sobota, 31 stycznia 2015

Za co lubię kosmetyki MUR?

Kosmetyki MUR poznałam w październiku. Polubiłam się z nimi od pierwszego makijażu.
Na początku zamówiłam paletkę Flawless, cienie do brwi, eyeliner. Były tanie więc postanowiłam zaryzykować. 
Jeśli się nie sprawdzą oddam siostrze lub znajomej, które nie przykładają większej uwagi do kosmetyków. Jednak tak się nie stało!
Kiedy paleta trafiła w moje dłonie, już następnego dnia zaczęłam ją ostro testować. 
Akurat miałam wykonać parę makijaży, okazja była idealna więc postanowiłam zaryzykować.
W grudniu byłam na zakupowym odwyku więc nie robiłam zakupów.
Czekałam na palety do konturowania, wzdychałam do nich z zachwytu. Najbardziej spodobała mi się Bronze, lecz gdy robiłam 1 zakupy nie była jeszcze dostępna. 
Gdy nadarzyła się okazja trafiła do koszyka jako pierwsza. Następnie po dokładnym przeglądnięciu oferty jeszcze parę rzeczy postanowiłam zakupić. 
Tak więc stałam się właścicielką palety Bright Matte oraz No photo. Zakochałam się w różowym serduszku, które codziennie ląduje na moich policzkach dodając im zdrowego wyglądu.
Teraz bardzo kusi mnie nowa czekoladowa paleta oraz Eyes like Angel. 

Za co lubię kosmetyki MUR?
Przede wszystkim za niską cenę! Gdy kupimy 32 cienie za 40zł? Ceny bardzo kuszą, pewnie są tak niskie bo firma dopiero się rozwija. Oby w przyszłości nie były droższe!
Mimo,że nie wszystkie opakowania są jakieś cudowne kosmetyki wszystko rekompensują. Poza tym przecież o nie chodzi. 
Cienie mają świetną pigmentacje. Trzymają się cały dzień na powiekach nawet bez bazy.
Byłam zdziwiona tak świetną pigmentacją cieni matowych. Łatwo się blendują, nie tworzą plam.
To samo tyczy się paletki z bronzerami. 8 sztuk za 30zł? Są mega intensywnie nasycone kolorem, więc musimy uważać aby nie zrobić sobie krzywdy,
Polubiłam kosmetyki także za opakowanie. W niektórych z tyłu pudełeczka pokazane jest zdjęcie. 
Bardzo wygodne,jeśli nie chcemy wyciągać palety, a pokazać kolorystykę. 
Firma ciągle wydaje nowe cienie,szminki itd tylko wór pieniędzy...
Możemy dostać kosmetyki o ciepłych oraz zimnych tonach. Każda z Nas dobierze coś dla siebie :)

A wy lubicie kosmetyki MUR?

Mówię "Bye Bye" do nieestetycznych skórek

Od kiedy pamiętam miałam nieestetyczne i brzydkie skórki wokół paznokcia.
Oh ile to ja się namęczyłam aby zniknęły. Moczyłam je w wodzie, ale było to uciążliwe i musiałam poświęcić o wiele więcej czasu na manicure.
Aktualnie żel do usuwania skórek stał się moim KWC.
Poradził sobie z twadymi brzydkimi skórkami przy paznokciach dłoni oraz nóg.
Odsuwanie ich przestało być problemem.



Profesjonalny preparat o błyskawicznym działaniu.
zgrubiałe i przerośnięte skórki wokół paznokci, bez ryzyka powstania uszkodzeń.
Profesjonalny preparat, który szybko, łatwo i skutecznie usuwa suche,
Zapobiega zadzieraniu, pękaniu i narastaniu skórek na płytkę paznokciową.
Zawiera olej z awokado, który pielęgnuje, wygładza i intensywnie nawilża.


Żel znajduje się w malutkiej tubce o poj. 10ml. Zamknięty jest w pudełeczku do którego dołączona jest instrukcja oraz opis innych produktów do paznokci.
Można bardzo łatwo wycisnąć produkt, na końcu zakończony jest małym "dzyndzlem".
Tubka jest na tyle cienka,że plastik prześwituje i widać ile żelu pozostało. Mi po 3 użyciach zostało 3/4
Pierwszy raz użyłam go na skórki stóp, myślę "Kurde jak wypali mi pazury to chociaż nie będzie tego widać" :D 
Ale przytrzymałam do 30-40sekund lekko wytarłam ręcznikiem i co? Pozbyłam się paskudnych twardych skórek! 
Paznokieć stał się oczywiście ciut dłuższy gdy pozbyłam się ich. 
Co do konsystencji. Dość lejąca więc nalezy uważać przy wyciskaniu aby nie wylać za dużo. 
Pozostaje na miejscu, nie spływa. O białawym zabarwieniu niemal bezwonny.

Przy pierwszym podejściu byłam dość sceptycznie nastawiona. Nie wierzyłam w takie cuda, jednak muszę zwrócić mu honor. Bardzo dobrze radzi sobie i polecam go dziewczyną,które mają taki sam problem jak ja :)
Skóra po zabiegu nie piecze, nie jest zaczerwieniona. Nie dostałam alergii ani innych przykrych dolegliwości. Należy pamiętać,że możemy trzymać go maksymalnie 1minutę.

Patrzyłam za nim w drogerii, cena wynosi ok. 15-16zł. Dostaniemy go w wielu miejscach oraz drogeriach ponieważ firma Eveline jest dobrze dostępna.

Jest to bardzo dobre wyjście gdy robię hybrydy. Gdy musiałam odmoczyć skórki, należało poczekać ok. 30minut po myciu zanim zabierzemy się do zabiegu. Jeśli paznokcie są mokre lakier szybko odpadnie. 
Tutaj nic takiego się nie stało. Użyłam go już przy 2 manicure i lakier trzyma się tak jak się trzymał :) 
Bardzo fajne wyjście gdy nie mamy czasu na dłuższe siedzenie przy paznokciach i paskudnych skórkach.

piątek, 30 stycznia 2015

Nie wiesz jak przechowywać próbki szminek i zapachów?

To nie nowość,że uwielbiam wszelkie próbki szmineczek oraz perfum.
W Biedronce od dnia 29.01 można dostać bardzo fajne organizery! :)
Kosztują tylko 9.99zł. Gdy przyjechałam ok. 18 zostało tylko 3 rodzaje.

Chciałam taki duży, ale myślę... po ciula skoro kosmetyki wolę trzymać w pudełeczkach. 
Pomyślałam o tym z 12 przegródkami, niby na biżuterię.
Kupiłam go i olśniło mnie w aucie co z nim zrobić! Początkowo myślałam,że będę przechowywała w nim kolczyki i ozdóbki do paznokci.
Jednak miałam mały problem z porządniem w próbkach. Ciągle grzebałam i przerzucałam w celu odszukania właściwego zapachu czy koloru.

Więc gdy wróciłam do domu szybciutko poukładałam szmineczki i próbki zapachów w moim nowym organizerze.
Jest wykonany z grubszego przeźroczystego plastiku, dodatkowo ma dość fajne okrągłe lusterko.
Tak więc gdy już wszystko poukładałam byłam bardzo zadowolona!
Nareszcie widzę każdy kolor szminek oraz pachnideł. 
Dzięki temu,że jest przeźroczysty mogę zerknąć pod spód i widzę nazwy próbek. 
Gdy będę malowała usta wystarczy podnieść pokrywkę i będę widziała swoją twarz, dzięki czemu szybciutko pomaluje się :)

Takie cudo, a ile wygody :)

Niestety organizery schodzą szybciej niż świeże bułeczki :(
Kupiłabym jeszcze z 2-3 :(

środa, 28 stycznia 2015

Robimy własną odżywkę do włosów! :)

Tak więc miałam okazję przetestować odzywkę do włosów, którą mogłam zrobić własnoręcznie. 
Troszkę się obawiałam czy na pewno mi wyjdzie.
Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z olejem kokosowym. Wiem,że nie zawsze się sprawdza.
Wybrałam ją sama do testowania, dzięki uprzejmości firmy MAZIDŁA.

Postanowiłam zrobić maskę i oto co sądzę:


Wykonanie: w zlewce o poj. 100 ml, w ciepłej kąpieli wodnej, rozpuścić olej kokosowy.
Następnie dodać pozostałe składniki i całość wymieszać bagietką borokrzemową lub minimikserem. 
Opis: intensywnie regenerująco-nawilżająca odżywka do wszystkich rodzajów włosów. Szczególnie polecana osobom z włosami suchymi i zniszczonymi farbowaniem i czynnikami zewnętrznymi.
Olej kokosowy i lanolinowy wykazują silne powinowactwo wobec struktur włosa (wysoka zawartość kwasu laurynowego i cholesterolu ), dzięki czemu doskonale je regenerują. Fosfatydylocholina zawarta w lecytynie oraz jedwab-proszek nadają im połysk, zwiększają elastyczność, czynią jedwabiście miękkimi oraz poprawiają podatność na układanie i zapobiegają elektryzowaniu. 
Olejowy ekstrakt z rozmarynu wzmacnia i stymuluje wzrost włosów.
Zastosowanie: w suche i nie umyte włosy wmasować porcję odżywki, następnie głowę zawinąć folią i ręcznikiem i pozostawić na pół godziny. 
Po półgodzinie głowę umyć wybranym, łagodnym szamponem i ewentualnie spłukać Płukanką z octem ziołowym.
Kilka kropli odżywki roztartej między dłońmi można również wcierać w umyte, wilgotne końcówki włosów.
Przechowywanie: w temperaturze pokojowej (w łazience), w nieprzezroczystym opakowaniu z dozownikiem, np. butelce o poj. 100 ml.
Trwałość: 7-9 miesięcy.
Uwagi: w celu łatwiejszego zmycia odżywki i uniknięcia efektu nadmiernego obciążenia, pierwsze mycie można zrobić porcją szamponu nie rozcieńczonego wodą i wtartego bezpośrednio w nie zmoczone włosy.


Położyłam olej kokosowy w ciepłej wodzie, aby się roztopił. Staje się to bardzo szybko 3-5minut.
Następnie do miseczki wlałam olej i dodałam następne składniki. 
Odżywkę zrobiłam z podwójnej proporcji, nie chciałam zostawiać oleju kokosowego, a mam długie długie włosy.
Każdy składnik odmierzyłam na dokładnej wadze kuchennej :D 
Czułam się niczym Walter White z serialu Breaking Bad :D
Po wszystkim połączyłam składniki oraz wymieszałam. Nie miałam problemu z wymieszaniem składników, wszystko bardzo ładnie się połączyło.
Zrobioną odżywkę wsadziłam do szuflady. Nie ma dostępu do światła.
Konsystencja lekko się zmieniła, przypomina smalczyk :) Łatwo nabiera się na dłoń i wciera w włosy.
Olej kokosowy jest biały, po dodaniu składników kolor maski zmienia się na żółtawo kremowy.

Jak używam?
Użyłam jej 2x na połowę długości włosów. Olej kokosowy pod wpływem ciepła lekko zmienia konsystencje. Gdy nabieramy ją na dłonie roztapia się. Łatwo wciera się w włosy. Nie spływa.
Użyłam jej gdy miałam więcej czasu, trzymałam ją ok. 1godziny. 
Następnie umyłam włosy szamponem GPharmacy i zabezpieczyłam końcówki.

Co ujrzałam po wysuszeniu włosów?

Gdy włosy wyschły zobaczyłam coś czego oczekiwałam. Włosy były nawilżone i miękkie. Ponieważ w zimie włosy są nijakie stawiam na maksimum nawilżenia. Dostałam je właśnie dzięki odzywce.
Końce były miękkie i gładkie. 
Były sypkie i błyszczące. 

Tak  wygląda odżywka po przelaniu do słoiczka :)


Miseczka nie jest brudna, to jeden ze składników :) 
Białe pływające kropeczki, to nic innego niż nieroztopiony do końca olej 
kokosowy. 

Czy opłaca się robić własne odżywki?
Jest to na pewno świetna zabawa. Masz satysfakcje,że robisz coś sama. Wykonanie nie jest wcale trudne. 
Fakt kosztuje ciut więcej niż zwykła odżywka, ale reszta składników wystarczy na 5-6 nowych odzywek. Jedynie musimy dokupić olej kokosowy, który nie jest taki drogi.
Możemy dodawać własne składniki, różne olejki itd. 

Jestem bardzo zadowolona z otrzymanego efektu. Włosy sięgają za połowę pleców do tego są bardzo gęste więc wystarczy mi na 4-5 użyć. 
Nie spodziewałam się,że włosy będą tak przyjemne w dotyku.
Do tego zapach kokosa <3


wtorek, 27 stycznia 2015

A co to za serduszko?

Długo marzyłam o serduszku firmy Makeup Revolution. Nigdy wcześniej nie zwracałam większej uwagi na róż do policzków. Wybierałam częściej bronzery. Postanowiłam się skusić i nie żałuję.
Gdy odkryłam typ urody, zaczęłam używać wyłącznie różu. Podkreśla moją urodę.
Jeśli masz zimny typ urody, polecam używać różu zamiast bronzera.

Blushing Hearts Triple Baked Blusher marki I ♡ Makeup. Wypiekany róż do policzków w trzech odcieniach. Każdy z nich może być aplikowany pojedynczo lub łącznie. Umożliwia naturalne wykończenie makijażu i bezproblemową aplikację. Doskonale uwydatnia kości policzkowe, nadaje cerze świeży i naturalny koloryt. Produkt wzbogacono o subtelnie rozświetlające drobiny. W kontakcie z promieniami światła optycznie maskują drobne niedoskonałości skóry. Kosmetyk utrzymuje się przez długi czas, nie osypuje się i nie tworzy plam. Dzięki zastosowaniu technologi wypiekania, róż jest bardzo wydajny. Produkt został umieszczony w papierowym opakowaniu w kształcie serca. Dostępny w 3 wariantach kolorystycznych.

Opakowanie:
Serduszko zapakowane jest w kwardatowe różowe pudełko. W środku znajduje się opakowanie w kształcie serduszka, które widzimy na zdjęciu. Wygląda słodko i uroczo :)
Nie ma problemów z nabieraniem różu na pędzelek.
Pudełeczko jest papierowe, mimo to wykonanie jest solidne. 

Pigmentacja:
Wybrałam róż w 3 odcieniach. Jest dość twardy, lecz łatwo nabrać go na pędzelek. Zauważyłam,że w zaleznie od rodzaju włosia zmienia się napigmentowanie. Na sztucznym oczywiście jest słabsze.
Nie mogę narzekać na moc koloru. Już za pierwszym pociągnięciem na policzku pozostaje pięknie mieniąca się tafla. Nie zrobimy sobie także krzywdy, chyba że ktoś będzie malował się na ruską babeczkę.
Cięźko uchwycić odpowiedni kolor
Serduszko zawiera shimmer,który cudownie rozświetla twarz. Gdy nie mam czasu nakładam sam róż na policzki, cera wygląda zdrowo i promiennie.

Trwałość:
Zawsze maluje się rano, gdy zmywam makijaż na waciku widzę resztki koloru. Wiadomo z biegiem czasu kolor delikatnie blednie. Śmiało możemy pomalować się na całonocną imprezę jak i na zwykły dzień.

Dostępność/cena:
Serduszko kosztuje 25zł, z rabatem 5% zapłaciłam tylko 23,66zł. Dla mnie to niska cena, jeśli bierzemy pod uwagę wagę. Dostajemy aż 10g różu.
Niestety może być problem z dostępnością. Nie kupimy go stacjonarnie. 
Możemy zamówić go w sklepach internetowych takich jak cocolita, minti shop.

Podsumowanie:
Teraz nie żałuję zakupu serduszka. Na poczatku nie byłam pewna zakupu i troszkę żałowałam,że nie wybrałam bronzera czy rozświetlacza. 
Niepotrzebnie! Przy pierwszym pociągnięciu pędzla pokochałam go i stał się moim KWC <3
Niesamowicie rozświetla twarz, skóra wygląda zdrowo i promiennie.
Wiecie co podoba mi się najbardziej? To,że mamy aż 3 odcienie do wyboru. Możemy użyć je osobno lub pomieszać i stworzyć nowy 4 odcień. Najczęściej właśnie mieszam kolor.
Bez problemu się rozciera, nie pozostawia plam na policzku. Z tego co wiem jest dostępne aż 6 różowych serduszek w różnych odcieniach. 

Każda z Nas może dobrać odpowiedni kolor do swojej urody. 
Zdjęcia na internecie są dość realistyczne więc nie musimy obawiać się o odcień. 

Macie może już swoje serduszko? :) 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Czy Revlon posiada inne dobre kosmetyki poza podkładami?

Dla mnie firma Revlon słynie między innymi z podkładów, które większość osób zachwala. 
Revlon-Just-Bitten-Kissable-Balm-Stain-Szminka-Balsam-w Jednym-LOVESTICK-020Powoli dorastam do dycyzji o kupnie tego własnie kosmetyku. Poczekam jeszcze z miesiąc,aż firma wyda podkład z pompką. Nie lubię się brudzić więc mam nadzieje,że ich obietnice się spełnią. 
Nigdy wcześniej nie interesowałam się firmą. Fakt kosmetyki są drogie, nie każda ucząca się dziewczyna może pozowlić sobie wydać na raz sporo kasy na ich kosmetyki. 
Przeważnie myszkujemy parę złotych, aby po czasie kupić podkład,szminke itd.
Oglądając YT oraz kanał Karoliny (Stylizacje) przepadłam całkowicie. Miała pomalowane usta szminko błyszczykiem. Niesamowicie spodobał mi się kolor i przy zakupach w sklepie cocolita, zaopatrzyłam się właśnie w to cudo.
Mam zimny typ urody więc każdy odważny róż oraz fuksja podkreślają moją urodę. Nie boję się odważnych kolorów na ustach. 
Just Bitten Kissable Balm Stain to rewolucyjny produkt od firmyRevlon, dzięki któremu odżywisz swoje usta, nawilżysz je oraz nałożysz warstwę ochronną i jednocześnie nadasz im pięknego koloru.

 Produkt o miękkiej konsystencji z łatwością się aplikuje. Jego intensywnie nawilżająca formuła dodatkowo wzbogacona została o przyjemny miętowy zapach, który orzeźwia Twoje usta. Całość w postaci wygodnej wkręcanej kredki.
Lovestick 020 intensywny róż.  
 Pojemność: 2,7g
Produkt nowy, świeży, oryginalnie zapakowany. 

Opakowanie:
Dostajemy szminkę w postaci kredki. Sztywna twarda plastikowa osłonka w kolorze mazidła do ust.  Sztyft ma ok. 4cm więc nie jest długi. 
Bez problemu się wysuwa. 

Kolorystyka:
Do wyboru w drogeriach mamy aż 12 kolorów, w sklepie cocolita zaledwie 4-5. Dostaniemy stonowane, odważne, w tonach ciepłych i zimnych.
Czyli? Do wyboru do koloru! Każda znajdzie odpowiedni kolor.

Pigmentacja:
Nie wiedziałam na co liczyć. Gdy pomalowałam usta byłam niesamowicie zdziwiona. Takie maleństwo już za pierwszym pociągnięciem pięknie pokrywa usta. Malując kolejne warstwy nadajemy głebi koloru. Przeważnie maluję 2, aby usta były kusząco różowe.

Aplikacja:
Szczerze? Nawet dziecko perfekcyjnie pomaluje usta! Wystarczy wysunąć kawałek sztyftu i przyłożyć do ust. Szmineczka bardzo łatwo sunie po ustach. Plusem jest to,że szmineczka nie łamie się oraz można łatwo poprawić niedoskonałości. 

Konsystencja:
Lekko przypomina kredkę świecową, lecz bardziej miękką. Sztyft zawsze ma tą samą twardość nie ważne czy trzymamy go w gorącu czy zimnie. Nie podkreśla suchych skórek. Nie wchodzi w załamania, po czasie zastyga na ustach

Cena:
W sklepie cocolita kosztuje 12,50zł, zaś w drogeriach ponad 50zł

Dostępność:
Drogerie, sklepy internetowe

Trwałość:
Smiało mogę stwierdzić,że szminka jest niezniszczalna! Gdy nie jemu i nie  pijemy cały dzień pozostaje na ustach. Gdy jemy kolor delikatnie, minimalnie blednie. Nie straszne jej jedzenie, picie oraz pocieranie.
Kolor wnika w usta. Schodzi równomiernie. 
W stanie idealnym pozostanie na ok. 5-6godzin.

Zapach:
Tak tak! Szmineczka pachnie! Pachnie i smakuje miętą. Delikatnie chlodzi usta po pomalowaniu. Mega przyjemne uczucie.

Wydajność:
Ktoś pomyśli,że takie cudo jest nie wydajne. Nic z tego!
Szminka praktycznie nie maleje. Dzięki jej napigmentowaniu oraz trwałości jest bardzo wydajna. Napewno pozostanie na długo w mojej kosmetyczce.
Szminka błyszczy do 2godzin. Potem staje się matowa :)

Podsumowanie:
Bardzo żaluję,że stacjonarnie szmineczka tez droga. Gdyby cena była niższa zaopatrzyłabym się w każdy kolor. Polecam szczególnie dziewczyną, które są zabiegane i nie mają czasu w ciągu dnia na poprawienie koloru.
Kosmetyk wszech czasów :)
Na pewno będę mu długo wierna :)

No photos, please!

Każdy kto mnie zna dobrze wie jak "uwielbiam zdjęcia". Unikam ich jak ognia, ponieważ nie cierpię siebie na zdjęciach. Oglądając zdjęcia z wyjazdów, nie ma mnie na ani jednym. No może poza palcem w kadrze.
Wracając do rzeczy. Chcę zapoznać Was z fantastyczną paletką firmy Makeup Revolution.
Chorowałam na nią od kiedy zobaczyłam ją w sklepie cocolita. 
Ceny w sklepach wahały się od 20-25zł i szczerze mówiąc wydawało mi się za dużo. 
Gdy natrafiła się okazja, cena paletki wynosiła 16,50zł. 
Bez zastanowienia zamówiłam ją.
Gdy otwarłam pudełko, szukałam jej jako pierwszej. Troszkę byłam zdziwiona gdy ją zobaczyłam, ale o tym za chwilę.

NO PHOTOS PLEASE marki I ♡ Makeup. Zestaw składa się z 10 cieni do powiek oraz bazy pod cieni. Komplet umożliwia wykonanie trwałego make-up o intensywnej, wyraźnej barwie. W palecie znajdują się odcienie metaliczno-perłowe (4), satynowe (1) oraz satynowe z małymi drobinami (5). Pozwalają wykonać zarówno makijaż dzienny, jak i wieczorowy. Posiadają delikatną konsystencję, którą łatwo zaaplikować. Cienie zostały umieszczone w plastikowej palecie. Na pokrywie zamykającej przytwierdzono grafikę zmieniającą kolor. Całość wzbogacono o lusterko i podwójny aplikator z czarnej gąbki.

Opakowanie:

Właśnie o tym zdziwieniu mówię. Paletka jest malutka! Mieści się na dłoni.

WYMIARY: Zamknięta paleta 11,4 cm 6 cm.
Przekątna cienia 3,7 cm.

Podoba mi się jej wygląd. Trójwymiarowy obraz na wierzchu także skusił mnie do zakupu. Niestety na zdjęciu ciężko uchwycić jej wygląd z wierzchu. Wykonana jest z grubego, porządnego plastiku. W środku znajdziemy lusterko. Nie ma problemów z otwieraniem. Dodatkowo dołączony jest aplikator. Dołączona jest także malutka baza,która ma aplikator niczym błyszczyk. Pudełeczko w którym znajdowała się kasetka, z tyłu ma zdjęcie poszczególnych cieni. 
Każdy cień ma nadaną nazwę. 

Konsystencja:
Podoba mi się ich konsystencja. Bardzo łatwo można nabrać je na pędzelek, bez problemu możemy użyć także pacynki czy palców.Nie osypują się praktycznie wcale. Nie jest sucha i tempa. Jest przyjemnie miękka i lekko mokra. Nie zostaje w załamaniach powieki oraz się nie roluje.
Nie ma problemów z blendowaniem. 

Trwałość:
Testowanie jej zajęło mi najwięcej czasu. Sprawdzałam ją z bazą jak i bez. Dzięki bazie cienie nabierają głębi oraz jeszcze piękniej połyskują na powiece, dając efekt mieniącej się tafli. 
Nosiłam je cały dzień na powiekach, aż do momentu zmycia wyglądały idealnie. 
Nie stają się jaśniejsze oraz nie wycierają się z biegiem czasu. 

Pigmentacja:
Miałam już wcześniej do czynienia z cieniami MUR. Więc już na początku byłam pewna,że będą miały mocną pigmentacje. Nie musimy męczyć się z nakładaniem kolejnych warstw cienia na powiekę, ponieważ już przy pierwszym pociągnięciu pędzlem kolor staje się intensywny. 

Dostępność:
I tutaj jest problem. Niestety nie dostaniemy jej stacjonarnie. Możemy zamówić ją w sklepach internetowych.

Podsumowanie:
Do zakupu skusiły mi piękne fiolety oraz brązy. Używam jej teraz niemal przy każdym makijażu.
Baza super dobija kolor. Są to jedne z lepiej napigmentowanych cieni jakie mam. Mogę się ośmielić także z stwierdzeniem,że są tak świetne jak cienie Sleek! 
Jeśli macie ochotę się skusić na tą paletkę, lub SELFIE (same brązy) polegam gorąco. 
Na stronie cocolita nadal trwa promocja, więc kupicie ją taniej. 
Na początku myślałam,że będzie mały problem z nabieraniem cieni, lecz myliłam się.

TAG 40 pytań :)

Zobaczyłam ten TAG u jednej z Was i bardzo mi się spodobał :)
Bardzo lubię czytać TAGI oraz fakty o sobie :) Można w ten sposób się poznać :) Zachęcam do napisania własnych odpowiedzi :)


1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz?

Rano i wieczorem :)

2. Jaki masz typ cery? 

Mieszaną


3. Co jest obecnie Twoim ulubionym produktem do mycia twarzy? 
Używam żelu Barwa oraz Ziaja

4. Czy używasz peelingów do twarzy? 
Tak, nie wyobrażam sobie ich nie używać

5. Jaka to marka?

Używam 3 peelingów. Soraya, Joanna oraz enzymatyczny Lirene


6. Jakiego kremu do twarzy używasz? 

Używam kremu nawilżającego Barwa


7. Czy masz piegi? 

Tak


8. Używasz kremu pod oczy? 

Jeśli sobie przypomnę :D Niestety często zapominam


9. Miałaś kiedyś problem z trądzikiem? 

Nie


10. Używałaś kiedyś tabletek przeciw trądzikowych? 

Nie


11. Jakiego podkładu używasz? 

Teraz używam podkładu Ingrid, ale mam ochotę przetestować Revlon, podobno w lutym/marcu trafi nowa seria z pompką i na to czekam :)


12. Co z korektorem? 
Używam tylko pod oczy Eveline. Dla mnie najlepszy :) Bardzo go lubię 

13. Co sądzisz o sztucznych rzęsach?

Jeśli idę na zabawę wybieram sztuczne rzęsy lub kępki. Oczy wyglądają o wiele ładniej, dopełniają makijażu oka.


14. Czy wiesz, że maskary powinno się zmieniać co 3 m-ce?

Tak, staram się wymieniać.


15. Jakiej maskary teraz używasz?

Używam 2 mascar. L`Oreal, False Lash Wings Mascara Midnight Black oraz Lovely Pump Up

16. Sephora czy MAC? 
Ani jedna ani druga.


17. Masz kartę pro do MAC? 
Nie. 

18. Jakich narzędzi używasz do aplikowania makijażu? 

Pędzli, gąbeczek


19. Używasz bazy pod cienie? 

Tak, jeśli wymga tego sytuacja. Na codzień maluje się cieniami Sleek,które są genialne nawet bez bazy


20. Używasz bazy pod makijaż? 

Jeśli nie muszę nie potrzeba. Na większe wyjścia, obowiązkowo


21. Ulubiony kolor cienia do powiek? 

Szczerze? Nie mam ulubionego. Maluje się brązami oraz innymi stonowanymi kolorami. Uwielbiam także kolorowe cienie


22. Kredka do oczu, czy eyeliner w płynie? 
Eyeliner. 

23. Jak często dźgnęłaś się w oko kredką? 

Nie lubię malować się kredką, jest mało trwała


24. Co sądzisz o pigmentach/sypkich cieniach? 

Uwielbiam! Można z nich zrobić nawet cień pasowany jeśli nie lubi ktoś sypkich cieni.


25. Używasz kosmetyków mineralnych? 
Nie, ake chciałabym

26. Ulubiona szminka? 

Hmm polubiłam się z nową szminka Avon Zmysłowa przyjemność. Lubię także szminki Revlon


27. Ulubiony balsam do ust? 

Hmm Einstain. Bardzo dobrze nawilża moje usta.


28. Ulubiona marka lakierów do paznokci?

Przerzuciłam się na hybrydy więc Silcare i Em nail. Jeśli chodzi o zwykłe lubię firmę Wibo, NYC oraz Maybelline


29. Ulubiony róż?

Od kiedy mam serduszko MUR, zakochałam się w tym różu.


30. Kupujesz kosmetyki na E-bay/Allegro?

Tylko lakiery do paznokci. Jeśli chodzi o kosmetyki kupuje je często w sklepie cocolita.pl oraz kosmetykizameryki.pl


31. Lubisz kosmetyki z drogerii? 
Tak, lecz rzadko je kupuję. Wolę sklepy internetowe 

32. Czy kupujesz swoje kosmetyki od ulicznych sprzedawców lub na bazarach? 
Nie. Nie wiem jak były przechowywane oraz czy są dobre.

33. Czy chciałabyś chodzić na lekcje wizażu? 
Tak. Było by świetnie, niestety w mojej miejscowości nie ma szans i musiałabym daleko szukać.



34. Czy zdarza Ci się niezdarnie nakładać makijaż? 

Nie, Staram się zawsze robić to perfekcyjnie

35. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć? 
Jak się bawić to się bawić brwi wy****ć kreski wstawić :D

36. Lubisz kolorowe makijaże?

Kocham! Od maja nie wyobrażam sobie bez nich makijażu! :)


37. Która gwiazda wg Ciebie ma zawsze świetny makijaż? 

Hmm... Kim Kardashian zawsze wygląda perfekcyjnie oraz Rita Ora z tymi czerwonymi ustami <3


38. Jeśli miałabyś wyjść z domu, używając tylko jednego produktu, co by to było? 

Szminka! Uwielbiam mieć pomalowane usta


39. Czy wychodzisz z domu, bez makijażu? 

Tak, nie wstydze się własnej twarzy :) Nie mam problemów z wyjściem do znajomych czy na zakupy


40. Czy sądzisz, że wyglądasz dobrze bez makijażu?
Tak. Mam ciemną oprawę oczu i zawsze oczyszczoną skórę twarzy :) Nie mogę narzekać :)


Mam nadzieję, że także chętnie weźmiecie udział w TAGU :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka