niedziela, 31 stycznia 2016

Jeden dzień- David Nicholls

Dziś o książce,której nie pokochałam od pierwszych stron. 
Postanowiłam ją kupić jakiś czas temu,ponieważ film na jej podstawie mnie zauroczył. Bardzo mi się spodobał i chciałam przeczytać powieść o Emmie i Dexie.
Kupiłam ją w księgarni Aros za około 11zł. Zaczęłam ją czytać tydzień temu i porzuciłam po 30stronach.
Lektura mnie nie wciągnęła i byłam troszkę zasmucona,bo pokładałam w niej wiele nadziei.
Dopiero wczoraj dałam jej drugą szansę i uwaga... zakochałam się! Przeczytałam ją prawie cały wczorajszy dzień. Nie zasnęłam,póki jej nie skończyłam.
Więc przychodzę z świeżutką recenzją jednej z moich ulubionych książek.

Emma i Dex? Doprawdy, trudno o mniej dobraną parę. Ona - zakompleksiona idealistka w grubych okularach. On - superprzystojniak z poczuciem, że świat należy do niego. Ona na wszystko musi ciężko zapracować. Jemu natychmiast udaje się to, o czym zamarzy. Ona szuka miłości, on seksu...


Jest rok 1988. 15 lipca. Oboje dostają dyplomy uniwersyteckie i spędzają ze sobą noc. Następnego dnia każde pójdzie w swoją stronę. Gdzie będą w ten dzień za rok? Za dwa lata? I każdego następnego roku? Czy mają szansę spotkać się, a jeśli tak, to czy będzie im ze sobą po drodze? Na podstawie książki powstał film z Anne Hathaway i Jimem Sturgessem w rolach głównych.

Czytając książkę czułam się jak bohaterka. Autor potrafi nas wprowadzić w życie Emmy i Dextera.
Historia dzieje się na przełomie 1988 -2007 roku.  Emma jest świeżo upieczoną absolwentką,która ma duże oczekiwania odnoście przyszłego życia. Ma wiele planów,ambicji.
Jest nieśmiała,niewinna i wstydliwa. Od dłuższego czasu miała na oku Dexa,który był łamaczem serc i nie zależało mu na miłości.
Dexter był zaś całkowitym zaprzeczeniem dziewczyny. Uwielbiał imprezy,alkohol,papierosy i piękne kobiety.
Typowy młody amant,któremu nie zależy na niczym.
Pomimo tego,że są swoimi przeciwieństwami, stają się najlepszymi przyjaciółmi. 
Chłopak zostanie sławnym prezenterem telewizyjnym,zaś Emma będzie pracować w meksykańskiej restauracji.
Z czasem zmienią się ich priorytety. On zaczął się staczać,ciągłe imprezy,alkohol i narkotyki miały na niego zły wpływ. Nie pomagały mu także ciągle nowe partnerki.
Kobieta zaś spełniała swoje marzenia i została nauczycielką,poznała kogoś,lecz niekoniecznie była z nim szczęśliwa.
Jak potoczą się ich losy? Będą się nadal przyjaźnić? Nie zdradzę nic więcej,musicie ją przeczytać.

Książka "Jeden dzień" pokazuje Nam,że ta historia może zdarzyć się każdemu z Nas. 
Bardzo spodobał mi się styl pisania Nichollsa. Na początku może być ciężki dla niektórych,ale z czasem można się przyzwyczaić.
Powieść pokazuje,że nie warto czekać,bo może być za późno.

Znacie może ten film lub książkę?
Co o niej sądzicie?


sobota, 30 stycznia 2016

Żel antybakteryjny-produkt,który musisz poznać.

Żel poznałam już jakiś czas temu i uważam,że jest genialnym wynalazkiem.
W Internecie królują żele Bath&Body Works,a ja przedstawiam Wam produkt firmy CleanHands.
Wiadomo,że nie zastąpi to mycia dłoni,ale jest niesamowicie przydatny w wielu ekstremalnych momentach.
Idealnie spisze się w pracy,szkole czy podróży.
Kosztuje niewiele,a wystarczy na długo.

Antybakteryjny żel do rąk eliminuje bakterie bez użycia wody. Wzbogacony o kolagen i witaminę E zapobiega nadmiernemu wysuszaniu skóry, pielęgnuje, odżywia i chroni. Systematyczne mycie rąk i używanie żelu zmniejsza ryzyko zarażenia wirusami. 

Żel świetnie sprawdza się w każdej sytuacji. Mała plastikowa buteleczka zmieści się w nawet w kopertówce.
Opakowanie posiada wygodne otwarcie na klik i mamy pewność,że zawartość nie wypłynie.
Ten mały przyjemniaczek jest niesamowicie wydajny! Przyjemna średnio gęsta konsystencja zawiera mikro niebieskie drobinki,które się rozpuszczają pod wpływem tarcia.
Na dłoń nakładamy małą kroplę żelu,która wystarczy do oczyszczenia dłoni. Po wtarciu odczuwamy przyjemny chłód.
Uwielbiam uczucie świeżych,oczyszczonych rąk.
Taka buteleczka wystarczy na 1-1,5miesiąca regularnego stosowania.
Plusem jest również przyjemny,trwały zapach. Jest wyczuwalny przez dłuższy czas.
Produkt nie wysusza ani nie podrażnia,co jest dla mnie ważne.
Można go kupić w Rossmannie i nie kosztuje więcej niż 5zł. Na promocji można go spokojnie dorwać za 4zł. 

Używałyście może tego żelu?
Czy wybieracie inny? 

Niekosmetyczni ulubieńcy stycznia

Aż trudno uwierzyć,że styczeń się kończy. Wraz z końcówką przychodzę do Was z moimi niekosmetycznymi ulubieńcami.
Ostatnio w kosmetyce stawiam na minimalizm i wykończenie, czyli używam sprawdzonych produktów i chcę je wykończyć,by zacząć testować nowości.

1.Ulubiona Youtuberka
Dość późno odkryłam Youtuberkę,która kręci bardzo przyjemne i profesjonalne filmiki.
Mowa o Mylifeaseva, 22 letniej dziewczynie,która mieszka w Ameryce.
Filmiki mają typowo lifestylową tematykę,niekiedy dodaje moją ulubioną serię "oczekiwania vs rzeczywistość".
Nie dziwię się,że w ciągu 3 lat nagrywania, osiągnęła ponad 5 000 000 subskrypcji.

2.Ulubione social media
W styczniu bardzo polubiłam się z Instagramem. Dosłownie uzależniłam! Uwielbiam dodawać zdjęcia i poznawać nowe osoby.
Ostatnio na moim profilu królują książki,które namiętnie czytam. 
Mój nick to xmagda94x i z boku po prawej stronie bloga możecie zobaczyć okienko z moim profilem :)

3.Ulubiony sklep
Bez dwóch zdań, uwielbiam internetową księgarnię Aros. Dzięki niej mam kasę tanich książek na które nie mogłabym sobie pozwolić w Empiku. 
Niestety w mojej bibliotece nie ma wielu książek,które mnie interesują więc muszę je zdobyć na własną rękę.
Póki co moją półkę zdobi ok. 50 książek,które w 90% kupiłam właśnie w sklepie Aros.
Wysyłka jest bardzo niska,bo wynosi 3,99zł (na pocztę) lub 7,99zł (dostarczenie do domu).
Nie płacimy dodatkowych pieniążków za pobranie,co jest bardzo miłe, bo jak wiemy pobranie jest czasem droższe 2x.

Kochane znacie może inne sklepy z tanimi książkami? :)

4.Ulubiona książka
W styczniu przeczytałam wiele genialnych książek,ale najbardziej wciągnęła mnie powieść "Bliźnięta z lodu".
Na blogu pojawiła się nawet recenzja,uważam że jest to thriller wart przeczytania.

5.Ulubiony wosk
Bez wątpienia tarta Sweet green pea podbiła mój węch. Uwielbiam ten świeży aromat kwiatów,powietrze staje się czyste,a zapach czuć przez wiele godzin.

Więc tak przedstawiają się moi ulubieńcy niekosmetyczni. 
Na dniach dodam również ulubieńców kosmetycznych oraz napiszę kilka nowych recenzji :)

Jak spędzacie sobotę? Leniwie czy aktywnie? :)

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu! :*

piątek, 29 stycznia 2016

Najlepsze mydło do rąk.

Strzał w dziesiątkę! Pierwszy raz zauważyłam je u mojej kuzynki i zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Na promocji w Rossmannie kosztuje tylko 2,89zł/300ml. Bez promocji jest ciut droższe,bo cena wynosi 3,50zł.
Podczas ostatnich zakupów, wraz z mamą kupiłyśmy dwa mydełka o różnych zapachach. Oba mają za zadanie pozbyć się nieprzyjemnych aromatów,pozostałych po gotowaniu.
Ile razy kroiłyście cebulę,czosnek czy kiszoną kapustę i miałyście problem z pozbyciem się okropnego aromatu?

Mydło kuchenne z dodatkiem olejku z czerwonych grejpfrutów neutralizuje przykre zapachy, pozostawiając na Twych dłoniach podczas mycia przyjemny, owocowy aromat. Łagodzi nieprzyjemne zapachy kuchenne tj. zapach cebuli czy czosnku. Dodatkowo wzbogacona glicerynę formuła pozostawia Twoje dłonie delikatne i gładkie w dotyku.
PH przyjazne dla skóry. 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Lactate, Citrus Paradisi Peel Oil, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Limonene, Linalool, CI 45100. (03.07.2015)

Jak na tanie mydełko,muszę stwierdzić że ma naprawdę ładne opakowanie. Z tyłu na naklejce widnieją produkty,których aromaty zostały użyte w produkcji.
Mydełko ma genialną konsystencję,nie za gęstą nie za rzadką. Dobrze się pieni i pozostawia swój aromat na dłoniach,niwelując nieprzyjemny zapach pozostały po gotowaniu.
Dłonie nie są przesuszone czy podrażnione, nawet przy częstym używaniu.
Jedna buteleczka wystarczy na ponad miesiąc przy regularnym stosowaniu,więc uważam że jest wydajne jak na tak małą pojemność.
Jestem bardzo zadowolona z tego produktu,bo testowałam wiele mydeł nim trafiłam na 100% skuteczne.

Używacie w kuchni specjalnych mydeł?
 Czy macie inne sprawdzone sposoby na pozbycie się nieprzyjemnych zapachów?

czwartek, 28 stycznia 2016

Czereśniowy wosk od Yankee Candle

Nie mam pojęcia dlaczego,ale nie dodałam jeszcze recenzji mojego pierwszego wosku :) Kupiłam go jakoś w czerwcu i przypomniałam sobie o nim jakiś czas temu.
Pani z woskowego stoiska zachęcała do zakupu właśnie tej tarty,ponieważ jest bardzo rozchwytywana i intensywna.
Możecie go kupić również w sklepie www.goodies.pl

Są dojrzałe – nawet nie czerwone, ani nie karminowe! Są prawie czarne, głęboko bordowe – idealnie okrągłe i doskonale soczyste. Kuszą swoim słodkim aromatem i przywodzą na myśl najcudowniejsze chwile beztroskiego dzieciństwa, kiedy żadne, najwyższe nawet drzewo nie było przeszkodą do tego, aby skosztować świeżych czereśni. Ten smak i ten właśnie zapach – aromat cudownych, zapowiadających letnie upały czereśni – zamknięty został w woskowej masie Black Cherry. I to ten zapach może nam dzisiaj towarzyszyć na co dzień – dokładnie wtedy, kiedy mamy ochotę sięgnąć po odrobinę owocowej słodyczy, albo zanurzyć się we wspomnieniach z dzieciństwa.

Ciemno czerwona tarta niesamowicie kusi zapachem. Po rozpaleniu wyczuwamy cudny,soczysty i świeży zapach czereśni,które zostały dopiero co zebrane z drzewa.
Przypomina mi się lato,gdy siedziałam na drzewie jak szpak i wcinałam kilogramy owoców.
Aromat jest bardzo intensywny,lecz nie duszący.
Zapach roznosi się po pomieszczeniach i pozostaje w nim na długi czas. Jedna tarta kosztuje ok. 7-8zł i wystarczy na długi okres czasu.
Bardzo lubię owocowe zapachy i jest to jedna z tych tart,do których wrócę na 100%

Lubicie lub znacie? :)

Wishlista 2016

Przyszedł czas na przepatrzenie swoich kosmetyków i nie tylko. Wiele z nich wyrzuciłam i porobiły się braki. 
Mam ochotę również na nowe pędzelki i szukam ciekawego sklepu internetowego gdzie mogę je kupić.

Pomyślałam o zakupach w sklepie Dresslink

Kochane mam prośbę, czy mogę liczyć na poklikanie w linki?
Dziękuję z góry i również się odwdzięczę :)

Widziałam już nie raz te rzęsy i jestem ich ciekawa jak będą prezentowały się na moim oku. Wyglądają naturalnie i umieszczone są na silikonowym paseczku,który jest niemal niewidoczny.
Za dziesięć par zapłacimy grosze,bo w granicy 4-5zł (po przeliczeniu)

Moje marzenie. Tyle dziewczyn je ma,a ja jeszcze nie. Bardzo podobają mi się białe pędzelki z złotymi dodatkami. Włosie wygląda na bardzo mięciutkie.
Zakup tych pędzelków polecała Karolina Stylizacje. Wyglądają niemal tak samo jak te z Real Techniques,tylko są tańsze 10x niż oryginał.
Tutaj akurat wybrałam zestaw do oczu,bo wyglądają porządnie i podoba mi się design.

Pędzelek do konturowania. Mam nadzieję,że dzięki niemu pojmę sztukę konturowania. Jest bardzo cieniutki,idealny do nakładania bronzera lub rozświetlacza.
Dacie wiarę,że nigdy nie miałam naklejek wodnych?
Już od dłuższego czasu chciałam je kupić,ale nie podobały mi się te,które widziałam stacjonarnie.
Tutaj mamy ogromny wybór wielu arkuszy.

Sklep oferuje również wiele produktów już za 0,01$ KLIK
Oraz darmową dostawę KLIK

Byłabym bardzo wdzięczna za poklikanie :)
W razie czego,służę pomocą :)

środa, 27 stycznia 2016

Manhattan Natural Bronzing Powder

Nie mam pojęcia dlaczego,ale bronzera używałam wyłącznie latem. Zimą go unikałam,ponieważ wydawało mi się,że przy mojej bladej cerze będę wyglądać śmiesznie.
Przełamałam się jednak i bardzo się cieszę,bo znalazłam idealnie delikatny produkt,który mi pasuje.
Puder brązujący dostałam w nagrodę od firmy Manhattan. Ciężko uwierzyć,ale wygrałam konkurs na wakacyjny makijaż,który stworzyłam w ciągu 2minut! :)

Używacie bronzera? :)

O produkcie:
Świetny puder brązujący z delikatnymi, złotymi drobinkami. Nadaje skórze piękny, słoneczny odcień, twarz sprawia wrażenie opalonej morskim słońcem.

Mimo,że opakowanie jest plastikowe, wykonanie jest porządne i nie pękło mimo upadku. 
Puder posiada błyszczące drobinki,które na policzku są niemal niewidoczne. Odcień sam w sobie jest dość delikatny i nie wyrządzimy sobie nim krzywdy.
Rozciera się jak marzenie,nie tworząc brzydkich pomarańczowych plam. 
Twarz wygląda bardzo naturalnie i zdrowo.
Data ważności sięga 24miesięcy,więc mamy troszkę czasu na zdenkowanie (waga 10g)
Można kupić go w Rossmannie za 22,99zł. Pomimo jego plusów, cena wydaje się spora. 
Jest okej i efekt mnie zadowala,ale nie kupiłabym go drugi raz. 
Przeszkadza mi napigmentowanie,muszę namachać się pędzlem,aby efekt był widoczny.

Znacie może ten produkt? 

Jaki jest Waszym ulubionym i polecacie go w 100%? :)

wtorek, 26 stycznia 2016

Ulubione produkty do brwi

Pomyśleć,że jeszcze dwa lata temu nie używałam produktów do brwi i miałam okropne cienkie brwi,które teraz teraz sprawiają,że mam gęsią skórkę.
Wyszło mi to na dobre,że wraz z makijażem poznałam sztukę malowania brwi.
Przetestowałam już masę produktów i jestem pewna,że z moją ulubioną trójką zostanę już na dłużej.


1.Cienie do brwi
Mam tą paletkę już od dłuższego czasu i używam przy każdym makijażu. W środku znajdziemy trzy cienie oraz wosk. 
Wosk bardzo dobrze radzi sobie z niesfornymi włoskami. 
Wybrałam ciemniejszą wersję cieni i używam tylko dwóch, pierwszy z nich jest zbyt jasny.
Uwielbiam tą paletkę za trwałość i naturalny odcień. Brwi nie wyglądają jak przerysowane.
Bardzo lubię opakowanie,ponieważ w środku znajdziemy lustereczko.
Można ją kupić w wybranych drogeriach stacjonarnych lub w internecie. 
Jest mega tania,bo płaciłam za nią ok. 12zł. 

2.Żel 
Ten żel dostałam już dłuższy czas temu od firmy Eveline. Gdy nie mam czasu pomalować brwi cieniami, używam tego przyjemniaczka.
Nadaje naturalny,ładny kolor brwi i sprawia,że nie odstają we wszystkie strony. Szczoteczka jest identyczna jak u zwykłego tuszu,więc osoby z cienkimi brwiami mogą ubrudzić sobie skórę.
Żel trzyma się cały dzień.
Tutaj akurat nie mamy problemu z dostępnością,bo można go kupić w każdej drogerii za około 15zł

3.Kredka
Tą kredkę kupiłam za namową Karoliny Stylizacje. Wspominała kiedyś o niej,więc musiałam ją wypróbować.
Używam jej rzadziej niż cieni,ale nie znaczy że jest gorsza.
Miękka kredka łatwo sunie po skórze,ale pod koniec dnia lubi zniknąć. Używam jej w zestawie z cieniami lub żelem.
Kredka Catrice kosztuje ok. 18zł i można ją dostać w większości sklepów. Ja kupiłam ją za 9zł na promocji i jestem zdania,że więcej nie powinna kosztować.


Jestem ciekawa,jakie kosmetyki polecacie i używacie :)
Niestety mój ulubiony cień dobiega dna i planuję kupić nowe. Czy te z Catrice są godne polecenia?
Myślałam także nad zrobieniem henny,ale zupełnie nie wiem którą wybrać.
Zależy mi na chłodnym,ciemno brązowym odcieniu.
Liczę na pomoc :* 

Polubiłam się z marką Miss Sporty. Recenzja pomadki

Nie mam pojęcia dlaczego,ale zawsze unikałam tej marki. Dopiero od wakacji przekonałam się do świetnego tuszu Studio Lash. Postanowiłam więc dać im szansę i potestować kilka produktów. Polubiłam ich szminki,ale dziś nie o nich.
Chcę Wam opowiedzieć o bardzo przyjemnej pomadce Instant Lip Colour & Shine. Kupiłam ją w drogerii Kosmetykizameryki za banalną cenę 3,49zł.
Niestety nie ma tam dostępnych wszystkich kolorów. 
Miss Sporty przedstawia nowy produkt nadający długotrwały blask bez wysuszenia ust. Pomadka w kredce ułatwia aplikację, jednocześnie nadając
blask i miękkość. Dostępna w 6 czarujących odcieniach. 

Uwielbiam pomadki w takiej postaci. Polubiłam wysuwane pomadki,których można używać wszędzie. Opakowanie wygląda dość tanio,ale jest solidne i do tej pory nie popękało mimo częstego używania.
Całkowicie w ciemno wybrałam odcień Bubble Pop. Śliczny róż wpadający w fuksję,podkreśla biel zębów. Kolor jest naprawdę dobrze napigmentowany i widać go już przy pierwszym pociągnięciu.
Muszę pochwalić ją również za przyjemną konsystencję. 
Miękka,kremowa pomadka sunie po ustach niczym najlepsze masełko. Wąski sztyft idealnie obrysuje linię i nie potrzebujemy już konturówki.
Nie przesusza ona warg, tak jak pomadka Revlon. Jest to ważne,ponieważ zimą usta są spierzchnięte.
Trwałość również oceniam na plus,nie znika nawet po jedzeniu. Ściera się równomiernie,pozostawiając lekko zabarwione wargi.
Nie jestem pewna czy można kupić ją w szafach Miss Sporty,czy jedynie w Internecie.
Dajcie znać :)

Mój ulubieniec :)

Znacie może te pomadki? :)

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Magiczny złoto różowy cień do powiek.

Dosłownie nie wierzę,od czerwca zbierałam się za recenzję cienia Kobo o nazwie Golden Rose.
Właśnie latem stał się mega sławny i było o nim głośno. Cudem było dostać go w drogerii w cenie regularnej,a o promocyjnej mogłam pomarzyć.
Mi jednak się udało i w ostatnim dniu promocji trafił w moje ręce i kosztował w granicy 10zł/ cena regularna 18zł.
Używałam go niesamowicie często i chcę podzielić się moją opinią.


Kobo Professional, Fashion Eye Shadow to niezwykle trwały, intensywny i wyrazisty kolor oraz piękny metaliczny połysk. Bogata formuła zawiera korzystne dla skóry makro i mikroelementy. Cienie można stosować na sucho i mokro w zależności od pożądanej intensywności makijażu. Aplikacja cieni przy pomocy twardej pacynki. Cienie Kobo Professional Fashion Eye Shadow dostępne są również w formie zapasów do samodzielnego komponowania palety ulubionych kolorów.

Skład: Talc, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Hydrogenated Polyisobutene, Kaolin, Phenoxyethanol (and) Methylparaben (and) Butylparaben (and) Ethylparaben (and) Propylparaben (and) Isobutylparaben, Mica, [+/- CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 77007, CI 77288, CI 75470, CI 77510, CI 77742, CI 77811] (5.05.2014.)


Cień o nazwie Golden Rose posiada cudowny odcień chłodnego różu,który pod odpowiednim kątem mieni się na złoto. 
Kolor pięknie podbija każdy odcień tęczówki. 
Można kupić go w dwóch postaciach. Jako wkład do palety magnetycznej oraz pojedynczy cień w czarnym okrągłym słoiczku. Mi dostał się ten drugi,ponieważ nie posiadam ww paletki.
Spodobała mi się konsystencja, jest lekko wilgotna przez co łatwiej się rozciera. 
Pigmentacja jest niesamowita,cień jest genialnie napigmentowany i intensywny.
Pomimo tego pojawia się mały problem. Przy rozcieraniu potrafi zniknąć z powieki,więc nad makijażem musimy popracować dłużej niż zwyczajnie. Plusem jest to,że nie wchodzi w załamania powieki i pozostaje na powiece aż do demakijażu.
Cień jest piękny i makijaż wygląda zjawiskowo,lecz minusem jest znikanie.
Jak na taką cenę powinien być lepszy.

Jakie jest Wasze zdanie na temat tego żuczka? :)

Czym pachnie zachód słońca?

Jest to jeden z wosków,którego najbardziej byłam ciekawa. Kiedy dostałam paczuszkę (www.goodies.pl) z moimi cudami,byłam mocno zdziwiona.
Myślałam,że poczuję świeży aromat z dodatkiem piżma. Ciepły,a zarazem czysty zapach. Było jednak inaczej...
Na sucho nie powalił mnie, jednak...

Świeże powietrze, ciepłe promienie przygotowującego się do snu słońca i kalejdoskop aromatów natury – tak maluje się aura spokojnego, spędzanego nad brzegiem jeziora wieczoru. W ten sam sposób prezentuje się też pomysł na domową sesję aromaterapeutyczną – uspokajającą, dającą ukojenie i przywodzącą na myśl najpiękniejsze, wakacyjne chwile. Wosk Lake Sunset to wielka moc zamknięta w drobnej formie i propozycja idealna dla wszystkich osób, które – walcząc z jesienną pluchą – marzą o wejściu do wehikuły czasu, który zabierze je wprost na sierpniowe, przyjeziorne molo.

Po rozpaleniu kominka moje zdanie się zmieniło, moją mamę zapach wręcz zauroczył. 
Jest bardzo intensywny,lecz nie należy do duszących i mdlących. 
W zamyśle producenta, zapach miał przypominać drewno,ozon i ananasa.
Ja jednak nie dałabym ręki,że poczujecie te aromaty. Osobiście wyczuwam mocny aromat,złamany słodkim owocem przypominającym morele lub śliwkę.
Pierwszy raz trafiłam na wosk,który pachnie inaczej niż powinien. Nie jestem jednak rozczarowana,bo jest przyjemny i przywołuje wspomnienia z ostatnich wakacyjnych dni.

Znacie może wosk Lake Sunset? :)


niedziela, 24 stycznia 2016

"Mroczna kolekcja"- Ted Dekker.

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością pana Dekkera. Znałam już Simona Becketta, Tess Gerritsen, Katarzynę Bondę oraz Jo Nesbo,lecz o nim nie miałam pojęcia.
Poznałam go dzięki wyprzedaży w Empiku. Na półce widziałam również inne książki,ale ta szczególnie przykuła moją uwagę. 
Od wakacji dosłownie zakochałam się w thrillerach i kryminałach, co jest dziwne bo zawsze wybierałam fantastykę i romanse. Tak więc od dłuższego czasu wybieram tylko zagadkowe powieści,które trzymają w napięciu.

O czym opowiada powieść?
Aby odbył się kolejny ślub, trzeba zabić następną pannę młodą.


Agent specjalny Brad Raines musi poradzić sobie z najtrudniejszą sprawą w swojej karierze. W Dover grasuje seryjny morderca, który zaplanował makabryczny orszak weselny i wybrał już swoje ofiary. Czy korzystając z pomocy swojej przyjaciółki, psycholog sądowej Nikki Holden, i Paradise, pacjentki ośrodka dla chorych psychicznie, Raines znajdzie go, zanim będzie za późno? Wciąż jest krok za mordercą, który ma nad nim wielką przewagę - wierzy, że działa z polecenia samego Boga. Kiedy jednak kolejną ofiarą psychopaty staje się ktoś bliski Rainesowi, ten zrobi wszystko, by dopaść mordercę.

Brad Raines natrafił na bardzo trudną,wręcz krwawą sprawę. Próbuje odnaleźć mordercę,którego nazywają Kolekcjonerem Panien Młodych.

Jego ofiarami są nieskazitelnie piękne kobiety,zabójca chce się przypodobać Bogu,więc je zabija.
Za każdym razem postępuje tak samo. Odurza je,robi perfekcyjny makijaż,wiesza na ścianie by upodobnić ich do anioła,a na końcu spuszcza z nich krew. Każda z panien ubrana jest jedynie w bieliznę i przykrywający twarz welon.
Bardzo spodobał mi się podział w rozdziałach. W jednym głównym bohaterem jest agent Brad,zaś w następnym morderca.
Poznajemy ich osobowości,myśli,upodobania. Wiemy dokładnie kim są i jak się czują w danej sytuacji.
Ponieważ tajemniczy sprawca pozostawia znaki, Nikki wraz z agentem FBI dochodzą do wniosku,że zabójcą jest geniusz,który ma zaburzenia psychiczne.
Kolekcjoner jest na tyle sprytny,że ciągle udaje mu się zbiec i tracą trop.
Nieświadomi agenci są wodzeni za nos i postępują niemal tak jak pragnie chory geniusz.
Aby rozwiązać zagadkę postanawiają odwiedzić ośrodek w którym mieszkają osoby takie jak sprawca całej masakry.
Poznają tam inteligentnych pomocników,którzy mają problemy z swoim zdrowiem psychicznym.
Wśród nich znajduje się cicha Paradise,która posiada dar. Widzi duchy.
W książce pojawi się także wątek miłosny,wręcz niemożliwy w tej całej sytuacji. Jak rozwinie się ich relacja?
Czy odnajdą zabójcę i zapobiegną śmierci następnej oblubienicy?

"Mroczna kolekcja" należy do książek,które potrafią podnieść poziom adrenaliny. Posiada ponad 500stron,lecz czyta się ją całkiem sprawnie i szybko.
Pokazuje,że osoby w ośrodkach nie muszą być dziwadłami,lecz mogą być niesamowicie genialnymi osobami.
Brakuje mi tylko jednej rzeczy. Marzy mi się dłuższy opis pracy nad sprawą w laboratorium. Chciałabym aby cała ta sprawa była większą tajemnicą. 
Kto przeczytał serię " Chemia śmierci" wie o co mi chodzi.

Ogólnie oceniam książkę na 9punktów w dziesięcio stopniowej skali.
Polecam ją każdej osobie,która uwielbia czytać thrillery.

Happy Valentines Day! Co kupić drugiej połówce?

Odwieczny problem. Co kupić drugiej osobie,żeby jej się spodobało i nie zostało źle odebrane?
Jestem zdziwiona,że mój blog czytają również mężczyźni (i to z całkiem pokaźnym procentem wyświetleń),więc postanowiłam napisać również kilka pomysłów,co możecie kupić dla wybranki serca.
Jestem zdania,że uczucie powinno okazywać się także w zwykłym dniu. Jednak proszę bez kłamstw, każdemu jest miło gdy dostanie paczuszkę.

Jeśli nie chcecie kupować kolejnych bokserek w serduszka i kubka z napisem "I <3 You", zapraszam do mojego postu.

Co podarować ukochanej? (oczywiście poza kwiatami)
1.Biżuteria
Chyba najbardziej oklepany,ale jak śliczny prezent. Jeśli nie chcecie się oświadczać,nie kupujcie czasem pierścionka w serduszkowym opakowaniu :)

2.Perfumy
Warto zaszaleć i wybrać perfumy,które kocha każda kobieta. Np. Calvin Klein Euphoria, Marc Jacobs Daisy, Paco Rabanne One Milion.

3.Lakier do paznokci
A najlepiej cały zestaw lakierów np. Essie, OPI, Ciate, China Glaze

4.Yankee Candle
Twoja dziewczyna uwielbia tarty i świeczki YC? Na 100% sprawisz jej przyjemność, gdy podarujesz jej pięknie ozdobione pudełeczko pełne wosków.

5.Wyjazd
Lubicie podróżować? Jeśli pogoda dopisze zabierz ją na łyżwy,narty czy weekend w górach.

6.Kalendarz
Już nie raz wspominałam,że fantastycznym prezentem będzie kalendarz z wspólnymi zdjęciami.

7.Słodkości
W internecie jest pełno firm,które stworzą wyjątkowe czekoladki, cukierki i inne smakołyki z specjalną dedykacją.

Z czego ucieszy się ukochany?
1.Kolacja
Facet najedzony,facet szczęśliwy. Warto ugotować jego ulubioną potrawę lub zabrać go na kolację.

2.Książka
Twój ukochany interesuje się sportem lub elektroniką? Kup mu książkę,która opowiada o jego zainteresowaniach.

3.Zegarek/spinki do koszuli
Jeśli mężczyzna uwielbia świecidełka,dlaczego by nie kupić mu zegarka czy spinek do koszuli?
Doceni to każdy ukochany,który uwielbia elegancję.

4.Mecz
W tym dniu możesz się przełamać i zabrać go na mecz drużyny,której jest fanem. Na pewno to doceni.

5.Koncert
To samo tyczy się ulubionego artysty. Do Walentynek jeszcze sporo czasu,ale pamiętaj że bilety należy zakupić wcześniej.

Macie już pomysł na prezent dla ukochanej osoby? :)
Jestem ciekawa co wymyśliliście :)


sobota, 23 stycznia 2016

Jak pachną skrzydła anioła?

Dziś zabrałam się za sprzątanie i w związku z tym postanowiłam zapalić kominek z woskiem Angel Wings. Oczywiście wosk kupiłam w sklepie www.goodies.pl
Skojarzył mi się z czystością,porządkiem. Byłam bardzo ciekawa jaki zapach mają skrzydła anioła, do jakiego wniosku doszłam?

Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: wata cukrowa, płatki kwiatów oraz kremowa wanilia.

Ten wosk jest magiczny. Na "sucho" pachnie całkiem przeciętnie i nie wyróżnia się praktycznie niczym.
Obawiałam się,że zapach będzie ciężko wyczuwalny i zasmuciłam się.
Postanowiłam dać mu szansę i bardzo się cieszę,że nie porzuciłam go w kąt.
Wraz z ciepłem staje się coraz bardziej intensywny. Gdy weszłam do pokoju, cały był wypełniony mocnym aromatem, ale nie był on duszący czy mdlący.
Jesteście ciekawe czym pachną skrzydełka? Na pierwszy rzut,zapach kojarzy mi się z karmelizowanym cukrem,który jest przełamany innym słodkim dodatkiem. Nie jestem pewna czy czuję kwiaty, ale nie jest to zbyt istotne.
Może nie jest to idealnie odwzorowany aromat waty cukrowej, lecz jest niesamowicie zbliżony. Jestem zdziwiona,że tarta pachnie tak realistycznie.
Wosk wprowadza mnie w stan błogości i spokoju,jest niesamowicie trwały.
Biała tarta na długo zagości w moim kominku.

Bananowa maska i blask na włosach.

O tej masce słyszałam wiele dobrego. Zachwalały ją Youtuberki oraz inne włosomaniaczki. W Wispolu maski są tanie,bo kosztują 9zł więc musiałam ją mieć.
Ogólnie uwielbiam zapach owoców w kosmetykach, miałam już przyjemność (?) używać bananowego szamponu.
Chyba tak jak większość osób powiem,że zapach uzależnia <3 Czułam się jak małpa na bananowcu,która wcina dojrzałe owoce!


Bananowa maska z zawartością aktywnych składników - A, B1, B2, B3, B5, B6, C, witamina E, olej z oliwek i ekstrakt banana - błyskawicznie nawilża, odmładza i pobudza włosy. Tworzy specjalną warstwę ochronną na włosach, dzięki czemu są bardziej odporne na szkodliwe działanie gorącego powietrza oraz inne czynniki atmosferyczne. Rozjaśnia, nadaje gładkość i miękkość suchym, słabym, matowym włosom. 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Musa Sapientium Fruit Extract, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Acsorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCI, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisoth Iazolinone, Methylisothiaz Olinone.

Tak jak każdy Kallos,maska posiada duże litrowe,plastikowe opakowanie. Używam ich później do przechowywania próbek z Avonu lub ozdób na paznokcie.
Mogę śmiało stwierdzić,że zajmuje drugie miejsce na mojej Kallosowej liście. 
Jednak zapach zajmuje pierwsze! O mój Panie! Jak ona pachnie.
 Oczywiście pozostaje na włosach przez chwilkę po umyciu. Szkoda,że nie jest tak mocny jak przy użyciu.
Tej maseczki używam 2x w tygodniu i od pierwszego użycia widziałam efekt. 
Włosy zaczęły się pięknie układać oraz przestały się puszyć.
 Końce były dociążone,a skalp nie obciążony. Nie powodowała łupieżu oraz szybszego przetłuszczania skalpu.
Włosy błyszczały jak gdyby były obsypane diamentowym pyłem. 
W słońcu tworzyły cudowną taflę,którą zachwycały się znane mi osoby. 
Mięciutkie włosy zaczęły się układać, byłam niesamowicie zadowolona,że produkt za 10zł poradził sobie śpiewająco.
Można ją dostać w większości drogerii,ponieważ firma Kallos staje się coraz bardziej sławna.

Jeśli szukacie maski,która sprawi że wasze włosy będą błyszczały-polecam ją serdecznie.

Kaszmirowy szal -Rosie Thomas

Gdy za oknem śnieg,warto usiąść z kubkiem gorącej herbaty i zabrać się do czytania.
Muszę przyznać,że na empikowej wyprzedaży poszalałam i o dziwo kupiłam tylko jedno romansidło.
Wybór padł na książkę "Kaszmirowy szal". Spodobał mi się opis oraz okładka.
W sumie właśnie dla niej ją kupiłam. Piękna okładka wołała do mnie "Kup mnie, nie pożałujesz".
Zapłaciłam za nią około 11zł,więc była bardzo tania.

Historia wielkiej miłości w malowniczej scenerii egzotycznego Kaszmiru.



Gdy po śmierci rodziców Mair Ellis sprząta ich dom, w szufladzie starej komody znajduje tajemnicze zawiniątko, starannie ukryte przez jej babcię. W środku odkrywa zjawiskowo piękny stary szal, utkany z najdelikatniejszego włókna w odcieniach wody w jeziorze i górskiego nieba. Odkrywa też pukiel włosów dziecka.

Idąc po śladach historii dziadków, jedzie do Indii, gdzie przed wojną trafiła jej babcia razem ze swym mężem, misjonarzem. To właśnie tam, w samym sercu Kaszmiru, Mair Ellis – tak, jak siedemdziesiąt lat temu jej babcia – przeżywa przygodę, która na zawsze odmieni jej życie.


I tak właśnie książka trafiła w moje dłonie. Książka dzieli się na dwie części. Teraźniejszą, opowiada o losach Mair,która podróżuje do kraju w którym jej babcia spędziła pierwsze lata małżeństwa oraz przeszłą. 
Ta część tyczy się życia Nerys, babci głównej bohaterki. 
Po przeczytaniu całej książki sądzę,że historia jest piękna i ciekawa,lecz mocno naciągana. Jak wiemy w Indiach znajduje się ogrom ludzi i nie wierzę,że Mair bez większych problemów natrafiła na odpowiednie osoby,które pomogły jej odkryć tajemnice drogocennego szala.

Nerys Watkins wraz z mężem misjonarzem wyjechała do Indii. Kobieta poznaje tam dwie przyjaciółki z którymi przeżyła wiele szczęśliwych i niestety smutnych momentów.
W jej życiu pojawia się także postać mężczyzny,który nie jest jej małżonkiem. Od samego początku byłam ciekawa jak rozwinie się ich znajomość i co z niej wyniknie. 

Po śmierci rodziców Mair znajduje stary,pięknie zdobiony kaszmirowy szal i chce poznać jego los. Niestety nie może spytać o to rodzicielki,bo ta umarła wiele lat temu. Po sprzedaniu rodzinnej posiadłości, rusza w długą  podróż do Indii i tam z każdym dniem dowiaduje się coraz więcej.
Poznaje tam parę małżonków,okazuje się że mężczyzna tak samo jak ona,chce odkryć rodzinny sekret.
Oczywiście byłam pewna w niemal 100%,że ich historie muszą mieć z sobą coś wspólnego.

Historia obu pań wciąga na tyle,że z każdą kartką chcesz skończyć ją jak najszybciej i dowiedzieć się prawdy.
Niestety książka zawiera także kilka nudnych,powtarzających się ciągle fragmentów,które mogą zniechęcić.
Mi jednak lektura przypadła do gustu,lekka powieść jest idealna do czytania przed snem.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka