do rąk. Dobrze mył, ale nie zrobił na mnie wrażenia.
Pianka do golenia Gillette- tragedia! Posiada konsystencję lejącej się piany. Nie przypadł mi do gustu, ponieważ zaraz po nałożeniu spływał z ciała i miałam wrażenie, że maszynka sunie po suchej skórze.
Żel Isana- zabrałam go na weselny wyjazd. Uwielbiam go za cudowny zapach, który jest wyczuwalny na skórze jeszcze przez długi czas. Nie wysuszył, nie podrażnił, a do tego kosztuje grosze i można kupić go w Rossmannie.

Jak widać, poszło całkiem sporo żeli ale to chyba norma przy 4osobowej rodzince. Jestem zadowolona z większości produktów, jedynie piankę Gilette będę omijać szerokim łukiem.
Jestem ciekawa czy znalazłyście wśród nich swoich ulubieńców?

czwartek, 7 lipca 2016

O produkcie Lovely, który zrobił furorę wśród makijażomaniaczek.

Moje usta nie tolerowały matowych produktów, aż do czasu, gdy poznałam kosmetyki Bell i Wibo.
Poszłam więc za ciosem i postanowiłam zakupić upragnioną pomadkę Extra Lasting od Lovely.
Wybrałam oczywiście chłodny, jasny róż. Nudziak zdecydowanie nie pasuje do mojej karnacji, z czerwienią na ustach nie czuję się komfortowo.
Malowidło testuję już wiele dni i czuję, że przyszedł czas na recenzję.
O produkcie:
Trwała matowa pomadka do ust z aplikatorem Lovely Extra Lasting.
Uzupełni makijaż modnym matowym wykończeniem. Dostępne są trzy odcienie: lekkiego różu, przyciągającej czerwieni i pastelowego brązu. Wygodna gąbka umożliwia precyzyjną aplikację szminki/błyszczyka, a nowoczesna formuła Long Lasting zapewnia makijaż na wiele godzin.

Matowa pomadka nie wyróżnia się opakowaniem. Design należy do prostych i estetycznych. Dzięki temu, że buteleczka jest przeźroczysta, możemy sprawdzać, ile malowidła pozostało.
Produkt posiada płaski, gąbeczkowy aplikator. Mógłby być odrobinę krótszy, aby malowanie było bardziej precyzyjne. Trzeba niesamowicie uważać, aby nie wyjechać poza kontur ust.
Jeśli chodzi o konsystencję to muszę stwierdzić, że przypomina mi farbkę akrylową. Bardzo szybko zastyga i nie należy przesadzić z nadmiarem pomadki, ponieważ trudno ją rozprowadzić, gdy zastygnie. 
Jednak jedna warstwa nie kryje całkowicie i widać lekkie prześwity.
Produkt po zaschnięciu przestaje się kleić i momentalnie pojawia się przyjemny mat. Minusem jest fakt, że podkreśla najmniejsze zmarszczki na ustach i je lekko wysusza.
Nie mam zastrzeżeń co do trwałości, ale produkt nie przetrwa przekąski i obiadu.
W moim przypadku ściera się dość nierównomiernie. Na środku ust powstaje brzydki prześwit, a pomadka praktycznie znika w całości.
Jeśli nie mamy w planach jedzenia, malowidło utrzymuje się do 3-4godzin. Całkiem przyjemny wynik, zwłaszcza że kosztuje grosze.
Kosmetyki Lovely możemy dostać w Rossmannie, a matowa pomadka kosztuje mniej niż 10zł.

Byłam ciekawa jej działanie, ponieważ wiele osób o niej mówi. 
Szczerze? O wiele bardziej polubiłam produkt Wibo, który jest trwalszy i nie muszę sprawdzać stanu warg w lusterku.
Ogólnie podoba mi się kolor i polecam każdemu, komu nie przeszkadza ścieranie podczas posiłków.

środa, 6 lipca 2016

Projekt "Oczaruj wachlarzem rzęs". Serum i eyeliner firmy Vipera.

Dzięki portalowi Trusted Cosmetics, udało mi się zakwalifikować do testów.
Wraz z innymi testerkami, dostałyśmy odżywkę do rzęs (na noc) oraz eyeliner (na dzień), który również dba o nasze włoski. Czarnego eyelinera używam przy każdym makijażu, więc jest super opcją, jeśli chcesz stale dbać o swoje rzęsiska.
Serum kosztuje 59,99zł, czarne malowidło ok. 29zł. Cena nie wygórowana, a jak działanie?
Nigdy nie używałam produktów Vipery, więc jestem bardzo ciekawa, jak się sprawdzą.
Jestem ostrożna, jeśli chodzi o tego rodzaju kosmetyki i jeśli się nie sprawdzą lub spowodują skutki uboczne, zrezygnuję z nich.
Już kiedyś stosowałam produkt tego typu i byłam bardzo zadowolona z efektu, mam nadzieję, że i tym razem będzie podobnie.
Na pierwszy rzut oka spodobał mi się pędzelek, który jest cienki i mały. Idealnie dopasuje się do linii rzęs.
Kosmetyki posiadają ciekawą szatę graficzną, a opakowanie posiada wszelkie informacje na temat odżywek.
Producent zaleca stosować produkt przez 4 miesiące, lecz co 30dni będę starała się zrobić aktualizację.

Jak widać mam sporo włosków, które są krótkie i cienkie. Jedynie dobry tusz jest w stanie je podkreślić. Myślałam kiedyś o doczepieniu 1:1, lecz ta metoda jest dość kosztowna.
Za pierwszym razem postanowiłam zapewnić sobie kurację olejkiem rycynowym i widziałam delikatny efekt, później przyszedł czas na wspomagacze.
Mam nadzieję, że to cudo się sprawdzi i po wakacjach będę machała rzęsiskami niczym wachlarzem.

Używałyście może produktów firmy Vipera?
Co o nich sądzicie?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka