sobota, 30 kwietnia 2016

Niekosmetyczni ulubieńcy cz. 2

Nie wiem, czy tylko mi tak czas ucieka. Mam wrażenie, że z wiekiem leci coraz szybciej.
Dopiero co pisałam o faworytach w pierwszej części, a tu już koniec miesiąca i przychodzą inni.
Muszę stwierdzić, że odzwyczaiłam się od telewizora i nie oglądałam go prawie od miesiąca.
Postawiłam na książki i filmy, które oglądam podczas gotowania obiadu.
Krojenie warzyw urozmaiciłam oglądaniem komedii romantycznych, które uwielbiam.
Tak więc przyszła pora na ulubieńców:
Wosk Summer Peach YC- bezkonkurencyjny, najpiękniejszy i najlepszy wosk w całej kolekcji.
Słodki zapach brzoskwiń przypomina mi ogród z dzieciństwa.

Twój na zawsze- miłosna historia opowiadająca o mężczyźnie, który chce zemścić się na policjancie. Podrywa jego córkę, w której zakochuje się z wzajemnością. Film posiada zaskakujący koniec. Byłam w szoku, gdy skończyłam go oglądać.

Sąsiedzi- zabawna komedia o studentach, którzy przeprowadzają się do domu. Para małżonków, którzy mieszkają obok ,nie są zachwyceni tym pomysłem. Momentami śmiałam się na głos i czekam na drugą część, która ma ukazać się w maju.

Ten niezręczny moment- troje znajomych postanowiło nie wiązać się z kobietami. Jednak każdy za plecami kolegów znalazł sobie wybrankę. Jak skończą się te podchody? Polecam zobaczyć film, aby dowiedzieć się prawdy.

Charlie St. Cloud- nastolatek wskutek nieszczęśliwego wypadku traci młodszego brata. Postanawia zostać grabarzem i zamieszkać w domku obok cmentarza. Posiada dar widzenia zmarłych i co wieczór spotyka się ze zmarłym członkiem rodziny.

Całkiem zabawna historia- nastoletni chłopak nie radzi sobie z emocjami i wymaganiami rodziców. Na skutek czego ląduje w szpitalu psychiatrycznym. Jak skończy się ta historia? Czy poradzi sobie z problemami?

Sylwester w Nowym Jorku- druga część filmu Walentynki. Nie dla każdego Sylwester jest powodem do radości. Poznamy historie kilku osób, które momentami bawią do łez.
Juno- opowieść o 16 letniej dziewczynie, która zaszła w ciążę. Juno jest dość pokręconą osobą, która musi zmierzyć się z dorosłym życiem.

Randka na dwie noce- komedia romantyczna mówiąca o kobiecie, którą porzucił narzeczony. Postanawia poszukać szczęścia na portalu randkowym. Niewinny wyskok wieczorem kończy się zamknięciem na dwa dni w domu dopiero co poznanego faceta.

Praktykant- 70 letni Ben postawia wrócić do pracy. Trafia na staż do agencji zajmującej się sprzedażą ciuchów. Jak poradzi sobie starszy pan w świecie komputerów i nowości technicznych?

Co Ty wiesz o swoim dziadku?- OMG! Dosłownie. Rolę seniora idealnie odegrał Robert de Niro. Nie gorszy był Zac Efron, który był poważnym wnuczkiem. Dziadek postanawia nauczyć wnuczka życia nim ten poślubi ukochaną. Komedia pełna sprośnych żartów i szalonych pomysłów dziadka na długo zostanie w pamięci.

THE DUFF [#ta brzydka i gruba]-współczesny film, który dotyczy większości nastolatków w szkole. Niestety są podziały na ładniejszych i brzydszych. Film świetnie obrazuje zaistniałą sytuację.

Teoria wszystkiego- nigdy nie przepadałam za oglądaniem melodramatów biograficznych. Jednak chylę czoła Eddiemu Redmayne, za świetnie odegraną rolę. Facet świetnie wczuł się w rolę genialnego fizyka Stephena Hawkinga.

Nie mów nikomu-młody lekarz wraz z żoną wybierają się do domku nad jeziorem, aby uczcić ich rocznicę. Niestety wypad kończy się tragicznie, a jego żona ginie. Po 8 latach mężczyzna dostaje tajemniczego maila, który sugeruje, że jego ukochana nadal żyje.

6 lat później- historia, która czytałam z zapartym tchem. Jake stawia się na ślubie ukochanej Natalie, lecz to nie on będzie panem młodym. Panna młoda zabrania jakichkolwiek kontaktów ze sobą. Jake posłuchał jej rozkazów, aż do momentu, gdy znajduje nekrolog męża byłej miłości. Postanawia wybrać się na pogrzeb, ale nie kryje ździwienie, gdy zamiast Natalie widzi całkowicie obcą kobietę. Jak to możliwe? Czy wszystko sobie wymyślił?

Mistyfikacja- jedna z lepszych książek Cobena. Pewnej nocy ginie światowej słaby koszykarz. Laura, jego żona nie może sobie z tym poradzić. Pojawiają się wątpliwości czy David popełnił samobójstwo, czy ktoś mu pomógł.

W tym miesiącu królowały filmy z Zackiem Efronem, który przypał mi do gustu jako aktor. Zawsze kojarzyłam go z High School Musical, a tu proszę. 
Nieźle popłynęłam z filmami, ale takie są uroku braku telewizora :)

piątek, 29 kwietnia 2016

Obalamy mity. Długie rzęsy bez przedłużania, doczepiania i odżywek? Czy jest to możliwe?

Powracam z drugim postem dotyczącym makijażu. Wcześniej pokazałam konturowanie ust, a dziś zaprezentuję przedłużanie i pogrubianie rzęs przy pomocy tuszu i pudru.
Już wiele razy widziałam tę metodę i byłam ciekawa rezultatu.
Czego potrzebujemy?
-dobry tusz, który nie skleja
-sypki puder, najlepiej bardzo drobno zmielony
-pędzel do pudru.

Jak przedłużyć rzęsy?
1. Na pędzel nabieramy odrobinę pudru i delikatnie oprószamy "gołe" rzęsy.
2. Malujemy je tuszem, uważając, aby się nie posklejały.
3. Musimy upewnić się, że nałożona warstwa tuszu jest już sucha i nakładamy kolejny pyłek pudru.
4. Czynność powtarzamy do zadowalającego efektu.

Czy to działa?
Zdecydowanie tak. Jednak małym minusem jest to, że poza przedłużeniem możemy nieźle pogrubić włoski, które po kilku warstwach wyglądają jak pajęcze nóżki.
Moim zdaniem najlepszy efekt uzyskamy przy drugiej warstwie. Potem zauważymy grudki i posklejane rzęsy.
Nabudowany pył delikatnie "przedłuża", lecz niekoniecznie będę używała tego sposobu.
Wybiorę kępki lub sztuczne połówki.

Jesteście ciekawe innych porad makijażowych?
Może sprawdzę czy da się namalować kreskę przy pomocy łyżki? :)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Gdy nie ma czasu na makijaż. Recenzja cieni Freedom Makeup.

Wczoraj cierpiałam na brak czasu i w ciągu 5 minut musiałam wyczarować makijaż.
Postanowiłam wykorzystać cień firmy Freedom Makeup London, który kupiłam niedawno w Pepco.
W sklepie można zakupić również tusz, błyszczyk lub szminkę.
Najbardziej spodobał mi się mały, pojedyńczy cień o chłodnym, różowym odcieniu.
Od producenta:
Pojedynczy cień do powiek od Freedom Makeup London charakteryzuje się bardzo mocną pigmentacją i intensywnością koloru.

Produkt niestety posiada dość słabe opakowanie, które może zniszczyć się podczas upadku.
Białym napisom też nie wróżę długiej przyszłości, ale to nie plastikowe pudełeczko jest tu ważne.
Dzięki temu, że wieczko jest przeźroczyste, możemy z łatwością odszukać odcień.
Każde maleństwo posiada swój numer i nazwę. Mnie do gustu przypadł 234 Primrose pink.
Chłodny róż, który posiada drobne błyszczące świecidełka. Cień sam w sobie się nie osypuje, lecz błyskotki lubią pokryć całe policzki.
Jestem niezwykle zaskoczona konsystencją. Produkt jest dobrze zmielony i dość miękki. Nabieranie na pędzelek jest bajką. Warto wspomnieć, że utrzymuje się na każdym włosiu.
Cień nakłada się identycznie zarówno u naturalnego, jak i syntetycznego.
Pigmentacja jest jak najbardziej na plus. Już po pierwszym pociągnięciu powieka jest gotowa.
Tyle plusów, więc może znajdę jeden minus? Nic z tego! Maleństwo należy do trwałych i nawet bez bazy wygląda pięknie przez cały dzień.
Nie wchodzi w załamania powieki oraz nie roluje się. Rozcieranie jest przyjemnością, a makijaż zabawą.
Kosmetyk kosztuje tylko 5zł i można dostać go w drogeriach internetowych oraz wspomnianym sklepie Pepco.
Znajdziemy tam masę błyszczących, perłowych i matowych cieni. Każdy będzie zadowolony z wyboru.

Znacie może firmę Freedom Makeup?
Ciekawa jestem Waszego zdania na ich temat. Które kosmetyki polecacie?




środa, 27 kwietnia 2016

Oliwki i tymianek? Co wymyśli jeszcze Yankee Candle?

Nową serię albo się polubi, albo znienawidzi. Królują w niej mocne oraz ciekawe połączenia zapachowe, które na pierwszy rzut mogą wydawać się dziwnymi.
Gdy zamawiałam tartę w sklepie Goodies, miałam spore wątpliwości.
Drzewa oliwkowe i zioła kojarzą mi się z ciepłymi Włochami oraz śródziemnomorskim klimatem.
Jednak jak wypadnie zielony wosk?

O produkcie:
Wosk z aromatycznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu świeżej mieszanki pomarańczy, cytryn, tymianku oraz liści oliwki doprawionej niewielką ilością uwodzicielskiego piżma.

Na sucho nie robi takiego wrażenia jak po odpaleniu. Tarta posiada męskie nuty, które mnie drażniły.
Postanowiłam odpalić go w kuchni, aby nie nabawić się bólu głowy. Co się okazało?
A to, że przyniosłam kominek do swojego pokoju! Tarta wręcz mnie oczarowała.
Tak jak z poprzednikami, nie warto przesadzić z ilością palonego wosku. Produkt posiada intensywny zapach, który nie każdemu przypadnie do gustu.
Na pierwszy rzut wyłania się czysty zapach cytrusów połączony z aromatem świeżych liści.
Z oddali jednak wybija się tymianek, który dopełnia całości.
Muszę stwierdzić, że wosk mnie zachwycił. Z bliska pachnie zupełnie inaczej niż z daleka.
W innych pomieszczeniach wyczuwam zioła, z bliska zaś soczyste owoce.
Zapach dość kontrowersyjny. Jednym może kojarzyć się z kroplami do aromaterapii, a innym z Amolem.
Mnie jednak odpowiada i nie przeszkadza.

Co kupić w Rossmannie? Część druga.

Miałam nie iść na promocje, ale poległam. Pokończyła mi się masa kosmetyków i zrobiłam małe zapasy, które wystarczą na kilka miesięcy.
Oczywiście zakupiłam (jeszcze przy zdrowych zmysłach) najpotrzebniejsze malowidła. Chciałam zdecydować się na kilka innych rzeczy, ale mój Rossmann najwyraźniej nie miał dostawy i wiele półek świeciło pustkami.
Dla mnie już wyprzedaż się skończyła, ponieważ ostatnią część odpuszczę. Używam wyłącznie hybryd, a szminek i pomadek mam aż za dużo.
Czekam na ładny dzień i dobre światło, wtedy pokażę Wam moje zdobycze.

Jednak chcę przygotować post dla osób, które nie odwiedziły jeszcze sklepu, a szukają malowideł do oczu:

TUSZE:
-Manhattan Volcano Precise- na początku nie polubiłam się z nim przez lejącą konsystencję. Jednak z czasem przypadł mi do gustu i uwielbiam go. Perfekcyjna silikonowa szczoteczka potrafi zdziałać cuda, rzęsy są rozdzielona, pogrubione i podkręcone.
Śmiało mogę stwierdzić, że produkt należy do trwałych i nie osypuje się nawet podczas niesprzyjającej pogody.

-Rimmel Wonder'full Wake Me up Mascara- nie dość, że pięknie pachnie, to na rzęsach działa cuda. Dzięki niemu mamy piękny wachlarz idealnie rozdzielonych włosków.

-Rimmel Super Curler 24Hr- to cudo poznałam dzięki siostrze. Dzięki dobrej konsystencji możemy z łatwością uzyskać efekt podkręconych i pogrubionych rzęs.
Nie osypuje się oraz nie tworzy efektu pandy.

-Wibo Extreme Lashes Volume Mascara- może posiada niewyróżniające się opakowanie, ale za to działanie jest ekstra. Kupiłam go przypadkiem, a teraz wykorzystałam drugą sztukę.
Tusz nie skleja, nie osypuje się i nie rozmazuje. Rzęsy są podkreślone i rozdzielone.

-Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic Mascara- lepszy zamiennym Lovely Pump Up.
Efekt jest bardziej spektakularny, a rzęsy wyglądają jak sztuczne. Są wydłużone, pogrubione i wyglądają jak milion dolarów.

CIENIE:
-Wibo Go Nude- paleta sygnowana na Ubran Decay. W środku znajdziemy 12 małych cieni, które są świetnie na pigmentowane. Przy ich pomocy można stworzyć dzienny oraz wieczorowy makijaż.

-Wibo Neutral- kolejna paletka zawierająca matowe i połyskujące cienie. Znajdziemy tam podstawowe barwy, które można wykorzystać do każdego makijażu.

-Color Tattoo 24h - Maybelline- kremowe cienie, które warto wypróbować. Są niezwykle trwałe, a jasne odcienie mogą posłużyć nam jako baza.

EYELINERY/KREDKI:
-Eveline Celebrities- jeden z lepszych i tańszych produktów. Niezwykle trwały. Nie pęka podczas noszenia. Konsystencja jest dość "elastyczna", dzięki czemu przez cały dzień wygląda idealnie.
Można dostać go w dwóch odcieniach: czarnym i brązowym.

-Miss Sporty, Pump Up Booster 24H Waterproof Eyeliner- wodoodporne cudo. Nie rozlewa się w kąciku oka, a jaskółka nie ściera się nawet po wielu godzinach. Posiada piękny, nasycony czarny odcień.

-Eveline kredka z gąbeczką- automatyczna kredka w sześciu odcieniach. Świetnie na pigmentowana i trwała. Z łatwością można ją rozetrzeć przy pomocy dołączonej gąbeczki.

-Rozświetlacz w kredce Lovely- kupiłam go z myślą o rozświetleniu łuku brwiowego. Lekko beżowa błyszcząca poświata trzyma się cały dzień. Produkt trwały i godny polecenia.

Podałam Wam kilku ulubieńców, którzy goszczą u mnie najczęściej.
Jestem ciekawa co kupiłyście oraz co polecacie.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Riviera Escape od Yankee Candle. Nowa seria bije inne na głowę!

Nowa seria od YC bardzo przypadła mi do gustu. Piękna niebieska tarta wygląda ślicznie, obrazek zdecydowanie zachęca do zakupu i wypróbowania.
Wosk jak każdy inny pochodzi ze sklepu Goodies i kosztował mnie 8zł.
O produkcie:
Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu delikatnej bryzy morskiej połączonej z aromatem śródziemnomorskich kwiatów oraz niewielkim dodatkiem ambry.

Wosk należy do jednego z intensywniejszych. Już mała ilość tarty wystarczy, aby pomieszczenie wypełniło się aromatem.
Na początku czujemy świeże i czyste nuty, zaś potem wosk dostaje mocy i ujawnia się dość perfumowany, kwiatowy zapach.
Pomimo przyjemnego aromatu, po dłuższej chwili palenia może być trochę męczący. Dlatego też nie należy przesadzić z ilością palonego wosku. Lepiej zapalić mniej, niż potem żałować i cierpieć na ból głowy.
Jestem zadowolona z trwałości, jest wyczuwalny nawet po kilku odpaleniach. Jest to ogromny plus, ponieważ inne tarty tracą swoje olejki aromatyczne po kilku minutach.
Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu, chociaż dla innych może być męczący.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Moje marzenie się spełniło! Pachnę jak guma balonowa i truskawki w śmietanie.

Ulubiony zapach z dzieciństwa? Oczywiście, że guma balonowa! Mój faworyt wśród słodkich zapachów.
Na początku miesiąca wybrałam się do Rossmanna na małe zakupy. Wybrałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy i postanowiła sprawdzić nowe zapachy.
Ukazały mi się cztery urocze kartoniki. Wybrałam dwa zapachy, ponieważ pianka (marshmallow) była za słodka, a wata cukrowa praktycznie niczym się nie różniła.
Najbardziej spodobały mi się truskawki w śmietanie i guma balonowa.

O produkcie.
Woda toaletowa o urzekającym zapachu dzieciństwa-aromacie gumy balonowej lub truskawek w śmietanie. Doskonała zarówno dla najmłodszych, jak i dojrzałych klientek. Dzięki ciekawemu zapachowi sprawdza się również jako oryginalny odświeżacz powietrza.


Opakowanie mogłoby być lepsze, a buteleczka dopracowana. Jednak mi to nie przeszkadza, ponieważ atomizer działa bez zarzutu i dozuje odpowiednią ilość pachnącej pianki.
Jeśli chodzi o zapach, muszę stwierdzić, że jest odwzorowany w niemal 100%. Słodki, ale nie mdlący aromat pyszności, które królowały w dzieciństwie.
Jedynym zastrzeżeniem jest trwałość. Produkt powstaje wyczuwalny na skórze do 2godzin, na ciuchach troszkę dłużej,
Nie mam mu tego za złe, bo kosztuje na promocji 11zł i zawsze można popsikać się kolejny raz.
Przez swoją trwałość nie grzeszy wydajnością.
Woda toaletowa będzie świetnym prezentem dla młodszych dam, które na bank ucieszą się z takich kombinacji.

Pomimo cudownego zapachu nie skuszę się ponownie na nie, ze względu na trwałość. Mam nadzieję, że spotkam zamiennik, który będzie wyczuwalny o wiele dłużej.
Na pewno jest to fajny dodatek, który poprawi nawet smutny i pochmurny dzi
eń.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Zapach morskiej bryzy ? Sea Salt&Sage Yankee Candle.

Nad morzem, a nawet oceanem byłam kilka razy. Chciałam, chociaż na chwilę przenieś się do tych momentów. Dlatego też postanowiłam zamówić wosk z nowej serii. Tarta od samego początku spodobała się mamie i do niej powędrowała.

Jednak nie byłabym sobą, gdybym jej nie odpaliła.
Białe maleństwo dotarło ze sklepu Goodies i kosztowało 8zł.
O produkcie:
Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu wieczornej bryzy połączonej z aromatem świeżo zerwanych listków szałwii oraz subtelną domieszką bursztynu, oraz wetiwerii.

Biała tarta bez wątpienia zachowana jest w męskim stylu. Jednak nie posiada ciężkich dodatków. Świeży, czysty i ciekawy aromat nie należy do męczących. Można palić go przez wiele godzin, a on nie traci swojego uroku.
Kombinacja zapachowa bardzo przypadła mi do gustu, chociaż unikałam takich tart.
Na samym początku wybija się aromat szałwii oraz trawy zwanej wetiwerią. Następnie swoją moc ujawnia bursztyn, który idealnie współgra z roślinnymi nutami.
Nie pojawia się jednak sól morska i domyślam się, że powyższe zestawienie ma przypominać morską bryzę.
Biała tarta na bank będzie częstym gościem w naszym kominku.

Wielkie zaskoczenie ze strony Yankee Candle.

W piątek, gdy wróciłam do domu czekała na mnie pachnąca przesyłka. Intensywne tarty były wyczuwalne nawet przez kartonowe pudełko.
Zamówiłam woski z nowej serii, wśród nich znalazłam cudowny Summer Peach.
Paczuszka dotarła do mnie ze sklepu Goodies, a wosk kosztował 8zł.
O zapachu:
Wosk z owocowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu soczystych brzoskwiń, dojrzewających w gorących promieniach południowego słońca z domieszką subtelnych nut piżma i wanilii.

Od małego uwielbiam smak i zapach brzoskwiń. Kojarzy mi się z gorącym latem i pysznym owocowym sorbetem.
Gdybym miała wybrać ulubiony zapach, bez dwóch zdań byłby to aromat słodkiej brzoskwini.
Byłam go ogromnie ciekawa, ponieważ kombinacja zapachowa była interesująca.
Jasnopomarańczowa tarta jest niezwykle intensywna zarówno na sucho, jak i po rozpaleniu.
Mocny, ale nie męczący zapach jest wyczuwalny przez długi czas.
Jak pachnie? Mnie przypomina brzoskwiniową kaszkę, którą robiła mi ukochana babcia.
Powróciły wspomnienia z wczesnych lat, a tarta sama w sobie stała się faworytem numer 1.
Cudne nuty soczystych owoców przełamane słodyczą wanilii.
Bez dwóch zdań zamówię tarty na zapas.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Paleta stworzona dla zielonookich piękności. MySecret Paradise Island.

Paletkę kupiłam jeszcze w tamtym roku, ale zapomniałam o napisaniu recenzji. 
Wybrałam ją, ponieważ idealnie podkreśla zieloną tęczówkę. Wydobywa barwę oczu i zdecydowanie ją uwydatnia. 
Seria Hot Colors wydana jest w wielu wersjach kolorystycznych. Dostępne są zarówno maty jak i błyszczące cienie.
O produkcie:
Paleta perłowych i metalicznych cieni, które pozwolą stworzyć olśniewający i oryginalny makijaż.
Jedwabista i delikatna struktura ułatwia aplikację. 
Cienie znakomicie przylegają do powieki i zachowują trwałość przez długi czas.

Paletka może i nie posiada super opakowania,ale cienie są całkiem spore i wydajne. 
W środku znajdziemy:
-brzoskwinkę: śliczny i bardzo twarzowy pomarańcz. Pięknie dopełnia całości.
-szary/błękitny: znajdziemy również duochrome o ciekawym odcieniu. Zmienia kolory w zależności od padania światła. Idealny do rozświetlenia kącika.
-fuksję: intensywny róż, który wygląda całkiem przyzwoicie w parze z pozostałymi cieniami.
-fiolet: mój ulubieniec. Pasuje do pozostałych odcieni i zdecydowanie dopełnia całości. 

Najlepiej łączyć je z matami,aby nie wyglądać jak kula dyskotekowa. Drobinki nie są duże,cienie są dobrze zmielone i ładnie trzymają się na powiece.
Producent zadbał o pigmentację,która jest wręcz genialna. 
Nawet bez bazy pozostają się cały dzień i nie wymagają poprawek.
Produkt rozciera się bajecznie i nie tworzy wielkiej plamy kolorów. Posiadają mokrą i dość twardą formułę i niestety nie lubią się z pędzlami,które posiadają naturalne włosie.
U mnie najlepiej spisują się puchacze z sklepu Dresslink,ponieważ są dość twarde i z łatwością nabierają produkt.
Osypują się minimalnie,ale nie brudzą policzków. Pyłek można usunąć jednym pociągnięciem pędzla do pudru. 
Następnym plusem jest cena,która wynosi 12-14zł. Paletkę można dostać w każdej Naturze,która posiada szafę MySecret.

Lubicie cienie MySecret?


środa, 20 kwietnia 2016

Moje małe, nieszkodliwe kosmetyczne dziwactwa.

Każdy z nas ma uzależniania i dziwactwa. Jedne szkodliwe jak papierosy, a inne zupełnie błahe.
Najczęściej pomysł na post powstaje podczas sprzątania, bo mam wtedy dużo wolnego czasu.
Jako,że piszę głównie o kosmetykach, opowiem Wam o moich upodobaniach związanych z makijażem i malowidłami.

Jakie natręctwa i dziwactwa występują u mnie najczęściej?

Idealne brwi- od gimnazjum musiałam mieć idealnie wyregulowane brwi. Nawet gdy jestem chora i tydzień nie wychodzę z łóżka, włoski muszą być ułożone, a niepotrzebne włoski wyrwane.
Gdy wychodzę z domu koniecznie używam kredki lub cienia by je podkreślić.

Cienie do powiek- to właśnie  je uwielbiam najbardziej. Mam masę paletek i kolorów. Lubię barwny makijaż, ponieważ przy ich pomocy można wyczarować cuda.
Na zakupach w drogerii zawsze łapię się na oglądaniu nowych malowideł,ponieważ każdy wygląda inaczej prawda? 

Perfekcyjne paznokcie- dłonie są wizytówką każdej kobiety. Zadbane i pomalowane paznokcie są zaś moją obsesją. Już od dawna wybierałam najdziwniejsze odcienie do manicuru. Teraz stawiam na hybrydy, które są niezawodne w moim przypadku.
Paznokcie stały się mocniejsze oraz zawsze wyglądają wyjściowo. Pożegnałam się z startymi końcówkami i odpryśnięciami. 

Makijaż- zawsze gdy muszę wyjść, kreska na powiece wygląda tragicznie. Siedzę do tego momentu i poprawiam ją, aż nabierze odpowiedniego kształtu. 

Balsam do ciała- wręcz nie cierpię ich używać. Jedynie latem stawiam na produkt brązujący, aby podkreślić moją opaleniznę. Zimą wybieram olej kokosowy, który nie podrażnia wrażliwej skóry.

Odżywki do paznokci- mogą dla mnie nie istnieć. Stawiam na oleje i wcieranie witaminy A+E. 
Uważam, że one mają o wiele większy wpływ na ich stan niż odzywki w formie lakierów.

Suche skórki na ustach- wiecznie je obgryzam, a potem płaczę gdy pieką. Niestety moje wargi są wiecznie przesuszone, jednak ostatnio używam świetnej wazeliny i są w miarę okej.

Rozpuszczone włosy- niestety rozpuszczone włosy są nie dla mnie. Na co dzień stawiam na wygodnego koczka lub warkocza. 

A teraz małe niekosmetyczne uzależnienie,którym są książki.
Kocham je kupować i gdy tylko mam wolną gotówkę, wybieram się do księgarni. Biorę nawet udział w projekcie " Przeczytam 52 książki w 2016roku ".
Aktualnie na moim koncie mam już 25 przeczytanych powieści,a na półce leży kilka nowych opowiadań. 

Jestem ciekawa waszych dziwactw :) 

wtorek, 19 kwietnia 2016

Co kupić w Rossmannie?

Już na dniach zbliżają się promocje, a wraz z nimi zakupy. Co kupić spośród masy podkładów, pudrów, rozświetlaczy, różów i korektorów?
Z tej grupy wybiorę zaledwie kilka najpotrzebniejszych produktów. 
W poście chcę polecić Wam sprawdzone kosmetyki, które nigdy mnie nie zawiodły.

Podkład:
Revlon Colorstay- niezawodny i sprawdzony podkład, który wytrzyma wszystko. Wydajny i trwały produkt, który powinien znaleźć się w każdej kosmetyczce. Używałam go podczas gorących 40stopnionych dni, a on nie spłynął. Duża gama kolorystyczna pozwoli dobrać odpowiedni odcień.

Revlon Photoready- rozświetlający podkład, który nadaje się zarówno na codzienny makijaż, jak i na wieczorną zabawę. Trwały, dobrze kryjący produkt. Skóra po jego użyciu wygląda olśniewająco. Jest promienna i rozświetlona.

Bourjois Healthy Mix- lekki, rozświetlający kosmetyk, który wygląda naturalnie oraz posiada przepiękny zapach. Twarz przez długi czas nie wymaga poprawek.

Puder:
Puder sypki Wibo Fixing Powder - najlepszy i najtańszy sypki produkt. Posiada transparentny odcień, który dopasuje się do każdego odcienia skóry. Ładnie matowi twarz oraz nie wymaga poprawki w ciągu dnia.
Plusem jest to, że nie bieli twarzy jak inne transparentne kosmetyki.

Matujący puder mineralny z jedwabiem Eveline- pierwszy raz przetestowałam go dzięki uprzejmości firmy. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Genialnie matowi skórę, a do tego nie spływa z twarzy. Niezawodny i tani produkt w kamieniu.

Róż/rozświetlacz/bronzer:
Zestaw Wibo do konturowania twarzy- wiele osób chwali paletę Wibo, która zawiera bronzer, rozświetlacz i róż. Mam na nią ochotę, chociaż wiem, że ciężko ją dostać nawet w regularnej cenie.

Rozświetlacz Lovely- to cudo każdy zna i lubi. Można dostać go w dwóch odcieniach,srebrnym i złotym. Tworzy piękną, rozświetloną taflę.

Rozświetlacz Wibo Diamond Illuminator- kolejny produkt rozświetlający. Wygląda nieziemsko, a do tego można użyć go jako cienia w kąciku oka.

Róż Eveline Satin Blush- róż posiada w sobie delikatne drobinki, które również rozświetlają. Na policzku wygląda niezwykle naturalnie, a do tego nie znika aż do demakijażu.

Róż Wibo Smooth'n Wear- kolejny ulubieniec. Moje opakowanie już sięga dna, więc wybieram się po kolejny. Efekt wygląda naturalnie, a policzki dostają uroczego blasku.

Korektor:
Korektor w płynie Eveline 2w1- bez dwóch zdań mój faworyt. Świetnie spisuje się podczas zakrywania drobnych niedoskonałości i cieni pod oczami.

Macie już spisane listy, czy idziecie na żywioł?

Kosmetyki,które poszły w zapomnienie.

Zdałam sobie sprawę, że pokończyła mi się masa kosmetyków. Jak wiecie zbliżają się duże rabaty w Rossmannie i spisałam sobie listę najpotrzebniejszych malowideł. Dokładnie wszystko przeanalizowałam i wyszło, że za niektórymi wcale nie tęsknię, chociaż dawniej używałam ich na potęgę. 
 
O czym mowa? 
Czarna kredka- dawniej mój must have. Nie wyobrażałam sobie makijażu bez ciemnej obwódki a'la panda lub emo. Teraz zamieniłam kredki na brązowe lub szare cienie, które swoją drogą wyglądają świetnie. 

Korektor w sztyfcie- uważałam,że taki spisze się najlepiej. Jednak przy mojej suchej skórze, podkreślał skórki i wcale nie miał dobrego krycia. Polubiłam za to zwykły zakrywacz w płynie.

Kolorowy tusz do rzęs- pamiętam jak pod koniec gimnazjum kupiłam pierwszy kolorowy tusz do rzęs. Byłam nim zachwycona. Essence wypuściło limitowaną serię i czasem żałowałam, że już ich nie ma.
Obkupiłam się wtedy w granatowy, turkusowy i szary odcień. Wyglądały bajecznie i każdemu się podobały, lecz teraz uważam że nadają się jedynie na festiwale i imprezy.

Bronzer/róż w kulkach- wyglądają ślicznie, ale z działaniem bywa różnie. Nie zawsze nałożą się równo, co jest ogromnym minusem

Brokatowe eyelinery- kiedyś był na nie szał. Teraz zdaję sobie sprawę, że dawniej świeciłam jak kula dyskotekowa. Brokat na powiece to było coś.

Eyeliner w pisaku- właśnie przy ich pomocy uczyłam się kreski. Zrezygnowałam jednak z nich przez niską wydajność i średnią trwałość.

Czarny cień- zdecydowanie najmniej używany odcień w całej palecie. Już dawno go porzuciłam na rzecz grafitów, brązów, granatów. Zdecydowanie przytłaczał mój makijaż.
Nie wyglądałam dobrze w takim odcieniu.

Ciekawa jestem z jakich produktów właśnie Wy zrezygnowałyście. 

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Wyniki rozdania

Właśnie uporałam się z sprawdzeniem zgłoszeń i przychodzę do Was z wynikami rozdania.
Gratuluję zwycięzcy i proszę o kontakt xmagda94@gmail.com

niedziela, 17 kwietnia 2016

Co z tymi ArtLakami? Jednak nadają sie do manicuru?

Pamiętacie mój pierwszy post o hybrydach ArtLak? Dawno temu oceniłam je niezwykle słabo, bo po co ściemniać jakie są super?
Kurczyły się, rozlewały, schodziły po kilku godzinach. Ciężko je było utwardzić, po prostu szok.
Jednak ostatnio z czystej ciekawości postanowiłam zakupić jedną buteleczkę,ponieważ nigdzie nie znalazłam tak ślicznego niebieskiego odcienia. 
Opakowanie oczywiście nie zmieniło się i minusem jest brak jakiegokolwiek oznakowania. Nie wiemy gdzie znajduje się poszukiwany kolor. 
Dość zgrabny pędzelek z łatwością rozprowadza odpowiednią ilość płynu. 
Mam wrażenie,że konsystencje uległa zmianie. Jest ciut rzadsza i świetnie napigmentowana. 
Już jedną warstwą pokryłam całą płytkę paznokcia,lecz z przyzwyczajenia pomalowałam dwie.
Byłam ogromnie zdziwiona,że lakier przestał się rozlewać i kurczyć. 
Dawniej musiałam zaraz po pomalowaniu utwardzać każdy paznokieć z osobna, zaś teraz spokojnie mogę pokryć całą dłoń. 
O niebo lepiej się utwardzają. W zupełności wystarczy im 2minuty w zwykłej lampie. 
Następnym plusem jest trwałość. Mogę śmiało stwierdzić,że ostatnio każdy testowany odcień trzyma się rewelacyjnie. Po dwóch tygodniach wygląda ładnie, nie odbarwia się i nie odpada.
Dla niektórych minusem może być ściąganie. Ponieważ słabo rozpuszczają się pod wpływem acetonu i należy je zetrzeć. Dla mnie to nie problem,bo wolę użyć pilniczka do ściągania niż męczyć je acetonem,
Zauważyłam przy tym,że są o wiele mniej zniszczone. 

Muszę stwierdzić,że za tak niską cenę (9zł) spisują się świetnie. Każdy manicure noszę 3tygodnie i wygląda tak jak na początku, jedynie odrost psuje cały efekt. 
Już wiele osób pytało o bazę i top. Osobiście polecam zestaw Silcare Garden of Colour. 15ml buteleczki są niezwykle wydajne i nawet najgorsza hybryda trzyma się nawet miesiąc!
Chyba pora zainwestować w kilka nowych odcieni.

sobota, 16 kwietnia 2016

Niekosmetyczni ulubieńcy miesiąca.

W kwietniu znajdzie się wielu ulubieńców, więc postanowiłam podzielić je na dwie części. Najbardziej lubię opowiadać o niekosmetycznych faworytach, bo malowidła dość często mi się powtarzają. 
Kwiecień zdecydowanie owocuje w czytanie książek i oglądanie filmów. Ten post będzie również inny, ponieważ o swoich ulubieńcach opowie także moja siostra. Sprawdzimy co lubią nastolatki oraz jacy autorzy u nich królują.

1.Before. Anna Todd
Pochłonęłam ją w ciągu jednego popołudnia. Jest to kontynuacji serii After,która zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. 
W wcześniejszych częściach o miłości i trudach opowiada Tessa, zaś tutaj poznamy ich historię ze strony Hardina. Znajdzie się również kilka opowieści osób powiązanych z głównym bohaterem. Poznamy bliżej ich wcześniejsze życie nim trafili na studia. 
Książka zawiera zdecydowanie ostrzejszy język, bo taki jest Hardin. Oj po przeczytaniu miałam niezłego książkowego kaca, ponieważ tak szybko ją skończyłam, a losy bardzo przypadły mi do gustu. No nic mi nie pozostało jak tylko czekać na dalsze książki Anny. 

PS Julita! Wszystkiego najlepszego ode mnie i Wery z okazji urodzin oraz mam nadzieję,że spodobał Ci się prezent. 

2.Nieznajomy
Do Cobena musiałam się przyzwyczaić. Jest on jednym z moich ulubionych autorów, a jego książki czytam z zapartym tchem. Niestety zakończyłam serię z Myronem Boliatem i musiałam wypożyczyć coś innego. 
Wybór padł na najnowsze dzieło Harlana i zaczytałam się w losach Adama,który poznał straszną prawdę o jego żonie. Pewien nieznajomy mężczyzna opowiada wstydliwe i bardzo skrywane tajemnice. Ofiarami padają rodziny oskarżonych, którym ciężko jest uwierzyć, że to może być prawda.
Nie chcę zdradzać za wiele, lecz polecam ją każdej osobie uwielbiającej kryminały. 

3.Love, Rosie
Wreszcie dorwałam książkę! Kupiłam ją za jedyne 10zł na stronie Aros.pl Od dawna miałam na nią ochotę, lecz cena zniechęcała. Gdy dostałam ją w swoje ręce byłam mocno zdziwiona. Cała historia przedstawiona jest za pomocą e-maili i listów. O dziwo całość czyta się sprawnie i z ogromną przyjemnością.
Historia Rosie i Alexa zaczyna się w podstawówce i wraz z dalszymi stronami, poznajemy ich sytuację. Czasem mam wrażenie, że los im nie sprzyjał. 
Bez dwóch zdań mogę stwierdzić, że zakochałam się w niej. Czytając ją, czułam się jak główna bohaterka. Wraz z nią przeżywałam lepsze i gorsze momenty. 
Historia przedstawiona w filmie lekko odbiega od oryginały, dlatego też polecam go przeczytać. 

4.Love, Rosie- film. 
Była książka, teraz przyszedł czas na film. Muszę zacząć od tego,że bardzo polubiłam Lily Collins,która odegrała główną rolę. Doskonale nadała się do roli Rosie. Pomimo tego,że różni się od książki. bardzo mnie zauroczył. Ma w sobie to coś i polecam go zobaczyć. 

5.Kraina lodu.
Odezwało się we mnie dziecko i tydzień temu po raz pierwszy zobaczyłam bajkę o Elsie i Annie. Pomimo mojego wieku, bajka naprawdę mi się spodobał i czekam,aż druga część pojawi się w internecie. 
Już wiem, dlaczego tak wiele osób polubiło historię dwóch sióstr.

6.We Are Your Friends
Zac Efron zawsze kojarzył mi się z High School Musical,aż do czasu gdy zobaczyłam go w innych 
produkcjach.
WAYF to film o marzeniach. Początkujący DJ Cole (Zac) chce zaistnieć na scenie muzyki
elektronicznej. Wraz z kolegami chce zmienić swoje życie.

A teraz przyszedł czas na ulubieńców Weroniki:
1.BeFour- Zayn Malik
2.Little Things- One Direction
3. Same Old Love- Selena Gomez
4. Secret Love Song- Little Mix
6.Stitches- Shawn Mendes
7. Love Yourself- Justin Bieber
8. Love Me Like You- Little Mix
9. No Control- One Direction
10. Like I Would- Zayn Malik


11.LOL
Film, w którym również ja się zakochałam. Typowo młodzieżowa historia o dorastaniu, pierwszych występkach, miłości i szaleństwie. Chylę czoła Miley Cyrus za świetne odegranie głównej roli.

12.Charlie
Nieśmiały nastolatek jest uczniem pierwszej klasy. Przeżywa wiele momentów,które mają wpływ na jego życie. Z czasem poznaje Sam i Patricka. 
Sama nie oglądałam filmu,ale nadrobię go z chęcią.

Mam nadzieję,że spodoba Wam się taka forma ulubieńców i będziecie wyczekiwać na więcej.

Mam klej na ustach?

Nie spodziewałam się, że ze strony MUR mogą wyjść jakieś buble. Zawsze byłam zachwycona działaniem kosmetyków. Sprawdzały się świetnie, a do tego były tanie.
Podczas wielkiej wyprzedaży w drogerii internetowej, postanowiłam wybrać matową pomadkę o różowym odcieniu.
W internecie odcień wydawał się stonowany i elegancki. Na żywo? Żarówa! Nie widziałam jeszcze nigdy tak rażącego, neonowego błyszczyka, a raczej pomadki w płynie. 
O produkcie:
Salvation velvet LIP LACQUER marki MAKEUP REVOLUTION to pomadka do ust zamknięta w wygodnym opakowaniu z aplikatorem. Posiada kremową konsystencję o bogatej pigmentacji dzięki czemu uzyskać można na ustach głeboki kolor w ulubionym odcieniu. Umożliwia bezproblemową i gładką aplikację. Formuła zapewnia jednolite wykończenie i długotrwały kolor. Pomadka utrzyma się na ustach przez dłuższy czas.  Poręczne opakowanie zostało wyposażone w skośny aplikator który pozwoli na precyzyjne nałożenie produktu. Pomadka dostępna jest w 11 kolorach, bogata gama kolorystyczna sprawi, że każdy znajdzie kolor odpowiedni dla siebie. Jasne kolory perfekcyjnie sprawdzą się do codziennego makijażu, soczyste róże natomiast idealnie pasowały będą na wieczorne wyjście bądź romantyczną kolację.

Pomadka umieszczona jest w przeźroczystym opakowaniu z przyjemnym aplikatorem, aczkolwiek z deka za dużym. Przy takich widocznych i mocnych odcieniach, aplikator powinien być mniejszy i lepiej wyprofilowany. Nie jesteście w stanie uwierzyć ile razy musiałam poprawiać moje usta, by były równo pomalowane. 

Ciężko jest mi również stwierdzić konsystencję. Jest typowa u płynnych matowych pomadek, lecz ta jest dodatkowo dziwnie sucha i nieprzyjemna w nakładaniu. 
Jak widać na zdjęciu, trzeba wielu warstw aby pokryć całe usta. Nie chodzi tutaj o pigmentację,bo ta jest genialna. Gorzej z nakładaniem. Rozprowadza się nierównomiernie, ściera się i lepi. 
Jednym słowem masakra. Schnie wieczność, a i tak po wyschnięciu skleja usta i wygląda tragicznie. Czy wy widzicie te okropne odchodzące elementy,które są widoczne na granicy niepomalowanych warg? 
Podczas malowania powstają okropne zacieki i maziaje, których nie jestem w stanie wyeliminować. 
Jedynym plusem jest trwałość. Wżera się w usta na amen. Ciężko ją domyć, chyba że użyjemy nowego płynu do demakijażu Garnier. 
Niestety po zmyciu ukazują się nam suche skórki,których wcześniej nie było. 
Bubel kosztował mnie 9,99zł, a cena regularna jest o kilka złotych większa. Jestem ogromnie zawiedziona, pomijając już odcień. Nie można jej nawet nałożyć! Aplikator ściera wcześniej już nałożoną i wyschnięta warstwę. Produkt bardzo brzydko buduje się na ustach, a one same wyglądają masakrycznie. 

Liczyłam na ładny fuksjowy matowy odcień,a dostałam dosłownie neonowo różowy klej. Produkt trafi do kosza, bo nie widzę innego zastosowania. 

piątek, 15 kwietnia 2016

Powiększyłam usta!

Zamarzyła mi się nowa seria na blogu, czyli sprawdzanie trików urodowych. 
Na pierwszy rzut leci optyczne powiększenie ust. "Stosowała" je Kylie Jenner, a jej usta była mega pełne i duże.
Nie narzekam na moje, lecz chciałam sprawdzić czy jej sposób działa. 
Na instagramie i YT możecie zobaczyć filmiki tutorialowe wykonane u profesjonalistek.
Ale czy każda osoba może wykonać taki makijaż?
1.Na samym początku należy wykonać peeling ust, aby były gładkie i pozbawione suchych skórek. 
Nakładam na nie trochę mojej ulubionej poziomkowej wazeliny i czekam do wchłonięcia.

2.Gdy usta są już gotowe, obrysowuję ich kształt konturówką firmy Essence o lekko nudziakowym odcieniu. 

3.Po zaznaczeniu granic, rysuję kreski wzdłuż zgięć na wargach. Nie wypełniamy je w całości, jedynie zaznaczamy kilka punktów.

4.Po wcześniejszym przygotowaniu zabieramy się za szminkę i delikatnie pokrywamy nią wargi.

5.Zaznaczone granice się zacierają, więc nie widzę większego sensu na akcentowanie tych miejsc.

6.Aby usta wyglądały na pełniejsze wystarczy nałożyć na ich środek odrobinę jaśniejszej pomadki, rozświetlacza czy błyszczyka. 

7. W ten sposób powstaje nam delikatne obre,które uwypukli nawet małe usta.
Czy widzę różnicę?
Na pewno wyglądają na pełniejsze i większe przez zaznaczenie granic konturówką. 
Jednak nie jest to mega trwały efekt, bo zjada się wraz z szminką. Przez kilka godzin możemy cieszyć się bezbolesnym powiększeniem ust bez ingerowania medycyny estetycznej. 

Efekt widoczny,może nie mega efektownie, lecz zauważalnie. Jestem zdania,że każda z Nam poradzi sobie z powiększeniem warg a'la Kylie Jenner. 

Jesteście ciekawe,któregoś triku? Napisz w komentarzu,a z chęcią go wypróbuję! 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Smart Girls Get More- podejście drugie.

Dziś opowiem Wam o konturówce do ust, którą dorwałam za 3,25zł na promocji w Naturze. 

Wchodząc do drogerii przejrzałam gazetkę promocyjną i zauważyłam obniżkę cen na produkty do ust.
Uwielbiam konturówki, więc postanowiłam przetestować kredkę firmy Smart Girls Get More.
O produkcie:
Miękka, wydajna, długo utrzymująca się na ustach kredka, idealnie podkreśla kontur i nadaje im pełny kształt.
Konturówka ma bardzo fajną szatę graficzną. Pomimo niskiej ceny, wygląda porządnie i estetycznie. Plusem jest końcówka w odcieniu kredki. Ułatwi to nam poszukiwanie odpowiedniego koloru spośród wielu produktów do ust.
Kosmetyk posiada drewnianą obudowę,którą można podstrugać z łatwością. 
Rysik posiada przyjemną konsystencję. Nie jest gęsty ani twardy. Z łatwością sunie po ustach, pozostawiając śliczny nudziakowy odcień. Chłodny nude wpadający w róż spodobał mi się najbardziej.
Firma w swojej ofercie ma sześć odcieni. Trzy w odcieniach nude, jeden różowy oraz czerwony i burgundowy.
Najważniejszym faktem jest to,że produkt nie przesusza ust. Nie podkreśla suchych skórek i ładnie zastyga na ustach pozostawiając matowe wykończenie.
Muszę pochwalić ją również na trwałość. Przez około 3godziny wygląda perfekcyjnie,później zaczyna ścierać się równomiernie.
Posiłek również nie jest jej straszny. Na ostatnim zdjęciu możecie zauważyć jak wygląda po obiedzie,deserze i napoju. Jak dla mnie ekstra,ponieważ starła się jedynie szminka Essence,a odcień kredki pozostał. 
Jestem z niej bardzo zadowolona i wiem,że znalazłam odpowiedni odcień w którym nie wyglądam jak chora. 

Mam nadzieję,że zachęciłam Was do testów.


niedziela, 10 kwietnia 2016

Dla miłośników wanilii.

Kiedy byłam mała uważałam,że nie ma gorszego zapachu niż wanilia. Kojarzył mi się z starszymi paniami i mulącymi perfumami w autobusie.
Jednak gdy w sklepie Goodies pojawiła sie nowa seria, postanowiłam się przełamać.
Zamówiłam na wypróbowanie tartę Vanilla za 8zł.
Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o kwintesencji zapachu wanilii, słodkiej i aksamitnej, wyrazistej a jednak nie narzucającej się.

Pierwsze podejście z waniliową tartą miałam podczas wakacji. Zakupiłam wtedy Vanilla cupcake, lecz zapach był nieco chemiczny.
Tutaj było całkowicie inaczej. Na sucho wosk pachnie słabo, zaś po zapaleniu dostaje cudownej mocy. 
Pokój wypełnia się słodkim aromatem wanilii. Zapach jest niezwyle realistyczny i prawdziwy.
Mam wrażenie,że na szafce leży aromatyczna laska. Słodki zapach bardzo przypadł mi do gustu. Nie powoduje bólu głowy i można go śmiało palić przez długi czas.
Podoba mi się również fakt,że tartę można palić kilka razy. Olejki aromatyczne są wyczuwalne nawet podczas czwartego odpalenia. 
Znienawidzona wanilia stała się dla mnie ulubioną nutą wypełniającą pomieszczenia.

Lubicie wanilię? 

10 faktów o mnie- wersja miłośnika książek.

Niemal co miesiąc biorę udział w Instagramowym wyzwaniu książkowym. Codziennie mamy za zadanie dodać zdjęcie książki o odpowiedniej tematyce.
Tym razem mamy również dodać 10faktów o sobie. Ja już taki post napisałam, ale wpadł mi do głowy pomysł.
Postanowiłam opowiedzieć Wam kilka faktów związanych z czytaniem i książkami.

1.Od zawsze czytałam fantastykę i romanse Dopiero rok temu zmieniłam swoje zainteresowania. Teraz wybieram kryminały, thrillery i nie widzę świata poza nimi.
Straciłam niestety zainteresowanie fantastyką, lecz Harry Potter i Zmierzch mogę czytać bez przerwy.

2.Podczas wolnego dnia mogę przeczytać książkę mającą ponad 500stron. Jeśli mnie zainteresuje, nikt nie jest w stanie mnie oderwać.
W grudniu przeczytałam tak serię "After". W ciągu 5 dni pochłonęłam dokładnie 2 848 stron.
Dawno nie zainteresowała mnie tak seria dla młodzieży.

3.Często gubię zakładki. Do zaznaczenia stron używam wszystkiego co mam pod ręką. Biletów z kina, papierów po cukierkach, zdjęć czy nawet konturówek do ust. 
Nie lubię zaginać rogów, chociaż czasem to robię.

4.Staram się odwiedzać bibliotekę co dwa tygodnie. Czuję się jak w niebie, gdy mam wokół siebie masę cudownych książek.

5.Przez długi czas nie podobał mi się żaden genialny kryminał. 
Dlaczego? Po przeczytaniu serii "Chemia Śmierci" Simona Becketta, zawsze czułam niedosyt.
Beckett jest mistrzem kryminałów. Facet ma ogromną wiedzę, a jego książki są najlepsze na świecie.

6.Niekiedy zwlekam z przeczytaniem niektórych powieści, ponieważ nie podoba mi się okładka. 
Już nie raz się przekonałam, że okładka nie świadczy o treści.
Było tak w przypadku Harlana Cobena i serii z Myronem Bolitarem.

7.Jeśli kupuję własne dzieciaczki, wybieram w tym celu sklep internetowy Aros. Mają najlepszy i najtańszy asortyment.

8.Od dziecka pałam miłością do czytania. O dziwo przeczytałam w całości może dwie, trzy lektury. 

9.Zdecydowanie wolę książki niż telewizję. Uwielbiam wyobrażać sobie losy bohaterów. Chociaż niekiedy żałuję, że na ich podstawie nie powstał film. Bardzo chciałabym zobaczyć ekranizacje.

10.Moje uzależnienie zaczęło się w podstawówce, gdy poznałam Harrego Pottera. To on wprowadził mnie w magiczny świat zwany wyobraźnią. 
Wtedy już zdecydowałam się, że powieści będą ważną częścią mojego życia. 

Plus kilka bonusów:
11.Nie lubię czytać książek o chorobach. Unikam ich jak ognia.

12.Jednak przeczytałam "Gwiazd naszych wina" i była to jedyna powieść, podczas której płakałam. 

13.Moja kolekcja ciągle rośnie. Mam dopiero 51 książek. Marzy mi się szafa niczym w bibliotece.

14.Przez czytanie zepsułam sobie wzrok. Jednak od półtora roku wada się nie powiększyła,a ja zaczęłam czytać jeszcze więcej.

15.Bardzo często mam ból czytelniczy. Dosłownie chce mi się płakać, kiedy skończę świetną powieść i nie ma już następnych części.
Było tak w tym tygodniu, gdy skończyłam "Before" w ciągu paru godzin. 

Lubicie czytać?
Macie swojego ulubionego pisarza?
Może zdradzicie mi kilka czytelniczych faktów o Was? :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka