poniedziałek, 30 maja 2016

Bezkonkurencyjni faworyci maja.


W tym miesiącu przetestowałam masę nowych kosmetyków, ale tylko kilka z nich zostało ulubieńcami.
Każdy produkt mam po raz pierwszy, a już wiem, że zostaną ze mną na dłużej.

Na pierwszym miejscu znajduje się Krem nr. 11 firmy Fitomed- najlepsze mazidło do cery tłustej i mieszanej. Świetnie ściąga pory i nawilża cerę.

Płyn odświeżający do twarzy Fitomed- podobnie jak krem, ściąga pory, eliminuje czerwone naczynka, a do tego nadaje zdrowy odcień naszej skórze.
Uwielbiam go, ponieważ daje natychmiastowy efekt odświeżenia, a moja twarz go kocha.
Posiadam wersję dla cery tłustej i mieszanej.

Olejki orientalne Marion Serum nawilżenie włosów migdały, dzika róża- kupiłam go przez przypadek podczas promocji. Nie żałuję, ponieważ moje końce są zabezpieczone, nie rozdwajają się, a do tego są nawilżone i miękkie.

Marion 7 Efektów, Ultralekka odżywka z olejkiem arganowym- polubiłam pozostałe kosmetyki z tej serii, więc musiałam wypróbować spray. Okazał się genialny, a moje pasma są niezwykle błyszczące, lepiej się układają, a do tego są nawilżone.

Puder Rimmel Stay Matte- chyba jeden z lepszych pudrów, jaki miałam okazję testować. Jest tani, a do tego trwały. Moja twarz jest matowa niemal przez cały dzień, a do tego nie zapycha porów.
Mat posiada satynowe wykończenie, przy czym buzia nie wygląda płasko i nijako.

Paletka Kobo do konturowania- właśnie dzięki niej nauczyłam się konturować twarz. Jest to zestaw do konturowania światłem, ponieważ produkt zawiera drobne, błyszczące cząsteczki. Idealny zestaw dla chłodnego typu urody.

Podkład Rimmel Lasting Finish- faworyt miesiąca! Nigdy nie miałam takiego przyjemniaczka, który idealnie stapia się z odcieniem skóry. Kryje, matuje i pozostaje na buźce przez cały dzień. Cera wygląda świeżo i zdrowo.

Wodoodporny eyeliner (Pump Up Booster 24H Waterproof- taki produkt jest obowiązkowy podczas gorącego lata. Jest trwały, posiada piękny, nasycony odcień, a do tego kosztuje grosze.

Jestem ciekawa, jak przedstawiają się Wasi ulubieńcy.

niedziela, 29 maja 2016

Zostałam bez kosmetyków! Projekt denko.


W tym miesiącu wykończyłam resztę pielęgnacji i zostałam dosłownie z niczym. Dobrze, że zamówiłam paczuszkę z MintiShop, ponieważ nie miałabym balsamu i maski do włosów.
Mam wrażenie, że kosmetyki są w zmowie i kończą się w jednym czasie.
Dokładnie wtedy, gdy nie masz kasy na nowości.

Co wykończyłam?
Kallos Milk- moja ulubiona zaraz po Pro-Tox'ie. Włosy są niezwykle miłe, gładkie i dociążone.
Używam jej raz w tygodniu, aby nie przedobrzyć. Posiada przyjemny, budyniowy zapach, który jest wyczuwalny po wysuszeniu.
Kosztuje ok. 10zł i kupię ją ponownie. Jeden litrowy słój wystarczy mi na około 4-5miesięcy regularnego używania.

Kallos Banana- to już drugie opakowanie, który zużyłam. Posiada niesamowicie przyjemny aromat dojrzałych bananów. Używam jej ze względu na niezwykłe nabłyszczanie pasm.
Włosy są sypkie i gładkie.
Litrowe opakowanie kosztuje 10zł i można kupić ją w każdej drogerii.

Pantene Pro-V, szampon z odżywką 2w1, przeciwłupieżowy- kupuję go z myślą o mamie, która po słabym szamponie dostaje łupieżu. Ten przyjemniaczek spisuje się genialnie. Po żadnym szamponie moje włosy nie są tak cudownie oczyszczone i błyszczące.
Użyłam już sporo butelek i na bank kupię następne opakowanie.
Na promocji kosztuje 8-9zł, cena regularna wynosi 12-14zł.

Szampony Isana- oba szampony spisują się świetnie, a moje włosy je uwielbiają. Najbardziej polubiły się z czerwonym, który nadaje się dla osób z problemami skórnymi. Mój skalp jest nawilżony, niepodrażniony i pozbyłam się łupieżu.
Aktualnie są na promocji i kosztują 3-4zł.

Żele Balea- posiadają cudowne zapachy i na tym się kończy. Nie są zbyt wybitne, bardziej kuszą bajecznym aromatem i wyglądem opakowań.

Żel Isana- latem zawsze używam męskich żelów, dzięki którym skóra posiada świeży i rześki zapach. Ten pachnie cytrusami i jest moim ulubionym.
Kosztuje ok. 3zł i można dostać go w Rossmannie.

Maska jajeczna (rosyjska)- cudo! Pomimo tego, że nie grzeszy wydajnością, jest świetna. Moje włosy ja kochają. Po wyschnięciu są gładkie, miękkie i ładnie się układają.
Można dostać ją w sklepach internetowych za 10-14zł.

Peeling Joanna- używam ich od lat i nie mam pojęcia, które to opakowanie. Świetnie oczyszczają skórę ze starego naskórka,a do tego kuszą zapachem.
Są tanie, bo cena nie wynosi więcej niż 4zł. Są łatwo dostępne i można kupić je nawet w większym kiosku.

Żel do brwi Eveline- bezkonkurencyjny ulubieniec. Świetnie radził sobie z niesfornymi brwiami.
Dostałam go do testów, a teraz mam w planach zakupić nowe opakowanie.

Tusz Miss Sporty Studio Lash- uważam, że jest lepszy od żółtego konkurenta Lovely. Rzęsy są o wiele ładniej pomalowane i jest trwalszy. Nie powoduje wypadania włosków i nie podrażnia wrażliwych oczu.
Można dorwać go w Rossmannie za 12-14zł.

Troszkę kosmetyków poszło i będę musiała zrobić spore zakupy. Mam nadzieję, że czerwiec nie będzie obfitował w wiele denek.

sobota, 28 maja 2016

Niekosmetyczni ulubieńcy maja.


W tym miesiącu niestety nie pojawi się masa filmów i książek, ze względu na pracę. Zdecydowanie cierpiałam na brak czasu i faworytów ograniczyłam do minimum.
Miałam jednak czas, aby wybrać się do kina na film, który mnie oczarował. O nim jednak za chwilę, a teraz zapraszam do poznania ulubieńców.

Clean Cotton YC- jeden z piękniejszych, białych tart. Czysty, świeży aromat bardzo często gości w moim kominku.

Fluffy Towels- kolejny, czysty biały wosk. Tutaj poza świeżością, wyczuwam woń owoców. Idealnie skomponowany zapach.

Diane Chamberlain „Dar Morza"- w dniu swoich 11 urodzin, Daria Cato wybiera się na spacer po plaży. Dostrzega tam porzuconego noworodka, któremu uratowała życie. Mała dziewczynka o imieniu Shelly zostaje adoptowana przez rodziców Darii.
20 lat później, dziewczyna chce odkryć prawdę o swoim pochodzeniu. Niezwykle wciągająca powieść, którą przeczytałam w ciągu dwóch dni.

Charles Martin „W pogoni za świetlikami"- jestem oczarowana tą książką. Jest niezwykle wciągająca, pełna tajemnic. Reporter gazety Chase Walker zajmuje się sprawą sierotki porzuconej na przejeździe kolejowym. Mężczyzna sam wychował się w rodzinie zastępczej i czuje się odpowiedzialny za rozwiązanie tajemnicy związanej z porzuconym chłopcem.

Jay Crownover „Buntownik” - długo zwlekałam, aby ją przeczytać i to był błąd. Młodzieżowa powieść o trudnej miłości między rozrabiaką i porządną dziewczyną.
Remy jest bratem bliźniakiem głównego bohatera. Zginął w wypadku samochowodym i Rule czuje się odpowiedzialny za tragedię. Shaw stara się mu pomóc, ale ten ją odtrąca, ponieważ widzi w niej dawną dziewczynę bliźniaka. Pełna niewyjaśnionych spraw powieść, którą warto przeczytać.

Księga dżungli- jestem dosłownie zakochana w tym filmie! Pięknie zekranizowana powieść, która była pełna ciekawych i śmiesznych momentów. Cały film był idealnie nakręcony i perfekcyjny pod każdym względem. Jestem pod dużym wrażeniem gry głównego bohatera. Młody chłopiec spisał się genialnie.
Polecam każdemu bez wyjątku na wiek.

Twenty One Pilots - Stressed Out- piosenka,która leci w moim telefonie bez przerwy. Dzięki niej poznałam zespół i masę świetnych piosenek.

Little Mix - Love Me Like You- kolejny ulubieniec, jeśli chodzi o muzykę. Kilka miesięcy temu zaczęłam słuchać zespołu składającego się z czterech dziewczyn i najbardziej przypadła mi do gustu najnowsza płyta i właśnie ta piosenka.

Znacie moich faworytów?
Może same ich lubicie? :)

piątek, 27 maja 2016

Zapach miodu i kwiatów w jednym wosku? Czy to się uda?

Całkowicie zapomniałam o bladofioletowym wosku, który leży w dużym słoju. Kupiłam go na przecenie w sklepie Goodies, gdzie do końca miesiąca kosztuje tylko 6.40zł.
Jakoś nie mogłam się do niego zabrać, chociaż leżał na wierzchu, ponieważ szata graficzna bardzo przypadła mi do gustu. Moim zdaniem, wygląda prześlicznie.

Honey Blossom – cudowna kompozycja zamknięta w niewielkim, naturalnym wosku – to nie tylko pomysł na to, jak sprawnie odświeżyć nastrój panujący we wnętrzu. Honey Blossom to najprawdziwsze, bardzo gustowne, odrobinę wyniosłe, damskie perfumy, których miejsce spoczywa na blacie eleganckiej, zabytkowej toaletki. Buduarowy aromat złożony jest z tak wyjątkowych, drogeryjnych nut jak ciężkie piżmo, słodki miód, świeże, pachnące żywicznym sokiem drewno i esencja wydobyta z serca tradycyjnej frezji. Całość tworzy bukiet wyjątkowo kobiecy i bliźniaczo podobny do luksusowych perfum!

Muszę Wam powiedzieć, że nie tego się spodziewałam, oczywiście nie mówię tego w negatywnym znaczeniu.

Uważałam, że zapach będzie okropny, a tu taka miła niespodzianka.
Po rozpaleniu od samego początku uwalnia się słodki aromat. Możemy rozróżnić miód oraz rześkie, świeże kwiaty.
Wyróżniają się również męskie nuty, które nie są zbyt dominujące.
Ogólnie zapach przypadł mi do gustu, pozostaje w pomieszczeniu przez wiele godzin, nawet po zgaszeniu kominka.

Uważam, że jest to ciekawe połączenie, które warto wypróbować.

czwartek, 26 maja 2016

Dlaczego wolę i wybieram hybrydy? Piękny, intensywny neon w roli głównej.

Zakupiłam zestaw do robienia hybryd, gdy ten nie był jeszcze w modzie. Po ponad 2 latach wiem, że był to najbardziej trafiony zakup. Używam go 2x w miesiącu i za każdym razem mam problem z wyborem odcienia. Wczoraj postawiłam na cudowną, neonową pomarańcz, niestety zdjęcie nie oddaje jej uroku. Jest coraz cieplej, więc postawiłam na neon, który o dziwo mi się spodobał.
Produkt pochodzi z firmy ArtLak, kosztuje około 8zł i płytkę pokrył już po pierwszej warstwie.
Przez ten czas wypróbowałam już masę lakierów hybrydowych i wybrałam swoich faworytów. Na genialnej bazie Garden of Color, nawet najtańsze malowidło trzyma się ponad miesiąc.
Całkowicie zapomniałam już o zwykłych lakierach, których mam w swojej kolekcji ponad 100.

Dlaczego wybieram hybrydy?
Jeśli jesteś osobą pracującą, wiesz, jaka to wygoda, gdy twoje paznokcie wyglądają idealnie przez 2-3tygodnie. Sama staram się zmieniać je co 3tygodnie.
Na manicure poświęcam 1-1,5godz, i wiem, że przetrwa wiele dni. Nie muszę martwić się o odpryski, złamane szpony i inne nieprzyjemności. Podczas malowania zwykłymi, denerwował mnie czas suszenia, odciski i bąbelki, które pojawiały się pod topem.
Na płytkę kładziemy około 4warstw produktu i dzięki temu, możemy zapuścić naprawdę długie pazury. Moje były już imponujące i miałam problem z pisaniem na klawiaturze.
Następnym plusem jest fakt, że przestały się rozdwajać i stały się mega mocne. Do ściągania nie używam acetonu, a pilniczka, którym piłuję stary lakier. Zajmuje mi to 10minut i wiem, że nie są wysuszone i uszkodzone. Nie ścieram naturalnej płytki, a ona sama w sobie jest w rewelacyjnym stanie.
Hybrydy, których używam, kosztują 9złotych i jedna butelka wystarczy mi nawet na 10manicurów.
Nie widzę sensu w kupowaniu drogich malowideł, które sprawdzają się podobnie lub słabiej.

Osobiście nie zauważyłam negatywnego wpływu na moją płytkę i mam nadzieję, że nic takiego się nie zdarzy.
Manicure hybrydowy jest ogromną wygodą, a zadbane dłonie są wizytówką każdej kobiety.

Lubicie taki manicure?

środa, 25 maja 2016

Cudowny haul ze sklepu Minti Shop. Zapowiedź testów.

Już dawno nie robiłam zakupów on-line. Jednak skorzystałam z promocji na rosyjskie kosmetyki i do mojego wirtualnego koszyczka trafiło kilka rzeczy.
Rosyjskie kosmetyki uwielbiam i nigdy nie mam ich dość. Bardzo fajnie działają na moją skórę i włosy, nigdy mnie nie zawiodły.
Po ostatnich obchodach w drogeriach stacjonarnych zapragnęłam pomadek do ust Golden Rose. Niestety u mnie wybór był bardzo mały, a do tego malowidła były dotykane i ubrudzone.

Tak więc zapraszam do mojego haulu.
Receptury Babuszki Agafii Balsam do włosów Malina Moroszka- całkowicie wykończyłam moje zbiory do pielęgnacji włosów. Musiałam skusić się na jakiś balsam, ponieważ nie chcę ciągle używać tej samej maski Kallosa.
Wybór padł na cudownie pachnący produkt, który ma zapewnić nawilżenie.

Recepty Babci Gertrudy Balsam do włosów do codziennego stosowania- tutaj wkradł się błąd, bo przez pomyłkę zamówiłam balsam, a nie szampon. Jednak nie żałuję, ponieważ kosmetyk ma naprawdę świetny skład i nadaje się do codziennej pielęgnacji.

Bania Agafii Maska do twarzy Oczyszczająca- pokończyły się również moje zapasy maseczek do twarzy. Najbardziej do gustu przypadła mi dziegciowa, ale postanowiłam zamówić też inne. Czytałam o niej wiele pozytywnych recenzji, więc mam nadzieję, że sprawdzi się również u mnie.

Bania Agafii Witaminowa maska do twarzy Fitoaktywna- już dawno byłam jej ciekawa. W pracy spiekłam się i twarz również nabrała koloru, dlatego postanowiłam wybrać nawilżający produkt, który będzie dbał o moją cerę. Póki co kosmetyki Fitomed radzą sobie genialnie, ale chciałam wspomóc ich działanie.

Golden Rose Velvet Matte Lipstick Matowa pomadka do ust 7- szmineczka powędrowała do mojej mamy. Ładny, brudny róż wygląda ciekawie i na bank ją wypróbuje. Nigdy wcześniej ich nie miałam, więc jestem, ciekawa jak się sprawdzą.

Golden Rose Matte Crayon Lipstick Matowa pomadka do ust w kredce 11- moja nowa szminkowa miłość. Użyłam jej zaraz po odpakowaniu paczki i nosiłam cały dzień. Jestem zakochana zarówno w odcieniu, jak i działaniu.
Siostrze zamówiłam numer 10, który jest bestsellerem w wielu drogeriach internetowych.

Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy i na bank wstrzymuję się od zakupów pielęgnacyjnych. Wszystkie rzeczy mam po raz pierwszy i z chęcią zabiorę się do testów.
Miałyście może, te kosmetyki?

wtorek, 24 maja 2016

Masz problem z eyelinerem? Nie jest trwały? Wypróbuj cudo od Miss Sporty!

Od gimnazjum szukałam idealnego eyelinera i przed studniówką myślałam, że taki właśnie znalazłam.
Od tego czasu używałam Eveline Celebrities, lecz jaskółka znikała w ciągu dnia. Nie byłam zadowolona z tego faktu, więc całkiem w ciemno wybrałam eyeliner Miss Sporty Pump up Booster 24H Waterproof. Dorwałam go za grosze na promocji i do tej pory służy mi w codziennym makijażu.
O produkcie:
Wyraziste i zalotne spojrzenie dzięki specjalnemu aplikatorowi.
Wodoodporna formuła oraz gwarancja długotrwałego makijażu.

Eyeliner zdecydowanie wyróżnia się, jeśli chodzi o wygląd i sposób aplikacji. Niebieska buteleczka jest wykonana z plastiku, a w środku zamiast pędzelka kryje się gąbeczka.
Jest dobrze wyprofilowana, giętka i elastyczna, lecz ciężko zrobić nią ultra cienką kreseczkę.
Produkt posiada przyjemną, wodnistą konsystencję, która nie rozpływa się po powiece. Przez cały dzień trzyma się idealnie, jedynie pod koniec dnia kolor robi się jaśniejszy w wewnętrznym kąciku. Jak dla mnie super, ponieważ kosmetyk Eveline, spływał z kącika po 2-3 godzinach.
Czarny odcień jest świetnie napigmentowany i już po pierwszym pociągnięciu, kryje pomalowane miejsce.
Na szczęście kreska schnie w tempie ekspresowym, o czym mogłam się przekonać, gdy niechcący potarłam oko.
Podoba mi się fakt, że zaschnięta kreska różni się od innych. Produkt jest elastyczny i porusza się wraz z powieką. Dzięki temu nie pęka i makijaż zawsze wygląda na świeży.
Najważniejszym plusem jest trwałość. Kosmetyk jest wręcz nie do starcia i radzi sobie z nim dopiero płyn micelarny Garnier z olejkiem arganowym.
Na dłoni zaprezentowałam pomalowaną plamkę oraz efekt po umyciu naczyń. Imponujące prawda?
Malowidło kosztuje 15zł w cenie regularnej i można dostać go w każdej szafie Miss Sporty.

Jak dla mnie jest to produkt idealny. Trwały, nie podrażnia wrażliwych oczu oraz posiada piękny, napigmentowany odcień. Pewnie jeszcze nie raz go kupię.


Znacie? 
Lubicie?

poniedziałek, 23 maja 2016

Połączenie mandarynek z żurawiną? Bardzo owocne zestawienie.

Z mamą lubimy słodkie, owocowe tarty Yankee Candle, które można dostać w sklepie Goodies za 8zł.
Jeden taki maluszek wystarczy mi na około 6 pojedynczych odpaleń.
Tym razem zdecydowałyśmy się na zestawienie mandarynki i żurawiny.
Bardzo często palimy je podczas sprzątania lub rodzinnych spotkań.

Kiedy mandarynka idzie na randkę z żurawiną – takie spotkanie musi przynieść owocny efekt! A kiedy miejscem tej nietypowej schadzki jest wosk Yankee Candle, konsekwencje mezaliansu stają się po prostu zjawiskowe! Mandarin Cranberry łączy w sobie egzotyczne, mocno energetyczne, cytrusowe nuty ze słodyczą czerwonej, zimowej żurawiny. Niespotykany koktajl pobudza i relaksuje zarazem, wprowadzając do wnętrza aurę świątecznego szczęścia i sprawnie rozświetlając ponury mrok jesiennych, coraz dłuższych wieczorów.

Podczas niedzielnego obiadu postanowiłam wyciągnąć czerwoną, intensywną tartę. Nawet przez folię czuć jego moc. Moimi faworytami są mocne zapachy, które czuć w całym domu.
Słodka mandarynka została przełamana cierpką nutą żurawiny. Zapach jest niezwykle naturalny i przypadł mi do gustu bardziej niż sam wosk Orange Splash, który pachnie samą pomarańczą.
Tarta daje orzeźwiający i świeży aromat, który czuć przez długi czas.
Nie jest męczący i kominek może palić się spokojnie przez wiele godzin.

Czerwony wosk bardzo przypadł mi do gustu i chętnie kupię go jeszcze raz.
Co o nim sądzicie?

niedziela, 22 maja 2016

Zestaw do konturowania od Kobo. Czy jest wart swojej ceny? Czym jest strobing?

Latem jestem fanką konturowania i rozświetlenia. Skóra jest już opalona i każdy kosmetyk wygląda o niebo lepiej. W pracy spiekłam się na skwarkę i cera zmieniła odcień niemal o dwa tony.
Nabrała zdrowej opalenizny, więc postanowiłam przetestować paletę Face Strobing od Kobo. Posiada typowo chłodne odcienie, a takie są dla mnie idealne.
Słyszałam, że ich kosmetyki są godne polecenia, więc na promocji wybrałam kasetkę, w której znajduje się róż, rozświetlacz i bronzer.
Kosztowała mnie tylko 14zł, a cena regularna sięga 24,99zł.
Produkt jest dość świeży, ponieważ do drogerii trafił pod koniec kwietnia. Niestety ciężko jest go dostać, ponieważ wiele osób się interesuje produktem.
Warto wspomnieć czym jest strobing.
Strobing jest nowym trendem panującym w makijażu. Najważniejszy jest rozświetlacz, bo to właśnie dzięki niemu możemy otrzymać cudowną, połyskującą taflę.
Jest to modelowanie za pomocą kosmetyków rozświetlających. Twarz wygląda promiennie, zdrowo i świeżo.

Zestaw przeznaczony do rozświetlania i modelowania twarzy. Doskonale sprawdzi się podczas wykonywania codziennego makijażu, jak i na wielkie wyjścia. Róż o satynowej strukturze w naturalny sposób podkreśli policzki oraz doda twarzy świeżości, a rozświetlacz idealnie rozjaśni łuk brwiowy, wewnętrzny kącik oka oraz górną partię policzków. Puder brązujący znajdujący się w zestawie doskonale zaznaczy kości policzkowe i ociepli koloryt skóry.

Kasetka wykonana jest z plastiku, na który lepiej uważać. Jest dość cienki i obawiam się, że nie przetrwałby upadku z półki.
Ogólnie wygląd opakowania przypadł mi do gustu, bo przezroczyste zamknięcie idealnie współgra z matowym spodem.
Produkty są dość sporej, okrągłej wielkości i z łatwością można nabrać je na pędzel bez kontaktu z innymi przegrodami.
Jeśli już o pędzlu mowa, to warto wspomnieć, że kosmetyki nie pylą i świetnie trzymają się każdego rodzaju włosia.
Są genialnie napigmentowane, ale na tyle, że nie zrobimy sobie nimi krzywdy. Świetnie się rozcierają i nie tworzą nieprzyjemnych plam.
Róż przypomina mi cień Golden Rose, ponieważ posiada piękny chłodny odcień, który opalizuje na złoto. Niesamowicie mnie urzekł i podbił moje serce.
Odcień jest niezwykle interesujący i uniwersalny. Przypadnie do gustu każdej osobie.
Rozświetlacz posiada przyjemny perłowy odcień, który na wygląda naturalnie. Na twarzy wygląda niczym jednolita, błyszcząca tafla. Nie posiada świecących drobinek, które wyglądają tandetnie.
Na samym końcu znajduje się bronzer, który jest najlepszy na świecie.
Chłodny odcień posiada połyskujące, złote drobinki. Mimo tego wygląda estetycznie, a skórze dodaje zdrowego wyglądu.
Produkty pozostawiają satynowe wykończenie i można wykorzystać je również jako cienie do powiek.
Są trwałe, potrafią przetrwać cały dzień.

Osobiście jestem urzeczona paletką i polecam ją każdej osobie, która nie ma wprawy w konturowaniu.
Przy jej pomocy nauczycie się wszystkiego od początku.

sobota, 21 maja 2016

Pianki z ogniska? Genialny wosk od YC.

Pianki kojarzą mi się z grillem lub ogniskiem w USA. U nas niestety nie ma zwyczaju pieczenia je nad ogniem, a szkoda, bo są przepyszne.

Uwielbiam słodkie zapachy, więc w sklepie Goodies, postanowiłam zakupić wosk Fireside Treats.
Koszt jednej tarty wynosi 8zł i można podzielić ją na wiele części. Jest niezwykle wydajna, a zapach jest wyczuwalny nawet po kilku odpaleniach.
Ciągną się w nieskończoność i pachną kuszącym, roztopionym cukrem. Przypiekane w żywych płomieniach wieczornego ogniska pianki to smak dzieciństwa i wspomnienie upływających w doskonałej atmosferze spotkań z przyjaciółmi. Słynne, topione Marshmallows to także zjawiskowa kompozycja Yankee Candle, która – przybierając formę naturalnego wosku – pachnie karmelizowanym cukrem, słodkim lukrem i ledwo wyczuwalną nutką najprawdziwszej, ogrzanej w płomieniach wieczornego ogniska laski wanilii.

Zdecydowanie biały wosk będzie królował u osób lubiących wanilię. Słodki aromat od razu przypomina mi roztopione pianki lub świeżo zrobioną watę cukrową, jest niezwykle naturalny i przyjemny.
Każdy dzieciak polubi ten zapach, ponieważ kojarzy się ze świetną zabawą, cyrkiem i festynami.
Słodycz otula nas zaraz po odpaleniu kominka i pozostaje w pomieszczeniu jeszcze wiele godzin po zgaszeniu.
Intensywność tutaj nie jest wadą, ponieważ nawet po dłuższym czasie palenia, nie musimy martwić się o zawroty głowy.
Czy mi się podoba? Okropnie! Jest jednym z ładniejszych wosków, które wyprodukowała firma YC.

Lubicie takie tarty?

piątek, 20 maja 2016

Zabiegi urodowo kosmetyczne, których nigdy nie chcę wypróbować.

Znalazłam chwilę czasu i całkowicie spalona przez słońce, przychodzę z nowym postem.
Opowiem wam o zabiegach urodowych, które nigdy mnie nie pociągały na tyle, aby je wypróbować.
Zawsze jestem ostrożna przy wyborze, aby potem nie żałować. Muszę upewnić się, że są warte swojej ceny i z chęcią je wtedy przetestuję.

Na co nigdy się nie zdecydowałam?
Przedłużanie, zagęszczanie rzęs- fakt efekt bardzo mi się podoba, ale sama bym się nie zdecydowała. Mam bardzo wrażliwe oczy i obawiam się kontaktu z klejem, chociaż wiem, że są przystosowane dla alergików.
Wolę raz na jakiś czas dokleić zwykłe rzęsiska, ponieważ makijaż noszę 2-3razy w tygodniu. Na co dzień nie noszę wachlarza rzęs, jedynie na duże imprezy.
Niestety cena przedłużania jest dość wysoka, a w okolicy nie mam zaufanej kosmetyczki.

Keratynowe prostowanie włosów- tutaj także cena przyczyniła się do braku zainteresowania. Włosy długie po pas i gęste na 14cm kosztowałyby krocie, a efekt nie jest pewny.
Poza tym lubię u siebie kręcone, naturalne włosy. W wyprostowanych wyglądam słabo.
Znalazłam opinię, że włosy są również bardzo przyklapnięte i przetłuszczają się o wiele szybciej.

Solarium- jestem blada cały rok. Jeśli się opalam, to na czerwono. Dwa dni pracy w słońcu, a ja wyglądam jak po tygodniu w tropikach. Opalenizna jest piękna, ale nie u mnie. Mam również sporo znamion, których nie chciałabym wystawiać na promieniowanie w solarium.

Makijaż permanentny- na szczęście mam ciemną oprawę oczu i nie muszę decydować się na ten zabieg. Niezaprzeczalnym plusem jest trwałość i perfekcyjny wygląd przez wiele lat. Mnie jednak przeraża proces gojenia i tatuowania.
Moje kreski może i nie są idealne, ale lubię używać kolorowych produktów do ich malowania. Znudziłby mi się jeden odcień noszony przez kilka lat.

Henna- dacie wiarę, że nigdy nie próbowałam przyciemnić brwi? Chyba za dużo napatrzyłam się na nauczycielkę, która miała brwi jak sowa.

Opowiedziałam o kilku ulepszeniach, które do mnie nie przemawiają. Może później napiszę o zabiegach, które chcę wypróbować?

czwartek, 19 maja 2016

Twoja skóra potrzebuje natychmiastowego odświeżenia? Płyn oczarowy do twarzy z kwiatem pomarańczy Fitomed.

Zawsze zapominam lub nie chce mi się używać produktów, które wymagają aplikacji na wacik czy chusteczkę.
Rano jestem zaspana i zabiegana, a wieczorem zmęczona. Trafiłam jednak na ciekawy płyn, o którym chcę dziś powiedzieć.
Pochodzi on z firmy Fitomed i kosztuje tylko 13zł.
Składniki naturalne: hydrolat oczarowy Ecocert (30%), olejek „neroli”.

Właściwości i działanie: woda aromatyczna z liści oczaru (hydrolat Ecocert) jest znakomitym środkiem do odświeżania i oczyszczania skóry tłustej i mieszanej. Liście oczaru zawierają do 12% garbników oraz flawonoidy. Zespół tych związków uszczelnia ściany naczyń włosowatych, obkurcza je, zmniejsza zaczerwienie twarzy i objawy naczynkowe. Płyn o niezwykle świeżym zapachu łagodnie ściąga rozszerzone pory, rozjaśnia i tonizuje skórę. Orzeźwiający zapach kwiatu pomarańczy (neroli) działa orzeźwiająco i stymulująco na umysł.

Przeznaczenie: do cery mieszanej, tłustej, naczynkowej. Polecany również do nawilżania twarzy dla osób pracujących przy komputerach oraz w klimatyzowanych pomieszczeniach.

Sposób użycia: zamknąć oczy, rozpylić płyn na twarzy. Zostawić do wchłonięcia lub osuszyć chusteczką.

INCI: Aqua, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Water, Glycerin, Panthenol, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Allantoin, Cytric Acid, Phenoxyethanol(and) Ethylhexylglycerin, Parfum (linalool, limonene, geraniol, citral), C.I.19140.
Płyn znajduje się w przeźroczystej, plastikowej butelce z idealnym atomizerem. Wilgotna mgiełka nie jest za sucha ani za mokra. Przyjemnie osiada na twarzy i wnika w ekspresowym tempie.
Szata graficzna prosta, ale zawiera wszystkie ważne informacje o danym kosmetyku.
200ml butelka jest niezwykle wydajna, ponieważ po miesiącu pozostało mi nadal 3/4 płynu.
Używam go zazwyczaj rano i wieczorem, a czasem nawet w ciągu dnia.
Przyjemna, orzeźwiająca mgiełka posiada typowo kwiatowo-ziołowy aromat, który polubiłam.
Zapach pobudzi naszą zmęczoną skórę, dlatego lubię używać go rano. Skóra po aplikacji staje się aksamitnie miękka, przyjemnie nawilżona i pełna życia.
Zauważyłam sporą zmianę, jeśli chodzi o jej stan. Cera na pewno stała się promienna i zdrowsza, przybrała ładniejszą barwę i zniknęły widoczne naczynka na policzkach.
Pory są węższe, niemal niewidoczne. Bardzo mnie to cieszy, bo tani produkt zdziałał cuda.
Najważniejsze, że nie przyspiesza przetłuszczania strefy T oraz nie wysusza. Skóra jest przyjemnie zmatowiona, a nie ściągnięta.
Nakładam go zawsze jako pierwszy, a następnie na lekko wilgotnej twarzy rozprowadzam krem.
Aplikacja wszelkich kremów jest o wiele łatwiejsza i przyjemniejsza.
Produkt można kupić w sklepie Fitomed lub aptekach i sklepach zielarskich.

Uważam, że jest to jeden z tych produktów, które warto mieć w domu.
Znacie go może? Lubicie kosmetyki firmy Fitomed?

środa, 18 maja 2016

Niezawodny krem dla cery mieszanej i tłustej. Mój KREM NR 11 ZE ŚWIEżEGO NAPARU ZIOŁOWEGO.

Dawno szukałam idealnego kremu, który nie zapycha, nawilża oraz nie będzie powodował przetłuszczania się strefy T.
Jestem posiadaczką cery mieszanej i ciężko dobrać mi odpowiednie mazidło. Policzki zawsze były suche jak wiór, a czoło i nos błyszczało niczym kula dyskotekowa.
Postanowiłam więc wypróbować Mój krem nr 11 od firmy Fitomed.
Fitomed zajmuje się produkcją świetnych kosmetyków naturalnego pochodzenia. Za każdym razem byłam zadowolona z wyboru, a jak będzie teraz?
Najważniejsze składniki: świeży napar ziołowy z oczaru wirginijskiego, pięciornika i skrzypu, olej z czarnuszki siewnej.Działanie opiera się na obecnym w kremie wyciągu wodnym z ziół (80%) o wysokiej zawartości garbników o właściwościach ściągających rozszerzone pory, tradycyjnie stosowanych w fitoterapii. Dodatek oleju z czarnuszki siewnej stabilizuje barierę lipidową naskórka.
Przeznaczenie: do cery tłustej i mieszanej z rozszerzonymi porami.
Właściwości: Krem o charakterze naturalnym. Dopuszcza się wahanie odcieni kremu od beżowego do jasnobrązowego. Dopuszcza się istnienie nieznacznej różnicy w zapachu i barwie poszczególnych partii kremu, gdyż nie zawiera on sztucznych barwników oraz substancji zapachowych, a wahania koloru i zapachu spowodowane są zastosowaniem składników naturalnych pochodzących z kolejnych serii dostaw. Powyższe różnice w zapachu, barwie i konsystencji nie mają wpływu na jakość pielęgnacyjną kremu.

Nie zawiera: substancji zapachowych, parabenów, barwników.
Ingredients: Aqua, Hamamelis Virginiana Bark Extract, Equisetum Arvense Extract, Cetearyl Alcohol, Potentilla Erecta Extract, Calendula officinalis flower Extract, Vitis Vinifera Seed Oil, Nigella Sativa Seed Oil, Arachidyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Cera Alba, Arachidyl Glucoside, Cocoa Butter, Hydroxyethyl Acrylate, Phenoxyetanol, Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Ethylhexylglycerin.

Krem umieszczony jest w zgrabnym, plastikowym słoiczku o pojemności 50ml. Jest to idealna wielkość, ponieważ data ważności wynosi 3miesiące. Jest to dla mnie ogromny plus, dlatego wiem, że w środku nie znajdziemy substancji konserwujących, które powodują, że produkt może wytrzymać rok bez wymiany.
Używam go regularnie niemal przez cały miesiąc i pozostało mi jeszcze troszkę połowę produktu.
W środku ukaże się nam brzoskwiniowa, lekka konsystencja. Na twarzy rozprowadza się z czystą przyjemnością. Produkt posiada przyjemny lekko ziołowy aromat, który ulatnia się po wchłonięciu.
Nie pozostawia lepkiej i tłustej warstwy. Twarz wygląda zdrowo, a na skórze tworzy się satynowy półmat.
Nadaje się zarówno jako baza pod makijaż, jak i silnie nawilżający krem na noc.
Kosmetyki nałożone na wcześniej wklepany produkt nie rolują się, a wręcz mam wrażenie, że pozostają dłużej na swoim miejscu.
Zauważyłam znaczną poprawę mojej cery, a to jest najważniejsze. Pory zostały ściągnięte i są zdecydowanie mniej widoczne, co bardzo mnie cieszy.
Niektóre składniki posiadają właściwości przeciwzapalne i od pewnego czasu na mojej twarzy nie zagościł pryszcz. Naczynka są mniej widoczne, a skóra jest wreszcie odpowiednio zadbana.
Pozbyłam się okropnych suchych skórek oraz ziemistego odcienia.

Gdzie można go dostać? W sklepie internetowym Fitoteka lub wybranych, stacjonarnych aptekach.
Uważam, że 25zł, to idealna stawka za świetne działanie.
Aby utrzymać uzyskany efekt, chętnie zakupię następne opakowanie. Mam nadzieję, że na długo zagości w mojej kosmetyczce.

Słodkości, które nie tuczą? Pomadka o zapachu waty cukrowej.

Bardzo lubię kosmetyki, które pachną jak słodycze. Na promocji w Rossmannie dorwałam pomadkę, która ma nadać kolor i nawilżyć usta. Do wyboru miałam dwa warianty, watę cukrową lub gumę balonową. Jako że posiadam już perfumy o zapachu gumy, skusiłam się na białą cukrową chmurkę.
BALSAM do ust WATA CUKROWA skutecznie pielęgnuje i nawilża delikatny naskórek ust, likwidując uczucie spierzchnięcia, ściągnięcia i suchości.

Działanie
Zawartość odżywczego miodu oraz bogatego w minerały cukru trzcinowego dba o delikatny naskórek ust, zmiękcza go i zabezpiecza przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.

Efekt
Usta odzyskują naturalną gładkość, elastyczność, właściwe nawilżenie i zdrowy wygląd. Delikatny, subtelny różowy odcień oraz cudowny słodki zapach uczyni stosowanie przyjemnym, a TY ZAKOCHASZ SIĘ W NIM OD PIERWSZEJ APLIKACJI.

Stosowanie
Balsam rozprowadzić równomiernie na ustach, czynność powtarzać wg potrzeb. Produkt do całorocznej pielęgnacji.

Balsam zapakowany jest w pudełeczko, więc nikt wcześniej nie miał okazji dotykać naszego produktu.
Sama tubka wykonana jest z miękkiego plastiku, zakończonego jak każdy inny błyszczyk do wyciskania. Dziurka posiada odpowiednią wielkość i wydobywa się z niej średnio gęsty, różowy żel.
Jasnoróżowy odcień posiada świecące drobinki, które na szczęście nie są tak widoczne na ustach. Tworzą ładną poświatę i wargi wyglądają na pełniejsze. Delikatny róż delikatnie barwi usta, a sam efekt nie wygląda słabo i tandetnie. Niestety produkt jest troszkę lepki i nasze włosy mogą przykleić się do błyszczykowej tafli.
Gdy wycisnęłam go pierwszy raz, bez zastanowienia powiedziałam, że czuję watę. Słodki aromat pachnie obłędnie, chociaż po aplikacji nie jest aż tak wyczuwalny.
Używałam go często i jestem w stanie powiedzieć, że nawilża, lecz nie długotrwale. Wargi wyglądają fajnie przez 3-4 godziny, chociaż kolor zjada się po 30minutach.
Czy jestem z niego zadowolona? I tak i nie. Bajerem jest słodki zapach, lecz nawilżanie na średnim poziomie. Na pewno świetnie sprawdzi się latem, gdy zabraknie wiatru i chłodnych dni.
Cena regularna sięga 8-9zł, ja zaś dorwałam go -49% taniej.

Skusicie się na słodką pomadkę?

wtorek, 17 maja 2016

Bo Balea, wcale nie jest taka zła! BALEA DEZODORANT SWEET SMOOTH CUDOWNY CIASTECZKOWY ZAPACH Z DODATKIEM CYTRYNY ORAZ WANILII.

Już od prawie miesiąca używam dezodorantu firmy Balea. Dzięki wujkowi i cioci mogę testować produkty, których niestety u nas nie ma. Bardzo chętnie odwiedziłabym drogerię DM, lecz obawiam się, że straciłabym całą wypłatę i zdarła jeszcze kilka groszy od znajomych.
Mam w sobie nadal cząstkę dzieciaczka i wśród dezodorantów, wybrałam ten o zapachu ciasteczka z dodatkiem cytryny i wanilii.
Jesteście ciekawe, jak się spisał?
Delikatny dezodorant do ciała. Daje uczucie świeżości, nawilża skórę, nie wysusza jej. Nie powoduje podrażnień, maksymalna ochrona. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji dla wszystkich rodzajów skóry. Cudowny ciasteczkowy zapach cytryny z wanilią, sprawi, że poczujesz się prawdziwie odprężona.
Utrzymuje prawidłowe PH skóry.

Dezodorant ma uroczy, słodki i dziewczęcy design. Opakowanie poręczne i dość małe, więc zmieści się do większości torebek.
Atomizer działa bez zarzutu i wydobywa się z niego odpowiednia ilość pachnącej chmurki.
Muszę przyznać, że zawsze unikałam wanilii w perfumach i innych pachnidłach. Tutaj jednak komponuje się idealnie.Ciasteczkowe nuty wraz z rześką, kwaśną cytryną i słodką wanilią tworzą niezłą bombę zapachową, która bardzo przypadła mi do gustu.
Produkt świetnie chroni przez cały dzień, a zapach utrzymuje się naprawdę długo.
Dzięki niemu czuję się komfortowo i świeżo bez obawy o plamy potu na koszulce.
Nie kosztuje znowu kroci, bo cena mieści się w 4-5zł. Niestety minusem jest dostępność, bo można dostać go on-line lub w drogeriach DM, które są niedostępne w Polsce.

Lubicie może dezodoranty firmy Balea?
Który zapach polecacie?

Malinowe cudo czy bubel?

Wczoraj niestety brakło czasu na post, ponieważ praca mnie pokonała. Później padłam na twarz i nie wstałam do rana, a miałam przygotowaną ciekawą opinię o masełku do ust o cudownym malinowym kolorze.

Nigdy wcześniej nie miałam balsamu z firmy Bielenda, więc wypróbowałam go z ciekawością.
O produkcie:
Masełko do ust Soczysta Malina skutecznie pielęgnuje i regeneruje delikatny naskórek ust, likwidując uczucie spierzchnięcia, ściągnięcia i suchości. Zawartość intensywnie regenerujących i odżywczych składników sprawia, że skóra ust szybko się odnowi, odzyska miękkość i zdrowy wygląd. Delikatny, naturalny, malinowy odcień oraz cudowny zapach świeżych malin uczyni stosowanie przyjemnym, a Ty zakochasz się w nim od pierwszej aplikacji. Produkt testowany dermatologicznie.

Dostępne w 3 wersjach zapachowych:
- zmysłowa wiśnia,
- troskliwa brzoskwinia,
- soczysta malina.

Skład:
Isohexadecane, Petrolatum (Nota N), Aqua (Water), Lanolin, Polyglyceryl-3-Diisostearate, Microcrystalline Wax, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Sucrose, Cera Alba (Beeswax), Parfum (Fragrance), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Propylene Glycol, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Cetearyl Alcohol, Sodium Saccharin, Hydrogenated Polyisobutene, Palmitic Acid, Pottasium Sorbate, Sodium Benzoate, Ethylparaben, Mica, CI 77891 (Titanium Dioxide), (CI 15850) D&C Red No.7 Lake, Citral.

Masełko umieszczone jest w białym, szerokim i wąskim słoiczku ze słodką szatą graficzną.
Opakowanie zapakowane jest w pudełko i mamy pewność, że nikt wcześniej nie dotykał naszego produktu.
Może i sposób aplikacji nie należy do higienicznych, ale ja zawsze robię dziubek i maczam wargi w słoiczku.
W środku znajdziemy średnio gęstą, ciemnoróżową konsystencję. Masło z przyjemnością nakłada się na usta i pozostaje na nich przez długi czas. Produkt posiada cudowny malinowy aromat, który można poczuć na ustach.
Testowałam je w ekstremalnych warunkach, ponieważ pracowałam na zewnątrz przez ponad 8godzin. Wiatr okropnie wysuszył moje usta, więc potrzebowałam nawilżenia.
Czy je otrzymałam? Jak najbardziej. Wargi stały się przyjemnie gładkie i miękkie, a do tego zaróżowione dzięki kolorowej konsystencji.
Można je kupić w każdej drogerii za około 8zł.

Co o nim sądzicie?

poniedziałek, 16 maja 2016

Mam słabość do świeżych wosków. Fluffy Towels od Yankee Candle.

Dosłownie uwielbiam świeże, czyste białe tarty od Yankee Candle. Dziś w moim kominku zagościł Fluffy Towels. Byłam ciekawa, jak pachnie mięciutki, puszysty ręcznik.
Od samego początku myślałam, że będzie identyczny jak ten o aromacie świeżego prania.
Byłam niezwykle zaskoczona, gdy okazało się coś innego.
Jest bardzo miękki i puszysty. W chwilę po zimnej kąpieli zapewnia ciepłe ukojenie, a wieczorami – sprawnie zastępujący wszystkie maskotki świata! Pachnący świeżością, chowający w sobie nuty wiatru i ciepłego słońca biały ręcznik swoim zapachem przywodzi na myśl czasy beztroskiego dzieciństwa. Opiekuje się nami troskliwie i odgania wszystkie zmartwienia. A do tego – inspiruje twórców Yankee Candle, którzy wzorując się na jego świeżości stworzyli wosk Fluffy Towels – fantastyczną kompozycję zawierającą w sobie nuty jabłka, lilii, lawendy i świeżych cytrusów.

Dla mnie Fluffy Towels pachnie jak świeżo wyprany ręcznik, który był suszony na zewnątrz w piękny słoneczny dzień. Zapach jednak różni się tym, że nie wyczuwam woni proszku.
Od samego początku w moje nozdrza zagościł zapach owoców. Odróżniłam je bez problemu, chociaż myślałam, że biała tarta zawiera również dodatek gruszki.
Odpalając kominek, przenoszę się do pięknego, zielonego sadu, w którym znajduje się masa kwitnących drzewek owocowych.
Zapach jest niezwykle miły, przyjemny i idealny na wieczór. Przyjemnie otula nasze zmysły.
Dość intensywny zapach nie drażni i można palić go przez długi czas.
Kupiłam go w sklepie Goodies za 8zł.

Polecam bez dwóch zdań.

Odnalazłam idealny podkład! Lasting Finish Nude 25HR Foundation od Rimmel.



Zawsze chciałam wypróbować podkład od Rimmela, ale kolorystyka mi nie odpowiadała. Najjaśniejszy odcień był o dwa tony za ciemny i klapa. Na promocji w Rossmannie zauważyłam Lasting Finish Nude 25HR Foundation w bardzo atrakcyjnej cenie. Po obniżce wyniósł mnie 16zł, a cena regularna mieści się w granicy 30-35zł.
Nigdy go wcześniej nie miałam, więc była to idealna okazja do testów.
Lasting Finish Nude to długotrwały podkład, który zapewnia naturalny wygląd skóry nie obciążając jej. Podkład posiada lekką formułę, dzięki której cera wygląda świeżo i nieskazitelnie. Podkład bardzo dobrze dopasowuje się do cery, przez co łatwo się go rozprowadza. Innowacyjny efekt 'elastycznej warstwy', która pozostaje nienaruszona przez 25 godzin. Delikatna struktura fluidu z nawilżającym serum sprawia, że podkład jest prawie nieodczuwalny na twarzy.

Produkt umieszczony jest w miękkiej tubce, która posiada przeźroczysty element. Możemy monitorować w tej sposób ilość pozostałego podkładu.
Otwór posiada odpowiednią wielkość i wydobywa się z niego odpowiednia ilość dość rzadkiej konsystencji. Najlepiej nie stawiać go na zakrętce, aby nie wylał się nam podczas otwierania.
Ja jednak lubię taką konsystencję, ponieważ z łatwością rozprowadza się po cerze. Można użyć w tym celu pędzla, gąbeczki lub palców i za każdym razem efekt wygląda bajecznie.
Produkt idealnie stapia się ze skórą.
Posiadam odcień 100 Ivory, który jest pozbawiony różowych tonów. Na twarzy wygląda naturalnie, ładnie wyrównuje koloryt i tworzy lekko matowe, satynowe wykończenie. Posiada średnie krycie, które z łatwością można stopniować. Nie tworzy efektu maski, a cera wygląda nieskazitelnie przez cały dzień. Twarz zaczyna się błyszczeć po wielu godzinach, lecz w tak minimalnym stopniu, że możemy odpuścić sobie poprawki.
Uwielbiam go również za fakt, że nie zapycha, nawet gdy używamy go codziennie. Na szczęście nie roluje się jak niektóre fluidy. Często zmieniam kremy i za każdym razem podkład wygląda identycznie.
Moim zdaniem jest to idealny podkład na lato, bo zawiera filtr ochronny, który będzie nas chronił przed słońcem.
Zdecydowanie trafiłam w 10 i od teraz jest to mój must have każdego makijażu. Nigdy nie byłam tak zadowolona z odpowiedniego produktu.

Znacie go? Może także go lubicie?

niedziela, 15 maja 2016

Zapach świeżo ściętych róż?

Skusiłam się na różany wosk, ponieważ tarta i jej naklejka wyglądają uroczo.
Uwielbiam róże, chociaż ich zapach nie przemawia do mnie. 
Byłam ciekawa czy moje zdanie ulegnie zmianie, gdy odpalę wosk Fresh Cut Roses, który zakupiłam w sklepie Goodies za 8zł.
Różany bukiet ma szeroką wymowę! Jeśli wręczymy go osobie, którą kochamy – na pewno uda się przywołać na jej twarzy promienny uśmiech. A kiedy świeżo ścięte róże ofiarujemy w podzięce – obdarowana nimi przyjaciółka poczuje się należycie uhonorowana. Fresh Cut Roses – aromatyczny, w pełni naturalny wosk – skrywa w sobie nie tylko zapach specjalnie wyselekcjonowanych pąków. W tej pastelowej kompozycji znaleźć możemy wszystkie, pozytywne emocje – chwile szczęścia, momenty wybaczenia i sekundy wyróżnienia – które niosą za sobą podarowane róże.

Różany zapach od małego kojarzył mi się z tanimi perfumami albo odświeżaczem powietrza.
Dałam mu szansę, ale nie byłam na tyle dzielna, aby rozpalić kominek w pokoju. Przeniosłam go do kuchni i tam ułamałam mały kawałek, pięknej różowej tarty.
Po czasie poczułam świeży aromat listków i łodyżek, a następnie słodką nutę kwiatów.
Zapach nie należy do moich ulubionych, chociaż nie jest zły.
Jego intensywność nie powoduje bólu i zawrotów głowy.
Dla innych może okazać się najładniejszym aromatem, lecz mi przypomina konfiturę z pączka oraz świeżo ścięte łodygi kwiatów.
Jakoś nie mogę przekonać się do tych aromatów.

Może Wy polubiłyście wosh Fresh Cut Roses?

Przyjemnie gładkie usta w kilka minut. Vaseline Lip Therapy- Cocoa Butter.

Na promocji w Rossmannie dość popłynęłam i kupiłam wiele nowych kosmetyków. Wśród nich była wazelina firmy Vaseline.
Już długo na nią polowałam, ale szkoda mi było 10zł, ponieważ nie wiedziałam, czy się sprawdzi.
Na wyprzedaży jednak zgarnęłam ją za 5zł, więc cena całkiem przyjemna.
Balsam do pielęgnacji ust z masłem kakaowym. Kakao masło shea oraz pro witamina E nada ustom odpowiednie nawilżenie, miękkość i gładkość. Balsam zapobiega wysuszeniu skóry ust.

Skład: Petrolatum, Theobroma Cacao, Seed Butter, Aroma, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Benzyl Cinnamate, Limonene.

Wazelinka zapakowana jest w papierowe opakowanie i mamy pewność, że nikt wcześniej nie dotykał naszego balsamu. Na papierze znajdziemy wszelkie informacje o balsamie.
Sam produkt znajduje się w metalowym słoiczku, poręczne opakowanie zmieści się w każdej torebce. Design prosty, ale przyjemny dla oka. Przypomina mi małe ciasteczka makaroniki.
Aplikacja na usta jest całkiem przyjemna, ponieważ kosmetyk ma fajną, miękką konsystencję. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak miękką wazeliną, swoją strukturą przypomina mi galaretkę.
Bez trudności można nabrać ją na palec lub zrobić dziubek i posmarować usta.
Produkt pozostaje na wyczuwalny przez dłuższy czas i jedynym minusem jest to, że gdy nałożymy za dużo balsamu, ten lub lekko spłynąć. Jednak to nie problem, bo mała ilość potrafi świetnie zadbać o spierzchnięte wargi. Znikają wszelkie podrażnienia i pęknięcia.
Muszę wspomnieć również o cudownym, kakaowym zapachu. Dosłownie zakochałam się w aromacie, który czujemy po nałożeniu.
Ogólnie jestem zadowolona z mojego balsamu. Świetnie nawilża, a wargi są nieziemsko gładkie.
Radzi sobie również ze skórkami, które są moim utrapieniem.
Pomijając niehigieniczną aplikację, bardzo polubiłam to małe cudo. U mnie sprawdził się w 100% i pewnie sięgnę po kolejne opakowanie.
Do wyboru mamy jeszcze klasyczną, różaną i aloesową wazelinę. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Znacie te małe wazelinki?
Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?

Problem z łupieżem? Wypróbuj szampon Isana Med Urea.

Moje włosy nie są wymagające, za to ze skalpem mam pełno zmartwień. Niemal każdy szampon powoduje u mnie łupież i podrażnienie skóry głowy. Nie jest to przyjemne, więc postanowiłam sięgnąć po polecany szampon firmy Isana.
Zachęciła mnie cena, która na promocji wynosi 3zł z groszami.
Isana Med Urea szampon z 5% zawartością mocznika (urea) obficie i intensywnie pielęgnuje włosy. Specjalna formuła z prowitaminą B5 wzmacnia włosy. Wrażliwa i delikatna skóra głowy staje się znowu aksamitnie gładka.
Sposób użycia: szampon nałożyć na dłoń lub bezpośrednio na włosy i dobrze wmasować. Pozwolić krótko wchłonąć, po czym starannie spłukać.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Urea, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Glycerin, Panthenol, Polyquaternium-7, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Styrene/Acrylates Copolymer, Glycol Distearate, Laureth-4, Parfum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Formic Acid.

Szampon umieszczony jest w białej, plastikowej butelce o pojemności 200ml. Niestety nie możemy monitorować pozostałego płynu i ilość odmierzamy na oko.
Opakowanie posiada otwór odpowiedniej wielkości oraz porządny zatrzask. Bez obaw, możemy zabierać nasz produkt w podróż i nie obawiać się zalania kosmetyczki.
Mam małe zastrzeżenie do konsystencji, przez co szampon jest mniej wydajny.
Jest dość płynny i potrzeba go sporo, aby umyć włosy i skalp. Każda osoba mająca długie włosy, wie ile produktu się zużywa.
Kosmetyk posiada przyjemny, delikatny zapach, który jest wyczuwalny na włosach po wysuszeniu.
Przejdźmy teraz do najważniejszego, czyli działania. Jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ to cudo świetnie myje i oczyszcza. W składzie zawiera SLS, lecz o dziwo nie wysusza.
Włosy są wręcz gładkie, błyszczące i przyjemne w dotyku. Plusem jest również fakt, że nie plącze długich pasm oraz nie przyspiesza ich przetłuszczania. Oczywiście skalp jest ukojony, a łupież pozostaje przeszłością.
Cena regularna wynosi 5zł i można kupić go w każdym Rossmannie.

Znacie może tego przyjemniaczka?

sobota, 14 maja 2016

Idealny bronzer bez pomarańczowych tonów? Prime And Fine, Professional Contouring Palette Catrice.

Bardzo długo szukałam odpowiedniego bronzera, który będzie pozbawiony pomarańczowych tonów. Źle wyglądam w ciepłej tonacji i traciłam już nadzieję na to, że znajdę fajny produkt.
Na promocji w Naturze ujrzałam paletkę do Prime And Fine, Professional Contouring Palette.
Kosztowała około 12zł, więc żal było nie kupić.
Od producenta:
Paletka dwóch pudrów z rodziny Prime And Fine oferuje profesjonalny zestaw do konturowania twarzy. Dwa łatwe w rozcieraniu odcienie są idealnymi pomocnikami: ciemniejszy matowy odcień służy do cieniowania, podczas gdy jasny, delikatnie połyskujący pięknie rozświetla. Na odwrocie opakowania znajduje się praktyczny przewodnik z instrukcją korzystania z paletki.

Kosmetyki umieszczone są w zgrabnej i eleganckiej plastikowej kasetce. 
Minimalistyczna szafa graficzna dodaje jej uroku.
Kasetka jest odporna na upadki, których doświadczyła. Na szczęście nic się nie stało z nią, jak i z malowidłami.
Z tyłu mamy karteczkę z opisem jak powinno się konturować twarz. Przydatna informacja dla każdej początkującej osoby.
Bardzo podoba mi się wielkość bronzera i rozświetlacza. Są małe, ale wystarczająco duże, aby wystarczyły na rok (data ważności 12miesięcy).

W środku znajdziemy bronzer o przyjemnym, chłodnym odcieniu. Na szczęście nie wpada w szary odcień, który wygląda trupio oraz pomarańczowy, który sprawia, że wyglądam niedorzecznie.
Ładny brązowy kolor nadaje skórze przyjemnej barwy oraz świetnego konturu.
 Nie posiada błyszczących drobinek, jest zupełnie matowy, więc nadaje się do dziennego makijażu.
W drugiej przegrodzie umieszczony jest satynowy rozświetlacz o iście srebrzystej barwie, który jest pozbawiony chamsko, świecących drobinek. Na twarzy wygląda niczym trójwymiarowa tafla.
Dodaje skórze blasku i ukrywa zmęczenie.
Oba produkty posiadają genialną konsystencję. Nie są za mokre ani za suche.
Z łatwością rozprowadzają oraz rozcierają się na twarzy, nie tworząc brzydkich plam.
Jedynym minusem może być pylenie, gdy zbyt mocno naciśniemy pędzel na danym kosmetyku.
Nie mogę zarzucić mu braku trwałości. Niemal przez cały dzień wygląda idealnie i to mi wystarczy.

Pierwsze wrażenie jak najbardziej na plus. Jestem zaskoczona, że tani produkt może być tak przyjemny.
Używam go codziennie i zawsze nie mam problemu z aplikacją, chociaż mistrzynią konturowania nie jestem.
Można go kupić w każdym sklepie, gdzie znajduje się szafa Catrice. Regularna cena sięga 20zł, więc przyzwoicie.

Znacie może tę paletkę?

Coś specjalnego dla wielbicielek męskich zapachów. Midsummer's Night.

Jak wiecie, nigdy nie byłam wielbicielką ciężkich, męskich wosków. Zawsze ich unikałam, bo były przytłaczające i męczące.
Jednak pewien ciemny cwaniak zauroczył mnie do tego stopnia, że mam ochotę wypróbować inne tarty.
Zaśnij głęboko i wejdź do fantastycznego świata dzikiego lasu, w którym buszują rezolutne elfy i duchy, i w którym rozgrywają się zawiłe, miłosne intrygi. Przywitaj się ze słynnym Pukiem i zanurz w fabule spisanej ręką Mistrza Szekspira. A potem... obudź się z tej letniej fantazji i zatoń w męskim aksamicie Midsummer's Night – głębi cudownego wosku, którego kompozycja zainspirowana została losami Tytanii, Hermii i Lizandra. Stań na brzegu jawy i snu, przekonaj się, jak bardzo hipnotyzujące jest połączenie ciężkiego piżma, mahoniowej wody kolońskiej, paczuli i słodkich, korzennych wątków.

Midsummer's Night nie należy do lekkich, słodkich aromatów. Jest rześki, świeży i bardzo intensywny. Jednak nie jest to wadą. Zapach przypomina mi chłodną, letnią noc i czyste powietrze w środku lasu lub nad jeziorem.
Ta kompozycja zapachowa może również kojarzyć się z wodą kolońską lub perfumami.
Wystarczy mała ilość odłamanego wosku, aby wypełnić pomieszczenie cudownym zapachem.
Tartę można dostać w sklepie Goodies za 8zł.

Lubicie męskie woski?
Czy wybieracie słodkie i owocowe? :)

Zapach świeżego prania od Yankee Candle.

Tym razem listonosz nie zrzędził, gdy dostarczył mi paczkę z nowymi woskami. Leżała tak biedna w kącie i czekała na otwarcie. Małe, pięknie pachnące tarty błagały o odpalenie.
Jako pierwsza do kominka trafiła ta o zapachu świeżego prania.
Kwintesencja świeżości i esencja ulotności – trudnej do opisania, niemożliwej do schwytania, ale (za sprawą magii Yankee Candle) uformowanej na kształt pachnącej tarteletki. Wosk Clean Cotton jest wszystkim, co kojarzy się z latem, ciepłem i przyjazną atmosferą panującą w rodzinnym domu. Ta niezwykła propozycja w trwały sposób przechowuje aromaty, które – w naturze – są niezwykle ulotne, prawie nieuchwytne. Morska bryza, która przynosi ze sobą zapach dalekich podróży i nuty kojarzące się z praniem suszącym się majestatycznie w lipcowym słońcu – kompozycja letniej świeżości rozjaśni najbardziej ponury, jesienny wieczór!

Clean Cotton bez dwóch zdań zasługuje na uwagę. Biała tarta posiada niesamowicie aromat, który jest wyczuwalny na sucho, jednak po rozpaleniu nabiera mocy.
Czysty zapach kojarzy mi się ze świeżo upranymi ciuchami. 
Wyobrażam sobie piękny, słoneczny dzień oraz sznur prania pachnącego najlepszym proszkiem lub płynem.
Już mały kawałek tarty wystarczy, aby pomieszczenie wypełniło się zapachem. Jest na tyle mocny, że wydobywa się na zewnątrz przez otwarte okno i mam wrażenie, że zrobiłam górę prania.
Pomimo swojej intensywności, nie powoduje bólu głowy i można palić go wiele godzin. Po zgaszeniu jest wyczuwalny przez długi czas, co mnie zdecydowanie cieszy.
Wosk można kupić w sklepie Goodies za 8zł.
Genialnie sprawdzi się podczas sobotnich porządków.

Znacie, lubicie?

piątek, 13 maja 2016

Ulubione Youtuberki -cz. 3

Już dawno nie wspominałam Wam o dziewczynach, które oglądam na YT. Każdego dnia poznaję masę nowych osób, o których nie miałam pojęcia.
Polubiłam je za profesjonalizm, pasję i odwagę.
Osobiście, nie miałabym tyle śmiałości i dlatego podziwiam tę metodę blogowania.
KAROLINA ZIENTEK MAKEUP ARTIST
Profesjonalna i niezwykle miła kobietka, która wykonuje cudowne makijaże. Ma ogromną wiedzę na temat wizażu, którym się zajmuje.
Wzdycham za każdym razem, gdy widzę jej piękny make up.

SSARUSSKA
Sara jest polką, która mieszka w Ameryce i mówi o życiu za granicą. Możemy dowiedzieć się wielu ciekawych informacji o życiu w USA.
Na swoim kanale umieszcza vlogi oraz recenzje kosmetyków.

ZOELLA
26 letnia Zoe pochodzi z Anglii. Posiada typowo dziewczęcy kanał, na którym opowiada o kosmetykach i makijażu. Zoe ma również oddzielne konto zawierające vlogi.
Pogodna i wesoła osóbka.

THEKRETKA1
Kolejna polka mieszkająca za granicą. Testuje ciekawe gadżety kosmetyczne oraz pokazuje swoje życie w vlogach.

ASPYN OVARD
Piękna blondynka, która mieszka w USA. Kręci filmiki o modzie, podróżach, urodzie i swoim mężu.
Uwielbiam ją oglądać, zawsze poprawia mi humor.

Jestem ciekawa, kogo oglądacie na YT?
Może same macie własne kanały?

My Evening Skin Care Routine. Wieczorna pielęgnacja twarzy.

Wieczorna pielęgnacja zdecydowanie różni się od porannej. Cera wymaga dokładniejszego oczyszczenia i nawilżenia.
Posiadam cerę mieszaną ze skłonnością do przesuszania, dodatkowo jest niezwykle wrażliwa.
Mam dlatego kilka ulubionych kosmetyków, z którymi nie rozstaję się od dłuższego czasu.
Nie ważne jak zmęczona jestem, nigdy nie zapominam o pielęgnacji.
Jest to niezwykle ważny proces, odpowiedzialny za stan naszej twarzy.
Demakijaż- pierwszy z najważniejszych kroków. Do jego celu wykorzystuję genialny płyn micelarny Garnier. Nie wykonuję mocnych, trących ruchów. Jedynie delikatne przykładanie.
Produkt jest świetny, ponieważ bez większego wysiłku usunie makijaż.

Mycie olejkami- do tego celu wybieram olejek Evree Magic Rose lub olej malinowy. Na mojej twarzy wbrew pozorom pozostaje jeszcze sporo resztek po makijażu.
Olejek pozwala mi na ich usunięcie, a dodatkowo pielęgnuje zmęczoną twarz.
Mycie żelem- wieczorem używam żelu z Biedronki, a raz w tygodniu pasty z liści manuka. Pasta posiada silnie ścierające drobinki i nie należy z nią przesadzić.
Żel zaś świetnie odświeża i matuje. Pozbywa się nadmiaru sebum.

Nawilżenie/oczyszczenie- dwa razy w tygodniu robię mini spa i nakładam wtedy maseczki. Pierw oczyszczającą, a następnie nawilżającą.
Rosyjska maska z powodzeniem pozbywa się zaskórników i wszelkich zanieczyszczeń.
Nawilżająca nie pozwala na pojawienie się suchych skórek.

Krem- mój obowiązek. Nigdy o nim nie zapominam i widzę, że cera mi za to dziękuje.
Jest ładnie napięta, zdrowa i promienna. Aktualnie używam kremu Fitomed do cery mieszanej i tłustej. Naturalne produkty zdecydowanie sprawdzają się najlepiej.

Usta- każdej nocy na wargi nakładam grubą warstwę. Mają tendencję do przesuszania, więc muszę je dodatkowo zabezpieczyć.

Tak więc wygląda moja rutyna.
 Każdy ma swoje nawyki, ciekawa jestem Waszych.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka